wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć?

02.06.03, 13:55
Ma ktoś doświadczenia? Jakies dziwne warunki proponują...
    • izarepa Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 02.06.03, 14:49
      a masz jakies namiary jak mozna sie na takowe zlecenia zalapac? a moze ja k
      juz wzgardzisz, to mi je "popchniesz?" dzieki za namiar. w razie jakby cosmile et
      bonne chance!
      • mary_ann Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 02.06.03, 19:49
        izarepa napisała:

        > a masz jakies namiary jak mozna sie na takowe zlecenia zalapac? a moze ja k
        > juz wzgardzisz, to mi je "popchniesz?" dzieki za namiar. w razie jakby cosmile
        et
        > bonne chance!


        Jeśli spodziewasz się kokosów, to mocno się rozczarujesz))). W mojej głowie
        też jeszcze ciągle telepią się (coraz słabiej, co prawda) resztki przekonania,
        że to dobra, prestiżowa marka. A wygląda na to, że potrzebni im frajerzy, co
        za marny grosz odwalą za nich specjalistyczne tłumaczenie + całą robotę
        redakcyjną. Ciekawa jestem opinii innych.
    • millefiori Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 03.06.03, 23:15
      mary_ann napisała:

      > Ma ktoś doświadczenia? Jakies dziwne warunki proponują...
      Jesli masz na mysli warszawska delegature, to cud, ze ci w ogole
      odpowiedzieli. W listopadzie szukali tlumaczy ze znajomoscia terminologii z
      roznych dziedzin do przekladu encyklopedii. Po przeslaniu CV i telefonie - dla
      potwierdzenia - dowiedzialam sie, ze rekrutacja zostala zawieszona. A jakie
      warunki proponuja?
      • mary_ann Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 03.06.03, 23:56
        millefiori napisała:
        > Jesli masz na mysli warszawska delegature, to cud, ze ci w ogole
        > odpowiedzieli. W listopadzie szukali tlumaczy ze znajomoscia terminologii z
        > roznych dziedzin do przekladu encyklopedii. Po przeslaniu CV i telefonie -
        dla
        > potwierdzenia - dowiedzialam sie, ze rekrutacja zostala zawieszona. A jakie
        > warunki proponuja?

        Oni szukali już rok temu! Potem w sierpniu przysłali b. b. duzy test-
        tlumaczenie z różnych dziedzin. Po jakims czasie dostałam odpowiedź,
        że "zaliczyłam")) i że wprowadzili mnie do swojej bazy danych. I... nic. Przez
        rok milczeli, za to teraz propozycja z wymogiem natychmiastowego podjęcia
        tłumaczenia. Podejrzewam, że sporo chetnych im sie wykruszyło, stąd ten
        pospiech... Za tłumaczenie specjalistycznych, encyklopedycznych definicji
        (przy czym nie chodzi tylko o tłum, ale i o decydowanie, czy termin jest tak
        samo stosowany w danej dziedzinie po polsku, ew. adaptację definicji i wiele
        czynności redakcyjnych - sama instrukcja liczy kilkadziesiąt stron!) dają 25
        zł. brutto. Za stronę SPECJALISTYCZNYCH HASEL SŁOWNIKOWYCH!! Dla mnie to
        śmieszne jak na poważne (jak mi sie zdawało) wydawnictwo i tak cholernie
        odpowiedzialną robotę (słownik wszak dla innych będzie czyms w rodzaju
        wyroczni). Ale pewnie znajdą się kolejni desperaci...
        • millefiori Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 04.06.03, 10:55
          25 zl brutto od strony maszynopisu znormalizowanego? Na dyskietce i z
          ostateczna redakcja? Masz racje, desperaci w potrzebie sie znajda, tylko czy w
          ogole istnieje w tym wydawnictwie jakis redaktor prowadzacy i redaktorzy
          merytoryczni? Chodzi mi, podobnie jak Tobie, o jakosc produktu koncowego. Czy
          do probnego tlumaczenia dostalas tekst encyklopedyczny? I czy jestes pewna, ze
          Twoja "probka", zrobiona za friko, juz sie nie ukazala w jakims dziele?
          • mary_ann Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 04.06.03, 11:49
            millefiori napisała:

            > 25 zl brutto od strony maszynopisu znormalizowanego? Na dyskietce i z
            > ostateczna redakcja? Masz racje, desperaci w potrzebie sie znajda, tylko czy
            w
            > ogole istnieje w tym wydawnictwie jakis redaktor prowadzacy i redaktorzy
            > merytoryczni? Chodzi mi, podobnie jak Tobie, o jakosc produktu koncowego.
            Czy
            > do probnego tlumaczenia dostalas tekst encyklopedyczny? I czy jestes pewna,
            ze
            > Twoja "probka", zrobiona za friko, juz sie nie ukazala w jakims dziele?


            No, własnie, millefiori, w tym rzecz. Dokładnie takie mysli chodzą mi po
            głowie... tekst testowy był nieciągły, częściowo ściśle encyklopedyczny,
            częściowo nie. To było pełne spectrum: kawałek bajki dla dzieci, hasło
            encyklop. o grzybach jadalnych, hasło ze słown. jęz, troche ekonomii, hasło
            historyczne itd. Nie wykluczam, że część wykorzystali. Na razie trudno
            sprawdzić, bo dopiero chyba ten słownik jęz polskiego wydają.
            Natomiast samo biuro jest dziwne, żadnego znaczka przy domofonie, żadnej
            tabliczki na drzwiach, mieszkanie przy Mokotowskiej, zero informacji w książce
            telefonicznej... To wszystko budzi moje watpliwości. No, i te stawki w
            zestawieniu z wymaganiami...
            Może nie do końca ściśle nazwałam te hasła "encyklopedycznymi", bo oni tworzą
            słownik języka polskiego,takze ze słownictwem z wielu dziedzin. No, ale dla
            mnie termin "animus" (pochodzący z późnych pism Junga) JEST na przykład
            specjalistyczny i uważam, że stawka za tłumaczenie tego typu powinna być
            wielokrotnie wyższa. O robocie redakcyjnej nie wspominając... Co do nadzoru
            merytorycznego - nic nie wiem.
            Pozdrówka
            Mary_ann, co dziś ma podjąć decyzję....
            • millefiori Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 04.06.03, 13:44
              Ano wlasnie... kiedy telefonowalam, w calej redakcji byla tylko sekretarka...
              Ta wizja wydawnictwa-widma nijak nie przystaje do wydawnictw, z ktorymi
              wspolpracowalam...
              A czy dostalas umowe na pismie, z warunkami, opis zlecenia, warunki wykonania
              pracy i platnosci? Czy ktos Cie spytal, w jakiej terminologii najlepiej sie
              poruszasz? A moze sprawdzilas w ksiegarniach, czy w ogole Larousse Polska juz
              cokolwiek wydal drukiem?
            • millefiori Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 04.06.03, 13:48
              zaraz, zaraz, czy Cie dobrze zrozumialam?! Slownik jezyka polskiego na
              podstawie przekladu encyklopedycznego slownika francuskiego?
              • mary_ann Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 04.06.03, 14:41
                millefiori napisała:

                > zaraz, zaraz, czy Cie dobrze zrozumialam?! Slownik jezyka polskiego na
                > podstawie przekladu encyklopedycznego slownika francuskiego?


                Dokladnie tak! Nie wiem, czy encyklopedycznego, ale na pewno obejmującego
                wiele dziedzin.
                Umowa wyglada b. profesjonalnie, choc nie muszę Ci pisać, że zabezpiecza tylko
                ich interesy, nie precyzuje np. ile max. tekstu dostajesz tygodniowo, a
                nalicza kary (słone) za ew. spóźnienia... Millefiori droga, powiedz mi proszę,
                (a potrzebna mi ta informacja b. szybko), czy normalną teraz sprawą jest, że
                tłumacz nie ma zadnego udziału w dodatkowych zyskach w przypadku zwiększenia
                nakładu? Kiedyś pamiętam, ze dostawałam tez kasę np. za wznowienia...

                Co do biura, to tak sobie myślę, że może to dlatego, ze to filia? W
                ksiegarniach nic nie widziałam, ale może są w fazie rozruchu?
                Nie chcę pracować za smieszną stawkę, choć robota jest b.b. ciekawa, nie chcę
                też przy okazji "psuć" rynku innym, godząc się na dumpingowe stawki. Ale
                przydałby mi się ten Larousse w CV... Ot, masz babo dylemat...))))
                • millefiori Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 04.06.03, 16:39
                  O dodatkowych pieniadzach dla tlumacza za dodruk, niestety, nie slyszalam.
                  Zawsze mialam umowe na jednorazowe zakupienie przez wydawnictwo tekstu,
                  niezaleznie od przewidywanego nakladu czy dodrukow. Z jednym wyjatkiem, kiedy
                  przejechalam sie na umowie licencyjnej, na zasadzie ktorej nie placa Ci nic po
                  zlozeniu tekstu, tylko procent od sprzedanych egzemplarzy, czyli juz po
                  publikacji, dystrybucji i sprzedazy czesci nakladu, wiec za cos trzeba tej
                  chwili dozyc, bo pieniadze skapuja powoli.
                  Tak samo, tzn. na okreslona kwote niezalezna od nakladu, sa zawierane
                  standardowe umowy-zlecenia czy umowy o dzielo z redaktorami i korektorami.
                  Tylko raz udalo mi sie wynegocjowac podwojna stawke, gdy tekst przekladu,
                  ktory dostalam do weryfikacji, nadawal sie do kosza. Ale musialam to
                  udowodnic. Teraz wyglada na to, ze co wydawca to inne reguly i stawki.
                  Wiadomo, jest mnostwo filologow i nie tylko...
                  Czy z umowy wynika, ze masz tlumaczyc norme 4 str dziennie czy wiecej?A jesli
                  wiecej - do 7 stron dziennie, to stawka powinna wzrosnac o 30%, do 12 str - o
                  50%. I jakie masz koszty uzyskania? 20 czy 50%? Przeklad z jezyka obcego
                  powinien byc traktowany jako praca tworcza.

                  • mary_ann Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 04.06.03, 17:09
                    No, popatrz, to uniezaleznienie kwoty od nakladu i ew. dodruków to jednak
                    chamstwo. To będzie pierwszy tak duży słownik po Doroszewskim, pewnie i nakład
                    będzie duży, i wznowienie niejedno. A ty, marny tłumaczu, masz nic z tego nie
                    mieć...
                    Co do objętości, to licząc na strony na pewno nie byłoby tego (przynajmniej
                    średnio) więcej niż 4 dziennie (za to jakie strony ! toż to same definicje!).
                    Dobrze jednak, że się dowiedziałam, z jakimi regułami Ty miałaś do czynienia.
                    Dzięki.

                    Ostatecznie odmówiłam. Doszłam do wniosku, że - choć praca ciekawa - póki
                    człowiek nie przymiera głodem, trzeba się szanować. To akceptowanie stawek (w
                    przeliczeniu na godzinę) jak za sprzątanie, to jednak swoisty dumping. Jeśli
                    ja się zgodzę, inni też nie dostaną więcej.

                    W L. chyba postawili na dużą rotację kadr, na studentow, którzy będą im się
                    szybko wykruszać, natychmiast zastępowani przez kolejnych naiwnych. Kazdy
                    bedzie się b. starał (plik próbnysmile, więc tym sposobem dociągną jakos słownik
                    do końca...

                    Ech, szkoda mi, musze powiedzieć, że bardzo na nich liczyłam.Ale nie warto
                    rezygnować z urlopu dla marnych paru groszy bez żadnych obietnic kontynuacji
                    współpracy.

                    Nie mam nabożeństwa do związkow, ale chyba po tym świadczeniu zapiszę się
                    wrezscie do STP albo załozę konkurencyjne stowarzyszenie, żeby walczyć o
                    wyższe stawki)))
                    mary-ann

                    P.S. Millefiori, jesli jesteś czynnym tłumaczem franc, to może bedziemy w
                    jakimś kontakcie? Co dwie głowy (i uszy nasłuchujące zleceńsmile to nie jedna...
                    Ja mam konto poczt. na gazecie jako mary_ann (co zresztą widaćsmile

                    Pozdrawiam Cię serdecznie i wielkie dzięki za wszystkie jakże cenne informacje
                    M_a
                    • baloo1 Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 05.06.03, 14:39
                      Hej

                      Nie zaluj, Mary Ann, trzeba sie szanowac ;o)

                      Ku pokrzepieniu serca powiem Ci, ze ten "Twoj" Larousse i tak nie wspial sie na
                      szczyty w chedozeniu tlumaczy.

                      Kiedys w czasach "heroicznego kapitalizmu", czyli gdzies w polowie lat '90,
                      pewne wydawnictwo w taki sposob potraktowalo grupe ludzi zwerbowanych do
                      tlumaczenia specjalistycznego slownika-encyklopedii :

                      kiedy juz prace niektorych byly mocno zaawansowane okazalo sie nagle, ze
                      stawki, o ktorych byla mowa (zadne kokosy ale calkiem uczciwe, swoja droga)
                      okazaly sie byc stawkami brutto , a nie netto, jak tonam dawano wczesniej do
                      zrozumienia. oczywoscie w tak zwanym miedzyczasie wydawnictwo to mialo jakies
                      straszne klopoty z podpisaniem umow , nie wiedziec czenu ;o)))

                      Kiedy juz im sie wydawalo ,ze nas trzymaja mocno za jadra (wlasnie ze wzgledu
                      na zaawansowanie prac u niektorych - nie u mnie na szczescie), objawiono nam
                      calkiem nowa metode wyplacania honoraroiw : 25 % po oddaniu wydruku i dyskietki
                      ze skonczonym tlumaczeniem, 25 % po oddaniu tlumaczenia przez wszystkich, 25 %
                      po wypuszczeniu "dziela" na rynek i ostatnie 25 % po jakims tam czasie
                      sprzedazy... nic nie zmyslam. Po prostu rzucili nam mydlo na podloge i kazali
                      sie po nie schylic ;oD.

                      Tego bylo za wiele nawet dla tak lagodnego misia , jak ja ;o)) W efekcie
                      slownik ten do dzis sie nie ukazal, o ile sie nie myle. W taki sposob
                      pracownikow naukowych zapoznawano z praktycznym dzialaniem rynku ;o)))

                      jeszcze pare kwiatkow : grupa 5-6 tlumaczy mialasie podzielic haslami wg swoich
                      specjalnosci. Odbylo sie to tak, ze glowbny kolega-organizator dostal 1 xero,
                      kilkaset stron A4, z ktorego kazdy mial sobie powycinac "swoje" hasla. Jako
                      ostatni w kolejce, dostalem plastkowa torebke z konfetti - do dzis gdzies ja
                      trzymam na wieczna rzeczy pamiatke. (I znowu - nic nie zmyslam. w ogole z
                      wyobrzania u mnie slabo ;o)). Po czym okazalo sie, ze koledzy maja znacznie
                      wezsze specjalizacje niz ja i w efekcie ostalem sie sam na sam z polowa tego
                      dziela, a terminy byly z tych bardziej egzotycznych ;o)))

                      A na koniec kolega organizator dal mi do "sprawdzenia, bo nie jest wszystkiego
                      pewien" efekty swojej TFUczosci tlumaczeniowej. I to byl kolejny gwozdz do
                      trumny, ktory przelal kielich goryczy ... gdy sobie pomyslalem, ze moje
                      nazwisko ma figurowac wsrod takich perelek jezykowych, to spakowalem czym
                      predzej manele i zniknalem nie podajac adresu ;o))))

                      "Nooon, rrrrien deu rrrrrien ... nooon, jeu neu rrregrrretteu rrrien ..."

                      Takich perelek to juz chyba teraz nie ma , co ?
                      Powiedzcie, ze nie , prosze ! ;oD

                      Pytanie mam na koniec : jakie teraz w Polsce obowiazuja stawki za strone
                      specjalistycznego tlumaczenia i jakie sa zazwyczaj terminy ?
                      Mniej wiecej, oczywiscie ...

                      Klaniam sie nisko

                      Baloo

                      PS : Mary Ann , glowa do gory i niczego nie zaluj.
                      • millefiori Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 05.06.03, 16:22
                        Z tego co widac i slychac to ceny za tlumaczenia sa bardzo umowne...
                        zdarza sie 20 zl od strony, ale tez i 150 (z jezyka obcego na polski).
                      • mary_ann Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 05.06.03, 18:44
                        baloo1 napisał:

                        >> Takich perelek to juz chyba teraz nie ma , co ?
                        > Powiedzcie, ze nie , prosze ! ;oD

                        Oj, tak bym chciała Cię pocieszyć...smile Niestety, kolejne zdobywane przeze
                        mnie zewsząd perełki wzbogacaja zasoby dydaktyczne dla kolejnych roczników
                        studentów...

                        >
                        > Pytanie mam na koniec : jakie teraz w Polsce obowiazuja stawki za strone
                        > specjalistycznego tlumaczenia i jakie sa zazwyczaj terminy ?
                        > Mniej wiecej, oczywiscie ...
                        >

                        Millefiori jest niewatpliwie bardziej w tym oblatana. Ja ciągle spotykam się
                        ze stawkami w granicach 25 zł BRUTTO za stronę przy krótkim terminie, więc
                        nieodmiennie mi wychodzi, że nauczanie jest mkkorzystniejsze finansowo.
                        >
                        Klaniam sie nisko
                        >


                        Ja również i pozdrawiam serdecznie
                        Mary_ann
                        >
                        > PS : Mary Ann , glowa do gory i niczego nie zaluj.
                      • millefiori Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 13.06.03, 10:59
                        Pozwole sobie dorzucic najswiezszy kwiatek do kolekcji, na "pocieszenie".
                        Wychodze wprawdzie na chwile poza temat tlumaczen i Larousse'a Polska, ale
                        watek nadal dotyczy obyczajow, jakie zapanowaly na rynku wydawniczym. Sadze,
                        ze uczestnicy niniejszej dyskusji moga byc zainteresowani takze i ta
                        problematyka.

                        Osiem lat temu zostala wydana ksiazka mojego autorstwa, w ramach serii
                        publikowanej przez znane wydawnictwo. Przedwczoraj zajrzalam na strone www.
                        tegoz wydawnictwa, i coz widze wsrod nowosci 2003? Moj tytul, opublikowany w
                        nowym formacie, nowej szacie graficznej, z identycznym (co sprawdzilam) opisem
                        tresci ksiazki, wiec
                        a/ najpierw ucieszylam sie ze wznowienia
                        b/ zdziwilam sie, ze wydawca NIE poinformowal mnie o planowanym wznowieniu (ma
                        wszystkie moje dane!)
                        c/ nastepnie zobaczylam, ze zamiast mojego nazwiska - jako pelnoprawnego
                        autora - figuruje "Praca zbiorowa".
                        d/ co zaskoczylo mnie bardzo
                        e/ Teraz pozostaje mi porownanie zawartosc obu ksiazek. I z tego wyniknie cd.

                        Moze jednak warto zalozyc forum "Wydawnictwa i ich obyczaje"?
                        Co o tym myslicie?
                        Czy opisane tu przez nas sytuacje - wracam do pytania zadanego przez baloo1 -
                        sa zjawiskami wyjatkowymi czy nagminnymi?

                        Pozdrawiam Was serdecznie,

                        millefiori
                        • baloo1 Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 13.06.03, 12:23
                          Fajosko masz, Millefiori, calkiem jak w czolgu :o(

                          A masz moze gdzies zachowana poprzednia umowe ? Jesli tak , to przejrzyj
                          wszystkie rzeczy napisane "malym druczkiem na przedostatniej stronie" i jesli
                          nie bylo tam zadnych kruczkow, zbieraj na kauzyperde (zwanego tez "papuga"). I
                          do sadu zlodziei !

                          Nawet, jesli ktos dopisal jeden lub kilka rozdzialow, to musza Ci odpalic
                          naleznosc za wznowienie Twojego tekstu. Moj znajomy w ten sposob regularnie ,
                          przez kilka lat, dotawal co roku pieniadze za jden (!) rozdzial wznawianego
                          podrecznika (do czasu zmiany programu nauczania i zastapienia go nowymi).

                          Ponadto, moim zdaniem, jesli dodatkowo wprowadzili bez Twojej wiedzy zmiany w
                          Twoj tekst (ktory zapewne stanowil jakas zwarta i logiczna calosc), to trzymasz
                          ich za jadra. No chyba, ze w Polsce juz nie ma zadnego prawa autorskiego, w co
                          jednak nie wierze.

                          Tak czy inaczej, trzeba isc do adwokata.

                          Powodzenia w tepieniu zlodziejstwa. Czymam ciuki.

                          Baloo
                          • millefiori Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 13.06.03, 12:59
                            Dzieki za wsparcie! Zgodnie z prawem, autorom placi sie za wznowienia.
                            Co mnie najbarzdiej wkurzylo? To, ze NIKT z wydawnictwa nie raczyl
                            poinformowac mnie o planowanym wznowieniu czy ewentualne modyfikacji,
                            uaktualnieniu, etc. Wiadomo, jaki jest cykl wydawniczy, ksiazki "nie robi sie"
                            w piec minut! Tytul musi wejsc do planu.
                            Tez mysle o dochodzeniu moich praw, ale najpierw porownam zawartosc obu
                            ksiazek i tresc umowy.
                            Serdecznosci,
                            millefiori
                          • millefiori Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 13.06.03, 13:24
                            baloo1 napisał:

                            > Fajosko masz, Millefiori, calkiem jak w czolgu :o(

                            Tym stwierdzeniem akurat trafiles w dziesiatke! Wlasnie sie na dodatek
                            przeprowadzam. Czasami mi sie marzy posiadanie malego czolgu, takiego, jak
                            mial porucznik Gruber w "Allo, Allo". (Choc w angielskim oryginale byl to
                            samochod pancerny.)
                            serdecznosci,
                            millefiori

                            • baloo1 Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 13.06.03, 14:48
                              Hehehe, jak wiadomo , takie drobne przyjemnosci musza chodzic stadami, zeby nam
                              przypadkiem poziom adrenaliny nie spadl zbyt nisko, co niechybnie
                              doprowadziloby do zgnusnienia ;o)

                              Wracajac do sugestii z poprzedniego twojego postu, a dotyczacej zalozenia spec-
                              forum, to obawiam sie, ze ze wzgledu na ograniczona (jednak) ilosc
                              wspolpracownikow-niewolnikow-wyrobnikow owych Wielce Szanownych Wydawnictw,
                              forum to byloby raczej niezbyt zywotne.

                              Natomiast uwazam, ze jak najbardziej nalezy przed zlodziejami, "zapominalskimi"
                              i innymi "profesjonalistami" ostrzegac. Ja sam, gdybym tylko pamietal nazwe
                              swoich "dobroczyncow" to na pewno bym tu ja podal, niestety bylo to bardzo
                              dawno temu, jak juz pisalem.

                              Ale Ty, gdyby to nie bylo zbyt wielka niedyskrecja, moglabys podac nazwe
                              twoich "zapominalskich" - nalezy im sie. Przeciez nie musisz sie przedstawiac -
                              skoro to jest duze wydawnictwo, to nowosci na swojej stronie www maja duzo ;o)))

                              Klaniam

                              Baloo
                              • millefiori Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 13.06.03, 15:32
                                baloo1 napisał:

                                > Hehehe, jak wiadomo , takie drobne przyjemnosci musza chodzic stadami, zeby
                                nam
                                >
                                > przypadkiem poziom adrenaliny nie spadl zbyt nisko, co niechybnie
                                > doprowadziloby do zgnusnienia ;o)
                                >

                                Swiete slowa, zgadzam sie, wlasnie sie przeprowadzam, ze tak powiem,
                                miedzynarodowo, co wiaze sie z mnostwem dodatkowych atrakcji
                                proceduralnych i nie tylko.

                                > Wracajac do sugestii z poprzedniego twojego postu, a dotyczacej zalozenia
                                spec-
                                > forum, to obawiam sie, ze ze wzgledu na ograniczona (jednak) ilosc
                                > wspolpracownikow-niewolnikow-wyrobnikow owych Wielce Szanownych Wydawnictw,
                                > forum to byloby raczej niezbyt zywotne.

                                Moze warto sprobowac...
                                Czy sadzisz, ze tylko nas wydawcy zrobili w konia? I mamy patent na wylacznosc?

                                Jestem jeszcze oszolomiona tym, co mnie spotkalo i musze dokladnie sprawdzic
                                zawartosc tekstu. Nowa ksiazka juz do mnie jedzie, wiec bede czytac, chyba
                                dostane zeza widlastego od takiej symultanki!

                                >
                                > Natomiast uwazam, ze jak najbardziej nalezy przed
                                zlodziejami, "zapominalskimi"
                                >
                                > i innymi "profesjonalistami" ostrzegac. Ja sam, gdybym tylko pamietal nazwe
                                > swoich "dobroczyncow" to na pewno bym tu ja podal, niestety bylo to bardzo
                                > dawno temu, jak juz pisalem.

                                A czy Twoi dawni dobroczyncy upadli? Moze jeszcze hulaja na polkach?


                                > Ale Ty, gdyby to nie bylo zbyt wielka niedyskrecja, moglabys podac nazwe
                                > twoich "zapominalskich" - nalezy im sie. Przeciez nie musisz sie
                                przedstawiac -
                                >
                                > skoro to jest duze wydawnictwo, to nowosci na swojej stronie www maja
                                duzo ;o))

                                Ale tez i wiedza dokladnie o kim "zapomnieli".

                                >
                                > Klaniam
                                >
                                > Baloo

                                Dzieki za podtrzymywanie na duchu, Baloo, jestes niezastapiony!smile)
                                Dygam z wdziecznoscia,
                                Millefiori (juz prawie na kartonach)

                                PS. Widze, ze z tego wszystkiego strzelilam "kaleke jezykowa" w poprzednim
                                poscie: por. Gruber mial pojazd opancerzony, armed car... jak widac nie znam
                                sie zbytnio na militariach...
                                M
                                • baloo1 Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 13.06.03, 16:02
                                  millefiori napisała:

                                  wlasnie sie przeprowadzam, ze tak powiem,
                                  > miedzynarodowo, co wiaze sie z mnostwem dodatkowych atrakcji
                                  > proceduralnych i nie tylko.
                                  <<<<<<<< znam ten bol. Przyjmij wyrazy ;o)


                                  > Moze warto sprobowac...Czy sadzisz, ze tylko nas wydawcy zrobili w konia? I
                                  mamy patent na wylacznosc?
                                  <<<<<<<< Nie nie, mysle, ze nazywamy sie Milijon ;o)
                                  <<<<<<<<< Moze rzeczywiscie warto ... sprobuj.


                                  > A czy Twoi dawni dobroczyncy upadli? Moze jeszcze hulaja na polkach?
                                  <<<<<<<<< Naprawde nie wiem. Moze, gdybym zobaczyl nazwe ... ale sadze,ze
                                  upadli. Przynajmniej powinni ;oD

                                  Hej

                                  Baloo
                                  • millefiori Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 16.06.03, 14:58
                                    baloo1 napisał:

                                    > millefiori napisała:
                                    >
                                    > wlasnie sie przeprowadzam, ze tak powiem,
                                    > > miedzynarodowo, co wiaze sie z mnostwem dodatkowych atrakcji
                                    > > proceduralnych i nie tylko.
                                    > <<<<<<<< znam ten bol. Przyjmij wyrazy ;o)

                                    Dzieki, juz mi lepiej, choc ucho zaczyna obrastac sluchawke, od zeszlego
                                    tygodnia pisze i paplam na zmiane w trzech jezykach z wtretami z czwartego...
                                    >
                                    >
                                    > > Moze warto sprobowac...Czy sadzisz, ze tylko nas wydawcy zrobili w konia?
                                    > I
                                    > mamy patent na wylacznosc?
                                    > <<<<<<<< Nie nie, mysle, ze nazywamy sie Milijon ;o)

                                    Zgadzam sie!

                                    > <<<<<<<<< Moze rzeczywiscie warto ... sprobuj.
                                    Co niniejszym czynie.

                                    >
                                    >
                                    > > A czy Twoi dawni dobroczyncy upadli? Moze jeszcze hulaja na polkach?
                                    > <<<<<<<<< Naprawde nie wiem. Moze, gdybym zobaczyl n
                                    > azwe ... ale sadze,ze
                                    > upadli. Przynajmniej powinni ;oD

                                    To wcale nie jest takie pewne...
                                    >
                                    > Hej
                                    >
                                    > Baloo
                                    serdecznosci,
                                    millefiori
                        • mary_ann Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 13.06.03, 14:35
                          millefiori napisała:
                          > Moze jednak warto zalozyc forum "Wydawnictwa i ich obyczaje"?
                          > Co o tym myslicie?
                          > Czy opisane tu przez nas sytuacje - wracam do pytania zadanego przez baloo1 -
                          > sa zjawiskami wyjatkowymi czy nagminnymi?
                          >
                          > Pozdrawiam Was serdecznie,
                          >
                          > millefiori


                          Jestem całym sercem (i umysłem) za!
                          Z pozdrowieniami
                          Mary_ann (co od dwóch czy trzech dni siada do komputera, by odpowiedzieć na
                          Twój list, Millefiori, ale ciągle cos ją odciąga...)
                          • millefiori Re: wyd. Larousse - warto dla nich tłumaczyć? 13.06.03, 15:43
                            mary_ann napisała:


                            >
                            > Jestem całym sercem (i umysłem) za!
                            > Z pozdrowieniami
                            > Mary_ann (co od dwóch czy trzech dni siada do komputera, by odpowiedzieć na
                            > Twój list, Millefiori, ale ciągle cos ją odciąga...)

                            Mary_ann, dzieki, ze sie odezwalas, ciesze sie, ze jestes i popierasz!
                            Nie przejmuj sie, jak znajdziesz chwile to odpowiesz.
                            Serdecznosci,
                            Millefiori
Inne wątki na temat:
Pełna wersja