Dodaj do ulubionych

Sasiedzi Francuzi - mamy pecha czy to norma?

04.05.11, 17:40
Od lat przyjedzalam tu na wakacje. Bylo swietnie. Francuzi, ktorych poznawalam, uroczy, choc czasem ze sklonnoscia do protekcjonalizmu. Uprzejmosc na kazdym kroku.
Od pewnego czasu coraz czesciej tu pomieszkuje, moj partner mieszka tu ponad 20 lat.
Chyba w koncu przyjdzie sie przeprowadzic i jakos mnie to nie zachwyca...

Nie balujemy po nocach, sprzatamy po psach, mowimy z usmiechem bonjour.
Ale:
Nie zaprzyjazzniamy sie z sasiadami.
Mówimy po polsku w miejscach publicznych.
Mamy 2 samochody, jeden z polska rejestacja ( o zgrozo, dostawczy).
Mamy 2 psy, niestety wieksze od tych, ktore tak kochaja Francuzi ( tylko dlaczego ich psy tak rzadko sprawiaja wrazenie szzczesliwych?)

Niezyczliwsc, ksenofobia, arogancja, donosicielstwo.
To w dzielnicach tzw. klasy sredniej.
Moze powinnismy sie cieszyc, ze nie musimy mieszkac tam, gdzie nacpane dzieciaki pala samochody?

A tak mamy:
Szykany za to, ze nasz samochod stoi przed czyims domem i zaslania widok.
Liscik na wycieraczce, zeby nie chodzic po domu w butach.
Awanture, ze pies obsikal plot.
i tak dalej

Nasi znajomi kupili przed kilku laty piekne mieszkanie z cudownym, widokiem. Wyremontowoali, urzadzili, a teraz szukaja kupca. Copropriete tak im dojadla, ze kupili dom na uboczu.

Mamy pecha czy ten naród tak ma?

Obserwuj wątek
    • felinecaline Re: Sasiedzi Francuzi - mamy pecha czy to norma? 04.05.11, 19:54
      Coz - ludzie sa rozni i we Francji i w Polsce.
      Ja z pewnymi sasiadami (z coproprièté) zaprzyjaznilam sie, z niektorymi nie.
      Niektorzy usilowali zaprzyjaznic sie ze mna a ja nie mialam ochoty. Jak tylko mam okazje rozmawiam publicznie po polsku, jedyna osoba, ktora dziwnie zareagowala byl...postronny Polak.
      Samochod mam sredni i jeden, jak nie uzywam stoi sobie w garazu albo na jego parkingu (sa parkingi "osobiste" i ogolnodostepne, na ogol ludzie tego przestrzegaja, w razie czego latwo jest oduczyc podnoszac barierke za zaparkowanym nieproszonym gosciem).
      Psa nie mam, "miewalismy" sredniego psa zaprzyjaznionych sasiadow, ludzi starszych i nie zawsze dostatecznie sprawnych, by z nim wyjsc w odpowiedniej porze. Psina wydawala sie zadowolona z zycia i z posiadania dodatkowych opiekunow. Bardzo byl towarzyski i przyjazny, tak w stosunku do mniejszych jak i do wiekszych od siebie, nie przejawial tendencji do preferowania jakiegos konkretnego umaszczenia, gabarytu czy rasy ;D
      Tutejsze psy przyzwyczajone sa "od malego" do zalatwiania sie w rynsztokach ewentualnie w miejscach specjalnych do tego przeznaczonych, z braku takiego -coz, wlasciciel sprzata.
      Czasami wlasciciel opoznia spacer i pies ...hmmm...nie wytrzymuje w windzie (wysoce naganne, ale wybaczane, jesli wlasciciel natychmiast sprzatnie i naprawi szkode, mimo, ze jest konsjerzka, ale dlaczego ona mialaby sprzatac odchody czyjegos zwierzaka?
      Czasami ktos ze swojego balkony naproszy przy pielegnacji swoich roslin na moj to przeprasza, ja tez przepraszam, jesli mi sie zdarzy.
      Co do halasow roznego pochodzenia - zapewne coproprièté posiada w tej mierze regulamin i jest on wywieszony w widocznym miejscu w hallu.
      Ludziska na ogol uprzedzaja, ze : - zajma ktoras z wind z powodu koniecznosci transportu jakiegos wiekszego dobytku,
      beda musieli wywiercic jedna lub kilka dziur w scianie,
      pobaluja w najblizszy piatek (dzien do wyboru zreszta),
      w razie jakiejkolwiek awarii czy wyrzadzonej szkody sumituja sie i rekompensuja.
      "Niezyczliwsc, ksenofobia, arogancja, donosicielstwo"? Moze zdarzaja sie sporadycznie, mnie akurat nigdy nie spotkaly.
      Choc swiadoma jestem, ze w pewnych "sferach" nie sa rzadkoscia.
      Coz, kupujac mieszkanie gdziekolwiek nie dostaje sie gwarancji, ze razem z m2 nabylo sie sasiadow idealnych.
      Na ogol "sadsiadowanie" podlega prawu naczyn polaczonych.
      .
    • renebenay Re: Sasiedzi Francuzi - mamy pecha czy to norma? 04.05.11, 20:01
      Niestety trzeba siebie zaasymilowac w tym spoleczenstwie,jestem tu prawie 40 lat i troche pomieszkalem po swiecie i zawsze najlepiej czulem sie wylacznie we Francji.
    • koralka Re: Sasiedzi Francuzi - mamy pecha czy to norma? 07.05.11, 13:41
      pare lat mieszkalam w coproprieté w Lyonie. przez te lata nie poznalam ani jednego sasiada. tylko dzien dobry w windzie i koniec. mielismy ogromny prywatny park z przeplywajacym przez tam strumieniem. super miejsce dla maluchow; niestety mimo 120 apartamentow park mialam wylacznie dla siebie i dziecka... jedyny znajomy to concierge, ktory wywalal smieci i mial tez male dzieci.
      teraz, od 15 lat mieszkam w domu na odludziu w 6 tysiecznym miasteczku i znam pewnie ok. 1/4 mieszkancow. zycie na wsi jest bardzo sympatyczne we francji...w porownaniu do duzych miast.
      • janou Re: Sasiedzi Francuzi - mamy pecha czy to norma? 07.05.11, 14:24
        Dokladnie jak piszesz Koralkasmile
        Ja zyje od prawie 34 lat w jeszcze mniejszym miasteczku niz Ty,oprocz mlodych par przybywajacych z najczesciej z Cl-Fd zeby tu budowac domy bo wokol Clermont ceny gruntu nie do zniesienia,znam prawie wszystkich,zycie we Francji na wsi "c'est le pied"wink
        Jezeli dobrze pamietam zyjesz w Burgundii,ja urodzilam sie w Dijonbig_grin
    • tomek854 Re: Sasiedzi Francuzi - mamy pecha czy to norma? 07.05.11, 20:16
      Co jest nie tak w mówieniu po Polsku?

      Ja gadam w takim języku w jakim mi potrzeba, jak jestem we Francji i chcę pogadać ze Szkotem albo z Polakiem na ulicy to się przecież nie będę wydurniać?

      A co do samochodu, jeśli mieszkacie tam już na stałe (w sensie: więcej niż pół roku w roku) auto powinno zostać przejerstrowane na francuskie blachy - takie jest prawo, zarówno unijne jak i polskie.
      • koralka Re: Sasiedzi Francuzi - mamy pecha czy to norma? 07.05.11, 23:56
        tomku, pytasz jak to jest z polakami za granica: mialam znajome malzenstwo dwojka polakow, ktorzy obrazali sie na mnie, bo zawsze nazywalam ich les polonais,w kontekscie np.: idziemy do polakow, albo z polakami itp.
        • tomek854 Re: Sasiedzi Francuzi - mamy pecha czy to norma? 13.05.11, 15:34
          To dziwnych miałaś znajomych, zgaduję, że dobrze, że to jest czas przeszły wink

          Wiem, jak to jest z Polakami za granicą, bo sam mieszkam za granicą właśnie, choć nie we Francji a w Szkocji. Różne są klimaty, ale po prostu trzeba jakoś zachować tą normalność i tyle. A jak się nie da, to ciąć kontakty i tyle. tongue_out
    • blondynka.online dziekuje za zainteresowanie tematem 08.05.11, 21:38
      W Polsce stosuje się do zasady żyj i daj żyć innym, nie czepiam się o balangę u sąsiadów raz na jakiś czas czy o samochód parkujący na przejściu. Tutaj natomiast czuje się obserwowana i to krytycznie.
      Jedno z nas mieszka na stale w Polsce i samochód dostawczy jest na polskich numerach. Zaparkowany był przez 10 dni w jednym miejscu - nie na zakazie ! 10. dnia sąsiedzi zatelefonowali na police municipale, która przyjechała i oznaczyła miejsce parkowania pomarańczowa farba. Przepis mówi, ze nie można parkować w jednym miejscu dłużej niż 9 dni! 50 metrów dalej stoi nieco potłuczony samochód na miejscowych blachach - stoi tak od Nowego roku. Nikomu nie przeszkadza.
      Nie zliczę, ile razy płaciliśmy mandat za parkowanie w miejscu, gdzie samochody z tutejsza rejestracja (06) stały jak na swoim. Nasz osobowy ma rejestracje z Ile de France ( jak widać, tez obca) ale kolega z Polski musiał się pofatygować na policyjny parking i kosztowało to trochę.
      Ostatni zbieramy anonimowe liściki - jeden jest dość kuriozalny, bo napisany w języku przypominającym rosyjski, ale w alfabecie łacińskim! Ne chodzić po domu w butach a psy maja szczekać ciszej (biedactwa, już w ogóle oduczyły się szczekać)

      Oczywiscie, lubię ten kraj, ale mam mieszane uczucia co do ludzi. Podoba mi się uprzejmość i kindersztuba, choć wiem ze to tylko forma. Ale tolerancja to już inna bajka. Szkoda.
      • ela.tu-i-tam Re: dziekuje za zainteresowanie tematem 09.05.11, 11:31
        Twoje dwa przyklady, halas butow w mieszkaniu i psy sikajace na plot, to sa dwie wielkie plagi.

        Halas jest uwazany tutaj we Francji za najwiekszy problem, i w kazdym regulaminie budynku jest o butach.
        Dla mnie chodzenie bez butow po mieszkaniu jest obowiazkowe. Gdy jestem w Wwie kilka dni, to szlag mnie trafia gdy w srodku nocy ktos "chodzi po glowie".

        Przez lata Francuzi sobie kpili ze zwyczajow nowoyorskich, gdzie wlasciciel (albo jego zatrudniony) zbiera do worka swiezo zrobione kupy psa. U nas pelno gowna na ulicach, ale ludzie scierpiec nie moga. Pies sikajacy na moj plot ? Natychmiast robie zdjecie, biore szlauf wody i psa poleje, i do merostwa napisze.

        Wcale nie uwazam, zeby akurate te reakcje sasiadow byly przewrazliwione.

        Jesli chodzi o parkowanie, to nie wiem skad te "10 dni", natomiast w miastach jest regula 24 godziny, jesli samochod stoi dluzej, to jest problem. Moze byc skradziony, moze ktos w nim spi, melina, cokolwiek. Mieszkam pod Paryzem w dzielnicy domkow, jak cos obcego stoi to wszyscy zwracamy uwage, zgodnie z tym co pisze gazeta miejska. Jak mam wizyte czy bede miala rzemieslnikow pracujacych przy czymkolwiek, to uprzedzam sasiadow. W San Francisco jest mycie ulic o 3-ciej rano, i wszystkie samochody stojace na ulicach sciagane. Wydawalo mi sie okropne, ale teraz uwazam ze doskonaly pomysl. Jak ktos ma samochod, musi miec parking.

        Okropna jestem ?
      • ela.tu-i-tam Re: w sprawie zaprzyjazniania sie z sasiadami 09.05.11, 11:45
        Miszkam tu od bardzo wielu lat. Z sasiadami jest zawsze z rezerwa, powiedzialabym regula. Tak samo zreszta bylo w Polsce w czasach mego dziecinstwa.

        Ta regula rezerwy jest zreszta zupelnie zrozumiala, jest konieczna dla intymnosci.

        Na ogol dzieci sa doskonalymi ambasadorami sasiedzkimi, wiec jest ciut wiecej relacji z jedna czy dwoma rodzinami z budynku.

        W domkach moze byc bardziej "dobrosasiedzko", tez z dziecmi latwiej. Moja dzielnica domkow ma 26 lat i zbudowala sie w tym samym czasie (kazdy budowal swoj dom, u nas jest obowiazek skonczenia budowy do 2 lat, zeby nie "zawadzac"). Przez pierwszych kilka lat organizowalismy barbecue w czerwcu - nigdy nie u kogos w domu czy ogrodzie, ale na naszym publicznym placu. Zapraszanie do domu zdarza sie, raz na kilka lat, normalnie.

        Z tego co znam spod Warszawy (poludnie, Konstancin, czy okolice Magdalenki), to tez sasiedzi nie sa automatycznie przyjaciolmi. Dziendobry dziendobry, i juz.

        Natomiast mas doskonale wspomnienie z Holandii, gdzie o 19-tej puka sie do sasiada, i przychodzi pogadac przy piwie (we Francji nie do pomyslenia, my jemy o 20-tej, Holendrzy jedza o 18-tej).
        • felinecaline Re: w sprawie zaprzyjazniania sie z sasiadami 09.05.11, 13:24
          Do tego, co napisala Ela dorzuce jeszcze jedno:
          W 06 dosc aktywne sa marginalne grupki spoleczne (delikatnie mowiac) pochodzenia rosyjskiego.
          Moze wzieli Was za "konkurencje w interesach" a ow liscik w dziwnym jezyku przypominajacym rosyjski mial Wam to wyperswadowac? Dla wlasnego swietego spokoju (bo nastepne ostrzezenie moze byc mniej delikatne) pokazalabym ow liscik policji lub zandarmerii.
          Tutaj nie ma zlych konotacji rodem z czasow PRLowskich i nikt tego nie uznaje za donosicielstqo w zlej wierze.
          A dla bezpieczenstwa ma pierwszorzedne znaczenie.
          No coz - "zapuszczanie korzeni" jest procesem dosc skomplikowanym, dlugim i nieraz wymagajacym "zmiany gleby".
          • blondynka.online Moze wzieli Was za "konkurencje w interesach" 09.05.11, 18:48
            Feline, gdybysmy robili takie wrazenie, zaden Francuz nie odwazylby sie nas zaczepic...
            wink)
        • blondynka.online Re: w sprawie zaprzyjazniania sie z sasiadami 09.05.11, 18:45
          Elu, nam nie zalezy na przyjazni z sasiadami. Na razie jestesmy zbyt zajeci.

          Ale placimy sporo za to mieszkanie i nie widze powodu, bysmy sie tu czuli intruzami.
          Zwlaszca, ze zachowujemy sie normalnie i nieinwazyjnie.

          Ja juz pisalam, sprzatamy po psach, nie prowadzimy bujnego zycia towarzyskiego.

          Byc moze irytuje to ze moj partner ma wolny zawod i w ciagu dnia jestesmy czesto w domu?
          Nie wpisujemy sie w schemat polskiego budowlanca/ hydraulika?

          Naprawde robisz problem z psich sikow? Po co?

          W Holandii tez mi sie podoba, i gdybym miala wybrac narod idealny do koegzystencji, to byliby oni.

          b.
    • blondynka.online odpowiadam Eli i Feline 09.05.11, 18:33
      Buty w nocy i mnie przeszkadzaja.
      Ale w dzien, kiedy mamy gosci - chodzic w kapciach? A moze i im kazac je zdejmowac?
      Bez zartow!

      Przepis o 9 dniach podala nam lokalna policja.

      Tu ludzie nie parkuja na własnych miejscach ani w garazach, ulica jest spokojna, slepa, bez zakazow postoju.
      Najbardziej im przeszkadza to, ze auto ma polskie blachy, bo lokalne dostawcze, a nawet czasem ciezarowki, stoja bez problemu.

      Co do grupy nacisku - gdyby to byli sasiedzi ze Wschodu, napisaliby w swoim jezyku. To Francuzi, ktorzy wzieli nas za Rosjan - nie po raz pierwszy zreszta.

      A grupa nacisku to starsi, dosc zamozni ludzie, ktorzy uwazaja, ze skoro stac ich na dom / mieszkanie w dosc drogim miejscu, to razem z nim kupili wszystkie inne prawa.

      My - ich zdaniem - powinismy mieszkac gdzie indziej....

      Pozdrawiam serdecznie
      blondynka




      • aqua48 Trzeba się przyzwyczaić... 09.05.11, 21:09
        Francuska wrażliwość społeczna jest inna niż polska. W Polsce - wiele zachowań uchodzi, albo ludzie boją się zwrócić uwagę z obawy przed chamstwem, we Francji większą wagę przywiązuje się do tego, żeby nie być uciążliwym dla otoczenia. Spotkałam się z tym, że sąsiedzi z osiedla denerwowali się codziennym wietrzeniem mieszkania (otwieranie okien w sezonie grzewczym jest nieekonomiczne) w zimie oraz kąpielami w wannie po 21.00 (spuszczanie zeń wody powodowało niedopuszczalny hałas w sąsiednich mieszkaniach). Okna wobec tego były otwierane wieczorem, a kąpiele brane wcześniejsmile Sądzę, że chodzenie po domu w butach na obcasach też można zredukować do obuwia na podeszwie nie sprawiającej tyle efektów dźwiękowych. A cudzoziemcy są obserwowani, akurat w przypadku Francji mającej tyle problemów z nimi trudno się dziwić. Co kraj to obyczaj.
        • janou Re: Trzeba się przyzwyczaić... 09.05.11, 23:29
          Dorzuce moje 3 groszesmile
          Kilka lat temu syn mieszkal w Lyonie na 4 pietrze a na 5 niepracujaca kobieta ,od siodmej rano do 10 wieczorem chodzila na wysokich obcasach,nie bardzo to przeszkadzalo, syn i synowa w dzien pracowali ale kiedy urodzila sie wnuczka ta baba budzila ja kilka razy dziennie i kiedy tam bywalismy ja bym ta babe z przyjemnoscia udusila!
          • felinecaline Re: Trzeba się przyzwyczaić... 09.05.11, 23:45
            Podobnie bylo w naszym bloku - na V pietrze mieszkala "elegantka" nie rozstajaca sie chyba ze szpilkami, a pod nia na IV 80-letnia babcia moich sasiadow.
            Elegantka zostala uprzejmie lecz stanowczo pouczona i o dziwo, przezyla rozstanie z obcasami .
            Oprocz tego w regulaminie wspolnoty jest zakaz ukladania posadzek nie wyposazonych w odpowiednia warstwe dzwiekochlonna poza pomieszczeniami sanitariatow.
            Przy okazji - o ile nawet dosc zywiolowe imprezy odbywajace sie u nas "na salonach i ...balkonach" nie przeszkadzaja spiacym (sypialnie oddalone od pomieszczen "recepcyjnych" to niestety, spiochow budzi czesto odglos lejacej sie do wanny sasiada wody do kapieli - sypialnie przez sciane z lazienka "wlasna" i "sasiedzka".
            No coz, projektant nie byl "orlem".
            Ale zawsze mozna znalezc kompromis.
        • blondynka.online Francuska wrażliwość społeczna jest inna niż polsk 11.05.11, 09:03
          >Francuska wrażliwość społeczna jest inna niż polska.<

          Mysle, ze to istota problemu.

          W Polsce mieszkam w duzym bloku, na duzym osiedlu. Nie mam konfliktow z sasiadami.

          Jesli nie zwracam sasiadom uwagi na incydentalne zachowania sprzeczne z "regulaminem", to nie z obawy przed chamstwem, lecz kierujac sie empatia i kompromisem, bo w moim przekonaniu sa one podstawa dobrosasiedzkich stosunkow. Naprawde dobrze sie czuje w tym pozornie anonimowym srodowisku - znam mnostwo ludziu, choc nie odwiedzamy sie w domach.
          Telefon na policje to zawsze ostatecznosc, ktora wybieramy w przypadku uciazliwych, powtarzajacych sie, uciazliwych zachowan, jak regularne balangi nocne. Kilka przypadków przez wiele lat.

          Mysle, ze postawa krytycznego i niechetnego obserowania sasiadow, de facto wrogosc maskowana konwencjonalna uprrejmoscia, niszczy wiezi sasiedzkie, sprzyja alienacji, jest wyrazem egoizmu i braku empatii. Nic dziwnego, ze ludzie czuja sie samotni, i jeszcze na te samotnosc pracuja.

          Donosicielstwo nie kojarzy mi sie z komuna. Nie bylo jej wynalazkiem. Istnialo zawsze i czynilo wiecej szkody niz pozytku.

          Zapytalam Ele, po co walczy z psimi sikami. Nie przychodzi mi do glowy zadna korzysc - emocjonalna, spoleczna, moralna - z wysylania zdjec sikajacyych psow i skarg w tej sprawie na merostwo.

          Pozdrawiam wszystkich serdecznie
          b.

          • blondynka.online Francuska specjalnosc? 11.05.11, 09:17
            To chyba nie sa powszechnie znane fakty, choc chyba nikogo nie zaskakuja:

            fr.wikipedia.org/wiki/D%C3%A9lation#La_d.C3.A9lation_en_France_sous_l.27occupation
            fr.wikipedia.org/wiki/Collaboration_en_France
            À la suite de Philippe Burrin[14], les historiens parlent de "collaboration au quotidien" pour désigner un certain nombre de comportements significatifs ne relevant pas de l'engagement politique actif : rapports personnels scandaleusement cordiaux entretenus avec des Allemands, envoi de lettres de délation à la police ou à la Gestapo (cinq millions de lettres anonymes comptabilisées), chefs d'entreprises sollicitant d'eux-mêmes des commandes de l'ennemi, relations amoureuses affichées avec des soldats de l'armée d'occupation, voire des membres de la Gestapo, etc… Il y aura des conséquences lors de l'épuration à la Libération en France.
            Cette période soulève le paradoxe de la dénonciation des délateurs.

            www.le-cercle-des-fiscalistes.com/tag/de%20la%20d%C3%A9nonciation%20anonyme
            Une dénonciation anonyme peut elle être un élément de l’autorisation d’une visite domiciliaire?
             
            A quoi sert-il d'expliquer à nos enfants que Vichy, la collaboration, c'est une page sombre de notre histoire, et de tolérer des contrôles fiscaux sur une dénonciation anonyme, ou des enquêtes sur une dénonciation anonyme? Si quelqu'un veut dénoncer, qu'il donne son nom et l'administration garantira son  anonymat" Nicolas SARKOZY 30.08.07
             Le discours de MR SARKOZY  en video



            • janou Re: Francuska specjalnosc? 11.05.11, 11:07
              Tu pousses le bouchon un peu trop loin!
              • felinecaline Re: Francuska specjalnosc? 11.05.11, 11:59
                Kolezanka" po prostu nie zorientowala sie, ze zyje(my) jakies 70-80 lat pozniej, ze w miedzyczasie Francuzi zastanowili sie nad swoja przeszloscia, rozliczyli z jej demonami, ze spoleczenstwo ewoluowalo".
                To z jednej strony.
                Z drugiej - przeszlosc Polakow na przestrzeni historii tez nie zawsze byla swietlana i wlecze sie za nami jak rozciagnieta gumka z niewymownych - no bo przeciez jak wymowic "Polak - donosiciel, oportunista...etc czy po prostu lajdak". O francuzie jakos latwiej a jesli akurat ta "franca" nie lubi, jak mu pies obsikuje ogrodzenie to tym bardziej.
                Ale podziwiam jedno - dociekliwosc - zeby az po Wikipediach szukac...
                Bo to jednak sa powszechnie znane fakty, tylko - wroc do poczatku tego postu.


              • gat45 Re: Francuska specjalnosc? 11.05.11, 11:59
                janou napisała:

                > Tu pousses le bouchon un peu trop loin!

                Jak to, Janou ? Nie widzisz oczywistej różniy między tchórzliwym narodem urodzonych kolaborantów a kryształowo moralnie czystym i bohaterskim narodem bez Quislinga ???

                Oh, jak ja lubię takie podsumowanka sad(((
            • blondynka.online Kij w mrowisko? 11.05.11, 12:43
              Mile Panie,
              nie chcialm Was obrazic.
              Rozumiem, ze ojczyzna przybrana wymaga nawet wiekszej lojalnosci niz wlasna. Jest to cena asymilacji.
              Zauwazcie, ze poszlam tylko o krok dalej w interpertacji slow jednej z przedmowczyn, ze to, co u nas w Polsce rozumiane jest jako donosicielstwo, tu jest czyms w rodzaju obywatelskiego obowiazku.
              Obowiazku wobec wladzy, nawet tej narzuconej. Czy charakter narodowy zmienia sie tak szybko? Czy system wartosci, postawy, organizacja spoleczna to cos, co zmienia sie w ciagu kilkudziesieciu lat? Historia boli, coz...
              Francuzi nie "dokonali rachunku sumienia", bo przeciez byli zwyciezcami. Brzmi to smiesznie, ale takie sa fakty polityczne. Przyklad byl tylko przykladem, a watek jest bardziej ogolny.
              Podparlam sie wiki, by nie zostac posadzona o goloslownosc.

              Dodam, ze te fakty ( 5 mln zarejestrowanych donosow) wraz z komentarzem, ze Francja byla jedynym z okupowanych krajow, gdzie Niemcy wprowadzili specjalne formularze na donosy, bo ta gorliwosc przerosla ich oczekiwania, uslyszelismy od zanjomej Francuzki ze starszego pookolenia.

              Ta wiedza o kraju, w ktorym byc moze bede spedzac wiecej czasu, jest zreszta bardzo cenna.
              Wasze wypowiedzi pozwolilymi nieco lepiej go zrozumiec, a takze zastanowic sie, czy chce tak zyc.
              Pozdrawiam serdecznie
              blondynka
              • gat45 Re: Kij w mrowisko? 11.05.11, 12:59
                blondynka.online napisała:

                > Mile Panie,
                > nie chcialm Was obrazic.
                > Rozumiem, ze ojczyzna przybrana wymaga nawet wiekszej lojalnosci niz wlasna. J
                > est to cena asymilacji.

                Ależ skąd, nie chciałaś nikogo obrazić smile)) Tylko jakoś samo Ci tak pogardliwie wyszło.

                Gratuluję wysokiej samooceny i powiem Ci cichutko (teraz taka maleńka czcionka na szept) : nie chciałabym być Twoją sąsiadką. Za wysoko stawiasz poprzeczkę. Nie dałabym rady.
              • felinecaline Re: Kij w mrowisko? 11.05.11, 13:01
                Blondynko, zechciej sobie oszczedzic epitetow w rodzaju "Mile Panie" - ani my Tobie mile nie jestesmy ani Ty nam .
                80-90 lat to 3 pokolenia - wg Ciebie to czas zbyt krotki dla zmiany charakteru spoleczenstwa w diametralnie roznych od tych wojenno - kolaboranckich warunkach?? To ile trzeba Twoim zdaniem?
                Poczytaj cos wiecej niz "wiki" to dowiesz sie bardzo wiele o francuskiej kolaboracji, "resistance", procesach po wyzwoleniu, szacunku ale i krytycyzmu do swojej przeszlosci. Moze wtedy nie powiesz rownie latwo "Francuzi nie dokonali rachunku sumienia" bo przeciez byli zwyciezzcami.
                Przypominam delikatnie, ze i Polacy "byli zwyciezcami". ale tak, jak i wszystkie narody biorace udzial w II WS rownoczesnie jej ofiarami (z Niemcami wlacznie). Tyle, ze po owej wojnie Polacy niejako "wpadli z deszczu pod rynne" - sojusznik okazal sie wrogiem i dlugoletnim ciemiezca.
                Czy zachowanie Polakow zawsze bylo krysztalowe? Jaki byl stosunek do wladzy - rowniez przeciez narzuconej.
                Co , zas do sformulowania "ojczyzna przybrana" - nie ma czegos takiego, ojczyzna jest jedna, poza nia jest taki czy inny "kraj goscinny", do ktorego albo rzucil nas los albo w ktorym znalezlismy sie z wyboru (nie zawsze slusznego).
                I owszem, wypada byc w stosunku do niego lojalnym, to zwykla przyzwoitosc.
                Do asymilacji to zaledwie minimum, ale daleko nie wystarczajace.


    • ela.tu-i-tam O miejscu publicznym i rozne 11.05.11, 13:18
      Dawno dawno temu, w Polsce, we Francji, i pewnie wielu innych miejscach, zycie bylo spokojne.
      A potem sie skonczylo.
      We Francji nie ma *zadnych* szans na kawalek nieogrodzonego gruntu, nawet w najbardziej halasliwym miejscu - np. przy slimakach autostradowych, zeby nie stanely przy tym karawany cyganow czy innych migrantow. Zeby ich wyrzucic, trzeba dlugie procedury - prawo chroni. Na parkingach malych marketow w malych miastach potrafi stanac samochod, w nim ludzie, psy, spia tam, pod samochod sikaja. Zeby ich wyrzucic, trzeba procedury. Nie ma juz nigdzie zadnej piaskownicy czy placu zabaw dla dzieci, bo zawsze jakis syf na tym sie robi. Ktos obcy bedzie uwazal, ze to jego miejsce.
      Ludzie maja dosc. W kazdej miescinie jest gazeta, w ktorej wszystkim sie uswiadamia jak ogromne koszta sa zeby utrzymac minimum porzadku. Statystyczne raporty mowia, ze jesli sie nie reaguje natychmiast, to bedzie gorzej.
      Nie ma zadnych szansz, zeby policja czy ogolna sluzba "pilnowala porzadku" gdy nieporzadeku jest za duzo. Kazdy musi o tym myslec. To nie jest donosicielstwo, tylko pilnowanie miejsca publicznego, czyli naszego wspolnego.

      Siki psow na plot, to smrod, zolte plamy, syf. Ja moj plot utrzymuje, czyszcze, otynkowuje co kilka lat. Jak wlasciciel ma psa, to ma go wyprowadzac tak, zeby nie sikal u innych.

      To tyle.
      Zeby bylo z kropka nad i: jak dzwonie do merostwa i domagam sie utrzymania porzadku, to zawsze mowie kto jestem, i gdzie place podatki.
    • blondynka.online Jeszce raz dziekuje 11.05.11, 21:17
      Dostalam jednoznaczna odpowiedz na pytanie zawarte w tytule watku.
      Norma.
      Donosicielstwo podniesione do rangi cnoty obywatelskiej.
      Jak mawia moj partner: lepiej wiedziec niz nie wiedziec.
      Lepiej miec swiadomosc, ze ta urocza starsza pani, ktora z usmiechem mowi mi bonjour , zadzwoni na policje, jesli moj pies obsika jej plot.
      Albo moi goscie nie zdejma butow.
      To ja dziekuje.
      B.


      • felinecaline Re: Jeszce raz dziekuje 11.05.11, 21:33
        ...a ja mialam nadzieje, ze chociaz tleniona sad...
        • marguy Re: Jeszce raz dziekuje 11.05.11, 23:46
          Tleniona czy nie, i tak nie zrozumie, bo wciaz jest na etapie "wolnosc tomku w swoim domku" i gdzie sma to, ze ktos mieszkajacy pod nia ma dosc stukania jej obcasow.

          Blondynko, przeprowadz sie do jakiegos HLM-u! Tam bedziesz miala swojski halas i balagan.
          Jednego tylko nie rozumiem - po co siedzicie w tak nieprzyjemnym dla was kraju?
          • felinecaline Re: Jeszce raz dziekuje 11.05.11, 23:51
            No niby tak, ale jesli bylaby tleniona to z odrostem bylaby jakas nadzieja, ze jednak zrozumie.
      • fedorczyk4 Re: Jeszce raz dziekuje 13.05.11, 12:31
        blondynka.online napisała:

        > Dostalam jednoznaczna odpowiedz na pytanie zawarte w tytule watku.
        > Norma.
        > Donosicielstwo podniesione do rangi cnoty obywatelskiej.
        > Jak mawia moj partner: lepiej wiedziec niz nie wiedziec.
        > Lepiej miec swiadomosc, ze ta urocza starsza pani, ktora z usmiechem mowi mi bo
        > njour , zadzwoni na policje, jesli moj pies obsika jej plot.
        > Albo moi goscie nie zdejma butow.
        > To ja dziekuje.
        > B.
        >
        >

        Wiesz co, może raczej wróćcie do Polski. Moim zdaniem nie masz szans żeby się we Francji ( i pewnie nigdzie indziej) zaaklimatyzować. Posługujesz się stereotypami w sposób typowy dla pewnego rodzaju obcokrajowców, całą winę przerzucasz na innych, bo z tego co piszesz wynika, że uważasz się za ideał sąsiadki niesłusznie prześladowanej przez otoczenie.
        Wielokrotnie w życiu zmieniałam miejsca zamieszkania, różnie mi się z sąsiadami układało, ale jakoś nigdy mi nie przyszło do głowy żeby robić takie prostackie uogólnienia.

        Ty poprostu nie skora do kompromisów, ma być tak jak Ty uważasz za właściwe.
      • tomek854 Re: Jeszce raz dziekuje 13.05.11, 15:40
        Och, coś takiego, wredni donosciele niedobrzy.

        Ale Ty oczywiscie jeżdżąc nielegalnym samochodem (jesteś świadoma tego, że jeśli mieszkasz na stałe za granicą a auto masz na polskich blachach to po pół roku zaczynasz się poruszać nim nielegalnie a na tej podstawie ubezpieczyciel ma prawo odmówic wypłaty odszkodowania w razie wypadku? - spotkałem się z tym kilka razy w UK) jesteś w porządku.

        Jak Ci się nie podoba, to zawijaj się od tych tchórzliwych kolaborantów i spylaj do kraju. Proste jak but.
    • pierwszy-donosiciel znacie jakiegos dobrego prawnika dla rowerzstow? 15.05.11, 10:23
      A takie problemy mają Polacy żyjący w Niemczech...

      Zastanawiam się jak można się decydować na emigrację do Niemiec, żyć między Niemcami i mieć taki stosunek do owej entni, jak by nie było: goszczącej.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka