pytanie do copywriterów

25.05.06, 01:04
od pewnego czasu zastanawia mnie taka rzecz: czy wsród ludzi piszących
hasełka reklamowe istnieje jakiś nakaz - zalecenie - reguła - mówiące, że
nazwę danego produktu należy wymieniać tylko w mianowniku? Powoduje to
mnóstwo błędów gramatycznych typu "wstąp do CITIBANK HANDLOWY" czy "i zawsze
ATLAS używałem". Ten Citibank prawdę mowiąc doprowadza mnie do szału. Jeśli
ktoś zechce uchylić przede mną rąbka ściśle tajnych sekretów copywriterskich,
będę bardzo wdzięczna...
    • stefan4 Re: pytanie do copywriterów 25.05.06, 10:24
      meduza7:
      > Powoduje to mnóstwo błędów gramatycznych typu "wstąp do CITIBANK HANDLOWY"

      Bo to pewnie komputerowe tłumaczenie z hamerykańskiego. Na
      babel.altavista.com/ można sprawdzić, jak komputery radzą sobie z
      fleksją. Nie ma wprawdzie polskiego, ale możemy spróbować na rosyjski:

      ,,call at the CITIBANK HANDLOWY'' --> ,,звонок на CITIBANK HANDLOWY''

      ups... No tak, on tłumaczy z amerykańskiego a nie z angielskiego, niezaleznie
      od tego, co ma napisane na etykietce. Trzeba inaczej:

      ,,enter the CITIBANK HANDLOWY'' --> ,,впишите CITIBANK HANDLOWY''

      Nie, znowu nie to.

      ,,go to the CITIBANK HANDLOWY'' --> ,,пойдите к CITIBANK HANDLOWY''
      • meduza7 Re: pytanie do copywriterów 25.05.06, 12:16
        dzięęęki, Stefan.
        Tak sądzisz, że to wszystko przez te komputry? A może przez niedouczonych
        ludziów? Bo może jak taki nie wie czy napisać "citibanku" czy "citibanka" to mu
        bezpieczniej w mianowniku...?
        • stefan4 Re: pytanie do copywriterów 25.05.06, 12:42
          meduza7:
          > Tak sądzisz, że to wszystko przez te komputry? A może przez niedouczonych
          > ludziów? Bo może jak taki nie wie czy napisać "citibanku" czy "citibanka" to
          > mu bezpieczniej w mianowniku...?

          Jasne, że nie wie bez komputra. W dodatku był szkolony pijarownictwa na
          hamerykańskim kursie i teraz nie potrafi sformułować sloganu reklamowego od razu
          po polsku, tylko go sobie tłumaczy z hamerykańskiego. Oczywiście komputrowo.

          - SStefan
          • meduza7 Re: pytanie do copywriterów 25.05.06, 12:49
            jak tłumaczyć to już całość zresztą, co to za citibank jakiś, miastobank
            powinno być!
            • jottka tzn. 25.05.06, 12:59
              nie wiem, jak teraz, ale istniała żelazna zasada, której przestrzegania domagali
              się cudzoziemcy z różnych ikej i citybanków, że nazwa firmy w dowolnym
              kontekście w języku polskim ma zawsze występować w mianowniku - wyjaśnienie
              zasady sprowadzało się do tego, że np. dla szweda słowo 'ikei' to wcale nie jego
              firma, tylko niewiadomocuś

              podobna zasada istnieje przy wszelkich tłumaczeniach prawno-handlowych, tj.
              wszystkie nazwy własne (i nazwiska) podajemy w mianowniku, tyle że tutaj - po
              pierwsze - chodzi o maksymalną precyzję i zapobieżenie nieporozumieniom, po
              drugie - poetyka tekstów urzędowych jest, emm, specyficzna, po trzecie - zdrowy
              rozsądek też obowiązujesmile

              a wracając do reklam - no w większości to bełkot, nie tylko gramatycznysad bym
              obstawiała wersję, że to a/ pozostałość obaw zagranicznej klienteli, że słowo
              odmienione już się targetowi z ich firmą nie skojarzy, b/ jednak jakiś wpływ
              angielszczyzny, koślawy i połączony ze słabą znajomością czy wyczuciem rodzimego
              narzecza

              • stefan4 Re: tzn. 25.05.06, 14:20
                jottka:
                > a wracając do reklam - no w większości to bełkot, nie tylko gramatycznysad bym
                > obstawiała wersję, że to a/ pozostałość obaw zagranicznej klienteli, że słowo
                > odmienione już się targetowi z ich firmą nie skojarzy, b/ jednak jakiś wpływ
                > angielszczyzny, koślawy i połączony ze słabą znajomością czy wyczuciem
                > rodzimego narzecza

                c/ Ukrywanie znajomości rodzimego narzecza. Pacjent może prywatnie znać dobrze
                polszczyznę, ale w życiu zawodowym nie przyznaje się do tego i najeża swoją mowę
                i pismo amerykanizmami. Żeby nie stracić szacunku kolegów i przełożonych.

                - Stefan

                www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                • jottka Re: tzn. 25.05.06, 15:04
                  że wątpięsmile to byłby jakiś bardzo skomplikowany przypadek schizofrenii, no nie
                  do utrzymania na dłuższą metę, prostsze rozwiązania wydają mi sie słuszniejsze
                  • stefan4 Re: tzn. 25.05.06, 16:33
                    jottka:
                    > że wątpięsmile to byłby jakiś bardzo skomplikowany przypadek schizofrenii, no nie
                    > do utrzymania na dłuższą metę, prostsze rozwiązania wydają mi sie słuszniejsze

                    Jeśli użytkownicy terminu ,,si-wi'' faktycznie nie znają słowa ,,życiorys'' a
                    właściciele ,,autoservice''-ów nigdy nie słyszeli o ,,obsłudze samochodów'', to
                    ja bym w nich nie rzucał kalumnią. Tylko że ja się obawiam, że oni znają i
                    słyszeli, ale odbierają jako prostackie.

                    - Stefan

                    www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                    • meduza7 Re: tzn. 26.05.06, 22:14
                      Dzięki, Jottka. Tak podejrzewałam.
                      Szwedzi się upierali przy swojej Ikei (UUUPs, przy swojej Ikea), a potem to się
                      bezmyślnie przeniosło na inne nazwy, nawet takie, które mają w sobie polskie
                      słowa (jak ten nieszczęsny citibank).
                      A propos si-wi (cefałek) i autoserwisów, to co z dilerem? Czy nie ma już
                      sprzedawców?
                      • jottka Re: tzn. 27.05.06, 13:56
                        szwedzi tu akurat pierwsi nie byli, to samo robił makdonald, zapierając sie przy
                        jednobrzmiącej nazwie we wszystkich przypadkach, jak i inne wielkie firmy
                        zachodnie wchodzące w latach 90tych na nasz rynek



                        > A propos si-wi (cefałek) i autoserwisów, to co z dilerem? Czy nie ma już
                        > sprzedawców?

                        diler już bodaj pare lat temu został dopuszczony do słownikasmile ale chyba nie
                        oznacza sprzedawcy w ogólności, tylko kogoś, kto handluje określonymi produktami
                        danej firmy (typu diler opla), no ale to na nos
                        • fnoll Re: tzn. 28.05.06, 21:28
                          tak było i jest jak jottka napisała, ale jeszcze jeden czynnik ten gwałt na
                          języku powoduje: logotypy - gdy w haśle w miejscu nazwy firmy występuje logotyp,
                          to nie ma szans, żeby go odmienić, i ten przypadek służy za precedens
                        • kicior99 Re: tzn. 29.05.06, 17:45
                          naprawde do tego stopnia podejrzewali ze ktos ich robi w konia? A nie bali sie
                          ze beda smieszni i wlasnie przez to upieranie sie przy mianowniku straca klientow?
    • fnoll chwalebny wyjątek 29.05.06, 09:20
      można zobaczyć na własne oczy tutaj:

      gmail.com
      to nie jest reklama! smile

      czy ktoś zna inne przykłady?
      • meduza7 Re: chwalebny wyjątek 30.05.06, 14:34
        no rzeczywiście, odmienili. I jeszcze napisali "o usłudze Gmail". Może tam mają
        jakiegoś żywego korektora, a nie tylko komputeery?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja