kazeta.pl55
05.04.12, 10:48
„W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia miesiąca nisan pod krytą kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł procurator Judei Pontius Pilat.”
Nie wiem czy w oryginale M. Bułhakow wybrał taki sam styl jak w polskim tłumaczeniu, ale nawet gdyby, to czy tłumacz musiał naśladować ten dziwny dla j. polskiego styl. Styl, w którym początek zdania rozpoczyna się długim szczegółowym opisem sytuacyjnym, by na samym końcu głównemu bohaterowi do głosu dojść. Dla mnie, oraz zachodniego pisarstwa jest to zabieg literacki dobrze znany. Ba, nawet w niektórych filmach pewne sekwencje oddane są w postacie podobnego ciągu obrazów. Kto ze starszych forumowiczów oglądał "Ojciec chrzestny I", ten może sobie przypomnieć jeden moment ze środka filmu, kiedy kamera powoli pokazuje piękny wschód słońca nad willą bogatego mafiozo. By było jeszcze milej, łagodna muzyka dodaje nastoju rozleniwienia i niewinności, - nic tylko sobie słodko marzyć. To wszystko trwa kilka minut, po czym oko kamery cicho jak kot wchodzi przez okno do wnętrza sypialni, gdzie na rozłożystym wytwornym posłaniu, po wczorajszej uczcie, budzi się do życia John Marley. Co się dalej niesamowitego stało, prawie wszyscy wiemy.
Mnie jednak głównie chodzi o ten styl, na ile on dla polskiego języka i polskiej kultury jest znany, na ile rozumiany, i jakie robi wrażenie.
Pozdr.