kazeta.pl55
25.12.12, 12:40
Gra w państwa, miasta, nazwiska, imiona, jest to gra towarzyska polegająca na wyszukiwaniu słów z różnych dziedzin rozpoczynających się na daną literę,wczoraj mnie zdenerwowała. Po dziesiątkach lat przerwy, dzięki zaproszeniu wnuków jednej i drugiej siostry (dzieci w wieku 11-14 lat) przyszło mi zagrać tą kultową grę dziecięcą. Na początku wszystko było dobrze kiedy oni wygrywali, ale później pragnąc nieco zawyżyć poziom i by też od czasy do czasu też wygrać wprowadzam po cichu innowację, tj. uruchamiam miasta mniej znane, nazwiska i imiona rzadziej spotykane itp. Po chwili dwaj najstarsi zbuntowali się i mówią: "takich miast, imion, nazwisk, nie ma!" Dlaczego nie ma?, - pytam. Bo ani w szkole, ani nigdzie, nikt o takich nie słyszał!
I to mnie właśnie zdenerwowało, jak to jest, kto dla takich 14-latów jest miarodajny? Odpowiedź ciśnie mi się jedna SZKOŁA! Co za nauczyciele uczą w tej szkole? Jak oni mogli nawciskać takich głupot w te młode głowy, że tylko to co nauczycielka powie, to jest jedno jedyne, jest wyrocznią. Za moich czasów szkolnych chyba tak nie było. Owszem mówiono nam o tym i owym, ale zawsze dodawano, że to jest ułamek całej prawdy, że rzeczywistość jest o wiele bogatsza.
Co o tym myślicie?