Tajemnicze zniknięcie

17.06.08, 23:14
Sorka, ze was zanudzam bracia i siostry drobiazgami.
Pomny upomnień stawiam hipotezę sam - z nieprzymuszonej wolnej
autopsji.
Zainteresowało mnie matematyczne PRZETO. "Dzieli się bez reszty
przez dwa, PRZETO jest parzysta".
Czy dobrze kompinuję, że w tym PRZECIE zniknęło Z?
Czyżby to miało kiedyś być PRZEZTO?
No to dlaczego to Z zniknęło i komu przeszkadzało?
Oczekuję wyłącznie poważnych ofert.
Dziękuję za uwagę.
    • stefan4 Re: Tajemnicze zniknięcie 18.06.08, 00:45
      lajkonix::
      > Czy dobrze kompinuję, że w tym PRZECIE zniknęło Z?
      > Czyżby to miało kiedyś być PRZEZTO?
      > No to dlaczego to Z zniknęło i komu przeszkadzało?

      Ja myślę, że ,,-z'' jest w ogóle słabo przylepione do ,,prze-'' i łatwo się
      gubi. Zginęło też w ,,przebóg''
      • lajkonix Re: Tajemnicze zniknięcie 18.06.08, 20:55
        stefan4 napisał:

        > lajkonix::
        > > Czy dobrze kompinuję, że w tym PRZECIE zniknęło Z?
        > > Czyżby to miało kiedyś być PRZEZTO?
        > > No to dlaczego to Z zniknęło i komu przeszkadzało?
        >
        > Ja myślę, że ,,-z'' jest w ogóle słabo przylepione do ,,prze-'' i
        łatwo się
        > gubi. Zginęło też w ,,przebóg''
    • ja22ek Re: Tajemnicze zniknięcie 19.06.08, 14:18
      To nie zniknięcie tylko wręcz przeciwnie. Jak w tym kawale:
      Przychodzi baba do lekarza z żabą na głowie. Lekarz ją pyta "Co pani
      jest?". A żaba odpowiada "Coś mi się do dupy przykleiło".

      Kiedyś było samo 'prze', zresztą pokrewne z 'pro', które u Polaków
      zanikło (lub przekształciło się w 'prze'), ale nadal egzystuje np. w
      rosyjskim. W łacinie notabene i 'pre', i 'pro' też są.

      Więc najpierw było 'prze'. Potem do działania przystąpiła potrzeba,
      matka wynalazków. Potrzeba było określenia miejsca, co jest bliżej
      nas niż inne. I się wynalazło głoskę 'd' i przylepiło do 'prze'.
      Podobnie to 'd' się przylepiło do 'po' i 'na'. Potem z kolei trzeba
      było określić zjawisko wnikania w rzecz i wychodzenia z drugiej
      strony, no to się wzięło i dodało 'z'. A potem 'prze' jako przyimek
      zanikło i ostało się tylko jako przedrostek.
      • lajkonix Re: Tajemnicze zniknięcie 19.06.08, 21:50
        ja22ek napisał:

        > To nie zniknięcie tylko wręcz przeciwnie. Jak w tym kawale:
        > Przychodzi baba do lekarza z żabą na głowie. Lekarz ją pyta "Co
        pani
        > jest?". A żaba odpowiada "Coś mi się do dupy przykleiło".
        >
        > Kiedyś było samo 'prze', zresztą pokrewne z 'pro', które u Polaków
        > zanikło (lub przekształciło się w 'prze'), ale nadal egzystuje np.
        w
        > rosyjskim. W łacinie notabene i 'pre', i 'pro' też są.
        >
        > Więc najpierw było 'prze'. Potem do działania przystąpiła
        potrzeba,
        > matka wynalazków. Potrzeba było określenia miejsca, co jest bliżej
        > nas niż inne. I się wynalazło głoskę 'd' i przylepiło do 'prze'.
        > Podobnie to 'd' się przylepiło do 'po' i 'na'. Potem z kolei
        trzeba
        > było określić zjawisko wnikania w rzecz i wychodzenia z drugiej
        > strony, no to się wzięło i dodało 'z'. A potem 'prze' jako
        przyimek
        > zanikło i ostało się tylko jako przedrostek.
        >

        O kurcze... To by była całkiem przeciwna hipoteza do znikania.
        Sam już nie wiem... Czy jezyki się upodabniają czy różnicują.

        Czy są w językoznastwie jakieś metody rozpoznawania kierunku zmian?
        Innymi słowy czy językoznawcy mają jakąś miarę entropii językowej?
        Czy tylko na oko się opisuje zjawiska?
        I czy to wszystko nie zmierza do jednego swiatowego jezyka? Wtedy
        bym wygarnął tym Chińczykom.
        • randybvain Re: Tajemnicze zniknięcie 20.06.08, 18:14
          Och, najpierw odcyfrowuje się bazgroły sprzed kilkuset lat, potem
          kłóci z kolegami na temat czy to ni czy m, a może kuku. Albo jeździ
          się po zabitych dechami wsiach i wysłuchuje gadek starych bezzębnych
          babek, by potem stwierdzić odkrycie nowych faktów językowych lub
          języków <jak dalmatyński...>. Następnie kombinuje się jak koń pod
          górę, najlepiej naginając fakty aby pasowały do tezy, najczęściej
          jednbak przepisuje się od kolegów. Stan 21-wiecznego językoznawstwa
          nie odbiega zbytnio od 19-wiecznego. Co z tego, że ktoś znajdzie
          dowody na fałszywość jakiejś tezy, skoro starsi koledzy go zignorują
          albo zakrzyczą? Lepiej nie babrać się w tym środowisku.
          • lajkonix Re: Tajemnicze zniknięcie 21.06.08, 12:27
            randybvain napisał:

            > Och, najpierw odcyfrowuje się bazgroły sprzed kilkuset lat, potem
            > kłóci z kolegami na temat czy to ni czy m, a może kuku. Albo
            jeździ
            > się po zabitych dechami wsiach i wysłuchuje gadek starych
            bezzębnych
            > babek, by potem stwierdzić odkrycie nowych faktów językowych lub
            > języków <jak dalmatyński...>. Następnie kombinuje się jak koń pod
            > górę, najlepiej naginając fakty aby pasowały do tezy, najczęściej
            > jednbak przepisuje się od kolegów. Stan 21-wiecznego
            językoznawstwa
            > nie odbiega zbytnio od 19-wiecznego. Co z tego, że ktoś znajdzie
            > dowody na fałszywość jakiejś tezy, skoro starsi koledzy go
            zignorują
            > albo zakrzyczą? Lepiej nie babrać się w tym środowisku.

            Czyli jest niewesoło, tak brat? Jak wszędzie. Czyli normalnie.

            Ale zgodzisz się, brat, ze warto ciągnąć ten wózek, dla tego jednego
            błysku, który zdarza się raz na 50 lat i dzięki któremu wszystko
            wokół uklada się w spójną całość, oznaczającą PRAWDĘ.
            Dla niej to warto babrać się.
            Szkoda tylko, ze PRAWDA, oprócz prawdziwości, wymaga jeszcze
            akceptacji autorytetów.

            Nie zniechęcaj się brat i nie ustawaj w wysiłkach. Za 150 lat znajdą
            twoje prace i napiszą "...już w XXI w. n.e. teorię taką głosił
            niejaki Randybvain. Nie znalazła ona jednak zrozumienia u
            establishmętu." Wtedy naprawdę będziesz szczęśliwy. I z politowaniem
            spojrzysz z góry na robaczki, którym 150 lat potrzeba było na
            zrozumienie twojego jednego błysku...
            Pozdry,
Pełna wersja