Bardzoście gnuśni!

25.08.03, 01:36
Wątków się Wam podtrzymywać nie chce. Do rozmowy włączacie się po trzech
dniach. A do powiedzenia za wiele nie macie. indifferent
    • roody102 Re: Bardzoście gnuśni! 31.08.03, 01:19
      Szuje z nas.
      • magda_s4 A poza tym... 04.09.03, 08:35
        ...ignavis semper feriae.
        • roody102 Re: A poza tym... 07.09.03, 23:52
          5 dni... Swietowalas? wink
          • magda_s4 No, a teraz? 14.09.03, 22:30
            Tydzień cały, rudy. Cały tydzień świętowałam. Ale nic to. Ze wstydu płonę. Jak
            pochodnia. Ze strachu drżę. Jak osika. Co Ty teraz sobie o mnie pomyślisz?
            • roody102 Re: No, a teraz? 15.09.03, 02:26
              Cały tydzień rudy?
              Dyć to musieł być pikny tydzień, jak był cały rudy...
              • magda_s4 Re: Re: Kum: Kum: 15.09.03, 08:29
                No niech Ci będzie - miało być: "Tydzień cały, roody102." Wykrzyknienie miało
                być, wołacz - o piorunochronie mojej cnoty lingwistycznej!
                • roody102 Re: Re: Kum: Kum: 15.09.03, 14:20
                  Tydzień cały na 102, słowem? Też dobrze.
                  • magda_s4 Albowiem... 16.09.03, 10:46
                    ...zaprawdę powiadam Ci: inne są fale, poprzez które transmitujemy swoje
                    prekognicje. Inne są ścieżki, po których drepczą nasze czułki. Co innego
                    imaginacje nasze imputują rzeczywistości. Zaiste, nie dziwne to, że porozumieć
                    się nie możemy.
                    • roody102 Re: Albowiem... 21.09.03, 16:02
                      Drażniąca, wwiercająca się w pozornie dobre samopoczucie zdradliwa myśl o braku
                      zrozumienia z jego strony nie pozwalała jej spokojnie napawać się radosną
                      świadomością, że przecież prędzej czy później jej odpowie. Napisała do niego we
                      wtorek, jeszcze przed południem. Wiedziała, że często zagląda na forum.
                      Czekała. W środę sprawdziła odruchowo.
                      - Nie napisał. Jeszcze nie – pomyślała.
                      W czwartek sama była zajęta a w piątek dopiero po południu sobie przypomniała.
                      Włączyła komputer i ze wstydem przyznała się przed samą sobą, że gdy startował
                      system operacyjny odczuła lekki mrowienie na myśl, że zobaczy nową wiadomość...
                      - Głupia jesteś - powiedziała do siebie pod nosem.
                      Sama nie widziała po co założyła ten wątek; z nudów, z przekory? Może
                      podświadomie liczyła, że ktoś jej odpisze, że coś się stanie... Pierwsza
                      odpowiedź ją zaskoczyła. Nie widziała czy to przytaknięcie czy może ironia?
                      Odpisała na odwal się, rzuciła łacińską sentencję, którą zapamiętała z lekcji w
                      liceum.
                      - A chłopaki z technikum się śmiali, jak mówiłam, że mam w szkole łacinę, bo
                      chodziłam do humanistycznej klasy. Pytali się jak będzie po łacinie „palić
                      jointy". Na ekranie pojawiło się niebo i znajome logo - obiekt ikonalnej
                      nienawiści młodych buntowników nie wzbudzał w niej żadnych emocji. Myślała o
                      tym, że wtedy ją to irytowało a dziś mogła tylko po cichu przytaknąć; co z
                      tego, że miała piątkę z łaciny, skoro cały z niej pożytek to ten, że teraz może
                      się popisać przed kimś na jakimś durnym forum w Internecie. Kogo teraz obchodzi
                      jej piątka?
                      – Dobrze, że chociaż on znał tą sentencję... albo sobie sprawdził, ale to i tak
                      nieźle o nim świadczy.
                      Na ekranie pojawiła się już jej tapeta ze zdjęciem samochodu. Właściwie to nie
                      jej, tylko jej byłego. Zainstalował jakiś wyścigowy samochód a ona nie
                      wiedziała nawet jak się tego pozbyć. Pyk, pyk, pyk, system łaskawie wypluł na
                      ekran kilka ikonek. Rozgrzebana praca magisterska, niedokończony email do
                      przyjaciółki pojawiły się jak drażniące krosty na twarzy. Ekran był jak
                      lustro... Nie chciała kontynuować tej analogii, nie wiedziała do jakich
                      wnisosków ją to doprowadzi.
                      - Do smutnych, zawsze są smutne.
                      Kliknęła w ikonę przeglądarki.
                      - Wu, wu, wu, ga – ze - ta, pe, el – sylabizowała pod nosem. Znów to mrowienie –
                      pomyślała. Nie podobało jej się to, uznała to za przejaw własnej słabości. Tak
                      samo jak sprawdzanie czy odpisał w środę i czwartek. Forum, zaloguj się,
                      ulubione, Nowe Słowa... – O, jest, ale... jakoś tak nisko – pomyślała. Nie
                      odpisał.
                      - Pewnie miał tysiąc lepszych zajęć w tym tygodniu, niż pisanie na forum, niż
                      pisanie do... Niż pisanie - poprawiła się. Przed samą sobą nie chciała się
                      przyznać, że czekała na tą wiadomość i że odczuła zawód.
                      - Phi - rzuciła sobie pod nosem, ale jej wściekłość mieszała się z poczuciem,
                      że została po prostu oszukana. Wydawało jej się, że systematyczne sprawdzanie
                      tego wątku jest obustronnym zobowiązaniem, że skoro ona pisze to on musi
                      czytać. Że podjął grę i będzie się z nią bawić.
                      - A może byłam za ostra? – dopadło ją poczucie winy. - Dobiłam go tymi
                      czułkami... Albo prekognicjami transportowanymi... transmitowanymi...
                      Sama nie widziała już jakich trudnych słów chwyciła się wtedy by zwrócić na
                      siebie jego uwagę. Wyłączyła przeglądarkę. Zmusiła się, żeby otworzyć
                      magisterkę, ale widok oglądanych już po raz nie wiadomo który (można to
                      sprawdzić, pomyślała, komputer bezlitośnie liczy ile razy mi się chciało a ile
                      razy mi się nie chciało...) znanych na pamięć zdań odstraszył ją. Nawet go nie
                      wyłączała – po prostu wstała i wściekła wyszła z domu. Wiedziała, że zbliża się
                      dół. Dół jak chuj.
                      - Dobrze, że już piątek... Może w weekend coś napisze... Dobiłam go tymi
                      czułkami drepczącymi po ścieżce.
                      • magda_s4 pa pa ram 26.09.03, 09:45
                        - No, tego się nie spodziewała – zadowolony z siebie wyjrzał przez okno. Założył
                        sweter, trzasnął drzwiami i zbiegł po schodach. Znów mu się udało. Lubił czuć
                        nad innymi przewagę, lubił być zawsze krok przed innymi. Lubił prowokować,
                        irytować, pobudzać do walki.
                        - Ciekawe, czy trafiłem z tą magisterką i z tą tapetą? – uśmiechnął się do
                        siebie. Kopnął leżący kamyk i szybkim krokiem poszedł do kiosku z gazetami.
                        Pogrzebał w kieszeni i z żalem wyjął kilka monet – Czas już skończyć z nałogiem
                        codziennej prasówki, kasy coraz mniej -
                        Przejrzał pobieżnie gazety i zatrzymał się na regionalnym dodatku do „Wyborczej”
                        – Ciekawe, czy wydrukowali moją wypowiedź? Tym razem była dowcipniejsza od
                        poprzedniej. O, właśnie – forum! Muszę sprawdzić w pracy, czy odpisała –
                        Spojrzał na zegarek, zastało mu mało czasu. Jeszcze dwa spóźnienia i go wywalą.
                        Naczelnik go nie lubił. Przyjął go z czyjegoś polecenia i w ramach odwdzięczenia
                        się za przysługę. Roody też za nim nie przepadał: jak można polubić kogoś bez
                        poczucia humoru i nie umiejącego czytać między wierszami? Roody lubił
                        ironizować, używał subtelnych aluzji, kłującego dowcipu i oczekiwał od innych
                        jeśli nie tego samego, to przynajmniej zrozumienia. Dlatego właśnie rozwiódł się
                        z żoną, pragmatyczną lekarką – ona nie mogła znieść jego abstrakcyjności, on
                        miał dość jej wyważenia. Ciężko to przeżył, ale nie dał po sobie znać – w końcu
                        był silnym facetem. Ale samotność znosił źle. Dlatego nie protestował, kiedy
                        koledzy z urzędu umawiali go na randki w ciemno. Zaspokajał wtedy swoją
                        próżność: lubił słuchać, kiedy nowo poznane kobiety zachwycały się jego
                        słownikiem, jego zdaniem na temat muzyki, filmu, sportu.
                        - No właśnie, ciekawe co to za dziewczyna? Hehe, na pewno zna łacinę –
                        przypomniało mu się, jak szukał po słownikach sentencji, którą dawno zapomniał.
                        – „Feriae” to pewnie ferie, „ignavis” to em..., em..., em... Że też mi się chce!
                        Po co ja w ogóle to sprawdzam? Rzuciła pewnie jedyną sentencję, jaką zapamiętała
                        z lekcji łaciny. Ale niech jej będzie -
                        Co go naszło, żeby jej odpisywać? W końcu jej nie znał, nie wiedział, co myśleć
                        o niej i o tym, co tam wymyśliła. Tak, to było znudzenie – ileż można przecież
                        siedzieć przy biurku nad stertą dokumentów. Czy odpisała, sprawdzał co dwa dni.
                        Dobrze wiedział, że kobietę trzeba trzymać na dystans: żadnego tam sprawdzania
                        codziennie, żadnego odpisywania co chwila, bo się przyzwyczai, a z tym to same
                        kłopoty. Jedna już taka była – spotkać się chciała. Pfffff! Mimo wszystko jednak
                        nie mógł się doczekać reakcji. Ciekaw był, czy podjęła wyzwanie – bądź co bądź,
                        poprzeczkę ustawił wysoko. Był z siebie zadowolony, w końcu nie każdy facet
                        potrafi pisać z taką swadą. Hehehe!
                        - No, ale czemu nie odpisuje? Tak się fajnie zapowiadało... -
                        Z pracy szybko wrócił do swojego nie po męsku urządzonego mieszkania – jedynej
                        praktycznej pamiątce po żonie, za jaką był jej wdzięczny. Na myśl o niej,
                        zrobiło mi się mdło. Włączył magnetofon, zrobił sobie kanapki i zasiadł przed
                        komputerem. Otworzył jakiś dokument zapisany linijka pod linijką. – To co, że
                        jeszcze nie odpisała – usprawiedliwiał się przed samym sobą – To tak na wypadek,
                        gdyby wreszcie coś wysłała. Żebym nie musiał się znowu tyle wysilać. Żeby nie
                        pomyślała sobie, że jestem... Zresztą, wcale mnie nie obchodzi, co ona może
                        sobie o mnie pomyśleć. Ot, zwykła... em... em... em... Nieważne... –
                        Nie poszło mu za szybko. Poszedł spać koło północy. Był zmęczony, ale
                        zadowolony. Wiedział, że obojętnie, co mu odpisze, on będzie miał dla niej coś,
                        co ją zupełnie zaskoczy.
                        - W końcu jest się tym... no... mądrym. A w dodatku nieprzewidywalnym...
                        • roody102 Re: pa pa ram 03.10.03, 18:56
                          - A niech tam, odpisze! - nawet nie zloscilo jej juz, ze sprawia jej to
                          radoche. Cos w tym jednak bylo, musiala to przyznac. Pierwszy raz pomyslala, ze
                          po drugiej stronie kabla musial siedziec zywy czlowiek. Przyznala sie w koncu
                          przed sama soba, ze byla ciekawa co bedzie dalej.

                          Podjela gre. Zaczela pisac to, co sobie o nim mysli. No, nie dokladnie - nie
                          mogla sie przeciez tak od razu odslonic. On jest ironiczny i troche zlosliwy,
                          to ja tez taka bede. Kim on moze byc? Jest z Warszawy, to wiedziala. Na pewno
                          lubi, jak go drukuja w "Stolecznej". W sumie kazdy by chyba lubil... No ale
                          mozna mu dowalic. Wyobrazila sobie, jak od piatej rano czeka pod kioskiem, zeby
                          sprawdzic, czy fragment jego celnej wypowiedzi zyskal aprobate redaktora i
                          zaczela sie smiac. Dawno sie tak po prostu nie smiala a juz na pewno nie z
                          powodu faceta. Musiala to przyznac - zaczynala lubic wirtualne towarzystwo
                          Roodego.
                          - Ciekawe, czy naprawde jest rudy? - pomyslala. Tymczasem dala mu zone. E, nie,
                          zonaty... po co sobie komplikowac? Wiec lepiej byla zona. Wlasne mieszkanie,
                          samochod... Nie, samochod nie pasuje. On raczej biega piechota po miescie. Na
                          pewno biega - pisal o tym na warszawskim forum. Moze rower? Nie, tez chyba nie.
                          Biega i obserwuje. - W ogole jest czujny - podsumowala - a samochod wziela
                          zona. Jemu zostawila mieszkanie, wieze i plyty. Gdyby grala kiedys w The Sims,
                          to wlasnie taki bylby jej bohater. Troche sie wystraszyla tego obrazu, ktory
                          sobie wymyslila. W ogole zdziwila sie jak latwo jej to szlo.
                          - Nie ma duzo kasy - dodala - zeby nie bylo zbyt rozowo. Pracuje, ma na
                          bierzace wydatki, nic wiecej, kino, piwo z kumplami, zadnych szalenstw.
                          Potem pomyslala, ze musial byc cholerenie zadowolony, kiedy pisal do niej tego
                          poprzedniego posta. Kiedy go skonczyl. Sluchal sobie dobrej muzyki, pisal i
                          smial sie do siebie - tak jakos musialo to wygladac.
                          - Lubi grac, lubi prowokowac - pomyslala. - I udalo mu sie, cholera - dodala,
                          ale juz bez zlosci, jaka wywolaloby u niej takie spostrzezenie poprzednim razem.
                          - Czyta "Wyborcza", to pewne. Szczegolnie "Stoleczna", od niej zaczyna. A moze
                          nie? Moze czyta tylko online? Woli papierowa, ale musi oszczedzac, wiec kupuje
                          tylko w weekendy - zadowolona ze swojego podsumowania napisala kolejny akapit
                          riposty.
                          - Osz, kur...! - spojrzala na zegarek. Odstawila kubek i poleciala do lazienki.
                          Szybko sie ubrala i wybiegla z domu. Z trudem zdazyla na autobus, padla na
                          wolne miejsce. - Zamknelam mieszkanie? Na pewno, zawsze zamykasz i nigdy o tym
                          nie pamietasz, glupia - uspokaiala wlasne nerwy. - Dokoncze wieczorem, nie
                          musze sie spieszyc. Taki jest zlosliwy to niech teraz sam posprawdza sobie
                          kilka dni czy mu odpisalam. - Zrestza cholera wie czy on tak naprawde sprawdza,
                          moze w pracy nie ma czasu a moze wyjechal? Troche sie przestraszyla, gdy
                          pomyslala, ze moze on nie bedzie mial ochoty bawic sie dalej. - Badz co badz,
                          rozrasta sie ta zabawa do zaskakujacych rozmiarow.

                          Caly dzien spedzila w biegu, w miescie. Zalatwiala jakies glupie sprawy, wiecej
                          czasu zmarnowala w kolejkach i autobusach, niz produktywnie wykorzystala.
                          Wrocila styrana. Zobaczyla wlaczony komputer i lekko sie usmiechnela.
                          - Nie mam juz dzis sily, Roody - powiedziala w do monitora. Start - Zamknij
                          system - Zakonczyc prace komputera? - Dobranoc, Roody - zasmiala sie i kliknela
                          OK.

                          Zasypiajac myslala jeszcze chwile o tym, jaki on jest? Poczucia humoru odmowic
                          mu nie mogla. Ironia, aluzje, lubi pisac tak, by otaczajacy go kretni tego nie
                          rozumieli, szuka sobie kogos na poziomie w sieci. Tak sobie wyobrazala, ale
                          wiedziala, ze nie moze tak tego napisac. - Poki co, wymieniamy ciosy.
                          Rozpoznanie przez walke - przypomniala sobie z lekcji PO. Zasnela.

                          Wstala w zlym nastroju. Bolala ja glowa. Wlaczyla komputer, odebrala poczte.
                          Usmiechnela sie, gdy przypomniala sobie, ze ma dokonczyc odpowiedz dla Roodego.
                          Dzis sie nie spieszyla, wiec otworzyla ten zaczety tekst. Odreagowala sobie
                          troche: "ciezko to przezyl", "zle znosil samotnosc", "nie dal po sobie poznac" -
                          ironizowala. Nastroj jej sie poprawil, gdy wymyslila te randki w ciemno. To
                          byl cios ponizej pasa, tym razem smiala sie nie do Roodego a z niego, ale co
                          tam.
                          - Taka konwencja - usprawiedliwiala sie. Nie miala ochoty mu dowalic tak, zeby
                          przestal pisac. "Dobrze wiedzial, ze kobiete trzeba trzymac na dystans" - dala
                          mu czas, mrugnela okiem: nie spiesz sie, odpisz jak bedzisz mial czas.

                          A moze chciala zachowac dystans? A moze naprawde chciala byc trzymana na
                          dystans? Spotkac sie chciala? "Byla juz taka jedna"... Sama nie bardzo
                          wiedziala co chce mu powidziec. Wyslala.
                          - Here we go agian - pomyslala o tym, ze teraz znow pilka po jego stronie.

                          __________________________
                          Roody102 - hip-hopowy erudyta
                          by Wszechwarszawiak.
Pełna wersja