Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant?

31.10.02, 15:59
Pozwolilem sobie uczynic watek z ciekawego stwierdzenia xtomixa. Moim zdaniem
(a nie jestem purysta jezykowym) musi ktos panowac nad tym calym balaganem i
wprowadzac jakies normatywy. Oczywiscie wszystko w oparciu o obyczaj
jezykowy, usus, zdrowy rozsadek. Dlatego wcale nie obruszam sie na prof.
prof. Bralczyka, Miodka i innych, gdy temperuja co niektore zapedy.
Oczywiscie daleki jestem od wychwalania slynnego PSL-owskiego projektu ustawy
o jezyku polskim czy ustawy obowiazujacej we Francji - wydaje mi sie ze
powinnismy po prostu zachowac zloty srodek i trzezwosc
    • tomi469 Re: Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant? 03.11.02, 21:53
      Językoznawca ma badać i uczyć, a nie rozkazywać i wlepiać mandaty. Jeśli
      użytkownicy języka mają ochotę nazywać niewiastę kobietą, to należy im na to
      pozwolić. I nie narzekać, że durny motłoch nazywa Warszewę Warszawą.
      • kicior99 Re: Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant? 04.11.02, 14:26
        Anie wydaje sie wam, ze jezyk pozostawiony na swoja wlasna pastwe (przepraszam
        za to naduzycie jezykowe) po prostu ewoluuje w jakas dzika strone? Chodzi mi
        przede wszystkim o zalew angielszczyzny, choc nie tylko. I na nic chyba
        argumenty, ze kiedys wszystko rozwijalo sie samopas i nikt tego nie
        kontyrolowal, chocby w czasach renesansu. Stad mamy na przyklad flaszke i
        butelke... Podejrzewam, ze obecnie mamy podobne zjawisko, ktore spowoduje, ze
        stracimy nad tym wszystkim kontrole. Ergo - ktos musi nad tym czuwac...
        • tomi469 Re: Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant? 06.11.02, 11:26
          Co wy wszyscy z tym zalewem angielszczyzny? Już każdy nad tym ubolewa i zalewa
          się rzewnymi łzami. Słyszałem dramatyczne apele i czytałem petycje, aby
          zabronić, nie dopuścić, zachować, obronić, ochronić, itd itp.
          Miejcie trochę zaufania do języka polskiego, on już istnieje setki lat! Ulegał
          w ciągu wieków poważnym wpływom wielu języków: łaciny, czeskiego,
          niemieckiego, francuskiego, włoskiego czy rosyjskiego. Ale wciąż jest to język
          polski. I to, że przyjmiemy kilkaset słów z języka angielskiego, to jeszcze
          żaden problem. Oczywiście nie wszystkie zapożyczenia są potrzebne, ale język
          szybko pozbywa się obcych elementów i zastępuje je własnymi. Kto nie wierzy
          niech zobaczy ile w starych słownikach jest słów takich jak: abominacja
          (=wstręt, obrzydzenie), awiator (=lotnik), hawiernia (=kopalnia), innocencja
          (=niewinność, naiwność) czy koligacja (=pokrewieństwo).
          • reptar Re: Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant? 14.11.02, 08:07
            tomi469 napisał:

            > Co wy wszyscy z tym zalewem angielszczyzny?


            I tu Cię, tomi469, popieram. Jestem za zapożyczeniami. Pisałem raz o tym na
            forum Kraków, a tu podaję link:
            www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=61&w=2952986&a=2953310
            Jeśli ktoś uważa, że wyrazy "pieniądz" czy "chleb" są odwiecznie polskie,
            polskie i tylko polskie, to niech tam zajrzy, a przekona się, jak bardzo się
            pomylił.
    • viki2lav Re: Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant? 04.11.02, 09:27
      skrupulatny skryba matematyk, co dzien dodajacy nowe zwroty , biolog, bo jezyk
      zyje i sie rozwija, byleby to buyl prawdziwy jezykoZNAWCA, a nie chatka bez
      funadamentow..
      • kicior99 Re: Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant? 04.11.02, 14:31
        viki2lav napisała:

        , byleby to buyl prawdziwy jezykoZNAWCA, a nie chatka bez
        > funadamentow..

        Kogokonkretnegomasz na mysli? bo wydaje mi sie, ze jezykoznawcy -
        popularyzatorzy, np. p.p. Markowski, Miodek, Bralczyk wykonuja kawal solidnej
        roboty. Czym innym jest czepianie sie pana Stillera do Markowskiego (ktory tego
        ostatniego traktuje wlasnie tak jak napisalas). czasem w gazetach ukazuja sie
        jakies paranoiczne "kaciki jezykowe" prowadzone np.przez mistrza polskiej
        ortografii. Ale przeciez nikt nikomu nie kaze tego czytac... Mam wrazenie ze
        akurat za poprawnosc jezykowa zabraly sie u nas wcale odpowiednie osoby. Na
        szczescie.
    • reptar Re: Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant? 14.11.02, 09:18
      Absolutnie nie policjant. Każdy może mówić tak, jak sobie chce. Jeśli będzie
      mówił niepoprawnie, niekomunikatywnie, brzydko, jeśli jego słownictwo będzie
      ubogie, a co drugie słowo takie samo - jego sprawa, i niech on na tym traci.
      To działa samo z siebie. Gdy ktoś mówi pięknie i jeszcze do tego ma coś do
      powiedzenia, czyż nie przyciąga słuchaczy? A człowiek nie potrafiący się
      wysłowić - czyż nie ma gorszych notowań na towarzyskiej giełdzie? A w
      dziennikarstwie, literaturze, byciu osobą publiczną - czyż piękny język nie
      jest atutem?

      Język przyrównałbym tu do innych form zwykłej aktywności: zachowanie się przy
      stole, poczucie humoru, sposób ubierania się - to wszystko, podobnie jak
      operowanie językiem, to są rzeczy, które nie decydują o czyimś życiu (bo na
      przykład z kulturą w ruchu drogowym sytuacja jest inna, i w przypadku ruchu
      drogowego policjant jest potrzebny). Decydują tylko o wizerunku.

      W zwykłych kontaktach międzyludzkich, zalecałbym daleko posuniętą nieingerencję.
      Przykładowo: obserwuję, jak na forum od czasu do czasu jedni dyskutanci
      wytykają innym dyskutantom, że tamci piszą nie po polsku, z błędami. Używanie
      takiego kuksańca w dyskusji uważam za niski chwyt. Co innego zwrócić uwagę
      dziecku, które dopiero się uczy, albo bliskiej osobie, która może być pewna
      twoich dorych intencji. Ale tak, komuś dalszemu, czasem obcemu? To głupie, nic
      nie wnosi do sprawy (ani do tej, o której się rozmawia, ani do sprawy języka
      polskiego).

      A czy krytykować takich, co języka używają źle? Czy wytykać im to? Owszem i jak
      najbardziej, ale tylko w przypadkach, gdy jest to związane z reprezentowaniem
      czegoś więcej, niż siebie samego, albo z pchaniem się na łamy czy przed kamery,
      gdzie wszyscy się nie zmieszczą, a kryterium poprawności językowej przy selekcji
      jest dość istotne, choć z pewnością nie najważniejsze. Tak jak matematyk musi
      znać się na dodawaniu, a ratownik na pływaniu, tak osoba pracująca słowem winna
      sprawnie posługiwać się językiem polskim, przynajmniej w takim stopniu, by to
      nie raziło. Osobiście uważam, że z językiem można zrobić naprawdę wiele, ale
      przede wszystkim ktoś, kto dopuszcza się igrania ze słowem w sposób nietypowy,
      czy, powiedzmy, kontrowersyjny nawet, musi robić to świadomie. Musi w tym być
      celowość i choćby iskra inteligencji. Jeśli Barańczak pisze, że w świecie mułów
      nie ma regułów, to nikt się nie obruszy, że przecież panie Barańczak dopełniacz
      liczby mnogiej od „reguła” brzmi „reguł”! To jest żart. Żart może być nawet
      bardzo grubo ciosany, ale niech będzie w nim widać żart. A jak się ktoś obrusza
      na taki żart, to tylko sam sobie wystawi złe świadectwo.

      Za przypadek nie spełniający powyższych warunków - może to kogoś zdziwi, ale
      właśnie tak - uznałem kaleczących język polski autorów niektórych rebusów
      drukowanych na łamach prasy. Ich usprawiedliwienie uważam za zbyt małe, a siłę
      negatywnego oddziaływania na innych za zbyt dużą. Uważam, że skoro ktoś
      decyduje się „być autorem”, to sorry, Winnetou, ale noblesse oblige. Do
      dyskusji nt. „Rebusy a język polski” zapraszam na stronę
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=10067&w=3604430
      • sze Re: Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant? 19.11.02, 17:12
        > Absolutnie nie policjant.

        Dokładnie tak.

        Językoznawstwo to nauka, a człowiek je uprawiający to uczony. Uczony zajmuje
        się badaniem faktów, ich przyczyn i związków pomiędzy nimi. Absolutnie nie jest
        jego rolą ingerowanie w przedmiot badań. To już nie jest nauka.

        Śmieszy mnie nazywanie "językoznawcami" panów Miodka, Polańskiego czy Pisarka.
        Ich działalność niewątpliwie ma coś wspólnego z językoznawstwem - wymaga
        wiedzy, wprawdzie wąskiej, bo tylko w dziedzinie języka polskiego, a nie
        językoznawstwa ogólnego, ale zawsze operującej metodologią językoznawczą - ale
        nie jest działalnością naukową, tylko, hm, społeczną? kulturalną? edukacyjną?

        Języki świata przez tysiące lat rozwijały się bez poprawnościowców, i jakoś im
        to wychodziło na zdrowie. Nie traciły na zdolności wyrażania jak najszerszej
        treści, precyzji czy pięknie. Wręcz zyskiwały z czasem. Gdyby poprawnościowcy
        zalęgli się wcześniej, do dzisiaj szwargotalibyśmy po praindoeuropejsku (co
        zresztą może by nie było takie głupie, tyle że poloniści nie mieliby przedmiotu
        badań, nad którym tak się dziś natrząsają, że byle "dyskont" ich uwiera jak za
        ciasne buty).

        Zauważcie, że w oczach poprawnościowców KAŻDA zmiana językowa jest godna
        szacunku, mało: zachwyconego poćwierkiwania w tv (Miodek), ale pod jednym
        warunkiem. Że zaszła w przeszłości. Zmiany zachodzące obecnie są godne
        potępienia i zwalczania. Śmieszne, nie?

        Pozdrawiam

        PS.

        > Przykładowo: obserwuję, jak na forum od czasu do czasu jedni dyskutanci
        > wytykają innym dyskutantom, że tamci piszą nie po polsku, z błędami. Używanie
        > takiego kuksańca w dyskusji uważam za niski chwyt. Co innego zwrócić uwagę
        > dziecku, które dopiero się uczy, albo bliskiej osobie, która może być pewna
        > twoich dorych intencji. Ale tak, komuś dalszemu, czasem obcemu? To głupie,
        > nic nie wnosi do sprawy (ani do tej, o której się rozmawia, ani do sprawy
        > języka polskiego).

        A tu się nie zgodzę. To jest jakiś sposób dbałości o język. Brak błędów
        powinien obowiązywać - przynajmniej na grupach czy forach o tematyce językowej.
        Poza tym jeśli ktoś nie umie się prawidłowo wysłowić, to jakimże jest
        autorytetem w dziedzinie języka? Można mieć dużą wiedzę w różnych dziedzinach i
        robić błędy, ale jeśli ktoś się wypowiada o języku i robi byki, jego wiedza
        jest podejrzana.
        • kicior99 Re: Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant? 19.11.02, 19:40
          sze napisał:

          > Śmieszy mnie nazywanie "językoznawcami" panów Miodka, Polańskiego czy
          Pisarka.
          > Ich działalność niewątpliwie ma coś wspólnego z językoznawstwem - wymaga
          > wiedzy, wprawdzie wąskiej, bo tylko w dziedzinie języka polskiego, a nie
          > językoznawstwa ogólnego, ale zawsze operującej metodologią językoznawczą -
          ale
          > nie jest działalnością naukową, tylko, hm, społeczną? kulturalną? edukacyjną?
          >

          Ojej... Ci panowie (nazwalbym ich popularyzatorami) maja na pewno wiedze
          dotyczaca metodologii jezyka, tylko po co maja zanudzac tym sluchaczy, widzow
          czy czytelnikow,ktorzy oczekuja krotkich, tresciwych rad.
          • sze Re: Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant? 19.11.02, 21:01
            > Ojej... Ci panowie (nazwalbym ich popularyzatorami) maja na pewno wiedze
            > dotyczaca metodologii jezyka, tylko po co maja zanudzac tym sluchaczy, widzow
            > czy czytelnikow,ktorzy oczekuja krotkich, tresciwych rad.

            Tia. Mają, tylko się nie afiszują

            smile

            Skromnisie...

            Zresztą ja nie twierdzę, że tak zupełnie jej NIE mają. Może mają. Dla
            uprawiania praktyk polonistycznych wystarczy jednak tylko znajomość reguł
            zawartych w "Słowniku poprawnej polszczyzny", a nie językoznawstwa jako takiego.

            Pozdrawiam
            • _jazzek_ Re: Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant? 21.11.02, 13:17
              Niestety, zazwyczaj kończy się na przyswojeniu jakiejś drobnej cząstki tego
              słownika, a następnie tworzeniu własnych reguł sad I tak przyswoi sobie taki -
              yka, -ika, a potem rozciąga to w na każde -ka, nie zważając, czy to polskie,
              czy nie. I że Kostaryka ma akcent na 'Y', co już trzeba doczytać.
              A ducha języka trzeba czuć smile
              • sze Re: Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant? 21.11.02, 19:13
                > Niestety, zazwyczaj kończy się na przyswojeniu jakiejś drobnej cząstki tego
                > słownika

                A nawet jeśli całości! Zresztą polonista z definicji nie posługuje się logiką
                ani wiedzą, tylko "Słownikiem poprawnej polszczyzny". Zwróć uwagę, jak na
                pytania odpowiada pani Ekspert na forum "Ortografia". Nie przypominam sobie, by
                jej odpowiedź kiedykolwiek odnosiła się do wiedzy poza-SPP-owej ani poza hasła
                słownika ortograficznego.
            • kicior99 Re: Jezykoznawca - badacz jezyka czy policjant? 22.11.02, 15:36
              sze napisał:
              > Skromnisie...
              >
              > Zresztą ja nie twierdzę, że tak zupełnie jej NIE mają. Może mają. Dla
              > uprawiania praktyk polonistycznych wystarczy jednak tylko znajomość reguł
              > zawartych w "Słowniku poprawnej polszczyzny", a nie językoznawstwa jako
              takiego
              > .

              Wyobrazasz sobie faceta tlumaczacego cokolwiek na gruncie gramatyki transf.-
              gen.albo teorii socjolingwistycznych? 0 proc. gwarantowane.


              >
              > Pozdrawiam
Pełna wersja