yanga
30.11.07, 22:31
Poprawność polityczna wymusiła zanik tej formy, tylko że do niedawna
przeważała "neutralna" forma nazwiska bez żadnego wskazania na płeć.
Ale ostatnio spotykam często np. "Tyszkiewiczową", szczególnie tam,
gdzie nie jest wymieniane imię (chodzi o Beatę
Tyszkiewicz): "Książka Tyszkiewiczowej", "Tyszkiewiczowa w
telewizji" itp., mimo że BT jest córką, a nie żoną Tyszkiewicza. A w
ostatniej "Polityce" przeczytałam o bigosie Marii Iwaszkiewiczowej.
Czy niedługo pójdziemy w ślady Czechów?
Zresztą niektóre niezamężne panie są przywiązane do formy z - ówna.
Grażyna Bacewiczówna, póki żyła, twardo tego wymagała i podkreślała
w wywiadach. Ledwie zamknęła oczy, powstała ulica Bacewicz, a radiu
słyszy się o kwartetach Bacewicz. Gdzie mieszkasz? Na Bacewicz. I
nikt już o niej inaczej nie mówi ani nie pisze. Drugi przykład
dotyczy dh. Wandy Tazbirówny, która do końca życia, gdy ktoś się do
niej zwrócił per "pani Tazbir", natychmiast mu przerywała: "Tazbir
to mój ojciec". I co? Ma teraz w Warszawie swój pomnik. A na tym
pomniku napis: "Wanda Tazbir". Mimo że wszyscy w Instytucie
Głuchoniemych doskonale wiedzą, że Druhna Wanda wygraża im za to
pięścią z nieba.