lajkonik521
23.11.06, 20:41
Dziadostwo się szerzy, bracia i siostry...
Nie tak dawno jak na skalę zmian jezykowych, wprowadzono do polskiego jezyka
całkę, całkowanie, pochodne i różniczkowanie. I pięknie i po polsku. Nikt nie
próbował umądrzać swoich prac integrałami i derywatami (jedyna pretensja jaką
mógłbym zgłosić, to brak s, chodzi o to by było scałka i scałkowanie - bliższe
scalania - co bardziej oddawałoby istotę tego zjawiska ornitologicznego).
Ha, jeszcze w Kodeksie cywilnym z 1930r. był rozdzieł "o transakcjach
różniczkowych", który wywalono na zbity pysk w powojennej socjalistycznej
rzeczywistości. Na myśl nikomu nie przyszło, by w tak poważnym dziele
wspominać o derywatach, albo co gorsza - o derywatywach.
Ktoś jednak dbał o poslkość języka, nie bracia?
Teraz bez żenady się jedzie na spotkanie integracyjne (scalające by trąciło
wiochą). Na giełdzie się handluje derywatami (transakcje różniczkowe -
wiocha), jakby dopiero co wymyślono nowy instrument, tak nowy, ze aż nie
wiadomo jak go nazwać. Volatility do dziś nie ma swojej polskiej nazwy.
Jest uczenie, ekskluzywnie i zachodnio. I nikt się nie wysila. Gdzie wy się
bracia podzialiście. Kto tego dziadostwa ma pilnować? I do czego to jeszcze
dojdzie...?
Lajkonix
panta rei - wszystko w płynie