O co Panstwu chodzi?

19.03.03, 04:30
Moje pytanie/watpliwosc dotyczy sensu istnienia
profesji lingwisty. Prosze nie rozumiec mnie zle, bo
nie jest moim zamiarem atakowanie zadnego z Was. Byc
moze terminologia wprowadza zamieszanie, to znaczy
podzial na lingwistow – preskrypcionictow I
lingwistow-kognitywistow. Wielokrotnie spotkalem sie z
opinia (nie klasyfikuje, z ktorej grupy lingwistow
opinie te pochodzily), ze w materii poprawnosci
jezykowej ostatecznym arbitrem sa rodowici jezyka
uzytkownicy, a nie ci ktorzy posiadaja jezykowa wiedze
upowazniajaca ich do wydawania ocen na temat
poprawnosci jezykowej. Skoro tak jest, to pytam sie: Po
co wy tu sa? Jesli w otoczeniu uzytkownika mizernej
jakosci jezyk jest akceptowany, to znaczy kryterium
jego poprawnosci jest spelnione, poniewaz srodowisko
taka jakosc akceptuje bez szemrania, dla wygody, albo
tez tez z niewiedzy. Wiec o co walczycie? Po co
istniejecie? Nie chcecie byc arbitrazystami, nie
walczycie o poprawnosc jezyka – Wy jej nawet nie
chcecie definiowac. Jestescie naukowcami bez
zastosowanian poza-muzealnych? Jezykowymi entografami?
Powtarzam, to nie jest akt agresji. Prosze o
wyrozumialosc moich wlasnych slabosci jezykowych.
    • ja22ek Re: O co Panstwu chodzi? 19.03.03, 09:07
      Mnie się bardzo podoba określenie "językowy etnograf". Moje obecne
      zainteresowanie to śledzenie skutków językowych pewnych procesów
      psychologicznych występujących w społeczeństwie lub odwrotnie, wynajdywanie
      psychologicznych powodów bieżących procesów językowych. Wszystko to, rzecz
      jasna, na tle historycznym, od prasłowiańszczyzny, a nawet nieco dalej, do
      dającej się przewidywać przyszłości.
      Hobby to jak każde inne, wolę to niż np. zbierać znaczki.
      Jedno mnie tylko martwi: kobiety tym się wcale nie interesują crying
      • elve Re: O co Panstwu chodzi? 21.03.03, 14:04
        ja22ek napisał:

        > Jedno mnie tylko martwi: kobiety tym się wcale nie interesują crying

        nieprawda! ;P
    • sze Re: O co Panstwu chodzi? 19.03.03, 12:15
      Jest dokładnie tak. Profesja lingwisty ma nikłe przełożenie na praktykę.
      Polecam świetną książkę znakomitego Witolda Mańczaka "Problemy językoznawstwa
      ogólnego". Tytuł trochę czerstwy, prawda, i mało odkrywczy. To taki zbiór
      artykułów. Ale jakich! W tekście o poszukiwaniu prawy w językoznawstwie porusza
      właśnie te problemy.

      Sytuacja małego kontaktu z praktyką ma - oprócz słusznych oskarżeń o
      pasożytnictwo społeczne - sporo innych minusów. Jak na przykład brak możliwości
      praktycznej weryfikacji teorii językoznawczych. Jeśli fizyk wymyśli koncepcję,
      że wpływ tarcia w konstrukcji mechanicznej da się zmodyfikować poprzez
      okadzanie mchem o pełni księżyca i szeptanie zaklęć, to łatwo ją zweryfikować
      poprzez eksperyment. Jeśli zaś językoznawca ogłosi, że "Wisła" ma etymologię
      ujgurską, można mu tylko uwierzyć lub nie. Nie ma przełożenia na praktykę.
      Nijakiego.

      Językoznawstwo to nawet mniej niż etnografia. Niż filozofia. Niż
      literaturoznawstwo czy historiografia. Z tego wszystkiego czasem coś jednak
      wynika. Nawet nowe teorie nauki języków obcych nie za bardzo wynikają, bo nie
      da się tu niestety przeskoczyć etapu "tyłek+krzesło+kartka ze słówkami".

      Pożytek z językoznawstwa jest w zasadzie czysto intelektualny. Daje radość z
      dociekania prawdy. Tak to widzę. Jest to więc nauka dość ezoteryczna, co
      przydaje jej swoistego elitarnego entourage'u.

      > Wielokrotnie spotkalem sie z
      > opinia (nie klasyfikuje, z ktorej grupy lingwistow
      > opinie te pochodzily), ze w materii poprawnosci
      > jezykowej ostatecznym arbitrem sa rodowici jezyka
      > uzytkownicy, a nie ci ktorzy posiadaja jezykowa wiedze
      > upowazniajaca ich do wydawania ocen na temat
      > poprawnosci jezykowej.

      To ciekawe. Taka opinia jest - jak wynika z moich doświadczeń - raczej rzadko
      spotykana w społeczeństwie. "Językoznawcę" kojarzy się albo jako gościa od
      ortografii (Miodek bis) i odpowiadania na pytania jak jest mianownik od „dżdżu”
      albo jako faceta, co zna dużo języków (cholera wie po co - może żeby tłumaczyć
      czy jak?). Nawet przesąd, że nie da się zadekretować, co jest piękną
      polszczyzną, a co nie jest, jest koszmarnie ciężki do zwalczenia i wywołuje
      wściekłość tych, którzy się starają słuchać Miodków i im żal, że może to na
      darmo.

      Można przyznać, że to rzeczywiście coś jak zbieranie znaczków. Co do kobiet –
      nie zgadzam się. SĄ takie, które się tym interesują. Problem w tym, że są one
      niestety wszystkie brzydkie jak noc.
      • ja22ek Re: O co Panstwu chodzi? 19.03.03, 13:28
        No właśnie o tą noc chodzi, Bartku smile)))
      • elve Re: O co Panstwu chodzi? 21.03.03, 14:08
        sze napisał:

        > Co do kobiet 
        > 211;
        > nie zgadzam się. SĄ takie, które się tym interesują. Problem w tym, że są one
        > niestety wszystkie brzydkie jak noc.

        i znow nieprawda, do krocset w dodatku >sad --> ;P --> smile
        • ja22ek Re: O co Panstwu chodzi? 21.03.03, 14:27
          Po cichu wierzyłem, że przynajmniej jedna taka być musi wink
        • kicior99 Re: O co Panstwu chodzi? 21.03.03, 16:39
          Co to za postawienie sprawy: ladna czy nieladna? Ze niby w TV jej nie mozna
          pokazac?
          • anahella Re: O co Panstwu chodzi? 22.03.03, 15:57
            kicior99 napisał:

            > Co to za postawienie sprawy: ladna czy nieladna? Ze niby w TV jej nie mozna
            > pokazac?

            Eeee to chyba przywiazanie do stereotypow, ze jak ladnie albo madrze mowi to
            musi byc brzydka, bo dbanie o poziom intelektualny nie zostawia czasu na dbanie
            o urode itp.
            • sze Re: O co Panstwu chodzi? 25.03.03, 22:50
              > Eeee to chyba przywiazanie do stereotypow, ze jak ladnie albo madrze mowi to
              > musi byc brzydka, bo dbanie o poziom intelektualny nie zostawia czasu na
              > dbanie o urode itp.

              Ależ to jakiś straszliwy feministyczny mit, że uroda jest wynikiem jakiegoś
              mitycznego "dbania". "Zadbać" można w taki sposób, że z osoby o urodzie rzędu
              90 na 100 można uczynić osobę 95/100. Niestety, z osoby typu 10 na 100 cudów
              się nie zrobi. Najwyżej nożna zasłonić.

              To raz. Poza tym "poziom intelektualny" to nie tylko erudycja, to również
              inteligencja. Jak wiadomo, tę można jakoś tam odrobinę podciągnąć, ale też
              wiele się samemu nie zdziała, trzeba raczej z wdzięcznością przyjąć to, co się
              od Matki Natury dostało i starać się godnie toto spożytkować.

              Poza tym ja bym z wielką ochotą pożegnał się ze stereotypem

              uroda x inteligencja = constans

              Ale, niestety, doświadczenie życiowe tylko go systematycznie z roku na rok
              utrwala...
            • kicior99 Re: O co Panstwu chodzi? 26.03.03, 13:32
              Ja sie do niczego nie przywiazuje a sluchajac fachowca nie interesuje mnie jego
              uroda. Nie wiem w ogole skad sie wziela ta dyskusja =)))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja