lajkonix
13.06.08, 20:56
Zauważyliście bracia i siostry, że matematyka jest bodaj jedyną z
nauk odporną na zalew obczyzny. Z całą pewnością, gdyby to nie
Śniadecki w XVIII w. transplantował Leibniza do polskiej matematyki,
to byśmy dziś integrowali i dyferencjowali. Jak ament w pacierzu.
Byłoby naukowo, modnie, zagranicznie i niezrozumiale dla tłumoków
lokalnych.
A tak mamy całkowanie, różniczkowanie. Wcześniej wprowadziliśmy
mnożenie, a nie multiplikację (pomijam już dodawanie, bo to
słowiańszczyzna sama dała radę wyprodukować). Nie sposób jednak nie
wspomnieć o precyzji językowej wywodów matematycznych, okraszonej
pięknymi nieużywanymi na co dzień "przeto", "zatem" (oraz
niezpomniane CBDO, ale ono nie ma związku z tym postem).
Czy mielibyście bracia i siostry jakieś pomysły na dzisiejsze
dziwolągi zagraniczne: marketing, kontroling, audyt, integracja i
masę innych od których pamiętania głowa mnie boli?
Nie ma się czego bać. Całka też musiała bardzo idiotycznie brzmieć w
XVIII wieku. I pewnie zastanawiano się czy będziemy całkować, czy
całkać.
Dziękuję za uwagę.