J. obcy u urzędnika niemile widziany!

06.09.11, 17:52
- Do jednego z biur ZUS w mieście średniej wielkości wchodzi Anglik wysłany przez jego polską małżonkę i ściska w ręku świstek z kilkoma zdaniami po polsku, które mu luba napisała.
Ma załatwić prostą sprawę dla chorej polskiej teściowej. Młodej urzędniczce było trochę za mało informacji nakreślonych na kartce więc zapytała o to i owo, oczywiście po polsku. Facet coś tam niezrozumiale odbąknął, a ona zaraz zreflektowała się, że ma z obcokrajowcem do czynienia. Widząc, że sama nie poradzi, poprosiła koleżankę z sąsiedniego biurka, którą zawsze zazdrościła dosyć dobrej znajomości angielskiego. Ta podeszła i chętnie pomogła wypytać wyspiarza o szczegóły. W tym momencie do biura wpada kierowniczka i słysząc obcą dla niej mowę krzyczy z oburzeniem: Tu jest Polska, tu tylko j. polskie jest językiem urzędowym! Jak petent nie zna polskiego to powinien przyjść z tłumaczem. Ależ ja tu właśnie wcielam się w rolę tłumacza, odparła nieśmiało młoda urzędniczka.
Panie nie może tego robić, bo po pierwsze jako urzędnika obowiązuje Panią ustawa o j. polskim, po drugie nie ma Pani certyfikatu tłumacza przysięgłego.
Najzabawniejsze w tym zajściu jest to, że ów odział ZUS kilka lat temu sam częściowo zafundował urzędnikom kurs angielskiego. Nasza chrześnica, bo o niej tu mowa, uczestniczyła w nim i dalej samodzielnie z powodzeniem kontynuuje naukę tego języka.

- Może ktoś wie, jak to jest z tym językiem urzędowym w Polsce. Czy urzędnik może obsłużyć petenta w j. obcym (jeżeli oczywiście go zna), czy też nie? Kierowniczka naszej chrześnicy znana jest z apodyktyczności i zamiłowania do j. polskiego, jedynego jaki zna i ceni. Może chodziło jej o to, by mogła kontrolować wszystko co się w jej "królestwie" dzieje, a tak mogło by coś nie tak być powiedziane.
Pozdrawiam.
    • stefan4 Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 07.09.11, 12:45
      kazeta.pl55:
      > - Może ktoś wie, jak to jest z tym językiem urzędowym w Polsce. Czy urzędnik
      > może obsłużyć petenta w j. obcym (jeżeli oczywiście go zna), czy też nie?

      Zadajesz dziwne pytanie, równoważne pytaniu, ,,czy urzędnik państwowy musi być durniem?''. Wprawdzie często nim jest, ale takiego obowiązku prawo na niego nie narzuca. Tak samo w Polsce, jak i w innych krajach.

      kazeta.pl55:
      > Może chodziło jej o to, by mogła kontrolować wszystko co się w jej
      > "królestwie" dzieje, a tak mogło by coś nie tak być powiedziane.

      Może. Ale zamiast zastanawiać się nad pokrętnymi drogami, jakimi podąża myśl kretynki, lepiej zastosować metodę Okudżawy: ,,każdemu mądremu stempelek na łeb''.

      - Stefan
      • stefan4 co język rozdzielił, niech człowiek nie złącza... 07.09.11, 12:51
        stefan4:
        > Wprawdzie często nim jest, ale takiego obowiązku prawo na niego nie
        > narzuca.

        Chyba zastosowałem złą frazeologię. Powinienem był powiedzieć
        • albo ,,prawo na niego nie nakłada'',
        • albo ,,prawo mu nie narzuca''.

        A takie połączenie jednego z drugim brzmi źle...

        - Stefan
    • pierwszy-donosiciel Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 07.09.11, 18:50
      Boże Narodzenie, Rok 1972, miejsce: Informacja Turystyczna, Rzym...

      Pani specjalistka od obsługi turystów nieco już wkurwiona od tych tłumów turystów z Alemania, nie znających pięknego języka włoskiego, uśmiechnęła się do mnie, mając nadzieję, że ze mną porozmawia jakimś ludzkim językiem, myślałem, że ją tarantula ukąsiła, gdy i ode mnie usłyszała ten gardłowy język barbarzyńców zza Alp...

      Ot co...
      • aka10 Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 07.09.11, 19:34
        Dobrze, ze dodales 1972...
        • pierwszy-donosiciel Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 07.09.11, 20:28
          aka10 napisała:

          > Dobrze, ze dodales 1972...
          --------------------------------------------
          • aka10 Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 07.09.11, 21:13
            Mialam raczej na mysli to, ze teraz chyba jest ze znajomoscia jezykow obcych troche lepiej smile
            • jej_torebka Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 18.09.11, 23:13
              Jeszcze w zeszłym roku było tak samo.
      • stefan4 Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 08.09.11, 08:47
        pierwszy-donosiciel:
        > Boże Narodzenie, Rok 1972, miejsce: Informacja Turystyczna, Rzym...

        Może z 10 lat później, lotnisko w Mediolanie.

        Ja chciałem odlecieć do Polski, a pan urzędnik graniczny chciał wiedzieć, jak udało mi się wjechać na teren Republiki Włoskiej bez stempla w moim polskim komunistycznym paszporcie. A mówił po włosku tak, że rozumiałem każde słowo, chociaż nie znam tego języka
        • kazeta.pl55 Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 09.09.11, 08:20
          stefan4 napisał:

          > , a pan urzędnik graniczny chciał wiedzieć, jak u dało mi się wjechać na ...

          Witam!
          Nie wiem czy zauważyłeś, ale istnieją pewne zawody posiadające wrodzoną alergię na translatorów. Są to głównie formacje mundurowe wszelkich typów. To jest ciekawe zjawisko socjologiczne, na które do tej pory nie zwrócił uwagi żaden z dyskutantów. A i owszem, w tych zawodach z jednej strony ceni się i podziwia tłumaczy, ale z drugiej obdarza się ich wielką nieufnością, wręcz podejrzeniem. Z tego powodu tłumaczy wojskowych w Armii Czerwonej w latach 1930-45 po wykonaniu przez nich należnego zadania przeznaczano do odstawki. Specjalistów od j. angielskiego w odróżnieniu od niemieckiego czekał lepszy los, bo zwykle życie im darowano, tylko zsyłano w "miejsca ustronne". I całkiem słusznie, bo jest to zawsze element półobcy, niepewny, i któż to wie z kim de facto mógł trzymać.
          Mi się wydaje, że rzeczona kierowniczka z ZUS, też tak myślała.
          Wracając do mundurowych, to ich specyficzną mentalność odkryły już dawno psy. Nasz pies podwórkowy nigdy nie mógł strawić wizyty ani milicjanta, ani listonosza.
          Pozdrawiam.
        • pierwszy-donosiciel Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 09.09.11, 16:20
          Ale potem pracowałem kilka lat z 1/2 Włochem, 1/2 niemieckim Ślązakiem.

          A było to tak:

          Tata mego kolegi był internowanym żołnierzem włoskim w okolicy Wrocławia. Po wiosce mogli się swobodnie poruszać. I tak się złożyło, że dogadał się z miejscową młodą Ślązaczką.

          I ta młoda niewiasta zaszła w ciążę. Gdy huk artylerii Armii Czerwonej było już coraz bardziej słychać, zorganizowali jakiś pojazd i ruszyli na południe. W Czechosłowacji mój przyszły kolega z pracy ujrzał światło dzienne.

          I po kilku tygodniach cała rodzina dotarła do rodzinnej wioski taty w bella Italia.

          Po iluś tam latach mój kolega wybrał się do cioci w Niemczech. Ponieważ w Niemczech można było wtedy nieco więcej zarobić, został tam i tam się ożenił był z Niemkinią i dorobił się dwójki pięknych dzieci. Mama pozostała w bella Italia i stała się włoską obywatelką.

          Od czasu do czasu odwiedzała syna w Niemczech, ale na polskim Śląsku jeszcze nigdy nie była. Mój kolega zagadnął mnie, czy nie miałbym ochoty jego i jego mamę podrzucić do tej podwrocławskiej wioski.

          Żeśmy się szybko dogadali i wyruszyli w drogę. Jego samochód potrzebowała jego żona, więc pojechaliśmy moim. Po drodze żeśmy jeszcze przenocowali w małym miasteczku na Ziemiach Odzyskanych, i w którym ja spędziłem swe dzieciństwo.

          Następnego dnia dotarliśmy do Heimatu mego kolegi. Jego mama z daleka poznała swój dom rodzinny. Obecni gospodarze bardzo serdecznie nas przyjęli. Byli bardzo smutni, że ich nikt z Niemiec nie odwiedza. Cała wioska miała już gości z Niemiec a oni nie mieli.

          Trochą się dziwowali, że ta starsza pani jest z Włoch a syn z Niemiec.
          Gospodarze po staropolsku postawili czym chata bogata, także i rozcieńczany spiritus. Ja trochę ochrypłem przez to tłumaczenie do późnej nocy. Gdy już nie zmieniałem registrów pozwolili mi pójść do łóżka.

          Mój kolega nie zna polskiego, tamci państwo nie znają niemieckiego, mimo to już się kilkakrotnie odwiedzali i powstała międzynarodowa polsko-niemiecka-włoska przyjaźń...

          Ot co...
          • kazeta.pl55 Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 09.09.11, 18:52
            pierwszy-donosiciel napisała:

            > W Czechosłowacji mój przyszły kolega z pracy ujrzał światło dzienne.

            Witam!
            - Festung-B. skapitulował gdzieś w pierwszym tygodniu maja 45. Jak oni spieszyli na południe i jak po drodze kolega erblickte das Licht des Tages, to mogło być około środka maja, no powiedzmy początek czerwca 45. W tym czasie, jeżeli się nie mylę, Czechosłowacji jeszcze nie było, nie było też Protektoratu Czech i Moraw już, było coś w rodzaju stanu nieustalonego. Czechosłowacja to kwestia jesieni owego pamiętnego roku.

            - Styl budowy zdań masz czasami fajny, przynajmniej mi się podoba. Nie znam się za bardzo na regułach, ale wydaje mi się, że po ŻE szyk przestawny jest: "I tak się złożyło, że dogadał się z miejscową młodą ..."
            Pozdrawiam.
            • pierwszy-donosiciel Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 10.09.11, 06:50
              kazeta.pl55 napisała:
              - Styl budowy zdań masz czasami fajny, przynajmniej mi się podoba. Nie znam się za bardzo na regułach, ale wydaje mi się, że po ŻE szyk przestawny jest: "I tak się złożyło, że dogadał się z miejscową młodą ..."


              Dokładnych szczegółów mi nie zdradził...

              Ot co...
            • stefan4 Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 12.09.11, 08:46
              kazeta.pl55:
              > - Festung-B. skapitulował gdzieś w pierwszym tygodniu maja 45.

              Skapitulowała, prawda?

              - Stefan
              • pierwszy-donosiciel Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 12.09.11, 10:24
                stefan4 napisał:

                > kazeta.pl55:
                > > - Festung-B. skapitulował gdzieś w pierwszym tygodniu maja 45.
                >
                > Skapitulowała, prawda?
                -------------------------------
              • kazeta.pl55 Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 12.09.11, 14:30
                stefan4 napisał:

                > kazeta.pl55:
                > > - Festung-B. skapitulował gdzieś w pierwszym tygodniu maja 45.
                >
                > Skapitulowała, prawda?

                Witam!
                Akurat to zdanie było z jakiejś polskojęzycznej strony skopiowane i nieopatrznie przezemnie wklejone. Że końcówka "ung" (f) daje, jest oczywiste. Mimo to dziękuję za korektę. Szkoda tylko, że Donosiciel se na mnie za to użył, tak jak by sam/sama była/był imma einwandferi. Na szczęście ja mieć wyrozumiałość dla bliźnich oraz dużo cierpliwości. Nie darmo nadwołżańscy Niemcy prawili: "Der Baum der Geduld hat bittere Wurzeln, aber seine Früchte schmecken süß."
                Pozdrawiam.
                • bimota Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 12.09.11, 15:32
                  Nie dla wszystkich czywiste...

                  A czy festunga nie mozna tlumaczyc jako "fort" ? Czy wtedy tez skapitulowala ?
                  • bimota Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 15.09.11, 15:07
                    Mercedes byla kobieta, a auto odmieniamy po mesku...
                • stefan4 Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 13.09.11, 12:29
                  kazeta.pl55:
                  > Że końcówka "ung" (f) daje, jest oczywiste.

                  To taka stara szkolna regułka. Np. Sprung...

                  Trzeba by powiedzieć, że żeńskie są nie wszystkie niemieckie rzeczowniki, kończące się na -ung, a tylko te, w których to -ung odpowiada -ing-owi z innych języków germańskich. Np.
                  niem. Warnung = szw. varning.

                  - Stefan
                  • kazeta.pl55 Re: J. obcy u urzędnika niemile widziany! 14.09.11, 08:13
                    stefan4 napisał:

                    > > Że końcówka "ung" (f) daje, jest oczywiste.

                    > Np. Sprung...

                    Hi!

                    Wszystko w porządku. Końcówka "ung" dawała mu, jak każdemu innemu rzeczownikowi szansę na femininum, a on na przekór wybrał maskulinum. Tak się jednak bardzo rzadko zdarza. No cóż ale, takie prawa demokracji.

                    > Trzeba by powiedzieć, że żeńskie są nie wszystkie niemieckie rzeczowniki, kończ
                    > ące się na -ung, a tylko te, w których to -ung odpowiada -i
                    >
                    ng
                    -owi z innych języków germańskich. Np.
                    > niem. Warnung = szw. varning.

                    Nie wiem czy sobie przypominasz, ale temat rodzaju gramatycznego rzeczowników żeśmy już swego czasu dosyć gruntownie wałkowali i doszliśmy do wniosku, że jest to problem wielce tajemniczy. Praktycznie żaden nie jest w stanie wytłumaczyć dlaczego ten czy ów rzeczownik ma taki a nie inny rodzaj gramatyczny (np.: KIŚĆ, LIŚĆ). Nie sądzę, by pomiędzy dawnymi szczapami germańskimi była jakaś współpraca w takim zakresie. Tzn. jak w jednym końcówka "ing", to w drugim (f), a nie (m) albo (n), ev. (pl). Przyznaję jednak, że dla wielu rzeczowników taka prawidłowość występuję. Ale jak ją wytłumaczyć, - to jest pytanie!
                    Pozdrawiam.
                    • stefan4 tajemnice rodzajnictwa 14.09.11, 11:24
                      kazeta.pl55:
                      > Że końcówka "ung" (f) daje, jest oczywiste.

                      stefan4:
                      > Np. Sprung...

                      kazeta.pl55:
                      > Końcówka "ung" dawała mu, jak każdemu innemu rzeczownikowi szansę na
                      > femininum, a on na przekór wybrał maskulinum. Tak się jednak bardzo rzadko
                      > zdarza.

                      Ja bym to wyraził inaczej. Otóż Sprung nie ma końcówki -ung. To prawda, że ma takie 3 ostatnie litery, ale to nie jest końcówka fleksyjna, ani morfem słowotwórczy
                      • kazeta.pl55 Re: tajemnice rodzajnictwa 14.09.11, 14:15
                        stefan4 napisał:

                        > Ja bym to wyraził inaczej. Otóż Sprung nie ma końcówki [i]-ung[/
                        > i]. To prawda, że ma takie 3 ostatnie litery, ale to nie jest końcówka fleksyj
                        > na, ani morfem słowotwórczy
    • pierwszy-donosiciel Prawo jazdy ... 16.09.11, 08:18
      W Niemczech można pisemny egzamin na prawo jazdy zdawać po niemiecku i 11 innych językach, także po polsku...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja