kicior99
11.07.06, 15:54
Bedac kilka lat za granica i w przeszlosci nauczycielem, mam kilka gorzkich
uwag na ten temat.
Po pierwsze - modna obecnie metoda komunikacyjna nie zdaje egzaminu. Ludzie,
ktorzy przyjezdzaja do Anglii po liceum (nieraz z mocna czworka na
swiadectwie) najczesciej radza sobie w typowych sytuacjach, gdzie trzeba
uzywac gortowych struktur, zapamietanych ze scenek, gorzej jest natromiast z
tworzeniem samodzielnych wypowiedzi. Skonstruowanie monologu ponadminutowego
top zadanie nie na sily naszego maturszysty.
Po drugie - tesknie za czasami, gdy slowka w podrecznikach byly wypisane pod
tekstem w postaci "gotowca" od opanowania. dzis slowek uczy sie kontekstowo,
straszac co chwile: "Alez nie zawsze mozna tak powiedziec" i nie tlumaczac
wcale, kiedy mozna a kiedy nie. Brak rowniez zamiennikow do poszczegolnych
konstrukcji lub wyrazen, co powoduje, ze powtarza sie w kolko "What a pity" i
nikomu nie przyjdzie do glowy ze tak samo zachowuje sie "What a shame", ze
attendre czesto mnozna zastapic aller voir itp. Uczy sie schematyzmu,
wychodzac z zalozenia,m ze najprostsze - najlepsze. Niestety, nie zawsze.
Tu wylania sie "po trzecie" - moda na pomijanie w podrecznikach regularnych
kursow gramatyki, jak to drzewiej bywalo i zastepowaniem ich kilkoma nic nie
mowiacymi tabelkami, po ktorych uczen/student ma czuc, ze opanowal dana
strukture (celuja w tym Headway i Cafe Creme). Najczesciej zreszta
zobrazowane sa wylacznie sytuacje typowe i zaden autor nie sili sie na
wyjasnianiu, ze wlasnie od tej reguly jest wyjatek (bardzo czesto mozna to
spotkac w konstrukcjach typu subjonctif: Je crois, qu'il vient ale: je ne
crois pas qu'il vienne). Naprawde rzadko ktora ksiazka zawraca sonie glowe
takimi "duperelami". Oczywiscie, posejscie rodem z lat siedemdziesiatych,
kiedy opanowanie trzeciego trybu warunkowego, future perfect continuos czy
Koniunktiv 2 w przypadku czasownikow rozdzielnie zlowonych (wenn ich
aufstuende...) gwarantowal zdanie matury.Ale mowcie co chcecie, uczen sa
tamtych czasow mial wrazenie bogactwa jezyka, ktorego sie uczy.
Tu dochodzimy do "po czwarte" czyli cwiczen. Wielu nauczycieli pomija
cwiczenia automatyzujace (dryle) uwazajac je za zmudne i nudne i przechodzi
od razu do cwiczen strukturalnych i (o zgrozo) tlumaczeniowych. Zgoda, mozna
sie nauczyc plywac w kamieniolomach w Strzelinie, gdzie woda zaraz przy
brzegu ma glebokosc 100 m, tylko po jaka cholere? Brak czasu jest tu
najbardziej idiotycznym wytlumaczeniem. Oczywiscie, pamietam, co zezarlo kurs
Candlina, tak mozdy w Polsce w latach 60. - nuda, nuda, nuda... Dobry
nauczyciel potrafi jednak rozwiazac sprawe cwiczen automatyzujacych w ciekawy
i nierzadko tworczy sposob, wierzcie.
Kolejne, po piate chyba, dotyczyc bedzie fonetyki. Zgodam powszechnosc
kultury angloamerykanskiej sprawie, ze jestesmy osluchani lepiej niz kiedys,
co w prosty sposob przeklada sie na nasza wymowe. Ale nie do konca -
zwlaszcza, ze nauczycielke wydaja sie tym uspokojeni. Przeprowadzilem
dziesiatki rozmow z mlodymi ludzmi i zaden (sic!) nie powiedzial, ze jego
nauczyciel przeprowadzal rozgrzewke fonetyczna przed lekcja lub stosowal
dryle fonetyczne. A przeciez w sytuacji, gdy uczen zdany jest na jeden typ
wymowy, ma to kapitalne znaczenie. Ciwekawe, ze czesto uczniowie bardziej
zdaja sobie spreawe z koniecznosci poprawnej wymowy (bo przyciez na tym
poziomie stykaja sie z jezykiem najczesciej i na tym samym poziomie don
zniechecaja) niz nauczyciele lekcewazacy problem.
Ci, a takze rodzice drogo nieraz placacy za dodatkowe lekcje (po cholere?)
Dobrze zorganizowana szkola powinna wystarczyc) uspokojeni sa tym, ze uczen
ma dobry, angielski podrecznik. I tu dochodzimy do "szostego" jakiejs
oblakanczej, szalenczej mody na podreczniki pisane przez nativow, jakby to
mialo zagwarantowac jakis sukces. Tymczasem taki podrecznik powoduje, ze juz
od poczatku odcina sie ucznia od samodzielnej pracy, bo on sie takiego
podrecznika boi, zwlaszcza przy odrabianiu pracy domowej. Obce srodowisko,
natlok dziwnych rysunkow (kolejna modna schiza czyli design), brzk
zyczliwego, uspokajajacego komentarza tylko rodzi fobie.
Ufff, to tylko przyczynek. Dalej Wy!