ergatywista
04.12.07, 13:45
jak jest roznica miedzy orlem bielikiem a jezykiem? Czy warto dazyc
do reaktywacji jezykow wymierajacych? Nie mowie o ich opisie,
tworzeniu slownikow, gramtyk itp, "dla potrzeb badaczy", ale o
reaktywacji jakis jezykow, czasem wbrew woli mowiacych albo ich
totalnej obojetnosci. Czy jezyk sam w sobie jest na tyle cenny ze
jakas spolecznosc moze zostac zmuszona przez mniejszosc do jego
opanowania i uzywania? Czy 30% Lotyszy miala prawo do wyrzucenia
poza nawias spoleczenstwa 70% mieszkancow kraju ktorzy lotewskiego
nie znali? Czy Katalonczycy lub Baskowie moga zmuszac za pomoca
dekretow innych Katalonczykow i Baskow ktorzy tych jezykow nie znaja
do ich nauki i uzywania, do posylania dzieci do szkol z wykladowym
katalonskim czy baskijkim, pod grozba wykluczenia spolecznego,
utraty pracy? Co jest takiego w jezyku, ze takie dzialania
uznalibyscie za uprawnione? Jak wytlumaczyc malemu mieszkansowi
Kaszub ze powinien sie nauczyc kaszubskiego? a moze nie?
Moze lepeiej miec jeden jezyk? Czy roznica technologiczna pomiedzy
Europa i USA nie bierze sie miedzy innymi stad ze europejscy
naukowcy musza poswiecic 30% swojego czasu na nauke angielskiego?
Moze wiec nie warto, zostawmy jezyki jezykoznawcom, niech pisza
swoje prace magisterskie, doktorskie i habilitacyjne, niech gadaja
sobei o tym przy piwie, ale mowmy jednym pan-globalnym jezykiem?
Cos swedzi mnie pod skora i krzyczy "nie, nie, nie, nie dajmy
wymrzec jezykom", ale brak mi logicznych argumentow. Co o tym
sadzicie?
Czy Biblia ma racje mowiac ze wieza babel to kara dla rodzaju
ludzkiego?