luzer
05.05.03, 11:23
Przyzwyczailiśmy się na ogół (w mocno spolszczonych już słowach) wymawiać
angielską głoskę "sh" jako twarde polskie "sz" i w większości wypadków tak
właśnie ją wymawiamy (np. "sheriff - szeryf"). Natomiast, w przypadkach
języków obcych, zwłaszcza dość egzotycznych, posługujących się, zgoła innym
od łacińskiego alfabetem, korzystanie z pisowni angielskiej moze być mylące.
Jeśli się mylę, niech mnie ktoś poprawi, ale, o ile wiem, w języku japońskim
w ogóle nie występuje twarda głoska "sz", a jedynie miękkie "ś", bardzo
bliskie, jeśli nie wręcz tożsame, naszemu. Anglofoni ową głoskę wymawiają tak
trochę "kompromisowo", jako coś pośredniego między polskimi: "sz" a "ś", ale
my już, ulegając nawykom wymawiania angielskiego "sh" jako "sz",
niejako "przekłamujemy" brzmienie słów japońskich. Wymawiamy: "Hiroszima"
zamiast "Hirosima" ( w tym przypadku nawet piszemy: "Hiroszima"!), "Tosziba"
zamiast "Tosiba", "Musaszi" zamiast "Musasi" czy "Kobayaszi"
zamiast "Kobayasi". W przypadku owych mniej przyswojonych przez polszczyznę
słów, zostaje zachowana pisownia angielska z "sh". Czy nie byłoby włściwsze
normalne stosowanie polskiej (wszak bliższej japońskiemu oryginałowi) pisowni
typu: "Sikoku", "Siogun".
Pragnę zaznaczyć iż nie jestem w żadnym razie jakimkolwiek ekspertem od
języka japońskiego. Swoje obserwacje zaczerpnąłem z divixowskich wersji
filmów Kurosawy (własnie: chyba nazwisko japońskiego giganta filmu również
należałoby wymawiać "KurosaŁY", a nie "KurosaWY" - tu Angole robią to
znacznie lepiej od nas

)), gdy wreszcie uprzykrzony lektor przestał mi
zagłuszać Tosiro (nie: Tosziro) Mifune.

)
Pozdrawiam.