Wszystko co złe o miejscowniku

14.03.03, 07:44
Surface, Surface'a, Surface'owi, Surface'a, Surface'em, o Surfasie.

Zgodnie z regułami, o których się wie, które się jakoś tam akceptuje itd.

Ale właśnie doznałem olśnienia, jak bardzo jest to głupie. Surface pojawił się
w jednej z książek, które czytałem ostatnio. W miejscowniku wystąpił jeden
jedyny raz i... aż się zająknąłem w myślach. Jak to szarlataństwo przeczytać?
Pół biedy, jak ktoś nie zna angielskiego i wymawia to sobie jako Surfac albo
Surface albo „ten na S”. Jednak kiedy się zna angielski przynajmniej w
podstawowym zakresie, to jednak wymawia się takie nazwisko przez -fejs na
końcu. A napisane Surfas - wymawiałoby się całkiem inaczej. Przez -a-.

Ten słuszny apostrof nie tylko zachowuje nieme e, ale stanowi przede wszystkim
wyraźną granicę między językami - do apostrofu wymawiamy po angielsku, od
apostrofu po polsku. Kiedy brakło apostrofu w miejscowniku, sytuacja stała się
drażniąca.


Wrzuciłem jako temat hasło „Wszystko co złe o miejscowniku”. Bo jest i drugi
problem, o którym chcę napisać, i to związany z tym samym przypadkiem. To
nazwiska typu Turnau, Landau - które w miejscowniku są nieodmienne, choć
i tak powszechnie mówimy o Turnale i Landale. Ale kiedy przyjdzie napisać,
to piszemy o Turnau, zupełnie jak o kobiecie.


Wyjątkowo nam nie wyszedł ten przypadek, nie sądzicie?
    • ja22ek Re: Wszystko co złe o miejscowniku 14.03.03, 09:31
      No tak... a wszystko przez to e, które niesie z sobą historyczną miękkość, a ta
      powoduje różne przemiany w poprzedzającej spółgłosce rdzenia. Np. ł->l, g->dz,
      z->ź. W polszczyźnie jeszcze dodatkowo miesza przegłos, co skutkuje (już tylko
      w niewielu słowach na szczęście) przeniesieniem miękkości na samogłoskę
      rdzenia, jak las->lesie, czoło->czele.
      Ta niewygoda miejscownika została dostrzeżona także przez inne narody
      słowiańskie. Niektóre poradziły sobie w ten sposób, że w miejsce miejscownika
      prowadziły formę celownika. I mówią np. o lekowi i o oknu. No ale to dobre dla
      rzeczowników męskich i nijakich, bo żeńskie celownik też mają zepsowany (ku
      kobiecie i o kobiecie).
      Landau jest o tyle ciekawym przypadkiem, że załapał się na wymianę u->l
      skutkiem utożsamienia starego ł z niezgłoskotwórczym u, co stało się stosunkowo
      niedawno. O Landale, kakale i zole mówimy zatem gdzieś od pół wieku. A słownik
      nadal zaleca o Landauu. Dziwne, że w przypadku żeńskiej statui ciagle jeszcze
      powiemy o statui, a nie o statule, ale wszystko przed nami.
    • ja22ek Re: Wszystko co złe o miejscowniku 14.03.03, 09:47
      Aha, i jeszcze jedno. Ktoś z większą niż podstawową znajomością angielskiego
      powie to nazwisko mniej więcej 'serfys'. W tym wypadku szkoda miejscownikowa
      nie zaistnieje.
      (PS. a skąd wiadomo, że nie francuskawe to sjurfas?)

      • reptar Re: Wszystko co złe o miejscowniku 14.03.03, 11:32
        ja22ek napisał:

        > Aha, i jeszcze jedno. Ktoś z większą niż podstawową znajomością angielskiego
        > powie to nazwisko mniej więcej 'serfys'. W tym wypadku szkoda miejscownikowa
        > nie zaistnieje.
        > (PS. a skąd wiadomo, że nie francuskawe to sjurfas?)


        Nie francuskie, bo wszystko w tej książce było anglo. Ale to nieistotne, kiedy
        rozmawiamy o problemie, bo Surface jest tylko jednym z możliwych przykładów,
        być może nieco chybionym, jako że nie jestem nawet sam dla siebie autorytetem
        w wymowie słów angielskich (co jednak nie powstrzymuje mnie od dyskutowania,
        więc jeśli gdzieś nałgam, to bardzo proszę, wyprostuj   wink   ).

        To E na końcu może i sobie nie być wymawiane, ale dla wymowy jest ważne.
        Wywiera wpływ w głąb wyrazu - inaczej się czyta rap, inaczej rape - o wymowie
        samogłoski A decyduje obecność lub nieobecność tego E. Tymczasem kiedy czytasz
        o panu Rapie, to jesteś pozbawiony tej wskazówki. Czyli: kiedy nawet nie
        zachodzi owa szkoda miejscownikowa, to i tak nie wiemy, że nie zachodzi,
        jeśli nie dysponujemy innymi niż miejscownik przypadkami do porównania.


        A wracając do miejscownika "o Surfasie":

        Brakuje mi tej cezury. Gdyby całe to słowo przeczytać jako angielskie, to na
        końcu będzie -ejzi (czy tak?), jak Count Basie. Rozpędzasz się do angielskiego
        i... i gdzie tu wyhamować?
        • ja22ek Re: Wszystko co złe o miejscowniku 14.03.03, 12:16
          Zgadza się. Takie częściowe spolszczenie jest nieco dziwaczne.
          W przypadku Surface'a można by bez większego zamieszania pisać o Surface'ie. W
          końcu jak ktoś potrafi utworzyć dopełniacz, to i miejscownik mu nietraszny.
          Aha, także pisałbym konsekwentnie z Surface'em (w tej chwili nie pamiętam
          reguły).
          Gorzej ze słowami, gdzie wymiana spółgłoskowa bardzo zniekształca rdzeń. Tu
          szczególnie podatne są słowa francuskie, gdzie pełno niewymawianego tałatajstwa
          w końcówkach, ale i w angielszczyźnie znajdziemy, np. nazwisko Moore: Moore'a,
          z Moore'em, o Moore'ze ?? o Moore'ie ???
      • kicior99 Re: Wszystko co złe o miejscowniku 14.03.03, 12:02
        faktycznie chyba tak. La surface to oczywiscie powierzchnia a etymologia (i to
        wcale nie ludowa) wywodzi sie od "sur face". Off topic: jest jeszcze inne
        okreslenie na powierzchnie (w sensie geograficzno administracyjnym) ktore nie
        powinno byc mylone - la superficie.
Pełna wersja