magda_s4 25.08.03, 01:36 Wątków się Wam podtrzymywać nie chce. Do rozmowy włączacie się po trzech dniach. A do powiedzenia za wiele nie macie. Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
magda_s4 No, a teraz? 14.09.03, 22:30 Tydzień cały, rudy. Cały tydzień świętowałam. Ale nic to. Ze wstydu płonę. Jak pochodnia. Ze strachu drżę. Jak osika. Co Ty teraz sobie o mnie pomyślisz? Odpowiedz Link
roody102 Re: No, a teraz? 15.09.03, 02:26 Cały tydzień rudy? Dyć to musieł być pikny tydzień, jak był cały rudy... Odpowiedz Link
magda_s4 Re: Re: Kum: Kum: 15.09.03, 08:29 No niech Ci będzie - miało być: "Tydzień cały, roody102." Wykrzyknienie miało być, wołacz - o piorunochronie mojej cnoty lingwistycznej! Odpowiedz Link
magda_s4 Albowiem... 16.09.03, 10:46 ...zaprawdę powiadam Ci: inne są fale, poprzez które transmitujemy swoje prekognicje. Inne są ścieżki, po których drepczą nasze czułki. Co innego imaginacje nasze imputują rzeczywistości. Zaiste, nie dziwne to, że porozumieć się nie możemy. Odpowiedz Link
roody102 Re: Albowiem... 21.09.03, 16:02 Drażniąca, wwiercająca się w pozornie dobre samopoczucie zdradliwa myśl o braku zrozumienia z jego strony nie pozwalała jej spokojnie napawać się radosną świadomością, że przecież prędzej czy później jej odpowie. Napisała do niego we wtorek, jeszcze przed południem. Wiedziała, że często zagląda na forum. Czekała. W środę sprawdziła odruchowo. - Nie napisał. Jeszcze nie – pomyślała. W czwartek sama była zajęta a w piątek dopiero po południu sobie przypomniała. Włączyła komputer i ze wstydem przyznała się przed samą sobą, że gdy startował system operacyjny odczuła lekki mrowienie na myśl, że zobaczy nową wiadomość... - Głupia jesteś - powiedziała do siebie pod nosem. Sama nie widziała po co założyła ten wątek; z nudów, z przekory? Może podświadomie liczyła, że ktoś jej odpisze, że coś się stanie... Pierwsza odpowiedź ją zaskoczyła. Nie widziała czy to przytaknięcie czy może ironia? Odpisała na odwal się, rzuciła łacińską sentencję, którą zapamiętała z lekcji w liceum. - A chłopaki z technikum się śmiali, jak mówiłam, że mam w szkole łacinę, bo chodziłam do humanistycznej klasy. Pytali się jak będzie po łacinie „palić jointy". Na ekranie pojawiło się niebo i znajome logo - obiekt ikonalnej nienawiści młodych buntowników nie wzbudzał w niej żadnych emocji. Myślała o tym, że wtedy ją to irytowało a dziś mogła tylko po cichu przytaknąć; co z tego, że miała piątkę z łaciny, skoro cały z niej pożytek to ten, że teraz może się popisać przed kimś na jakimś durnym forum w Internecie. Kogo teraz obchodzi jej piątka? – Dobrze, że chociaż on znał tą sentencję... albo sobie sprawdził, ale to i tak nieźle o nim świadczy. Na ekranie pojawiła się już jej tapeta ze zdjęciem samochodu. Właściwie to nie jej, tylko jej byłego. Zainstalował jakiś wyścigowy samochód a ona nie wiedziała nawet jak się tego pozbyć. Pyk, pyk, pyk, system łaskawie wypluł na ekran kilka ikonek. Rozgrzebana praca magisterska, niedokończony email do przyjaciółki pojawiły się jak drażniące krosty na twarzy. Ekran był jak lustro... Nie chciała kontynuować tej analogii, nie wiedziała do jakich wnisosków ją to doprowadzi. - Do smutnych, zawsze są smutne. Kliknęła w ikonę przeglądarki. - Wu, wu, wu, ga – ze - ta, pe, el – sylabizowała pod nosem. Znów to mrowienie – pomyślała. Nie podobało jej się to, uznała to za przejaw własnej słabości. Tak samo jak sprawdzanie czy odpisał w środę i czwartek. Forum, zaloguj się, ulubione, Nowe Słowa... – O, jest, ale... jakoś tak nisko – pomyślała. Nie odpisał. - Pewnie miał tysiąc lepszych zajęć w tym tygodniu, niż pisanie na forum, niż pisanie do... Niż pisanie - poprawiła się. Przed samą sobą nie chciała się przyznać, że czekała na tą wiadomość i że odczuła zawód. - Phi - rzuciła sobie pod nosem, ale jej wściekłość mieszała się z poczuciem, że została po prostu oszukana. Wydawało jej się, że systematyczne sprawdzanie tego wątku jest obustronnym zobowiązaniem, że skoro ona pisze to on musi czytać. Że podjął grę i będzie się z nią bawić. - A może byłam za ostra? – dopadło ją poczucie winy. - Dobiłam go tymi czułkami... Albo prekognicjami transportowanymi... transmitowanymi... Sama nie widziała już jakich trudnych słów chwyciła się wtedy by zwrócić na siebie jego uwagę. Wyłączyła przeglądarkę. Zmusiła się, żeby otworzyć magisterkę, ale widok oglądanych już po raz nie wiadomo który (można to sprawdzić, pomyślała, komputer bezlitośnie liczy ile razy mi się chciało a ile razy mi się nie chciało...) znanych na pamięć zdań odstraszył ją. Nawet go nie wyłączała – po prostu wstała i wściekła wyszła z domu. Wiedziała, że zbliża się dół. Dół jak chuj. - Dobrze, że już piątek... Może w weekend coś napisze... Dobiłam go tymi czułkami drepczącymi po ścieżce. Odpowiedz Link
magda_s4 pa pa ram 26.09.03, 09:45 - No, tego się nie spodziewała – zadowolony z siebie wyjrzał przez okno. Założył sweter, trzasnął drzwiami i zbiegł po schodach. Znów mu się udało. Lubił czuć nad innymi przewagę, lubił być zawsze krok przed innymi. Lubił prowokować, irytować, pobudzać do walki. - Ciekawe, czy trafiłem z tą magisterką i z tą tapetą? – uśmiechnął się do siebie. Kopnął leżący kamyk i szybkim krokiem poszedł do kiosku z gazetami. Pogrzebał w kieszeni i z żalem wyjął kilka monet – Czas już skończyć z nałogiem codziennej prasówki, kasy coraz mniej - Przejrzał pobieżnie gazety i zatrzymał się na regionalnym dodatku do „Wyborczej” – Ciekawe, czy wydrukowali moją wypowiedź? Tym razem była dowcipniejsza od poprzedniej. O, właśnie – forum! Muszę sprawdzić w pracy, czy odpisała – Spojrzał na zegarek, zastało mu mało czasu. Jeszcze dwa spóźnienia i go wywalą. Naczelnik go nie lubił. Przyjął go z czyjegoś polecenia i w ramach odwdzięczenia się za przysługę. Roody też za nim nie przepadał: jak można polubić kogoś bez poczucia humoru i nie umiejącego czytać między wierszami? Roody lubił ironizować, używał subtelnych aluzji, kłującego dowcipu i oczekiwał od innych jeśli nie tego samego, to przynajmniej zrozumienia. Dlatego właśnie rozwiódł się z żoną, pragmatyczną lekarką – ona nie mogła znieść jego abstrakcyjności, on miał dość jej wyważenia. Ciężko to przeżył, ale nie dał po sobie znać – w końcu był silnym facetem. Ale samotność znosił źle. Dlatego nie protestował, kiedy koledzy z urzędu umawiali go na randki w ciemno. Zaspokajał wtedy swoją próżność: lubił słuchać, kiedy nowo poznane kobiety zachwycały się jego słownikiem, jego zdaniem na temat muzyki, filmu, sportu. - No właśnie, ciekawe co to za dziewczyna? Hehe, na pewno zna łacinę – przypomniało mu się, jak szukał po słownikach sentencji, którą dawno zapomniał. – „Feriae” to pewnie ferie, „ignavis” to em..., em..., em... Że też mi się chce! Po co ja w ogóle to sprawdzam? Rzuciła pewnie jedyną sentencję, jaką zapamiętała z lekcji łaciny. Ale niech jej będzie - Co go naszło, żeby jej odpisywać? W końcu jej nie znał, nie wiedział, co myśleć o niej i o tym, co tam wymyśliła. Tak, to było znudzenie – ileż można przecież siedzieć przy biurku nad stertą dokumentów. Czy odpisała, sprawdzał co dwa dni. Dobrze wiedział, że kobietę trzeba trzymać na dystans: żadnego tam sprawdzania codziennie, żadnego odpisywania co chwila, bo się przyzwyczai, a z tym to same kłopoty. Jedna już taka była – spotkać się chciała. Pfffff! Mimo wszystko jednak nie mógł się doczekać reakcji. Ciekaw był, czy podjęła wyzwanie – bądź co bądź, poprzeczkę ustawił wysoko. Był z siebie zadowolony, w końcu nie każdy facet potrafi pisać z taką swadą. Hehehe! - No, ale czemu nie odpisuje? Tak się fajnie zapowiadało... - Z pracy szybko wrócił do swojego nie po męsku urządzonego mieszkania – jedynej praktycznej pamiątce po żonie, za jaką był jej wdzięczny. Na myśl o niej, zrobiło mi się mdło. Włączył magnetofon, zrobił sobie kanapki i zasiadł przed komputerem. Otworzył jakiś dokument zapisany linijka pod linijką. – To co, że jeszcze nie odpisała – usprawiedliwiał się przed samym sobą – To tak na wypadek, gdyby wreszcie coś wysłała. Żebym nie musiał się znowu tyle wysilać. Żeby nie pomyślała sobie, że jestem... Zresztą, wcale mnie nie obchodzi, co ona może sobie o mnie pomyśleć. Ot, zwykła... em... em... em... Nieważne... – Nie poszło mu za szybko. Poszedł spać koło północy. Był zmęczony, ale zadowolony. Wiedział, że obojętnie, co mu odpisze, on będzie miał dla niej coś, co ją zupełnie zaskoczy. - W końcu jest się tym... no... mądrym. A w dodatku nieprzewidywalnym... Odpowiedz Link
roody102 Re: pa pa ram 03.10.03, 18:56 - A niech tam, odpisze! - nawet nie zloscilo jej juz, ze sprawia jej to radoche. Cos w tym jednak bylo, musiala to przyznac. Pierwszy raz pomyslala, ze po drugiej stronie kabla musial siedziec zywy czlowiek. Przyznala sie w koncu przed sama soba, ze byla ciekawa co bedzie dalej. Podjela gre. Zaczela pisac to, co sobie o nim mysli. No, nie dokladnie - nie mogla sie przeciez tak od razu odslonic. On jest ironiczny i troche zlosliwy, to ja tez taka bede. Kim on moze byc? Jest z Warszawy, to wiedziala. Na pewno lubi, jak go drukuja w "Stolecznej". W sumie kazdy by chyba lubil... No ale mozna mu dowalic. Wyobrazila sobie, jak od piatej rano czeka pod kioskiem, zeby sprawdzic, czy fragment jego celnej wypowiedzi zyskal aprobate redaktora i zaczela sie smiac. Dawno sie tak po prostu nie smiala a juz na pewno nie z powodu faceta. Musiala to przyznac - zaczynala lubic wirtualne towarzystwo Roodego. - Ciekawe, czy naprawde jest rudy? - pomyslala. Tymczasem dala mu zone. E, nie, zonaty... po co sobie komplikowac? Wiec lepiej byla zona. Wlasne mieszkanie, samochod... Nie, samochod nie pasuje. On raczej biega piechota po miescie. Na pewno biega - pisal o tym na warszawskim forum. Moze rower? Nie, tez chyba nie. Biega i obserwuje. - W ogole jest czujny - podsumowala - a samochod wziela zona. Jemu zostawila mieszkanie, wieze i plyty. Gdyby grala kiedys w The Sims, to wlasnie taki bylby jej bohater. Troche sie wystraszyla tego obrazu, ktory sobie wymyslila. W ogole zdziwila sie jak latwo jej to szlo. - Nie ma duzo kasy - dodala - zeby nie bylo zbyt rozowo. Pracuje, ma na bierzace wydatki, nic wiecej, kino, piwo z kumplami, zadnych szalenstw. Potem pomyslala, ze musial byc cholerenie zadowolony, kiedy pisal do niej tego poprzedniego posta. Kiedy go skonczyl. Sluchal sobie dobrej muzyki, pisal i smial sie do siebie - tak jakos musialo to wygladac. - Lubi grac, lubi prowokowac - pomyslala. - I udalo mu sie, cholera - dodala, ale juz bez zlosci, jaka wywolaloby u niej takie spostrzezenie poprzednim razem. - Czyta "Wyborcza", to pewne. Szczegolnie "Stoleczna", od niej zaczyna. A moze nie? Moze czyta tylko online? Woli papierowa, ale musi oszczedzac, wiec kupuje tylko w weekendy - zadowolona ze swojego podsumowania napisala kolejny akapit riposty. - Osz, kur...! - spojrzala na zegarek. Odstawila kubek i poleciala do lazienki. Szybko sie ubrala i wybiegla z domu. Z trudem zdazyla na autobus, padla na wolne miejsce. - Zamknelam mieszkanie? Na pewno, zawsze zamykasz i nigdy o tym nie pamietasz, glupia - uspokaiala wlasne nerwy. - Dokoncze wieczorem, nie musze sie spieszyc. Taki jest zlosliwy to niech teraz sam posprawdza sobie kilka dni czy mu odpisalam. - Zrestza cholera wie czy on tak naprawde sprawdza, moze w pracy nie ma czasu a moze wyjechal? Troche sie przestraszyla, gdy pomyslala, ze moze on nie bedzie mial ochoty bawic sie dalej. - Badz co badz, rozrasta sie ta zabawa do zaskakujacych rozmiarow. Caly dzien spedzila w biegu, w miescie. Zalatwiala jakies glupie sprawy, wiecej czasu zmarnowala w kolejkach i autobusach, niz produktywnie wykorzystala. Wrocila styrana. Zobaczyla wlaczony komputer i lekko sie usmiechnela. - Nie mam juz dzis sily, Roody - powiedziala w do monitora. Start - Zamknij system - Zakonczyc prace komputera? - Dobranoc, Roody - zasmiala sie i kliknela OK. Zasypiajac myslala jeszcze chwile o tym, jaki on jest? Poczucia humoru odmowic mu nie mogla. Ironia, aluzje, lubi pisac tak, by otaczajacy go kretni tego nie rozumieli, szuka sobie kogos na poziomie w sieci. Tak sobie wyobrazala, ale wiedziala, ze nie moze tak tego napisac. - Poki co, wymieniamy ciosy. Rozpoznanie przez walke - przypomniala sobie z lekcji PO. Zasnela. Wstala w zlym nastroju. Bolala ja glowa. Wlaczyla komputer, odebrala poczte. Usmiechnela sie, gdy przypomniala sobie, ze ma dokonczyc odpowiedz dla Roodego. Dzis sie nie spieszyla, wiec otworzyla ten zaczety tekst. Odreagowala sobie troche: "ciezko to przezyl", "zle znosil samotnosc", "nie dal po sobie poznac" - ironizowala. Nastroj jej sie poprawil, gdy wymyslila te randki w ciemno. To byl cios ponizej pasa, tym razem smiala sie nie do Roodego a z niego, ale co tam. - Taka konwencja - usprawiedliwiala sie. Nie miala ochoty mu dowalic tak, zeby przestal pisac. "Dobrze wiedzial, ze kobiete trzeba trzymac na dystans" - dala mu czas, mrugnela okiem: nie spiesz sie, odpisz jak bedzisz mial czas. A moze chciala zachowac dystans? A moze naprawde chciala byc trzymana na dystans? Spotkac sie chciala? "Byla juz taka jedna"... Sama nie bardzo wiedziala co chce mu powidziec. Wyslala. - Here we go agian - pomyslala o tym, ze teraz znow pilka po jego stronie. __________________________ Roody102 - hip-hopowy erudyta by Wszechwarszawiak. Odpowiedz Link