ktoś może czytał "Dziennik bez samogłosek" A. Wata

10.12.05, 16:31

mam trochę dziwne i niezbyt literackie pytanie:
czy jest to ksiażka bardzo przygnębiająca? czy nadaje się do czytania dla
osoby, która jest chora i w dodatku z nienajlepszymi prespektywami na
przyszłość?
chcę ją podarować pewnemu miłośnikowi (ale jeszcze nie znawcy) Wata i się
waham. dzięki śliczne za każdą informację.

pozdrawiam :]
    • diffie Re: ktoś może czytał "Dziennik bez samogłosek" A. 03.02.06, 17:35
      To książka wstrząsająca. Niestety, nie budzi zbytniego zainteresowania
      filologów. Co gorsza, Wat ze swoją chorobą został sam. Przykre, że Miłosz nie
      zapytał go o nią ...
      "Poruszający dziennik choroby zostawił Aleksander Wat, w roku 1953 pacjent
      warszawskiego szpitala Dzieciątka Jezus. Ból przyszedł nagle nocą, po zimnym
      dniu, gdy ogarnęła go gorączka. Mimo zapewnień lekarza, boleści po tygodniu nie
      ustąpiły. W szpitalu zdiagnozowano porażenie opuszkowe Wallenberga,
      maladie-douleur, chorobę-ból, po późniejszych badaniach w Sztokholmie przyczyny
      dopatrzono się w maleńkim skrzepie w mózgu. Przebieg schorzenia, zmiany w
      psychice Wata, depresje, stany katatonii, odczuwanie przezeń przestrzeni i
      czasu, specyficzna mowa, przymusy i zahamowania, gonitwa myśli są jednak
      charakterystyczne dla choroby postencefalicznej. Porażenie opuszkowe to jedna
      z głów hydry encephalitis lethargica, co już w roku 1917 przed Wiedeńskim
      Towarzystwem Psychiatrycznym przedstawił Constantin von Economo. Być może
      diagnoza szwedzkiego lekarza była trafna, co skądinąd bez nowoczesnych technik
      badań zakrawa na cud (tomografia już jednak była), etiologia choroby mogła była
      inna, ważniejsze jest, że świadectwo Wata daje szansę zrozumienia ludzi
      dotkniętych Przebudzeniem. Tylko zrozumienie może być prawdziwym pocieszeniem.
      Czym bowiem jest ból bez nadania mu sensu ? Skąd przyszła nieziemsko piękna
      muzyka Hildegardy z Bingen, „Geistliche Gesänge”, „Ordo Virtutum”, „O
      Jerusalem”, gdy w roku 1140 roku jej umysł oblała oślepiająca światłość, „aż
      wreszcie przygnieciona biczem Bożym, padła na łoże boleści” ?
      Gorączki jego matki. Popadała w nie często, wtedy „śpiewała ładnym głosem, z
      wypiekami, nieprzytomna: Ja, ja, piękna Helena... w lasku Idy trzy boginie”. W
      nadziei że sakrament da mu łaskę znoszenia bólu, Aleksander Wat, potomek linii
      Dawidowej, „pokoleń rabinów, z kasty kapłanów”, jeszcze w roku 1953 w kościółku
      na Piwnej potajemnie przyjął chrzest. Gdy akt się dopełniał, Wat wiedział już,
      że jest „odtrącony”. Maladie-douleur druzgotała wszelką nadzieję. Tekst spisał
      na karteluszkach niewyraźnym pismem, z pominięciem samogłosek, co jego żona, gdy
      znalazła zapiski, tłumaczyła przerażającym ciśnieniem bólu. Także hebrajski
      zapis obywa się bez samogłosek, Wat pisał po polsku: „Ja tyle znoszę, a ty
      stchórzyłeś przed wyobrażeniem sobie przez chwilę natury moich bólów. Niczego
      innego od ciebie nie chcę, tylko tego jednego znaku przyjaźni: nie ilości, ale
      współodczuwania bodaj przez chwilę”."
      Źródło: Mariusz Kuleta, Tańcząc z panną Garbo
Pełna wersja