ANEKS do watku o akcencie

12.04.07, 20:24
Nie będę nawet próbował moralizować, że trzeba szanować tradycję jązyka ani
estetyzować, ze chodzi o piękno wypowiedzi, ani też kogokolwiek pouczać, ze
nie należy stosowac wzorcow i zasad obowiązujących w jezykach obcych do
własnego języka. Wiem, jestem zalosny, bo nie mam poczucia humoru i nazbyt
poważnie traktuję wypowiedzi dyskutantow wątku "romanistyka VS anglistyka"
(nb. skąd to "VS"). Resztkami wyobrazni wyobrażam sobie, ze większość
wypowiezdi ma charakter satyryczny. Oby! Bo jeśli nie, to ci ekstatyczni
dzyskutanci pasują jak ulał do modełka galicyjskiego pieniacza.
Co do mnie, to pozostanę SNOBEM. Będę rozkładał akcenty wyrazowe zgodnie z
tradycja mojego języka. Nawet nie biore pod uwage tego, że slowo "snob" ma
nie tylko konotacje pejoratywne.
    • ja22ek Re: ANEKS do watku o akcencie 13.04.07, 16:54
      Popieram.

      Trzeba szanować tradycję naszego języka i wymawiać oraz akcentować przyswojone
      obce słowa po polsku. Gdyż wymawianie ich po niepolsku byłoby stosowaniem
      obcych zasad i wzorców do własnego języka.

      Oczywiście, ja też będę rozkładał akcenty wyrazowe zgodnie z tradycją mojego
      języka. Aczkolwiek coś mi mówi, że będę je rozkładał inaczej niż KajKa...
    • uyu Kaj.ka :) 13.04.07, 18:00
      No to jest nas juz dwoje, bo w pelni podzielam twoje zdanie. smile)
      • kaj.ka Re: Kaj.ka :) 13.04.07, 23:48
        uyu napisała:

        > No to jest nas juz dwoje, bo w pelni podzielam twoje zdanie. smile)

        Jeśli to było serio, to dziękuję. Polszczyzna, dzięki Bogu, ma te zalete, że
        sposób akcentowania nie ma wplywu na zrozumienie wypowiedzi i można sobie tutaj
        pohasać według własnych gustów, upodobań i przekonań. Mam zdanie na temat
        przesunięcia akcentu z trzeciej od końca na drugą w czasownikach l. mn.; cz.p.;
        os. I i II, ale nie chcę tutaj przytaczać wywodu. Mozna się zresztą z tym
        pogodzić i się nie czepiać. Inaczej ze slowmi zapożyczonymi jak FIzyka,
        atroNAUtyka, bibLIOteka. Szkoda byłoby to zaprzepaścić! Przychodzi mi na myśl
        Galczyński:
        LIryka, LIryka,
        Tkliwa dyNAmika,
        angelologia
        i dal
        Gorzej z akcentem jest w rosyjskim. Tam PIsat' nie znaczy to samo ci piSAT',
        albo MUka i muKA.
        Nie znam francuskiego, ale podejrzewam, że Francuz nie zrozumiałby w pierwszej
        chwili słowa wypowiedzianego w sposób: etUi albo JUry. Kiedy w romowie z
        Anglikiem o produkcji rozrywkowej powiedziałem enTERtainment mój rozmówca mnie
        nie zrozumiał.
        • stefan4 Re: Kaj.ka :) 14.04.07, 00:37
          kaj.ka:
          > Galczyński:
          > LIryka, LIryka,
          > Tkliwa dyNAmika,
          > angelologia
          > i dal

          No, proszę mi tu Wieszcza nie szargać. Gałczyński WIEDZIAŁ, że dla rymu muszą
          się zgadzać samogłoski w sylabach akcentowanych i (w miarę możności) wszystko po
          nich. ,,LIryka'' i ,,dyNAmika'' nie rymują się, bo sylaby ,,li'' i ,,na'' nie
          mają ze sobą niczego wspólnego. Natomiast ,,liRYka'' i ,,dynaMIka'' to pełny
          rym żeński. Gałczyński nie stosował snobakcentu, przynajmniej nie w tym wierszu.

          No, zresztą niech będzie kompromis. W tym cytacie można mieć albo pełne rymy --
          i wtedy jest tak, jak właśnie powiedziałem; albo doskonały rytm
          • kaj.ka Re: do stefana4 15.04.07, 09:15
            > No, proszę mi tu Wieszcza nie szargać. Gałczyński WIEDZIAŁ, że dla rymu muszą
            > się zgadzać samogłoski w sylabach akcentowanych i (w miarę możności) wszystko
            p
            > o
            > nich. ,,LIryka'' i ,,dyNAmika'' nie rymują się, bo sylaby ,,li'' i ,,na'' nie
            > mają ze sobą niczego wspólnego. Natomiast ,,liRYka'' i ,,dynaMIka'' to pełny
            > rym żeński. Gałczyński nie stosował snobakcentu, przynajmniej nie w tym wiersz
            > u.
            Rzecz nie byłaby warta zabrania glosu, gdyby nie ten Twój ton arbitralny
            czlowieka "wszystkowiedzącego". Oto jak wygląda metrum dwuwiersza ("-" oznacza
            długą, akcentowaną; "~~" - krótką; "/" - średniówkę).

            - ~~ ~~ / - ~~ ~~ LI ry ka / LI ry ka
            - ~~ ~~ / - ~~ ~~ TKLI wa dy / NA mi ka
            Przeżyłem przed laty wielką radość słuchania na żywo recytacji poety i ten
            wlaśnie fragment z jego wspaniałą melodyką wbił sie w mą pamieć na trwałe.
            Spodziewaj się, że Konstanty Ildefons zemści się na Tobie zza grobu za to, żeś
            Go nazwał Wieszczem, i to z bol'szoj bukwy.
            Co zaś do koncesji na kompromis, to mię nie zadowala.
            • stefan4 Re: do stefana4 15.04.07, 16:38
              kaj.ka:
              > Oto jak wygląda metrum dwuwiersza ("-" oznacza
              > długą, akcentowaną; "~~" - krótką; "/" - średniówkę).
              >
              > - ~~ ~~ / - ~~ ~~ LI ry ka / LI ry ka
              > - ~~ ~~ / - ~~ ~~ TKLI wa dy / NA mi ka

              No, to się zgadza... Tylko że średniówki nie zwykły wypadać w środku słów; ale
              tak krótki wers (sześciozgłoskowiec) w ogóle średniówki nie potrzebuje.

              Dla równowagi słowa piosenki; co do rytmu, to nie ma w niej wątpliwości, bo
              wynika z melodii:

              Ech, muZYka, muZYka, muZYka,
              spod SMYka zieLOny kU-urz.
              Lecą GWIAzdy zieLOne spod SMYka,
              damy KAro i BUkiety RÓŻ...

              Jak widać, jedni poeci tak, inni inaczej...

              - Stefan

              www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
        • uyu Re: Kaj.ka :) 14.04.07, 03:45
          To bylo bardzo serio i ze szczerym usmiechem smile)

          W przeciwienstwie do stefana, nie mam pretensji do bycia autorytetem jezykowym.
          Jestem zwyklym czlowiekiem, ktory wrocil do kraju po ilus tam latach i z
          przerazeniem odkrywa, ze nie rozumie nowomowy. Mam wrazenie, ze przed wyjazdem
          zylam pod kloszem w srodowisku purystow jezykowych, a tak wcale nie bylo.
          Mialam do czynienia ze zwyklymi ludzmi, ktorych dzis nazywa
          sie "wyksztalciuchami".
          Do szewskiej pasji doprowadzaja mnie wszechobecne anglicyzmy i idiotyczne
          akcenty zapowiadaczy propgramow telewizyjnych. Szczegolnie dwa meskie glosy
          stawiajace akcent tam gdzie sie da, byleby nie tam gdzie trzeba. Brzmi to mniej
          wiecej tak: ... nAjlepszA AudycjA ktorA muSIsz ObejrzeC ... itp itd itp
          Od tego zeby wypadaja, wlosy sie prostuja i wyskakuja pryszcze. Na dodatek
          bezczelnie mnie tykaja, czego sobie nie zycze, bo w realu od zawsze sama
          decyduje o tym z kim jestem na ty.
          O nostalgii do starej odmiany liczebnikow zaledwie osmielam sie wspomniec, bo
          dzis mowienie o roku dwutysiecznym siodmym, jest synonimem snoboliczebnika.

          W normalnych warunkach traktowalabym uczone wywody stefana jako zabawne. Tak je
          odczytywalam przedtem. Dzis, bedac na miejscu przeraza mnie ilosc osob nie
          umiejacych poslugiwac sie wlasnym jezykiem, tym bardziej, ze wiekszosc z nich
          wyglasza nieznanym swiatu volapukiem dyrdymaly o umilowaniu ojczyzny. Jesli juz
          tak ich przyparla ta milosc, to niech sie, do jasnej cholery, jezyka naucza. O
          kim mowa nie musze pisac, bo wszyscy wiedza.
          Wracajac do stefana, to aktualnie uwazam jego podejscie do sprawy "à la léger"
          za dosc niebezpieczne.
          No coz, fajnie jest siedziec na galezi i, rozkosznie szczebiocac o wolnosci
          wyboru i o tym, ze jezyk ma prawo do wlasnego zycia, podcinac owa galaz.

          Jesli dalej tak pojdzie, to za nastepne dwadziescia lat pogadamy sobie o jezyku
          na necie na migi. To bedzie dopiero wesolo!
          • stefan4 Re: Kaj.ka :) 14.04.07, 10:38
            uyu:
            > W przeciwienstwie do stefana, nie mam pretensji do bycia autorytetem
            > jezykowym.
            [...]
            > W normalnych warunkach traktowalabym uczone wywody stefana jako
            > zabawne.
            [...]
            > Wracajac do stefana, to aktualnie uwazam jego podejscie do sprawy "a
            > la leger" za dosc niebezpieczne.
            [...]
            > Na dodatek bezczelnie mnie tykaja, czego sobie nie zycze, bo w realu
            > od zawsze sama decyduje o tym z kim jestem na ty.

            Przepraszam za tą bezczelność,

            Uyu, czy nie uważa Pani, że skoro wymienia mnie Pani w swoim poście 3 razy
            i jestem w nim jedyną wymienianą osobą, to byłoby elegancko, gdyby
            Pani ten post kierowała do mnie a nie do Kaj.Ki? I jeszcze jedno: ja
            NAPRAWDĘ mam na imię Stefan, to nie jest przypadkowa ksywa
            internetowa. Czy nie uważa więc Pani, że byłoby elegancko nie
            traktować mojego imienia jak rzeczownika pospolitego? W tej chwili
            mówi przeze mnie staroświecki savoir vivre a nie jakaś własna emocja.
            Moje rozumienie Pani przekazu nie zależy od takich drobiazgów, więc
            MNIE jest wszystko jedno; tylko Pani może być przykro, o ile niechcący
            popełnia Pani gafę.

            uyu:
            > Do szewskiej pasji doprowadzaja mnie wszechobecne anglicyzmy i
            > idiotyczne akcenty zapowiadaczy propgramow telewizyjnych.

            Jak to miło móc się zgodzić z kobietą... Jestem pewien, że gdybym
            miał telewizor, to bym te rzeczy krytykował tak samo jak Pani. Pewnie
            tylko bez szewskiej pasji, bo na szewstwie niestety się nie znam.

            uyu:
            > O nostalgii do starej odmiany liczebnikow zaledwie osmielam sie
            > wspomniec, bo dzis mowienie o roku dwutysiecznym siodmym, jest
            > synonimem snoboliczebnika.

            O ile wiem, to wyrażenie ,,rok dwutysięczny siódmy'' nie jest dzisiaj
            żadnym snoboliczeniem, tylko czymś, co poprawnościuchy uważają (i to
            od bardzo dawna) za ,,błąd''. Klasyczne snobistyczne zasady odmiany
            liczebników porządkowych może Pani znaleźć np. w
            grzegorj.w.interia.pl/gram/liczeb01.html#forma5 , ale jest
            wiele innych miejsc, gdzie napisali to samo. Tak więc klasycznie i
            snobistycznie mawiano ,,dwa tysiące siódmy''. Mnie oczywiście
            ,,dwutysięczny siódmy'' nie przeszkadza, bo jest w pełni zrozumiały a
            sama klasyczna zasada (stosowana zresztą przeze mnie na codzień) jest
            dyskusyjna.

            uyu:
            > Dzis, bedac na miejscu przeraza mnie ilosc osob nie umiejacych
            > poslugiwac sie wlasnym jezykiem

            Ach, te niebezpieczne imiesłowy przysłówkowe... Wg
            klasyczno-snobistycznego rozumienia polszczyzny, wyraziła Pani
            właśnie, że ta ilość osób jest na miejscu i zajmuje się przerażaniem
            Pani. Ale wszystko wskazuje na to, że imiesłowy zmieniają znaczenie i
            mogą się już odnosić do podmiotu innego zdania niż to, w którym stoją.
            Gratuluję Pani szybkiego chwytania nowinek językowych i
            nieprzejmowania się tym, że nauczyciele nazywają te nowinki
            ,,błędami''!

            uyu:
            > tym bardziej, ze wiekszosc z nich wyglasza nieznanym swiatu
            > volapukiem dyrdymaly o umilowaniu ojczyzny. Jesli juz tak ich
            > przyparla ta milosc, to niech sie, do jasnej cholery, jezyka naucza.
            > O kim mowa nie musze pisac, bo wszyscy wiedza.

            Uff, jaka ulga, nareszcie wypowiedź nie o mnie. Zawsze przedkładałem
            miłość do płci przeciwnej nad ,,miłość'' do jakichś ojczyzn.

            uyu:
            > Jesli dalej tak pojdzie, to za nastepne dwadziescia lat pogadamy
            > sobie o jezyku na necie na migi.

            A, to jest ciekawy projekt. Wymaga nowych formatów do przekazywania
            migów przez internet oraz rozwinięcia samego języka migowego. Mogę
            się zająć pracami, jeśli wystara się Pani o hojnego sponsora dla tych
            prac.

            - Stefan

            www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
            • klymenystra nie rozumiem 14.04.07, 11:18
              przeciez dwa tysiace siodmy to jest chyba poprawne, n`est-ce pas? nikt nie
              mowil tysieczny dwudziesty trzeci, wiec czemu, czemu ten dwutysieczny siodmy
              krazy?
              • uyu Re: nie rozumiem 17.04.07, 23:39
                Wszyscy mowili w roku tysiac dwudziestym trzecim. Dopiero potem stanowiaca w
                odmianie wyjatek forme 'tysiac' przeniesiono na pozostale 'tysiecznikowe'
                liczebniki. Mniemam, iz stalo sie tak dla ulatwienia zycia osobnikom nie
                bedacym w stanie sobie przyswoic w poprawny sposob wlasnego jezyka.
                • klymenystra Re: nie rozumiem 17.04.07, 23:51
                  tak? ja dalej nie rozumiem, czemu tysiac jest wyjatkiem, a dwa tysiace juz nie.
                • stefan4 Re: nie rozumiem 17.04.07, 23:51
                  uyu:
                  > Wszyscy mowili w roku tysiac dwudziestym trzecim.

                  Dokładnie tak samo jak:
                  * ,,w sto dwudziestym trzecim'' a nie ,,w setnym dwudziestym trzecim'',
                  * ,,w dwieście dwudziestym trzecim'' a nie ,,w dwusetnym dwudziestym trzecim'',
                  * ,,w dwa tysiące dwudziestym trzecim'' a nie ,,w dwutysięcznym dwudziestym
                  trzecim''.

                  uyu:
                  > Dopiero potem stanowiaca w odmianie wyjatek forme 'tysiac' przeniesiono na
                  > pozostale 'tysiecznikowe' liczebniki.

                  Jak widać, nie jest to żaden wyjątek; i tak było od prawie zawsze a nie potem.
                  We WSZYSTKICH liczebnikach nie kończących się na dwa zera odmieniają się tylko
                  dziesiątki i jedności.

                  - Stefan

                  www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
            • uyu Re: Kaj.ka :) 18.04.07, 00:02
              Napisalam:
              "Na dodatek bezczelnie mnie tykaja, czego sobie nie zycze, bo w realu
              od zawsze sama decyduje o tym z kim jestem na ty."
              Jak wyraznie widac podkreslilam, ze nie lubie tykania W REALU - w zargonie
              netowym czytaj: rzeczywistosci, realnym zyciu. Dlatego to, ze zwracasz sie do
              mnie per Pani uznaje za teatralny efekt.


              stefan4: "Uyu, czy nie uważa Pani, że skoro wymienia mnie Pani w swoim poście 3
              razy i jestem w nim jedyną wymienianą osobą, to byłoby elegancko, gdyby
              Pani ten post kierowała do mnie a nie do Kaj.Ki?"

              Byloby elegancko, owszem. Ale i tak wiedzialam, ze bedziesz to czytal wiec
              uproscilam.

              stefan4: "NAPRAWDĘ mam na imię Stefan, to nie jest przypadkowa ksywa
              internetowa. Czy nie uważa więc Pani, że byłoby elegancko nie
              traktować mojego imienia jak rzeczownika pospolitego?"

              Milo mi, moj malzonek takze nosi to piekne imie smile Jesli jednak tak bardzo
              przywiazujesz wage do tego w jaki sposob maja je pisac inni powinienes sam
              zaczac pisac je z wielkiej litery.

              stefan4: "W tej chwili mówi przeze mnie staroświecki savoir vivre a nie jakaś
              własna emocja. Moje rozumienie Pani przekazu nie zależy od takich drobiazgów,
              więc MNIE jest wszystko jedno; tylko Pani może być przykro, o ile niechcący
              popełnia Pani gafę."

              Nie jest mi przykro.

              stefan4:
              uyu:
              > > Dzis, bedac na miejscu przeraza mnie ilosc osob nie umiejacych
              > > poslugiwac sie wlasnym jezykiem
              >
              > Ach, te niebezpieczne imiesłowy przysłówkowe... Wg
              > klasyczno-snobistycznego rozumienia polszczyzny, wyraziła Pani
              > właśnie, że ta ilość osób jest na miejscu i zajmuje się przerażaniem
              > Pani. Ale wszystko wskazuje na to, że imiesłowy zmieniają znaczenie i
              > mogą się już odnosić do podmiotu innego zdania niż to, w którym stoją.
              > Gratuluję Pani szybkiego chwytania nowinek językowych i
              > nieprzejmowania się tym, że nauczyciele nazywają te nowinki
              > ,,błędami''!

              Dziekuje smile Faktycznie, typowa kalka z francuskiego - Aujourd'hui, étant sur
              place, je suis terrifiée par la quantité de gens ne sachent pas se servir de
              leur propre langue.
              • stefan4 idąc sajdłokiem najechał na mnie peżot... 18.04.07, 01:24
                uyu:
                > Dzis, bedac na miejscu przeraza mnie ilosc osob nie umiejacych poslugiwac sie
                > wlasnym jezykiem

                stefan4:
                > Ach, te niebezpieczne imiesłowy przysłówkowe... Wg klasyczno-snobistycznego
                > rozumienia polszczyzny, wyraziła Pani właśnie, że ta ilość osób jest na
                > miejscu i zajmuje się przerażaniem Pani.

                uyu:
                > Dziekuje smile Faktycznie, typowa kalka z francuskiego - Aujourd'hui, étant sur
                > place, je suis terrifiée par la quantité de gens ne sachent pas se servir de
                > leur propre langue.

                Oj, ta gramatyka... Typową kalką z TEGO francuskiego zdania byłoby coś w
                rodzaju ,,Dziś, będąc na miejscu, jestem przerażona ilością osób [...]''. I
                taka ,,kalka'' jest całkiem w porządku również po polsku. A dokładne
                tłumaczenie polskiego zdania z niedobrze użytymi imiesłowami również Francuzów
                by nie zachwyciło: ,,Aujourd'hui, étant sur place, la quantité de gens [...] me
                terifie''. W obu językach sytuacja tego imiesłowu jest dokładnie ta sama.

                Coś tam zresztą jest nie tak z Twoim francuskim zdaniem. Tam nie ma miejsca na
                subjonctif; zamiast ,,ne sachent pas'' powinno być albo ,,ne sachant pas'' albo
                ,,qui ne savent pas''.

                Nie jestem pewien, czy po francusku można wypowiedzieć poprawne zdanie złożone,
                którego jedna część opiera się na imiesłowie przysłówkowym a druga na czasowniku
                i które mają różny podmiot; za słabo znam francuski. Po angielsku to chyba jest
                możliwe. Mogę na przykład długo przekonywać rozmówcę, że Jasio jest głupi i
                leniwy a następnie stwierdzić: ,,this said, he is the nicest fellow in town''.
                Podmiotem części przed przecinkiem jestem ja, bo to ja gadałem, a podmiotem
                drugiego jest Jasio.

                - Stefan

                www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                • uyu Re: idąc sajdłokiem najechał na mnie peżot... 27.04.07, 03:20
                  Jesli nie jestes pewien, to moze powstrzymaj sie od komentarzy?

                  "A dokładne
                  > tłumaczenie polskiego zdania z niedobrze użytymi imiesłowami również Francuzów
                  > by nie zachwyciło: ,,Aujourd'hui, étant sur place, la quantité de gens [...]
                  me
                  > terifie''. W obu językach sytuacja tego imiesłowu jest dokładnie ta sama."

                  Francuzow nic nie przerazalo!Bardzo odwazny narod. Na dodatek przez dlugie lata
                  placili bardzo przyzwoicie za tlumaczenia. Malo tego! Moja niekompetencja
                  musiala ich do tego stopnia urzec, ze ubiegly tydzien spedzilam nad
                  tlumaczeniem. Wymusili je po starej znajomosci.
                  Nastepnym razem odesle ich do ciebie smile))
          • j_adore uyu:) 15.04.07, 14:12
            uyu napisał(a)
            "Mam wrazenie, ze przed wyjazdem zylam pod kloszem w srodowisku purystow
            jezykowych, a tak wcale nie bylo. Mialam do czynienia ze zwyklymi ludzmi,
            ktorych dzis nazywa sie "wyksztalciuchami"."
            No i jak tu nie wierzyć w stare powiedzenie: "podróże kształcą"?

        • ja22ek Re: Kaj.ka :) 16.04.07, 14:25
          >Polszczyzna, dzięki Bogu, ma te zalete, że sposób akcentowania nie ma wplywu
          >na zrozumienie wypowiedzi i można sobie tutaj pohasać według własnych gustów,
          >upodobań i przekonań

          A zatem, jeśli każdy może sobie pohasać, to po co się czepiać? Na forum
          Ortografia pisywała kiedyś Ala100, która własną estetykę przedkładała nad
          poprawność. I to ja rozumiem, i Twoją powyższą wypowiedź też rozumiem. I sam
          też sobie hasam według własnych gustów, przeważnie na przedostatniej sylabie...

          Niemniej upieram się, że akcentowanie na trzeciej od końca jest oznaką
          snobizmu, o czym świadczy wiele wyrazów bez sensu tak akcentowanych.
          • kaj.ka Re: do ja22ek'a 16.04.07, 21:02
            >
            > Niemniej upieram się, że akcentowanie na trzeciej od końca jest oznaką
            > snobizmu, o czym świadczy wiele wyrazów bez sensu tak akcentowanych.
            >
            Przede wszystkim nie czepiam się, tylko wyrażam własne zdanie. Sprzciwiam się
            stanowczo nazywaniu akcentowania proparoksytonicznego, nie będę juz tutaj
            przytaczał w jakich przypadkach, snobizmem w znaczeniu wyraznie pejoratywnym:
            jako uleganie modzie, skłonością do popisu itp.
            Należę do starszego pokolenia, urodziłem się w czwartym dzisięcioleciu XX
            wieku, i taki sposób akcentowania wyniosłem domu rodzinnego, kolejnych szkół,
            uczelni, radia(kiedy nie było jeszcze telewizji). Nic nie jest w stanie zatrzeć
            tego przyzwyczajenia. A dodam jeszcze, że miałem doskonałych nauczycieli, nie
            tylko zreszta polonistów, ktorzy ten nawyk utrwalili bardzo mocno. Nic nie
            poradzę na to, że brzmienie słów matemaTYka, doszLIśmy jest mi przykre. A żeby
            bylo śmiszniej, dodam, ze wychowałem się na Pradze, gdzie wkoło słyszało się
            parokstytoniczne akcentowanie czasowników I i II os. l. mn. cz. przeszlego, w
            dodatku z charakterystycznym twardym "L"- -lyśmy, lyście.
    • j_adore kaj.ka :) 14.04.07, 13:14
      Przedstaw Swój problem na forum Psychologia smile
    • agni_me Re: ANEKS do watku o akcencie 14.04.07, 21:53
      Czy ktoś sugerował, że powinieneś mówić inaczej?

      Zwróć, proszę, uwagę, że dyskutanci, którzy tak cię przerazili w wątku o
      akcencie, posługują się znakomitą polszczyzną, wyraźnie lepszą od polszczyzny
      niektórych jej "obrońców". Skutecznie - bo dając dobry przykład - dbają o
      piękno języka, tylko nie drą szat nad nieuniknionymi zmianami i ze zrozumieniem
      je przyjmują. Ogromnie cenię szacunek, którym darzą regionalizmy, gwary,
      językowe przyzwyczajenia. To wyjątkowe, zwłaszcza u osób tak dobrze piszących.
      A może nie? Może przy wysokim poziomie językowej sprawności takie podejście nie
      jest niczym niezwykłym?
Pełna wersja