kazeta.pl55
18.08.10, 08:37
Witam!
Impulsem do tytułowej tezy jest wczorajsza scena sprzed balkonu w wykonaniu
naszej młodej sąsiadki. Jej mały chłopczyk pokazując na umykającego kotka pyta
mamy: "Jak on się nazywa?" "On się nazywa Filemon." odpowiada mama.
Niby nic dziwnego, ale po zastanowieniu można parsknąć śmiechem, - bo od kiedy
kot może sam siebie nazywać? Przecież w pytaniu i odpowiedzi mamy zwrotne SIĘ.
Gdyby pytanie brzmiało: "Jak jego zwą?' To co innego.
Znajomy twierdzi iż pytanie: "Jak on się nazywa?" to zwykły germanizm od: "Wie
heisst er?" Mnie to jednak nie pasuje, bo tam brak zwrotnego SIĘ. Gdyby było:
"Wie heisst er sich?" ev. "Wie nennt er sich?", to już bliżej.
No, jeżeli sprawa dotyczy ludzi, to od biedy trochę logiki jest kiedy pytamy:
"Jak on się nazywa?" Ze zwierzętami, albo przedmiotami
materialnymi/abstrakcyjnymi to czysta paranoja.
Dla równowagi inny przykład absurdu mówionego, ale bardziej zza Odry:
Josephine gosposia, od pewnej pani domu co nagle zmarła tuż przed swoimi
80-letnimi urodzinami, krzątając się pośród gości na stypie, kiedy to panowie
wychylali Doppelkorn a panie siedziały przy kawie, wniosła uroczyście tacę z
ciastem i powiada: "Den Kuchen hat die selige Leiche noch selbst gebacken."
Pozdrawiam.