purple_haze
14.08.06, 21:16
właśnie mogę sobie poobserwować na żywo
mam rozgadaną dwulatkę, która eksperymentuje z językiem. 'piesowi', 'zjełam'
('zjadłam': jEm, jEłam) itp. to oczywiście klasyka gatunku
ale: z jakichś powodów córa pała miłością do zdrobnień... i tu ciekawostka:
my (ani rodziny) nie używamy w stosunku do małej języka dziecinnego. jasne,
że zdrobnienia pojawiają się, bo mały kot to 'kotek', ręka dziecka to
jednak 'rączka' (chodzi bardziej o rozmiar niż pieszczotliwy stosunek). ale
skąd mała wytrzaskuje 'zupkę'? i, co lepsze, 'zupcię' i 'zupeńkę'. 'gumka'
to 'gumecka' a 'pies' - 'piesecek'
do żłobka nie chodzi, opiekunki nie ma
Wasze dzieci też tak twórczo(?) podchodziły do materii językowej?
ps: i dopiero teraz zauważam, jaki j. polski jest niekonsekwentny, miejscami
wręcz nielogiczny