suender
26.12.18, 11:42
Zdarzało mi się być tłumaczem w małym biznesie, ale nigdy polityków, bo robiłem to tylko amatorsko.
Tamte doświadczenia są do dziś u mnie żywe i trochę śmieszne jak i irytujące.
Czasami musiałem łagodzić wypowiedź krajowego przedsiębiorcy, czasami tłumaczyć jego dowcip i wtedy byłem zdenerwowany czy aby go dobrze przetłumaczę i czy on się będzie z niego śmiał, by to zauważył mój chlebodawca. Jednak najgorsze były dla mnie tłumaczenia kłótni obydwu partnerów, np. na temat reklamacji, bo wiele razy mój pracodawca miał do mnie pretensje, że byłem dla tego drugiego mało przekonywujący.
Ciekawi mnie czy też niektórzy z Was mają podobną pracę za sobą i co by o niej teraz nam powiedzieli.
Dla wzbogacenia tematu dwa linki:
123tlumacz.pl/tag/tlumacze-politykow/
forum.mlingua.pl/archive/index.php/t-12570.html
A tu cytat z jednego z w/w.:
"Tłumacz tłumaczowi nierówny. Zawód niby jeden, jednak ekscytację pracy za biurkiem, gdy pojawi się jakiś interesujący dokument, nijak porównać do emocji, jakie towarzyszą tłumaczowi ustnemu, pracującemu na konferencjach, wystąpieniach i spotkaniach polityków. Jak prawdziwy polityk, interpretator ów musi pokonać tremę i stanąć na wysokości zadania. W czym jeszcze jego profesja podobna jest do służby społeczeństwu na tak wysokim stanowisku?"
Zapraszam bardzo do świątecznej dyskusji ........., bo:
"My musimy wiedzieć, - i my się dowiemy!" [David Hilbert]