Dodaj do ulubionych

Jak to jest ......?

22.03.20, 10:43
Jak to jest?: Zawołanie J. Słowackiego: „Chodzi mi o to, aby język giętki, powiedział wszystko, co pomyśli głowa…” ma już prawie 200 lat, a ciągle jeszcze tylu polskojęzycznych ma wielkie problemy w językowym sformułowaniu tego co pomyśli głowa?
Czyżby język polski był za cienki do tego, albo rzeczywiście głowa nie myśli językiem mówionym, lecz jakimiś tam osobliwymi pojęciami abstrakcyjno-metafiayzvnymi, - co prowadzi do w/w niemożliwości?

Zapewne nie jeden z Was zauważył, że jak pragnie przelać na papier swoje myśli (w formie posta, bloga, czy pracy naukowej, ev. artykułu, albo wiersza, to często dziesięć razy swój tekst poprawia niby doskonaląc go, a i tak nierzadko, na drugi dzień zauważa, że coś w nim jeszcze nie tak.
Może więc spróbuje ponownie go poprawić, albo rezygnuje bezradnie gdyż owo "doskonalenie" już go tak zmęczyło, że postanawia zostawić tekst bez dodatkowych zmian i w takim stanie puścić go w eter.

Czy macie u siebie coś podobnego? Co o tym w ogóle myślicie?

Pozdrawiam językowo.
Obserwuj wątek
    • mika_p Re: Jak to jest ......? 24.03.20, 00:42
      1. Poprawianie dotyczy nie tylko języka polskiego. W innym wypadku prawnicy cyzelujący umowy nie mieliby tylu pieniędzy, a po śmierci pisarzy smutni czytelnicy mieliby jeszcze szanse na gotowe powieści.

      2. Człowiek myśli szybciej niż pisze. Nawet znakomity wymyślony tekst, zanim zostanie napisany, w międzyczasie może ulec korekcie.

      3. Często jest tak, że wymyśla się fajny środek, czy wręcz konkluzję, a potem dopiero dopisuje się wstęp, z którego jakoś nie wynika to eleganckie zdanie, cyzelowane w myślach wielokrotnie, na przykład dlatego, że wcześniejsze wnioskowanie było przeprowadzone powierzchownie, a przy starannym, przemyślanym zapisie wychodzą nowe argumenty.

      4. Elektronika rozleniwia. Ręczne przepisanie strony kosztuje o wiele więcej wysiłku niż zmiana jednego zdania czy słowa w pliku tekstowym. Łatwiej uznać tekst za wystarczająco dobry, gdy niewielka zmiana grozi żmudnym przepisywaniem. A może lepiej się go planuje?

      5. Trening czyni mistrza. Im więcej się pisze, tym łatwiej ubrać myśli w słowa.
      • suender Re: Jak to jest ......? 25.03.20, 10:24
        mika-p:

        > cyzelowane w myślach wielokrotnie, .... Nawet znakomity wymyślony tekst, zanim
        > zostanie napisany, w międzyczasie może ulec korekcie.;

        - Najpierw dziękuję za pięknie rozbudowy komentarz.
        - Moim zdaniem termin jest fajny, ale samo "cyzelowane" może być co najmniej dwojako rozumiane.

        W jeden wersji może on oznaczać dobieranie słów i zwrotów tak, by TYLKO jak najwierniej oddać obraz w formie wersji już wymyślonego w głowie tekstu. Dobrym przykładem jest tu praca rzeźbiarza, który ma już w głowie kompletną wersję swego działa, a teraz przy robieniu modelu z gliny, tak cyzeluje kształt modelu, by prawie w 100% odpowiadał wersji co ma w wyobraźni.

        W drugiej wersji "cyzelowanie" rozumiane jest jako upiększanie tekstu tak, by czytającemu (nie koniecznie autorowi tekstu) się podobał ze względu na walory artystyczno-etstyczne, (w tym mieszczą się także sprawy fontów + kolorystyka trzcionek, unikania błędów gramatycznych, logicznych, stylistycznych, respektowania stosownych akapitów, całe formatowanie, + etc.)

        Nie wykluczam jednak, że można jeszcze inne wersje "cyzelowania" zdefiniować.

        - Co do korekty tekstu w głowie zanim zostanie napisany, to jest zjawisko normalne i zaliczane do procesu tzw. myślenia na raty i widzę w tym wielkie NIC nadzwyczajnego.

        > Trening czyni mistrza. Im więcej się pisze, tym łatwiej ubrać myśli w słowa.

        Że łatwiej w wyniku treningu ubrać myśli w słowa jest oczywistością, ale nigdy chyba nie osiągnie się mistrzostwa w rozumieniu geniuszu. A właśnie to jest fenomenem dla tych co twierdzą, że myśli się tylko słowami, więc bardzo łatwo powinno się ubrać myśli w słowa, - ot co, .....


        Pozdrawiam językowo.
      • suender Re: Jak to jest ......? 26.03.20, 09:52
        mika-p:

        > 4. Elektronika rozleniwia. Ręczne przepisanie strony kosztuje o wiele więcej wysiłku niż
        > zmiana jednego zdania czy słowa w pliku tekstowym.

        Obecne techniki elektronicznego pisania dają spore ułatwienia tradycyjnego zapisu fonetycznego, w tym zwiększania szybkości pisania.
        Pozostaje ale nadal aktualne pytanie, czy w gorsecie zastanych form zapisu mogą się dać wyrazić wszystkie niuanse wyartykułowanych myślowo w głowie tekstów? Znawcy w takie możliwości mocno powątpiewają.
        Oto spojrzenie na ten problem Pani Marii Gołębiewskiej:

        Możliwość uwolnienia pisma z ograniczeń zapisu fonetycznego to wynik nazwania pismem wszelkich systemów językowych - tego, do czego było stosowane określenie: język. Nie dotyczy to tylko fizycznych gestów literowego, piktograficznego lub ideograficznego zapisu, ale również tego, co czyni je możliwymi. Derridianskie uniwersum pisma jest rozszerzeniem obszaru pisma w znaczeniu
        potocznym. Do uniwersum tego przynależy to wszystko, co może podlegać zapisowi w ogóle, a więc pismo kinematograficzne, choreograficzne, a także pismo
        czy to malarskie, rzeźbiarskie, czy też nutowe. Można by również mówić tu o
        piśmie atletycznym, militarnym lub politycznym. Najbardziej spektakularne i popularne jest ujmowanie w postaci pisma programów cybernetycznych8 i komputerowych. Derrida tworząc swoją koncepcję śladu odwołał się do pisma psychicznego - Freudowskiego śladu w nieświadomości, nigdy nie będącego obecnym w pełni, bo nigdy nie będącego uświadamianym, a zatem skazanego na zatarcie, zapomnienie.9 Miejscem, w którym powtarzalność śladów różnicujących się i zacierających jest szczególnie widoczna, jest teatr, scena teatralna wraz z pismem aktorskich gestów. Umowność tych gestów i ich reproduktywny charakter są szczególnie dobrze widoczne w przypadku gry mima. M i m grając nie dostosowuje się do żadnego działania rzeczywistego i nie jest jego celem jakiekolwiek prawdopodobieństwo. Ze spektaklu na spektakl gra zawsze różnicę bez odnoszenia
        się do zewnętrzności absolutnej, to znaczy zarazem - bez wnętrza. M i m wyraża mimikę odnoszenia się. Nie jest imitatorem, on wyraża mimiką imitację. 1 0 Jest to więc pośrednictwo między mimesis a mimesis. Derrida, za Artaud, odmawia teatrowi charakteru przedstawiającego.


        Pozdrawiam językowo.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka