millefiori
13.01.05, 07:57
Klasycznym przykladem jest polski indyk, bliski krewniak francuskiego dinde,
przez Anglosasow, dla zmylenia przeciwnika nazwany turkey, (bo przywieziono
go z Indii Zachodnich).
Ostatniego odkrycia nazewniczego dokonalam w budanskim Tesco, w kolejce do
kasy. Wpatrywalam sie kontrolnie na zmiane to w zawartosc wozka, to w liste
zakupow, gdy nagle dotarl do mnie w doslownym przekladzie sens nazwy
wydrukowanej na jednym z opakowan: orzech saraceński (szerecsendió). Bajka z
tysiaca i jednej nocy!
A to zwykla galka muszkatolowa...
PS. Wszelkie przekladance jak zwykle mile widziane.