czy niemowy całego świata .... ?

02.05.08, 19:57
Cytacik z forum pod adresem:

www.prawica.net/node/430
"Jako że myślimy w języku, to on formuje nasze myślenie. Zachwaszczenie go i
sprymitywizowanie, zwulgaryzowanie, ale także zanglicyzowanie i
"zeuropeizowanie" (liczne pojęcia euro -nowomowy) podmyje naszą świadomość
narodową."

nakierował mnie na pytanie: Jeżeli w języku myślimy, jeżeli on determinuje
naszą tożsamość, to co z ludźmi od urodzenia niemymi. Czyżby oni nie myśleli,
czyżby oni nie mieli tożsamości? Myślę, ba mam pewność, że tak nie jest, że to
są psychicznie całkiem normalni ludzie. Jeżeli jednak tak jest, to rodzi się
następne pytanie, czy niemowy całego świata to jedna rodzina? Co o tym myślicie?
    • joa.1 Re: czy niemowy całego świata .... ? 03.05.08, 12:44
      Język nie ogranicza sie tylko do mowy. Wyobraz sobie,ze z jakiegos powodu
      tracisz zdolnośc mówienia - czy przestajesz myśleć i zmienia się Twoja wiedza o
      świecie? musisz tylko zmienić sposób porozumiewania sie z innymi, nauczyć się
      innego sposobu porozumiewania się z otoczeniem, ucząc sie np. języka migowego.
      Dziecko nieme od urodzenia tez poznaje jężyk,(gesty, grymasy,gardlowe odglosy)
      którym kontaktuje sie najpierw z rodzicami,później poznaje pismo.Kazdy niemy
      rozumie język otoczenia w jakim przebywa i jego myślenie nie rózni sie od
      myślenia mówiących. Oczywiście, jego rozwój umysłowy uzależniony jest od wysiłku
      włożonego w jego kształcenie - podobnie jak u reszty ludzi.
    • mika_p Re: czy niemowy całego świata .... ? 03.05.08, 14:35
      "To język kształtuje nasz świat. Nasze relacje ze społeczeństwem. Jesteśmy ludźmi tylko dzięki słowom. Brak słów uniemożliwia nazwanie świata. Czyli jego zrozumienie – prof. Cieszyńska streszcza podstawowe założenia oralistów, którzy chcą uczyć niesłyszących mówienia, by lepiej funkcjonowali w społeczeństwie."

      Tu dwa artykuły z Polityki:
      www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3339397
      www.polityka.pl/polityka/index.jsp?news_cat_id=1028&news_id=217658&layout=18&page=text&place=Text01
      Ale jeszcze gdzies coś czytałam na ten temat, tylko nie mogę sobie przypomnieć.
      • flyap Re: czy niemowy całego świata .... ? 03.05.08, 17:05
        >To język kształtuje nasz świat. Nasze relacje ze społeczeństwem. >Jesteśmy
        ludźmi tylko dzięki słowom. Brak słów uniemożliwia nazwanie >świata. Czyli jego
        zrozumienie – prof. Cieszyńska.
        Można postawić tezę,że to świat w którym żyjemy kształtuje nasz język. potrzebny
        do tworzenia wzajemnych relacji w społeczeństwach. Ten jeżyk może byc wyrażany
        słowami, gestami, umownymi sygnałami(np tam-tamy).Świat niemych i głuchoniemych
        jest związany z językiem środowiska w którym sie wychowali i ich świat pojęc
        jest taki jak tego środowiska, o ile tylko nastąpiła transmisja znaczeń
        dźwiękowych na inne, dostępne wzrokowo lub dotykowo.Niemy z Polski przeniesiony
        do np. Francji czułby się podobnie jak cudzoziemiec nie znający języka, choć w
        Polsce dawał sobie radę.
        • kazeta.pl55 Re: czy niemowy całego świata .... ? 05.05.08, 15:23
          flyap napisała:

          > Niemy z Polski przeniesiony do np. Francji czułby się podobni
          > jak cudzoziemiec nie znający języka, choć w
          > Polsce dawał sobie radę.

          To nie jest dobre porównanie, bo wprowadza zbyt wiele zmiennych dla jednej
          strony eksperymentu. Aby można coś interesującego zauważyć należałoby dwu
          głuchoniemych (jeden z Francji, drugi z Polski) przenieść na nieznany obydwom
          teren np. na bezludną wyspę. Najsmakowitszym dla mnie byłoby znalezienie
          odpowiedzi na pytanie jak oni będą poruszali się w obszarze pojęć abstrakcyjnych
          (miłość, sprawy ducha, kwestie moralne).
          Pozdr.
          • lajkonix O dwóch niemych na bezludnej wyspie z miłością w t 05.05.08, 21:44
            O dwóch niemych na bezludnej wyspie z miłością w tle
            (powtarzam temat bo w polu temat nie zmieściły się litery "le", a
            nie chciałbym być źle zrozumiany)



            kazeta.pl55 napisała:

            >
            > To nie jest dobre porównanie, bo wprowadza zbyt wiele zmiennych
            dla jednej
            > strony eksperymentu. Aby można coś interesującego zauważyć
            należałoby dwu
            > głuchoniemych (jeden z Francji, drugi z Polski) przenieść na
            nieznany obydwom
            > teren np. na bezludną wyspę. Najsmakowitszym dla mnie byłoby
            znalezienie
            > odpowiedzi na pytanie jak oni będą poruszali się w obszarze pojęć
            abstrakcyjnyc
            > h
            > (miłość, sprawy ducha, kwestie moralne).
            > Pozdr.

            No jak to?
            Dwóch niemych na bezludnej wyspie i miłość?
            Myślisz brat o teletubisiach?
            Czy może raczej chodziło ci o niemego i niemkę? Bowiem wtedy taki
            eksperyment by się układał w jakąś logiczną całość, nie? I to bez
            podtekstów.
            Dziękuję za uwagę.
            • stefan4 Re: O dwóch niemych na bezludnej wyspie z miłością w tle 05.05.08, 22:39
              lajkonix:
              > O dwóch niemych na bezludnej wyspie z miłością w tle
              > (powtarzam temat bo w polu temat nie zmieściły się litery "le", a
              > nie chciałbym być źle zrozumiany)

              A mnie weszły, jeszcze z przodu ,,Re:'' i odstęp też weszły...

              - Stefan

              www.ipipan.gda.pl/~stefan/oswiadczenie_antylustracyjne.html
              • lajkonix Re: O dwóch niemych na bezludnej wyspie z miłości 05.05.08, 22:49
                stefan4 napisał:

                > lajkonix:
                > > O dwóch niemych na bezludnej wyspie z miłością w tle
                > > (powtarzam temat bo w polu temat nie zmieściły się litery "le", a
                > > nie chciałbym być źle zrozumiany)
                >
                > A mnie weszły, jeszcze z przodu ,,Re:'' i odstęp też weszły...
                >
                > - Stefan

                Cut, istny cut, kuna. Powieszbrat jak to robisz? Tylko powoli i
                dużymi literami.
                • stefan4 Re: O dwóch niemych na bezludnej wyspie z miłości 05.05.08, 23:57
                  lajkonix:
                  > Cut, istny cut, kuna. Powieszbrat jak to robisz? Tylko powoli i
                  > dużymi literami.

                  Nie ma się czym chwalićbrat. To tylko takie małe
                  H A K O W A N K O
                  Czy było wystarczająco powoli?

                  - Stefan
                  www.ipipan.gda.pl/~stefan/oswiadczenie_antylustracyjne.html
                  • h_hornblower Re: O dwóch niemych na bezludnej wyspie z miłości 06.05.08, 09:50
                    stefan4 napisał:

                    > lajkonix:
                    > > Cut, istny cut, kuna.

                    Te, lajkonix, ale "cut" to z wielkiej litery piszemy, co nie?


                    stefan4 napisał:

                    > H A K O W A N K O


                    To coś po czesku? smile A "hlavni" to główny!

                    • lajkonix Re: O dwóch niemych na bezludnej wyspie z miłości 06.05.08, 20:24
                      h_hornblower napisał:

                      > stefan4 napisał:
                      >
                      > > lajkonix:
                      > > > Cut, istny cut, kuna.
                      >
                      > Te, lajkonix, ale "cut" to z wielkiej litery piszemy, co nie?

                      Zależy jaki cut jest wielki. Ja tam nie jestem megaloman.
                      Interesowałyby mnie nawet małe cuda cudeńka.
                      Acha, i nie wal mi na te. Szacunek wymaga zwarać się do poważnych
                      useneterów per ty.

                      >
                      >
                      > stefan4 napisał:
                      >
                      > > H A K O W A N K O
                      >
                      >
                      > To coś po czesku? smile A "hlavni" to główny!
                      >

                      Też nie zrozumiałem Stefana, ale wstydziłem się zapytać, żeby na
                      głąba ostatniego nie wyjść. Raczej chodziło mu chyba o hakerowanko,
                      czy coś.
                      • h_hornblower Re: O dwóch niemych na bezludnej wyspie z miłości 07.05.08, 09:13
                        lajkonix napisał:

                        > Zależy jaki cut jest wielki. Ja tam nie jestem megaloman.
                        > Interesowałyby mnie nawet małe cuda cudeńka.

                        Nieno, muszę się z tego wycofać. W dzisiejszej prasie ogólnopolskiej
                        piszą o dużym cudzie z małej litery (link do bloga ale ze strony
                        rzepki):

                        blog.rp.pl/ziemkiewicz/2008/05/06/cud-taniosci-i-
                        bezstronnosci/

                        I teraz sobie przypominam, że o sztyglicu taki dowcip był o wielkim
                        cudzie:

                        Sztyglic stracił równowagę, byłby spadł z gzymsu i tylko cudem
                        zahaczył o rynne. Nazajutrz cud poczerwieniał i spuchł. Czy jakoś
                        tak.

                        > Acha, i nie wal mi na te. Szacunek wymaga zwarać się do poważnych
                        > useneterów per ty.

                        Acha, dobra. Czasem tylko literówka może się zdarzyć, bo ja pisze
                        bezwzrokowo w ciemnym pokoju lewą ręką. Prawą - tą sprawniejszą - od
                        kota się opędzam.

                        pzdr
                        horny
                        • lajkonix Re: O dwóch niemych na bezludnej wyspie z miłości 07.05.08, 19:45
                          h_hornblower napisał:

                          > lajkonix napisał:
                          >
                          > > Zależy jaki cut jest wielki. Ja tam nie jestem megaloman.
                          > > Interesowałyby mnie nawet małe cuda cudeńka.
                          >
                          > Nieno, muszę się z tego wycofać. W dzisiejszej prasie
                          ogólnopolskiej
                          > piszą o dużym cudzie z małej litery (link do bloga ale ze strony
                          > rzepki):
                          >
                          > blog.rp.pl/ziemkiewicz/2008/05/06/cud-taniosci-i-
                          > bezstronnosci/
                          >
                          > I teraz sobie przypominam, że o sztyglicu taki dowcip był o
                          wielkim
                          > cudzie:
                          >
                          > Sztyglic stracił równowagę, byłby spadł z gzymsu i tylko cudem
                          > zahaczył o rynne. Nazajutrz cud poczerwieniał i spuchł. Czy jakoś
                          > tak.

                          To mi się kuna przypomniał taki dowcip, jeśli mnie bratStefan nie
                          wywali:

                          Ksiądz udzy Icka co to jest cut:
                          - Spadł chłop z wieży kościoła na bruk i wstał bez szwanku. To co to
                          jest?
                          Eeee, przypadek.

                          - Dobra, wszedł drugi raz, spadł i wstał bez szwanku, to teraz co to
                          już jest?
                          Eeeee, po prostu szczęście.

                          - No dobra, to wszedł trzeci raz, spadł i wstał bez szwanku, to
                          teraz co to już musi być.
                          No to teraz to już jest przyzwyczajenie.

                          Ale, rzeczywiście brat, przemianę wody w wino nazwywałbym Cudem z
                          wielkiej litery.

                          >
                          > > Acha, i nie wal mi na te. Szacunek wymaga zwarać się do
                          poważnych
                          > > useneterów per ty.
                          >
                          > Acha, dobra. Czasem tylko literówka może się zdarzyć, bo ja pisze
                          > bezwzrokowo w ciemnym pokoju lewą ręką. Prawą - tą sprawniejszą -
                          od
                          > kota się opędzam.
                          >

                          Ja jak swoją kocicą wypoleruję samochód po woskowaniu, to już nie ma
                          ochoty na takie pieszczoty. Mam spoxa.


                          > pzdr
                          > horny

                          Czymsiebrat.
                          • h_hornblower Re: O dwóch niemych na bezludnej wyspie z miłości 09.05.08, 10:49
                            > h_hornblower napisał:

                            > > Sztyglic stracił równowagę, byłby spadł z gzymsu i tylko cudem
                            > > zahaczył o rynne. Nazajutrz cud poczerwieniał i spuchł.

                            Sztyrlic miało być. A Sztyglic to ekonomista-noblista lewy eser. Z
                            pokrewnych znam jeszcze sztygar (nawiasem mówiąc, rzecz jasna).

                            > Ja jak swoją kocicą wypoleruję samochód po woskowaniu, to już nie
                            > ma ochoty na takie pieszczoty. Mam spoxa.

                            Ja też mam spoxa w domu. A koleżka ma dwa spoxy. Ostatnio młode
                            małżeństwo na ostry dyżur wysłały...

                            pzdr
                            horny
                  • lajkonix Re: O dwóch niemych na bezludnej wyspie z miłości 06.05.08, 20:25
                    stefan4 napisał:

                    > lajkonix:
                    > > Cut, istny cut, kuna. Powieszbrat jak to robisz? Tylko powoli i
                    > > dużymi literami.
                    >
                    > Nie ma się czym chwalićbrat. To tylko takie małe
                    > H A K O W A N K O
                    > Czy było wystarczająco powoli?
                    >
                    > - Stefan

                    Hę?
    • randybvain Re: czy niemowy całego świata .... ? 03.05.08, 15:21
      To nie tak.
      Ja myślę w dwu albo czasami trzech językach, więc niemi pewnie też
      myślą w jakimś niemym języku, który nie wyraża się słowami, ale na
      przykład obrazami.
      • kazeta.pl55 Re: czy niemowy całego świata .... ? 03.05.08, 16:49
        randybvain napisał:

        > To nie tak.
        > Ja myślę w dwu albo czasami trzech językach, więc niemi pewnie też
        > myślą w jakimś niemym języku, który nie wyraża się słowami, ale na
        > przykład obrazami.

        Eksperyment wykonany samemu na sobie dał mi nie raz dowód, że można myśleć w
        kilku językach, śnić w kilku językach. Problemy stricte naukowe, rozwiązywanie
        zadań matematycznych, fizycznych, technicznych, można zaś bardziej opierać na
        myśleniu obrazami niż słowami. Gdyby się mocno uprzeć, to w myśleniu można się
        obejść bez słów (no chyba, że będziemy myśleli specjalnie nad jakąś rozmową lub
        tekstem). Nie rozumiem więc, jak może człowiek z tytułem profesora (Cieszyńska)
        twierdzić: "Myśli się językowo. A jeśli nie ma słów, to jak myśleć?" Ciekawe
        jaki rodzaj myślenia wg Cieszyńskiej ma miejsce u szachisty w trakcie
        rozgrywania partii? Czyżby tylko myślenie słowami szach, mat? - he, he!!
        Pozdr.
        • lajkonix Re: czy niemowy całego świata .... ? 03.05.08, 20:04
          kazeta.pl55 napisała:

          >
          > Eksperyment wykonany samemu na sobie dał mi nie raz dowód, że
          można myśleć w
          > kilku językach, śnić w kilku językach. Problemy stricte naukowe,
          rozwiązywanie
          > zadań matematycznych, fizycznych, technicznych, można zaś bardziej
          opierać na
          > myśleniu obrazami niż słowami. Gdyby się mocno uprzeć, to w
          myśleniu można się
          > obejść bez słów (no chyba, że będziemy myśleli specjalnie nad
          jakąś rozmową lub
          > tekstem). Nie rozumiem więc, jak może człowiek z tytułem profesora
          (Cieszyńska)
          > twierdzić: "Myśli się językowo. A jeśli nie ma słów, to jak
          myśleć?" Ciekawe
          > jaki rodzaj myślenia wg Cieszyńskiej ma miejsce u szachisty w
          trakcie
          > rozgrywania partii? Czyżby tylko myślenie słowami szach, mat? -
          he, he!!

          To jest akurat prosta sprawa. Szachiści myślą tak:
          "Jak on tu, to ja tam.
          Jak on tam to ja tutaj,
          Jak on tutaj, to ja tu, albo nie - tu.
          A jak on tu to ja tam i szach-mat!"

          Ale zgadzam się co do myślenia bezjęzykowego.
          Bracia i siostry - to można nawet bez obrazów robić.
          Z własnej nieprzymuszonej autopsji znam ten błysk związany z
          rozwiązaniem problemu, z którym się chodzi miesiącami. To nie jest
          język. To jest jakby "piorun w mietłę szczelił". W jednym momencie
          WIESZ! I widzisz cały problem ze wszystkich stron, łącznie z jego
          rozwiązanierm i dowodem. Pomijam, bracia i siostry, związane z tym
          emocje przez najbliższe dni, porównywalne z wypaleniem całego
          afgana. Ale zapewniam was, to nie jest język, ani obraz. To jest
          kuna coś pięknego. Wychodzi mi stąd, ze niemi też to mogo. CBDO.

          Pozdry
          • h_hornblower trochę po boku... 05.05.08, 11:41
            lajkonix napisał:

            > To jest akurat prosta sprawa. Szachiści myślą tak:
            > "Jak on tu, to ja tam.
            > Jak on tam to ja tutaj,
            > Jak on tutaj, to ja tu, albo nie - tu.
            > A jak on tu to ja tam i szach-mat!"

            Wybacz lajkonixie, ale tak to myślą fuszerzy smile (zw. w lengłydżach
            patzerami...). Szachiści myślą tak: najpierw CO GRAĆ, potem jak MIEĆ
            CENTRUM, potem CZY JEDNAK NIE ZROSZOWAĆ W LEWO (jak białymi, jak
            czarnymi odpowiednio w prawo), potem CZEMU RUSZYŁEM TEGO SKOCZKA JAK
            TAK DOBRZE STAŁ? NO NIC, WAŻNE CO NA DESCE... (i inne wariacje na
            ten temat), potem MOŻE ZA TEGO SKOCZKA BĘDĘ MIAŁ DWA PIONY I
            INICJATYWĘ?, potem WJEDZIE TĄ WIEŻĄ TO JA OTWORZE PRZEKĄTNĄ I BĘDĘ
            MIAŁ RENTGENA..., potem A TYLE RAZY OBIECYWAŁEM SOBIE PRZELICZAĆ
            PORZĄDNIE!, potem NO PROSZE, ON TEŻ SIE CZASEM MYLI, ALE ŻEBY WIEŻĘ
            ZOSTAWIĆ!? HE, HE. Potem ACH... JAK MOGŁEM TO PRZEGAPIĆ? A TAKI
            JESTEM WYCZULONY NA TAKIE ZATRUTE PODSTAWKI... I tak to mniej więcej
            idzie (w tym przypadku do rychłego końca) smile

            A słowo PATZER (tak Niemcy określają słabych graczy) wzięło się wg
            anegdoty Litmanowicza z nastepującej sytuacji (cyt niestety z
            pamięci):

            Jeden z niemieckich szachistów "starego pokolenia" dawał symultankę.
            Któryś z przeciwników kontynuował obronę mając gołego króla (nie
            jest to zbyt eleganckie, zwłaszcza na symultance...). W pewnej
            chwili zawołał do mistrza:
            - Pat, sir!
            Na co padła odpowiedź:
            - Patzer yourself! - po czym mistrz pokazał partnerowi posunięcie
            królem, bezpośrednio po którym nastąpił mat.

            pzdr
            horny
            • lajkonix Re: trochę po boku... 05.05.08, 21:37
              h_hornblower napisał:

              > lajkonix napisał:
              >
              > > To jest akurat prosta sprawa. Szachiści myślą tak:
              > > "Jak on tu, to ja tam.
              > > Jak on tam to ja tutaj,
              > > Jak on tutaj, to ja tu, albo nie - tu.
              > > A jak on tu to ja tam i szach-mat!"
              >
              > Wybacz lajkonixie, ale tak to myślą fuszerzy smile (zw. w lengłydżach
              > patzerami...). Szachiści myślą tak: najpierw CO GRAĆ, potem jak
              MIEĆ
              > CENTRUM, potem CZY JEDNAK NIE ZROSZOWAĆ W LEWO (jak białymi, jak
              > czarnymi odpowiednio w prawo), potem CZEMU RUSZYŁEM TEGO SKOCZKA
              JAK
              > TAK DOBRZE STAŁ? NO NIC, WAŻNE CO NA DESCE... (i inne wariacje na
              > ten temat), potem MOŻE ZA TEGO SKOCZKA BĘDĘ MIAŁ DWA PIONY I
              > INICJATYWĘ?, potem WJEDZIE TĄ WIEŻĄ TO JA OTWORZE PRZEKĄTNĄ I BĘDĘ
              > MIAŁ RENTGENA..., potem A TYLE RAZY OBIECYWAŁEM SOBIE PRZELICZAĆ
              > PORZĄDNIE!, potem NO PROSZE, ON TEŻ SIE CZASEM MYLI, ALE ŻEBY
              WIEŻĘ
              > ZOSTAWIĆ!? HE, HE. Potem ACH... JAK MOGŁEM TO PRZEGAPIĆ? A TAKI
              > JESTEM WYCZULONY NA TAKIE ZATRUTE PODSTAWKI... I tak to mniej
              więcej
              > idzie (w tym przypadku do rychłego końca) smile

              O kuna. Wyszło, że patzer jestem, tak?. Bo ja zapodałem sposób
              myślenia szachisty z własnej autopsji. Podobnie jak w damkę.
              W każdym bądź razie, dzięks za sprostowanie i wykładzik na temat
              meandrów myśli prawdziwego szachisty.



              >
              > A słowo PATZER (tak Niemcy określają słabych graczy) wzięło się wg
              > anegdoty Litmanowicza z nastepującej sytuacji (cyt niestety z
              > pamięci):
              >
              > Jeden z niemieckich szachistów "starego pokolenia" dawał
              symultankę.
              > Któryś z przeciwników kontynuował obronę mając gołego króla (nie
              > jest to zbyt eleganckie, zwłaszcza na symultance...). W pewnej
              > chwili zawołał do mistrza:
              > - Pat, sir!

              Czyli, że był anglikiem, tak?

              > Na co padła odpowiedź:
              > - Patzer yourself! - po czym mistrz pokazał partnerowi posunięcie
              > królem, bezpośrednio po którym nastąpił mat.

              To wiesz co brat, wychodzi mi na to, ze mistrz gadał łamaną
              angielszczyzną. Dzięks za objaśnienie. A może wiesz brat przy okazji
              skąd się wzięło słowo klezmer? No wiesz, taki muzyczny patzer.


              >
              > pzdr
              > horny
              • h_hornblower Re: trochę po boku... 06.05.08, 09:34
                lajkonix napisał:


                > O kuna. Wyszło, że patzer jestem, tak?. Bo ja zapodałem sposób
                > myślenia szachisty z własnej autopsji. Podobnie jak w damkę.

                Nie, nie. Chciałem się popisać słowokotem i głupio wyszło. A w damke
                nie wiem jak jest. Fajnie? Ale wiem za to jak w kometkę i Zośkę.
                Fajnie. Zwłaszcza Zośka (Jak ona chce krem sułtański i kawe to
                mówię, mam światny krem i kawę, chodźmy do mnie, jak nie chce, to
                chodźmy do ciebie, itd, itp. Też fajne szachy. Był tu kiedyś taki na
                form co się na tym znał)

                > W każdym bądź razie, dzięks za sprostowanie i wykładzik na temat
                > meandrów myśli prawdziwego szachisty.

                Meandrów? Czy ja Cię kurna obraziłem? No kurna nienaumyśnie, no!



                > To wiesz co brat, wychodzi mi na to, ze mistrz gadał łamaną
                > angielszczyzną. Dzięks za objaśnienie. A może wiesz brat przy
                okazji
                > skąd się wzięło słowo klezmer? No wiesz, taki muzyczny patzer.

                Z Krakowa chyba, nie? Mam tam kolesia to zadzwonie i się upewnie.
                Ale to jutro dopiero. A na dziś to wiem gdzie jest Kieżmark. Tu masz
                linkie:

                www.kezmarok.net/index2.php?id=g_vecer_kk&ln=pl
                Mam nadzieję, że pomogłem? smile

                pzdr
                horny
                • lajkonix Re: trochę po boku... 06.05.08, 20:35
                  h_hornblower napisał:

                  > lajkonix napisał:
                  >
                  >
                  > > O kuna. Wyszło, że patzer jestem, tak?. Bo ja zapodałem sposób
                  > > myślenia szachisty z własnej autopsji. Podobnie jak w damkę.
                  >
                  > Nie, nie. Chciałem się popisać słowokotem i głupio wyszło. A w
                  damke
                  > nie wiem jak jest. Fajnie? Ale wiem za to jak w kometkę i Zośkę.
                  > Fajnie. Zwłaszcza Zośka (Jak ona chce krem sułtański i kawe to
                  > mówię, mam światny krem i kawę, chodźmy do mnie, jak nie chce, to
                  > chodźmy do ciebie, itd, itp. Też fajne szachy. Był tu kiedyś taki
                  na
                  > form co się na tym znał)

                  W damkę jest jak w szachy tylko nieco prościej. Tylko nie chodzi tu
                  o damy ale o warcaby, które w niektórych regionach (np. miasto Łódź,
                  przez wielkie M) nazywane są damką. Na damach, to się każdy zna, na
                  warcabach niewielu, a na szachach - paru.


                  >
                  > > W każdym bądź razie, dzięks za sprostowanie i wykładzik na temat
                  > > meandrów myśli prawdziwego szachisty.
                  >
                  > Meandrów? Czy ja Cię kurna obraziłem? No kurna nienaumyśnie, no!

                  Coś tybrat. Ja nie ejstem maturzystą tegorocznym. Nie obrażam się o
                  byle co. Przeciwnie, nawet ciębrat polubiłem.

                  >
                  >
                  >
                  > > To wiesz co brat, wychodzi mi na to, ze mistrz gadał łamaną
                  > > angielszczyzną. Dzięks za objaśnienie. A może wiesz brat przy
                  > okazji
                  > > skąd się wzięło słowo klezmer? No wiesz, taki muzyczny patzer.
                  >
                  > Z Krakowa chyba, nie? Mam tam kolesia to zadzwonie i się upewnie.
                  > Ale to jutro dopiero. A na dziś to wiem gdzie jest Kieżmark. Tu
                  masz
                  > linkie:
                  >
                  > www.kezmarok.net/index2.php?id=g_vecer_kk&ln=pl
                  > Mam nadzieję, że pomogłem? smile

                  No dobra, poczekam. Mam czas. Jednak klezmer moze mieć mało
                  wspólnego z Kieżmarkiem (zaraz wejdę w tego linka). Klezmerować
                  można:
                  a) na cyji - harmonista,
                  b) na drabinie - puzonista,
                  c) na parapecie - pianista,
                  d) na badylu - klarnecista.
                  i na czym się da.
                  Ale od czego ten wyraz pochodzi (ang. derivative)? Bo staropolskie
                  to nie jest.

                  >
                  > pzdr
                  > horny
                  • h_hornblower Re: trochę po boku... 07.05.08, 09:26
                    lajkonix napisał:


                    > W damkę jest jak w szachy tylko nieco prościej. Tylko nie chodzi
                    >tu o damy ale o warcaby, które w niektórych regionach (np. miasto
                    >Łódź, przez wielkie M) nazywane są damką.

                    Paczpan, a u mnie damka to taki rower.


                    > Na damach, to się każdy zna

                    No nie wiem. Damy mają trudną gramatykę.

                    > Coś tybrat. Ja nie ejstem maturzystą tegorocznym. Nie obrażam się
                    o byle co. Przeciwnie, nawet ciębrat polubiłem.

                    Ta maturzystka to się nie obraziła na moje oko. Ona się zirytowała.
                    I trochę tylko. W sumię się nie dziwię - w maturę też delikatny
                    byłem.

                    Klezmerować
                    > można:
                    > a) na cyji - harmonista,
                    > b) na drabinie - puzonista,
                    > c) na parapecie - pianista,
                    > d) na badylu - klarnecista.
                    > i na czym się da.

                    Od hebraja pono to pochodzi. Ale parapetem mnie rozbawiłeś. A czemu
                    drabina? I co to cyja?

                    pzdr
                    horny
                    • lajkonix Re: trochę po boku... 07.05.08, 19:49
                      h_hornblower napisał:

                      > lajkonix napisał:
                      >
                      >
                      > > W damkę jest jak w szachy tylko nieco prościej. Tylko nie chodzi
                      > >tu o damy ale o warcaby, które w niektórych regionach (np. miasto
                      > >Łódź, przez wielkie M) nazywane są damką.
                      >
                      > Paczpan, a u mnie damka to taki rower.
                      >
                      >
                      > > Na damach, to się każdy zna
                      >
                      > No nie wiem. Damy mają trudną gramatykę.
                      >
                      > > Coś tybrat. Ja nie ejstem maturzystą tegorocznym. Nie obrażam
                      się
                      > o byle co. Przeciwnie, nawet ciębrat polubiłem.
                      >
                      > Ta maturzystka to się nie obraziła na moje oko. Ona się
                      zirytowała.
                      > I trochę tylko. W sumię się nie dziwię - w maturę też delikatny
                      > byłem.
                      >
                      > Klezmerować
                      > > można:
                      > > a) na cyji - harmonista,
                      > > b) na drabinie - puzonista,
                      > > c) na parapecie - pianista,
                      > > d) na badylu - klarnecista.
                      > > i na czym się da.
                      >
                      > Od hebraja pono to pochodzi. Ale parapetem mnie rozbawiłeś. A
                      czemu
                      > drabina? I co to cyja?

                      W żargonie muzykantów weselnych drabina to puzon (nie podobny?), a
                      cyja to akordeon (góglałem za cyją w necie - o ile pamiętam to chyba
                      z hiszpańskiego taka harmoszka na kołku na pięć guzików i dwa
                      basowe, ale jak tango Albenitza na tym odpierdzielą to serce krwawi,
                      bo jestem uczuciowy).

                      >
                      > pzdr
                      > horny

                      Pozdry brat.
                      • h_hornblower Re: trochę po boku... 08.05.08, 17:35
                        lajkonix napisał:

                        > z hiszpańskiego taka harmoszka na kołku na pięć guzików i dwa
                        > basowe, ale jak tango Albenitza na tym odpierdzielą to serce
                        krwawi,

                        Nie na cyji ale...

                        www.youtube.com/watch?v=Lp7F0wE1LJI

                        > bo jestem uczuciowy

                        chwali Ci się


                        pzdr
                        horny
                        • lajkonix Re: trochę po boku... 08.05.08, 19:59
                          h_hornblower napisał:

                          > lajkonix napisał:
                          >
                          > > z hiszpańskiego taka harmoszka na kołku na pięć guzików i dwa
                          > > basowe, ale jak tango Albenitza na tym odpierdzielą to serce
                          > krwawi,
                          >
                          > Nie na cyji ale...
                          >
                          > www.youtube.com/watch?v=Lp7F0wE1LJI

                          To nie to, brat.
                          Dosłuchałem do końca, bo myślałem że dla ożywienia chociaż ta klapa
                          mu na paluchy spadnie. I nic...
                          Jednak nie ma to jak na cyji.

                          >
                          > pzdr
                          > horny

                          pozdry,
                          • h_hornblower Re: trochę po boku... 09.05.08, 10:41
                            lajkonix napisał:

                            > To nie to, brat.
                            > Dosłuchałem do końca, bo myślałem że dla ożywienia chociaż ta
                            klapa
                            > mu na paluchy spadnie. I nic...

                            Mógłbym ściemniać, że Cię na herzklekot nie chciałem narażać, ale
                            prawda taka, że nie dosłuchałem... Mea culpa. Zaiste tragedia. Choć
                            początek jeszcze tegessmile Ale na jutubie w ogóle jakieś cienkie te
                            wykonania (gitara zwłaszcza...)

                            > Jednak nie ma to jak na cyji.

                            Da rade wrzucić coś?

                            pzdr
                            horny - cymbalista "Wielu"
        • zuq1 Re: czy niemowy całego świata .... ? 05.05.08, 13:11
          "Ciekawe jaki rodzaj myślenia wg Cieszyńskiej ma miejsce u szachisty
          w trakcie rozgrywania partii?" - bardzo proste: 1. e4 e5 2. Sf3 Sc6
          3. Gb5 (jeśli a6 to Ga4, potem b5 i Gb3, jak d6 to 0-0 itd.)
    • zuq1 ja trochę w innym kierunku... 05.05.08, 13:09
      "Jeżeli w języku myślimy, jeżeli on determinuje naszą tożsamość..." -
      podobno w japońskim dla koloru "zielony" i "niebieski" jest to samo
      słowo, w niemieckim "grau" oznacza i siwy i szary, podobnie
      jak "rot" czerwony i rudy. Tak więc teza z artykułu jest słuszna,
      tylko że cała reszta taka jakaś "be".
      • kazeta.pl55 Re: ja trochę w innym kierunku... 05.05.08, 15:27
        zuq1 napisał:

        > Tak więc teza z artykułu jest słuszna,

        Ale o jaką tezę chodzi, chyba nie o:

        "Myśli się językowo. A jeśli nie ma słów, to jak myśleć?"

        Pozdr.
      • deerzet Polszczyzniany szary 06.05.08, 10:38
        Nie ma co zazdrościć innym bogactwa języka - warto nie zapominać o
        polskim.
        My też zapomnieliśmy znaczeń "barwnych" słów. Ot taki "szady".
        Szadź. Kto go ze słowem "siwy" skojarzy dzisiaj? Nikt. Chyba
        słowniki tylko.
        Mieliśwa ongi takich słów multum, a dziś starczy tylko słowo "super"
        lub "fajn"...

        {Zuq'a} słowa:
        [... podobno w japońskim dla koloru "zielony" i "niebieski" jest to
        samo słowo, w niemieckim "grau" oznacza i siwy i szary, podobnie
        jak "rot" czerwony i rudy ...]


        Co do dyskusji - szkoda, że nie włączy sie w nią jaki "autopsik"...

        Mnie świat głuchoniemoślepców zdumiewa.

        Takie niestworzone opinie w stylu: "co to oni mogą za inteligencję
        mieć - przecież nic nie kumają" na setki lat odebrały pedagogom chęć
        do otwierania tych inaczej patrzących na nasz i ich - wspólny świat.
        A wystarczyło tylko dać im możność wymyślenia własnego MACANEGO
        języka - i już są to inni, otwarci na świat ludzie.

        Tyle pokoleń tych ludzi zmarnowano = zmarnowaliśmy.
        • kazeta.pl55 Re: Polszczyzniany szary 06.05.08, 16:15
          deerzet napisał:

          > Mnie świat głuchoniemoślepców zdumiewa.

          On jest rzeczywiście fascynujący. Podobno badania wykazały, że nasze zmysły
          zaprojektowane są z rezerwą kilkuset procentową, być może po to, by w razie
          utraty jednego drugi zmysł w pewnym stopniu go zastąpił. W ten sposób u
          niewidzących zmysł dotyku, słuchu i węchu jest dużo większy niż u ludzi
          pełnosprawnych. Podobnie i u głuchoniemych pozostałe zmysły pracują na znacznie
          większej skali niż nasze. Jak zauważyłeś, szkoda, że to się tak mało bada i
          wykorzystuje. Język w szerokim rozumieniu może więc być narzędziem do czynnego i
          biernego poznawania rzeczywistości i nie są to tylko i wyłącznie słowa.

          > My też zapomnieliśmy znaczeń "barwnych" słów. Ot taki "szady".
          > Szadź. Kto go ze słowem "siwy" skojarzy dzisiaj? Nikt. Chyba
          > słowniki tylko.

          Szkoda, że nie ma tu Stefana bo jego opinie bardzo cenię. Zaś co do "szady" to
          cholera wie skąd to się wzięło. Coś mi dzwoni, że może to mieć jakieś
          powinowactwo z niem. "schade" = szkoda, szarość, albo choć mniej z "schimmel" =
          siwy.
          Pozdr.
          • lajkonix Re: Polszczyzniany szary 06.05.08, 20:39
            kazeta.pl55 napisała:

            > deerzet napisał:
            >
            > > Mnie świat głuchoniemoślepców zdumiewa.
            >
            > On jest rzeczywiście fascynujący. Podobno badania wykazały, że
            nasze zmysły
            > zaprojektowane są z rezerwą kilkuset procentową, być może po to,
            by w razie
            > utraty jednego drugi zmysł w pewnym stopniu go zastąpił. W ten
            sposób u
            > niewidzących zmysł dotyku, słuchu i węchu jest dużo większy niż u
            ludzi
            > pełnosprawnych. Podobnie i u głuchoniemych pozostałe zmysły
            pracują na znacznie
            > większej skali niż nasze. Jak zauważyłeś, szkoda, że to się tak
            mało bada i
            > wykorzystuje. Język w szerokim rozumieniu może więc być narzędziem
            do czynnego
            > i
            > biernego poznawania rzeczywistości i nie są to tylko i wyłącznie
            słowa.
            >
            > > My też zapomnieliśmy znaczeń "barwnych" słów. Ot taki "szady".
            > > Szadź. Kto go ze słowem "siwy" skojarzy dzisiaj? Nikt. Chyba
            > > słowniki tylko.
            >
            > Szkoda, że nie ma tu Stefana bo jego opinie bardzo cenię. Zaś co
            do "szady" to
            > cholera wie skąd to się wzięło. Coś mi dzwoni, że może to mieć
            jakieś
            > powinowactwo z niem. "schade" = szkoda, szarość, albo choć mniej
            z "schimmel" =
            > siwy.
            > Pozdr.

            Sorka, że się wtrącę do tematu. Przejeżdżając przez puszczę
            Mariańską mija się wioseczkę Sade Budy. I nie wiedziałem skąd to się
            ma do czego.
          • deerzet mazurzenie szadź=sadź 06.05.08, 20:51
            Mazurzy nam wiele słów "unieczytelnili" - jak właśnie tę sadź. Lata
            całe myśłałżech, że to od 'osadzania' się osadu na gałęziach zimą.
            A to właśnie słowo równorzędne z SZARY, siwy, - ba! - z SĘDZIWY.
            Sędziwy [pierwotnie SZEDZIWY] ma konotacje właśnie z szadziwą barwą.

            Prasłowiańskie prawdopodobne [= *] "*chěrъ" przeszło
            w "*šarъ/*sěrъ" - stąd nasze dzisiejsze SZARY.
            Pokrewne temu "*chěrъ" jest "*chědъ", które w zachodniosłowiańskich
            wyewoluowało w "*šadъ", w starocerkiewnosłowiańskim "*sědъ",skąd
            kroczek do dzisiejszego szady, szadź = coś o kolorze popiołu,
            popielaty, szary, białawy, siwy.

            Może skojarzenie {Kazety} z niemczyzną nie jest takie ślepozaułkowe.


            * * *

            Czekamy na opinie niesłyszących, niewidzących i niemych.

            • lajkonix Re: mazurzenie szadź=sadź 06.05.08, 21:58
              deerzet napisał:

              > Mazurzy nam wiele słów "unieczytelnili" - jak właśnie tę sadź.
              Lata
              > całe myśłałżech, że to od 'osadzania' się osadu na gałęziach zimą.
              > A to właśnie słowo równorzędne z SZARY, siwy, - ba! - z SĘDZIWY.
              > Sędziwy [pierwotnie SZEDZIWY] ma konotacje właśnie z szadziwą
              barwą.
              >
              > Prasłowiańskie prawdopodobne [= *] "*chěrъ" przeszło
              > w "*šarъ/*sěrъ" - stąd nasze dzisiejsze SZARY.
              > Pokrewne temu "*chěrъ" jest "*chědъ", które w zachodniosłowiańskich
              >
              > wyewoluowało w "*šadъ", w starocerkiewnosłowiańskim "*sědъ",skąd
              > kroczek do dzisiejszego szady, szadź = coś o kolorze popiołu,
              > popielaty, szary, białawy, siwy.

              Myśliszbrat, ze szron też jest skumany z tymi wyrazami?


              >
              > Może skojarzenie {Kazety} z niemczyzną nie jest takie
              ślepozaułkowe.
              >
              >
              > * * *
              >
              > Czekamy na opinie niesłyszących, niewidzących i niemych.
              >
              • deerzet Re: myślenie 07.05.08, 12:49
                {Lajkoniksa} słowa:
                [... Myśliszbrat, ze szron też jest skumany z tymi wyrazami? ...]

                W.Boryś myśli, że tak.

                Twierdzi on, że 'szron' = [XV wiek] 'śron' = [do XIX w.] 'śrzon' [w
                dialektach też szreń, sreń] - ma konotacje z prasłowiańskim
                '*sernъ' = 'biały, siwawy'
                Przymiotnik od niego, w swej prapostaci '*serńь' [*sern-jь], ma
                praindoeuropejski pierwiastek '*ker-' znaczący ciemne, brudne,
                szare odcienie barw.

                A owe '*ker-' wiedzie nas też do 'Karakorum', 'Kara-kum' i Morza
                Czarnego, o Kara-Mustafie i karym (czarnym) koniu nie zapominając.

                Ech, wiedza Petrucego - przydałabyś się...

                * * *
                Inaczej słyszący - do klawiatur!
                • lajkonix Re: myślenie 07.05.08, 19:54
                  deerzet napisał:

                  > {Lajkoniksa} słowa:
                  > [... Myśliszbrat, ze szron też jest skumany z tymi wyrazami? ...]
                  >
                  > W.Boryś myśli, że tak.
                  >
                  > Twierdzi on, że 'szron' = [XV wiek] 'śron' = [do XIX w.] 'śrzon'
                  [w
                  > dialektach też szreń, sreń] - ma konotacje z prasłowiańskim
                  > '*sernъ' = 'biały, siwawy'
                  > Przymiotnik od niego, w swej prapostaci '*serńь' [*sern-jь], ma
                  > praindoeuropejski pierwiastek '*ker-' znaczący ciemne, brudne,
                  > szare odcienie barw.
                  >
                  > A owe '*ker-' wiedzie nas też do 'Karakorum', 'Kara-kum' i Morza
                  > Czarnego, o Kara-Mustafie i karym (czarnym) koniu nie zapominając.

                  Ja ciekuna brat nie mogę... I ty rozumiesz sam co napisałeś????
                  To masz łeb, brat, masz łeb. Się marnujesz na usenecie.
                  A ze się tak jeszcze brat zapytam: czy oprócz pisania, umiesz też
                  mówić po prasłowiańsku? I z kim po takiemu da się dogadać?


                  >
                  > Ech, wiedza Petrucego - przydałabyś się...

                  Sam mi zaimponowałeśbrat. Nie ma co większych autorytetów wzywać, bo
                  się już skurczyć nie mogę bardziej.

                  >
                  > * * *
                  > Inaczej słyszący - do klawiatur!
                  • deerzet Re: masz 07.05.08, 20:52
                    {Lajkoniksa} słowa:
                    [... Ja ciekuna brat nie mogę... I ty rozumiesz ...]
                    Tak, co nieco, choć w amatorskim wydaniu.

                    [... To masz łeb, brat, masz łeb...]
                    Mam, ale słownik. No, może więcej niż jeden...

                    [... A że się tak jeszcze brat zapytam: czy oprócz pisania, umiesz
                    też mówić po prasłowiańsku?...]
                    Nie, nie umiem i nie ma takiego żywego - to język przecież martwy,
                    ewentualnie żywy, acz zdeformowany - np. polski...

                    [... I z kim po takiemu da się dogadać? ...]
                    Chyba z Pra-Litwinem, z niedużą pomocą rąk nawet z pra-Niemcem.

                    [... Nie ma co większych autorytetów wzywać ...]
                    A żałować warto nieobecności tu {Petrucego} choćby, we Wiedniu
                    zaklinowanego chyba jeszcze do końca semestru.

                    W historii rozwoju języków jest tyle ciekawych złogów wiedzy, o
                    prawdopodobnych migracjach narodów na przykład.

    • jacklosi Ale 13.05.08, 14:15
      czy Ty aby nienadinterpretujesz? Przecież nie jest tak, że niemowa
      nie posługuje się językiem. On się posługuje językiem, tyle że nie
      mówionym. Zatem myśli, a jak to juz inna ciekawa inszość. Czy on,
      śniąc, macha rękami?
      A tytuł postu zrozumiałem nieco inaczej. Bo mnie ciekawi, czy niemy
      Polak dogada się z niemym Chińczykiem. Założyłbym przy tym, że nie
      ma odrębnych języków migowych dla Polaków i Chińczyków.
Pełna wersja