mataczkorze

14.09.04, 19:28
We moich ksionzkach o Slonsku natrefiouch na take zdanie:

"Mniej znane i rzadziej zapisywane sa piesni flisackie ... .
Te wygasla juz dzis grupe zawodowa nazywano na Slasku mataczkorzami.
Trefiou sie ktos juz ze tym okreslyniym?

A jak u wos na flisakow godajom?
    • jessyk Re: mataczkorze 14.09.04, 19:43
      U nos godo siy na nik flisoki. Moze w Pieninak, ka se zarobiajom jakie takie
      dudecki, jest więcej na nik określeń. Ale cy momy jakiego forumowica z Pienin?
      Moze by fto takiego znaloz.
      • ciupazka Re: mataczkorze 15.09.04, 08:27
        matać = wodzić ( w słowniku gwary orawskiyj), wodziyły, błędnie prowadziyły ,
        pewnie od wody, wodzicki
        • laband Re: mataczkorze 15.09.04, 09:57
          w zyciu bych na to niy prziszou - jo juz kombinowou wiyncyj cosik
          ze "motaniym" - zawijaniym - wionzaniym pniow -
          • laband Re: mataczkorze 15.09.04, 11:49
            kuknouch prawie jeszcze we suowniku gwary z kole Anabergu (tym od Olescha) i
            znoduech tysz tyn wyraz i tysz co mataczka to je tratwa.
            Wyraz flisak to musi pochodzic ale od niymieckego fließen = płynąć. Jak tak je
            to ciekawych je czamu sie we Polsce godo flisak a we Slonsku (godauo)
            mataczkorz?
            • sellab Re: mataczkorze 16.09.04, 13:24
              laband napisał:

              > kuknouch prawie jeszcze we suowniku gwary z kole Anabergu (tym od Olescha) i
              > znoduech tysz tyn wyraz i tysz co mataczka to je tratwa.
              > Wyraz flisak to musi pochodzic ale od niymieckego fließen = płynąć. Jak tak
              je
              > to ciekawych je czamu sie we Polsce godo flisak a we Slonsku (godauo)
              > mataczkorz?
              Bo Poloki nie mieli na to slowa, i se wziyli uot niymieckich kolonistow, a tymn
              mataczkorz, to juzaz beispiel, ze Gwara Slaska ma morawske korzynie.

              --

              pyrsk
              ballest
    • laband oryle 23.09.04, 06:57
      sam znoduech inkszy wyraz na te okreslynie:

      "Zarobek zamiejscowy dawało głównie flisactwo. Jak daleko pamięcią w dawniejsze
      czasy sięgnę, flisactwo było w rozwoju i nie było prawie jednego dnia, żeby
      flisy czyli oryle nie płynęli Wisłą koło Dzikowa, a nawet często zatrzymywali
      się tutaj, ażeby sobie nakupić żywności w Tarnobrzegu. Najwięcej płynęły Wisłą
      tratwy, zbite z wyborowego drzewa sosnowego, na którem wieźli dębinę także
      najlepszego gatunku, a czasem zboże, jak pszenicę, żyto i jęczmień.

      Każdy transport tratew zawierał kilkanaście tysięcy sztuk drzewa i kilkaset
      worków zboża, a prócz tego prawie każdego dnia przepływały Wisłą galary i t.
      zw. berlinki, również naładowane zbożem, a nadto solą »lodowatą«, czyli
      kamienną z Wieliczki i Bochni. Szło to po największej części aż do ujścia
      Wisły, do Gdańska.

      Na flis szło stąd tyle ludzi, ile później wychodziło do Prus i Ameryki, z tą
      tylko różnicą, że na flis szli tylko mężczyźni. Wychodzili z domu zazwyczaj
      wczas na wiosnę, a wracali późną jesienią, więc mówiło się. że »flisak wychodzi
      po lodzie i wraca po lodzie«.

      Ale na flisactwie wychodziło wielu tak, jak teraz wychodzi niejeden na Prusach.
      Kto przez parę łat chodził na flis, to się często przeistaczał na łobuza i
      pijaka, choćby w domu był porządnie wychowany. I grosza najczęściej do domu nie
      przynosił, najwięcej tym się usprawiedliwiając, że go okradli… Ale zato
      przynosili z sobą dużo robactwa i sami o tem mówili. że »wesz orylska to się z
      wroną na tratwie bije«… U niejednego przygłuszało się poczucie człowieka, bo
      przez całe lato nie widział kościoła, nie słyszał kazania, a obijały mu się o
      uszy przekleństwa i bezwstydne słowa, nadto przy powrocie do domu była wielka
      poniewierka i rozpusta, bo z braku kolei trzeba było od samego Gdańska powracać
      pieszo, żywić się i nocować po karczmach.

      Toteż i stosunki domowe oryla były często niewesołe, co maluje najlepiej
      następująca śpiewka orylska:

      Oryl pije, oryl traci.
      U oryla płaczą dzieci,
      Płaczą dzieci, płacze żona.
      Bo oryla w domu niema.

      Pośrednictwem w zamawianiu flisaków trudnili się żydzi, za co flisacy donosili
      im często jaja, drób itp., jeżeli kto chciał wcześniej wyjść na flis.

      W Tarnobrzegu takimi pośrednikami flisackiemi byli Josek i Naftula, a tacy
      mniejsi byli w związku z większymi faktorami w większych miastach. Zgoda była
      za kontraktem od »ryzy«, t. j. za odstawienie drzewa, zboża i innych materjałów
      na przeznaczone miejsce do Warszawy, Gdańska i t. p. to się nazywała odbyta
      ryza. Jako zapłatę otrzymywali »strawne« czyli wikt tygodniowo, t. j. oznaczoną
      ilość chleba, słoniny, kaszy i t .p.; a później, zamiast tego pobierali
      pieniądze, za które wikt sobie kupowali. Osobno za dostawienie w przeznaczone
      miejsce otrzymywali t. zw. myto. Kto trafił na dobrą ryzę, t. j. na wodę
      donośną, i nie miał żadnego wypadku, to więcej zarobił, bo odbył przez lato
      więcej ryz.

      Komu dobrze poszło, a do tego był oszczędny i sprawował się na flisie
      porządnie, przynosił do domu średnio około 50 złr., a w najlepszym razie 100
      złr. Gdyby kto więcej przyniósł, to mówili o nim drudzy, że musiał kogo okraść
      lub ograć.

      Koło r. 1895 flisactwo upadło prawie ze wszystkiem w paru latach. Przyczyniły
      się do tego, po pierwsze, koleje żelazne, które dotarły już do każdego kąta i
      przewożą, gdzie potrzeba, zboże i inne produkty, a powtóre także to, że z
      Galicji najlepszy stan drzewa spławiony został za granicę i drzewo u nas
      niesłychanie podrożało.

      Dziś sąg drzewa na opał kosztuje 60 zł. i więcej, a metr sześcienny drzewa
      budowlanego około 25 zł., i to jeszcze do budowy można teraz kupić tylko same
      braki, młode, ulegające grzybowi. To też kto się w tych czasach buduje, rzadko
      się trafia, żeby w domu nie miał grzyba gryzącego drzewo i zdrowie mieszkańców.
      Tak się Galicja wygospodarowała z lasami."

    • laband Re: mataczkowac 23.09.04, 21:52
      we suowniku gwary slonskyj (wydanie druge poszyrzone) znoduech tysz cos
      ciekawego - "mataczkować" = majstrowac, dlubac, np. przy sam

      w powionzaniu z tym momy tera dopiyro problym ...
      • laband Re: mataczkowac 23.09.04, 21:54
        > we suowniku gwary slonskyj (wydanie druge poszyrzone) znoduech tysz cos
        > ciekawego - "mataczkować" = majstrowac, dlubac, np. przy samochodzie, itp.
        >
        > w powionzaniu z tym momy tera dopiyro problym ...


        • dialektolog Re: mataczkowac 09.09.05, 15:03
          laband napisał:

          > > we suowniku gwary slonskyj (wydanie druge poszyrzone) znoduech tysz cos
          > > ciekawego - "mataczkować" = majstrowac, dlubac, np. przy samochodzie, itp
          > .
          > >
          > > w powionzaniu z tym momy tera dopiyro problym ...
          >

          No więc 1) mataczyć ; 2) mastactwo 'sztuka' (po białorusku)
Pełna wersja