arana
13.01.17, 12:46
Kot(y) to wdzięczny temat pod każdym względem.
No właśnie, kot czy koty? Jeszcze nie tak dawno językoznawcy uważali, że to dwa odrębne zakresy znaczeniowe. Ale czy rzeczywiście kot różni się od kotów, na przykład w powyższym sformułowaniu albo w zdaniach: Kot wypił mleko i Koty wypiły mleko? Liczebność kotów, to, czy jest ich pięć czy jeden, nie wpływa na znaczenie samego wyrazu KOT. Liczba rzeczownika informuje po prostu o liczebności zbioru.
Czasem jednak może przynosić również informację nie wprost. Taka okoliczność zachodzi, gdy gramatyczna mnogość wcale nie musi jej faktycznie oznaczać. I tak właśnie widzę zdanie: Koty mają cztery nogi i ogon. To wymaga dwupiętrowego myślenia językowego o liczbie, ale sformułowanie jest zrozumiałe i służy lepszemu opisowi.
Do czego by to porównać? Może do praesens historicum, znanego nam wszystkim ze szkoły. W nim przecież gramatyczny czas teraźniejszy oznacza zdarzenia w rzeczywistości przeszłe – ale przydaje stylistycznej urody snutej opowieści.
Tak widzę sprawę czterech nóg i jednego ogona zestawionych z kotami.
Moje pierwotne odczucia na ten temat wychwytywały jedynie stylistyczną wartość kocich sformułowań. Uporządkowanie terminologiczne moich odczuć, a także niektóre sformułowania, zawdzięczam pewnej pracy językoznawczej.
A jak Wy widzicie problem kotów w języku?