randybvain
11.06.16, 20:22
Kiedy zaczynałem pisać swoją gramatykę języka walijskiego, uznałem, że takie terminy jak podmiot, orzeczenie, czasownik, zaimek czy liczba mnoga są powszechnie znane i mogę ich swobodnie używać do opisywania obcego języka. A tu się okazało, że niekoniecznie. Na przykład większość moich kostudentów z ostatniego roku lingwistyki nie potrafiło rozróżnić czasownika przechodniego od imiesłowu i gubiło się przy klasyfikacji części zdania i części mowy. Co prawda chodzi tu o Wielką Brytanię, ale nie mogę spodziewać się, że Polacy posiadają wystarczającą wiedzę z tej dziedziny.
I teraz zastanawiam się, jak przystępnie wprowadzić te pojęcia, albo w ogóle zastąpić je na bardziej zrozumiałe dla współczesnego czytelnika.
Zatem, jak wygląda w Polsce sytuacja z nauczaniem terminów gramatycznych takich jak wyżej wymienione? Które z nich byłyby zrozumiałe dla przeciętnego człowieka chcącego uczyć się obcego języka, a które z nich trzeba by było zastąpić, a jeśli już, to jak?