efedra
13.07.12, 03:08
Męczy mnie to od kilku dni.
Kiedy używam czegoś po trochu... po troszku... po troszeczku, to jawi mi się on – troch, troszek, troszeczek. Chłopiec.
Kiedy proszę o trochę czegoś, o troszkę... troszeczkę, to rozumiem, że jest to ona – trocha, troszka, troszeczka, nawet czasem, przy błagalnym "no, choćby troszenieńkę" – całkiem maciupeńka, ale zawsze dziewczynka.
Jak to możliwe, że przy różnych zastosowaniach tego samego wyrazu zmieniamy mu płeć... no dobrze, niech będzie - rodzaj.
I jak to się zaczęło? Czy na początku był troch, czy trocha? A może to zawsze był taki językowy obojniak?
Kto mi to wyjaśni?
Trochę zaplątana,
e.