Zmichowska i Sempolowska

12.11.02, 12:09
Poniewaz na sasiednim zaczal nam sie z liloom rozwijac podwatek
poboczny "hors sujet", pozwolilem sobie przeniesc go tutaj, wraz z kilkoma
pytaniami do swiezych absolwentow i obecnych uczniow tych dwoch wielce
szacownych instytucji :

Jak tam jest teraz ? jak oceniacie telicea, ich poziom nauki francuskiego i
innych przedmiotow , nauczycieli, atmosfere i inne elementy "szkolnej
rzeczywistosci" ?

Zmichowska (z polowy lat '80) wspominam raczej zle, Sempolowskiej z autopsji
nie znam, ale opowiesci dwoch uczennic (z polowy lat '90 i obecnie) nie
nastrajaja optymistycznie.

PS : Dla kazdego cos milego(?). Starzy absolwenci moga tu tez sobie deczko
powspominac ;oD
    • liloom Re: Zmichowska i Sempolowska 12.11.02, 12:33
      Baloo, no to jak juz wspominamy to napisz jak wygladala nauka francuskiego u
      Was w Zmichowskiej? Tez byliscie dzieleni na grupy? U nas jedna grupa miala np.
      chemia a druga francuski. Czy byles w klasie z wykladowym?
      U nas takiej nie bylo, ale mielismy o ile sobie dobrze przypominam 2 gdziny
      dziennie conajmniej, a w soboty laboratorium. I byl lektor z Francji, jak sie
      po latach dowiedzialam "zsylany" do Polski w ramach sluzby wojskowej, zwany
      przez wszystkich w szkole "Bonjourem"smile
      cdn...
      • baloo1 Re: Zmichowska i Sempolowska 12.11.02, 12:46
        Za moich czasow nie bylo zadnej klasy z wykladowym francuskim, byl tylko
        podzial na zaawansowane i nie. Z tym zaawansowaniem, totez bywalo roznie, bo w
        mojej klasie, teoretycznie zaawansowanej (6 godzin tygodniowo), byli ludzie,
        ktorzy ani be ani me ani kukuryku. Nauka wygladala dosyc standardowo,bez
        zadnych szalenstw i fajerwerkow . raz byla wymiana, nie pamietam juz czy w 3
        czy w 4 klasie,zreszta i tak sie nie zalapalem, bo "za dobrze mowilem i nie
        bylo mi to potrzebne" (tak, tak, to cytat). W szkole nie bylo zadnego Francuza.
        Nasz nauczyciel byl Polakiem urodzonym we Francji i "powroconym" do Polski.
        Nota bene byl to jeden z nielicznych nauczycieli, ktorych dobrze wspominam.
        Kilka lat po naszej maturze poszedl sobie z tej szkoly, chyba sie z "derekcja"
        nie dogadywal.
        Teraz jest troche inaczej pod tym wzgledem, tak przynajmniej mozna sadzic z
        ich strony internetowej (chociaz jest strasznie slodka, taka laurka zrobiona
        przez uczniow dla nauczycieli i dyrekcji). Sa podobno Francuzi, lekcje po
        francusku i chyba nawet jest klasa "zerowa", gdzie tylko francuskiego i
        francuszczyzny sie ucza. Tak tez jest w Sempolowskiej. Czyli jakis niewatpliwy
        postep jest. Ale niech sie wypowiedza mlodsi, Ci co znaja to z autopsji.
        • liloom Re: Zmichowska i Sempolowska 12.11.02, 13:08
          To co piszesz, brzmi STRASZNIE, bo mi zawsze wydawalo sie ze Zmichowska to
          taki "high life" i wysoki poziom. U nas tez byla wymiana ze szkola w Cannes i
          ja tez nie pojechalam jesli Cie to pocieszy smile)))
          • baloo1 Re: Zmichowska i Sempolowska 12.11.02, 13:28
            "hajlajf" to byl, niestety, glownie za sprawa smietanki i dzieci z placowek (no
            przyznam sie bez bicia, ze tez do nich nalezalem, ale akurat nie do hajlajfu,
            na szczescie), a apogeum tego bylo w latach '70, za poznego Gierka.

            (Pamietam, jak znajomy rodzicow skarzyl sie wtedy, ze jego corka zazadala
            udostepnienia samochodu, "bo wszyscy" dojezdzaja do szkoly samochodami . No
            wiec dal jej malucha. Nazajutrz dziewuszka wrocila z placzem, ze nie chce
            malucha, bo sie z niej smieja, bo nikt ponizej duzego fiata nie schodzil, a
            najlepiej fiat 131 albo jakis zachodni ...a jak nie, to ona juz woli
            autobusem ;oDDD
            Na szczescie "za moich czasow" juz takich ekscesow nie bylo.)

            A poziom francuskiego zapewnialy wlasnie dzieci z placowek (wysylane tam ze
            wzgledu na stara tradycje "francuskojezyczna"), ktore nauczyly sie tego jezyka
            za granica, a nie w szkole. Tyle dobrego,ze nie zapominaly ;oD
            Wsumie byla to wtedy bardzo przereklamowana szkola.

            Przpomnialo mi sie, ze jeszcze niektorzy, ktorych bylo na to stac, wysylali
            dzieci do szkoly francuskiej na Saskiej Kepie (szkola zorganizowana przez
            Ambasade francuska). Ale w latach '90 nowa dyrekcja postanowila pozbyc sie
            Polakow i ustanowila ceny juz calkiem zaporowe. I ostala sie wtedy juz tylko
            garsteczka najbogatszych (lub najbardziej zdeterminowanych).
      • kwasna_cytryna Re: Zmichowska i Sempolowska 12.11.02, 13:48
        liloom napisała:

        > I byl lektor z Francji, jak sie
        > po latach dowiedzialam "zsylany" do Polski w ramach sluzby wojskowej, zwany
        > przez wszystkich w szkole "Bonjourem"smile
        > cdn...

        To akurat moge potwierdzic, że młodzi Francuzi odbywali (i odbywają do dzisiaj)
        zastępczą slużbę wojskową, jako nauczyciele jezyka w roznych krajach. Nie
        zawsze sa to ludzie przygotowani do pracy, ale kontakt z tzw. nosicielem jezyka
        tez sie czasem przydawal.
        • liloom Re: Zmichowska i Sempolowska 12.11.02, 20:35
          Cytrynko wlasnie o tym pisze, bo kolega zakochany w pieknej Polsce wymyslil
          przed laty, ze tak zrobismile
          +++++++++++++++++++++++++++++
          (ale mi sie dzis zebralo na l'amoury, juz drugi raz o tym pisze hihi)
Pełna wersja