najlepiej zwalić na łacinę...

04.11.12, 21:32
W rozmowie w TOK FM jakaś kołczerka (nigdy nie rozumiałem, na czym ten zawód polega, chociaż wiem, że to jakiś rodzaj nauczyciela bez specjalistycznego wykształcenia) zachwalała kryzysy, że one przyspieszają zmiany na lepsze. Przy tym stwierdziła, że samo słowo ,,kryzys'' oznacza po łacinie po prostu zmianę.

Nie wnikając w główną tezę wywodu, zadziwiłem się tylko tej łacinie. Zmianę ja akurat bym nazwał mutatio albo varietas. Ale nie mogę wykluczyć, że jakiś Rzymianin kiedyś użył tego słowa w tym znaczeniu; tym bardziej, że ,,krysys'' tak brzmi, jakby pochodził z greki, a Rzymianie snobowali się na grekę tak jak Polacy na angielski.

Kiedyś ktoś się przy mnie zdziwił, że szwejowska ranga ,,major'' pochodzi od łacińskiego ,,większy'' i wykombinował, że ,,kapitan'' to po łacinie ,,mniejszy''; nawet mu się skojarzyło z francuskim ,,petit'', tylko co tam robi ten łaciński przedrostek ,,ka-''? Potem zaczął opracowywać porucznika, ale do niczego nie doszedł...

- Stefan
Zwalczaj biurokrację!
    • horatio_valor Re: najlepiej zwalić na łacinę... 04.11.12, 23:20
      Drugi taki tekst a propos kryzysu, który ciągle słyszę, to to, że po japońsku "kryzys" to to samo "szansa". Też niezupełnie.

      Krisis to ponoć od krinein, czyli rozcięcie, rozdzielenie, a pierwotnie chodziło o przesilenie w chorobie, a to już znaczy łacińskie crisis.

      To w sumie jeszcze fajniejszy trop, bo przesilenie w chorobie oznacza zwykle zmianę stanu chorego na lepsze. Nie trzeba do tego zmyślać dorabianych etymologii, wystarczy stary dobry słownik, zamiast gugla.
Pełna wersja