Dodaj do ulubionych

we Francji nie lubie...

13.03.08, 16:15
dzisiaj wstalam lewa noga....
niektore tutejsze zwyczaje podnosza mi cisnienie, albo tylko ich nie lubie
np. niecierpie maczania bagietki (czy innego pieczywa) w kawie, herbacie czy
innym napoju, szczegolnie przy sniadaniu (dobra wiem ze wszyscy Francuzi tak
robia, ale duzo i niestety moj maz do nich sie zalicza wrrrr)
nie lubie 'obowiazkowego' calowania sie z kazdym i wszedzie (u nas na
szczescie tylko 2 razy) rano odprowadzam dzieci do szkoly i musze obcalowac
pol szkoly wrrrrrr.....

jak mi sie przypomnie cos jeszcze to wyrzuce z siebie smile

macie cos ciekawego?
Obserwuj wątek
    • embeel Re: we Francji nie lubie... 13.03.08, 17:56
      mnie akurat te zwyczaje odpowiadają wink, maczanie croissanta w kawie przychodzi mi całkiem naturalnie.
      Niezbyt lubię natomiast "vouswłajanie" , często według mnie tworzące dodatkowy dystans...nie mogę się do niego przyzwyczaić. Wprawdzie do teściowej zwracam się tak odkąd znam Żabę, czyli prawie 9 lat - no, ale teściowej można - z czasem - wybaczyć, poza tym dzieli nas spora różnica wieku, religii, kultury, ale przeszkadza mi w życiu codziennym, szczególnie wśród rówieśników. Nie wspominając już o tym, że żadna męska Żaba w drzwiach cię nie przepuści...żre kiedy do autobusu wsiada obładowana zakupami kobieta w wózkiem, trzymając za rękę starszego potomka to wszyscy się gapią ale nikt sie nie ruszy - na zasadzie - chciała, no to ma...
      Ale może się czepiam, może to tylko tak się dzieje w Paryżu...poprawcie mnie!

      Na razie tyle, ale uwaga, niem mi tylko jakaś żaba nadepnie na odcisk, to dorzucę...i pomyśleć, że całkiem miło wstałam dzisiaj wink
      • ela.tu-i-tam Re: we Francji nie lubie... 13.03.08, 18:51
        Ja akurat lubie vousvoyer, wlasnie za ten dystans.

        Dzis po raz pierwszy od hoho lat mlody chlopak ustapil mi miejsce a
        autobusie (a ja juz od stu lat nie mam 20-tu), co mi humor
        poprawilo, a potem zaczelam sie zastanawiac czy juz jestem az tak
        walaca sie wink

        Nawet porzadnie rozumiem te powszechna obojetnosc i niepomaganie -
        transport jest skandaliczny, z peryferyka cesarz Paryza zrobil mur
        berlinski z drutem kolczastym. Wiekszy apartheid jak miedzy Paryzem
        i banlieue to nie istnieje nigdzie, od pol wieku zadnego kilometra
        metra nie dobudowali, tramway paryski zostal zrobiony zeby poszerzyc
        ten mur kolczasty. Nawet mlodzi moga trupem padac po godzinie RERu w
        godzinach szczytu i przebiegnieciu kilometrow korytarzy na piechte w
        Chatelet. Innymi slowy to walka o przezycie, doslownie.
        • janou Re: we Francji nie lubie... 14.03.08, 23:34
          ela.tu-i-tam napisała:

          >
          >
          > Dzis po raz pierwszy od hoho lat mlody chlopak ustapil mi miejsce
          a
          > autobusie (a ja juz od stu lat nie mam 20-tu), co mi humor
          > poprawilo, a potem zaczelam sie zastanawiac czy juz jestem az tak
          > walaca sie wink
          *******************
          Podobnie zaregowal moj maz 3 lata temusmile
          Mlodzi wyjezdzali na 3 lata do Namibi,graty statkiem ale walizek ze
          soba tez mieli kilka.
          Ja zajmuje sie wnuczka,(wowczas 15 miesiecy) mlodzi poszli po
          ostatnie walizki w samochodzie a maz pilnuje te pierwsze w
          przejsciu podziemnym na dworcu.
          Dwoch mlodych facetow myslac ze maz nie daje sobie rady bo walizki
          ogromne sa,proponuja mezu pomoc,maz wyjasnie sytuacje,dziekuje i
          kiedy sie troche oddalaja mowi;
          -merde alors je fais si vieux que ça?
          a ja
          -jak nie pomagaja to nie dobrze a jak proponuja pomoc to tez zlesmile
      • nanan1 Re: we Francji nie lubie... 14.03.08, 12:57
        > Ale może się czepiam, może to tylko tak się dzieje w Paryżu...poprawcie mnie!

        ja poprawiam. Ja jestem zachwycona Paryzanami! Jak zaiwaniam z walizka w metrze ZAWSZE znajdzie sie ktos, kto mi chce pomoc ja niesc po schodach! wbrew opinii widze ludzi ustepujacych sie w metrze czy autobusach miejsca starszym i moi koledzy przepuszczaja mnie w drzwiach. Skad ta roznica w postrzeganiu? wink
    • tomek854 Re: we Francji nie lubie... 13.03.08, 21:20
      "chciał to ma"...

      W pełni to rozumiem, jako ktoś kto jeździ czasami po Francji brytyjskimi
      pojazdami z kierownicą po prawej stronie. Zmienić pas na autostradzie to gorzej
      niż w Polsce - nikt nie wpuści.

      Ale ja myślę, że to raczej odwieczna przyjaźń francusko-angielska się kłania a
      nic osobistego, bo jak jeżdżę polskim autem, to się bardzo przyjemnie jeździ.

      No i teraz rozumiem, dlaczego wszyscy moi znajomi Szkoci jeżdżący do Europy mają
      malutkie nalepki GB i wielkie naplepczyska ze szkocką flagą i napisem "Ecosse" wink
      • nanan1 Re: we Francji nie lubie... 14.03.08, 13:02
        mnie doprawadza do pasji to ich zupelnie nie przemyslane narzekanie na: system, Sarkoziego, kapitalizm, etc. Nie maja pojecia o czym mowia, ostatnio uslyszalam ze w Wenezueli to jest raj.

        W ogole Paryzanie to dosc smutni ludzie, w dobrym tonie jest miec focha. Za to tez ich uwielbiam zresztawink
        • moustilou Re: we Francji nie lubie... 14.03.08, 15:47
          chyba mnie prowokujecie smile chcialam poruszyc tylko lekkie tematy, ale jak wy
          tak z grubszej rury, to ja tez sobie ulze smile
          we Fr mieszkam od 4 mies, wczesniej 12 lat w Szwajcarii, wiec mam duzo uwag
          porownujac te 2 panstwa, ale na razie ugryze sie w jezyk, zeby za duzo nie
          marudzic, ale najbardziej przeszkadza mi nieuprzejmosc ludzi, w sytuacji kiedy
          ja jestem klientem, pacjentem, brrr

          dla mnie Paryz to jeszcze inna bajka smile ale moze tak jest po prostu w duzych
          miastach, nie wiem, ja z prowincji...
          a Paryz lubie i czesto jezdzimy 'rozerwac sie', na max 3 dni, pozniej z dzika
          radoscia wracam nad jezioro Leman smile

            • janou Re: we Francji nie lubie... 14.03.08, 19:25
              No to ja Ci odpowiem Feline na temet pacjentowwink
              Jak tu juz prawie wszyscy wiedza zyje od prawie 50 lat we Francji,od
              30 lat w tym samym malym miasteczku.
              Nigdy przenigdy nie narzekalam jako pacjentka wrecz
              przeciwnie;system francuski nie jest moze perfect na 100%,ale
              lepszego nie znam,a mialam niestety doczynienia w tej domenie kilka
              razy,i nie tylko ja,bo mam meza ,dzieci,dwoch wnukow i wnuczke.
              Lekarze czy prywatni czy w szpitalu,chirurgi tak zyczliwych
              przyjemnych ludzi nie spotkalam.
              Jeszcze kilka miesiecy temu mozna bylo zmienic jak sie chcialo
              lekarza rodzinnego,ni ja ni moja rodzina ni moi przyjaciele i znajomi
              tego nie robili,to chyba cos znaczy.
              Bylam tez kilka razy w szpitalu,kiedy czujesz sie bardzo zle,nie
              wybierasz,jedziesz do najbliskiego i w dodatek bylo to w Boze
              Narodzenie,bez zadnego przepisu,bez telefonu lekarza rodzinnego,
              byl chirurg na dyzurze,byl anesthésiste(coucou Feline)i operacja o
              18 godz.
              Jak to sie mowi we Francji pourvu que ça dure longtemps longtemps....
              • felinecaline Re: we Francji nie lubie... 14.03.08, 20:39
                Oui, ma chère, mais Moustilou se plaint de manque de politesse de la
                part des soignants (ainsi je l'avais compris, car elle s'exprime en
                tant qu'unepatiente).
                Mais nos patients sont bien souvent très impatients.
                Entre parenthèses: j'ai aussi quelques experiences personelles dans
                le rôle d'un(e) siogné(e) et je peux dire que j'ai été admirative
                devant la patience des...soignants.
                Et je fais de mon mieux pour l'être également.

            • moustilou Re: we Francji nie lubie... 14.03.08, 20:58
              wow, mam kumpli na dole na fondue, ale przy takim zainteresowaniu tematem nie
              moge sie oprzec pokusie zeby odpisac od razu!

              zgadzam sie z janou, francuski system nie jest taki zly a nawet calkiem dobry i
              ja wcale nie o tym.
              ja po prostu mialam pecha ze trafilam na wyjatkowo paskudna lekarke-alergologa,
              przez ktora mialam duzo problemow, a mogloby byc jeszcze gorzej gdybym nie
              trafila na MILA pania z jednego labo. temat jest dosc dlugi wiec nie bede
              przynudzac, ale jezeli cie to interesuje felinecaline, napisze na priva.
              po 2. nie wiem czy tutaj lekarze nie maja sekretarek i przez to nie maja czasu
              na telefony, ale jezeli dzwonie zeby sie umowic na wizyte, to chcialabym zeby
              choc przez 2 min ktos mnie wysluchal i zebym nie czula sie jak intruz.
              moze mam 'zle' przyzwyczajenia z CH.... gdzie przez 12 lat nikt mnie w taki
              sposob nie potraktowal jak tutaj prawie za kazdym razem.
              na razie jestem na etapie szukania lekarzy, wiec troche dzwonie po roznych.

              ogolnie nie jest tak zle! przypominam ze temat tego watku jest troche z
              przymrozeniem oka smile!
              pewnie ze w innych krajach bywa gorzej. zaraz mi ktos powie: nikt ci nie kazal
              przeprowadzac sie do Fr.
              jasne! ale nie o tym mowa...
              • ela.tu-i-tam Re: we Francji lubie lekarzy 14.03.08, 22:21
                Ja tez jestem stary Francuz, troje dzieci tu urodzilam, i kamienie
                nerkowe mi lassem wyciagnieto, noge mialam zwichnieta, corka
                zlamana, od strony meza w Correze byl lekarz, sa dentysci, wiec
                pelno wiadomosci z pierwszej lapy.
                Dodam ze zdazalo mi sie wziac moja s.p. Mamusie do dentysty czy
                okulisty, i jak dzis pamietam ze dentysta (drogi ortodentysta z
                Wersalu) jak go zapytalam ile jestem winna odpowiedzial ze nic.
                Okulista przy pierwszej wizycie - nowy pacjent, wiec trzeba miec
                stan wszystkigo - chyba z trzy kwadranse Mamusine oczy badal,
                wszystko - lekarstwo przepisal, wytlumaczyl mi dokladniutko jak z
                wzrokiem, co mam dalej. Za cene jednej wizyty.

                Francuski lekarz nie odpowiada na telefon - to wielka rzadkosc,
                naprawde urgence. Jesli jestem w takiej sytuacji ze musze to
                tlumacze sekretarce, i ona mi oddzwoni.
                Innymi slowy, jest dobrze ze lekarz nie siedzi przy telefonie, ale
                jest z pacjentami. Do rendez-vous sa sekretarki, i nikt nigdy u
                lekarza nie jest intruzem.

                • ela.tu-i-tam Re: we Francji lubie lekarzy 14.03.08, 22:25
                  Moge dodac tez o cenach. Otoz moja najstarsza corka mieszka w
                  Stanach od 6 lat. Za kazdym razem jak jest tutaj to idzie do roznych
                  lekarzy (juz sie zdazyli przyzwyczaic i daja mi rendez-vous prawie z
                  dnia na dzien). Pelna cena u francuskiego lekarze to jest ticket
                  moderateur w Stanach. Ubezpieczenie amerykanski mojej corki
                  powiedzialo jej ze zadnych rachunkow ponizej 100 dolarow to nie ma
                  co pokazywac, bo tego nie zwracaja.
                  • felinecaline Re: we Francji lubie lekarzy 14.03.08, 22:31
                    A juz mialam napisac: to moze na priva, bo tu nie bedzie to nikogo
                    interesowalo".
                    IOkazuje sie i z przyjemnoscia to stwierdzam, ze bylam w bledzie,
                    wszakoz gdybyco to priwa jest:
                    elka6@orange.fr
                    Wlasnie, tak, jak napisala Ela, po to mamy sekretarki_ i chwala Im
                    za to.Przez szacunek dla pacjenta, ktorego akurat mam w gabinecie
                    kiedy mi dzwoni telefon - a raczej: dzwonilby, gdyby nie Pani
                    Sekretarka.

                    • moustilou Re: we Francji lubie lekarzy 14.03.08, 23:49
                      cos czuje ze nie rozumiemy sie smile ja wlasnie pomstuje ze wszyscy lekarze nie
                      maja sekretarek, bo nie rozumiem jak lekarz moze przyjmowac pacjetow i
                      odpowiadac na telefony! oto chodzi ze w razie braku (jak u owej alergolog)
                      lekarz wykazuje brak szacunku dla pacjeta tego w gabinecie i tego przy
                      telefonie. ja nie rzadam bezposredniej rozmowy z lekarzem zeby wziac rdv, to byl
                      wlasnie dla mnie lekki szok...

                      nie twierdze tez ze WSZYSCY lekarze we FR sa nieuprzejmi, bo wszystkich jeszcze
                      nie znam smile
                      nie mam zamiaru atakowac calej sluzby zdrowia we Fr. tylko jezeli mi ktos bedzie
                      mowil ze jest pieknie i cudownie to tez nie uwierze, bo wiem ze moze byc lepiej
                      i przyjemniej. ostatnie 2 lata spedzilam niestety troche czasu w szpitalach
                      szwajcarskich na przeroznych badaniach i zawsze byly to wizyty bez zarzutu, po
                      prostu super. i nie wazne czy byl to wielki profesor czy poczatkujacy lekarz, z
                      takim samym szacunkiem do pacjeta. jezeli we Fr lubisz lekarzy to w Ch bys ich
                      lubila jeszcze bardziej smile

                      a jezeli chodzi o porody, to urodzilam 2 dzieci w CH i za kazdym razem jak widze
                      w tv porod we francuskim szpitalu ogarnia mnie lekkie przerazenie. dlaczego tak
                      bardzo medykalizuje sie porod? wszyscy w maskach, ubiorach sterylnych, itp. w Ch
                      wystarczy ze maz umyje porzadnie rece i juz. nie ma wiekszej umieralnosci
                      niemowlat i matek z powodu braku sterylnosci, jedynie przy znieczuleniu
                      anasteziolog mial maske itp normalka (ach, co za cudowny zawod, a jaki
                      potrzebny, szczegolnie przy porodzie smile!!)

                      co mnie jeszcze przeraza- terminy! miesiac i wiecej na wizyte u specjalisty ( a
                      wiem z opowiadan ze moze byc gorzej)

                      coz, gdybym przeprowadzila sie bezposrednio z Pl czy USA moze nie mialabym
                      takich zarzutow.
                      pewnie, w CH ubezpieczenie kosztowalo nas duuzo drozej, sa tez duze franchise,
                      przez 2 lata na moje badania musielismy wydac ok 3000 euro z dobrym
                      ubezpieczeniem, takze pod tym wzgledem FR wychodzi na plus!

                      ale wciagnelyscie mnie w dyskusje ktora nie jest do tematu! bo nie chodzi tu o
                      robienie procesu francuskim lekarzom.
                      na razie takie sa moje doswiadczenia, mam nadzieje ze to sie zmieni, bo
                      zapuszczamy (tzn ja, maz juz ma) tu korzenie na dlugo, zeby nie powiedziec ze na
                      zawsze, bo z tym nigdy nic nie wiadomo....

                      • felinecaline Re: we Francji lubie lekarzy 15.03.08, 21:51
                        Zycze Wam, by gleba, w ktora korzenie zapuszczacie byla Wam
                        przyjazna i okazala sie zyzna.
                        Jesli chodzi o lubienie - nielubienie lekarzy - to nie chodzi mi o
                        to, czy spoleczenstwo ich "lubi" ale jakie jest zdanie ludzi spoza
                        srodowiska - tak na prywatny uzytek.
                        Co do "medykalizacj porodo" - tivizja zazwyczaj pokazuje przypadki
                        wychodzace poza "banal" zwyczajnej, niepowiklanej ciazy.
                        Stad na osobie nieprzyzwyczajonej wrazenie"przesady".
                        W konkretnych pokazywanych przypadkach z pewnoscia zachodzily
                        pzeslanki, zeby ze wzgledu na bezpieczenstwo tak parturientki jak i
                        noworodka podjac wszelkie mozliwe srodki ostroznosci.
                        Gratuluje potomstwa i spokojnej, prawidlowej ciazy.
                        Jesli trzecia rowniez taka bedzie, czego szczerze zycze i we Francji
                        bedziesz mogla rodzic w bardziej "naturalnych" warunkach, jest to
                        mozliwe tak w panstwowych, jak i zwlaszcza prywatnych "maternitées.
                        Co do "szacunku i przystepnosci lekarza dla pacjenta - smiem
                        twierdzic, ze im wieksze doswiadczenie tym rzeczony medyk mniej
                        odgradza sie od delikwenta pozorna nieprzystepnoscia a uprzejmym
                        jest sie chyba niezaleznie od zawodu i pozycji w tymze.
                        Co do dekretarek - to istoty z krwi i kosci, ktorym tez zdarza sie
                        nieobecnosc w pracy (choprba, wakacje itepe).
                        Na ogol wszystkie gabinety maja, ieraz coprawda 1 na kilku lekarzy,
                        co moze okazac sie nie dosyc.
                        Okres oczekiwania na konsultacje specjalistyczna? W prywatnym
                        gabinecie " w miescie" miesiac to jeszcze nie dlugo.
                        Radze przyjac system: konsultowac u specjalistow szpitalnych,
                        proszac o onsultacje w "sécteur privé" - terminy o wiele krotsze a
                        koszt i tak pokrywaja Sécu i Mutuelle.
    • alicez Re: we Francji nie lubie... 16.03.08, 10:10
      Ja nie w medycznym tamacie ale wracam do pytania. Ja nie mogę
      zrozumieć wszechpanującego kłamstwa. Francuzi kłamią w żywe oczy.
      Zarówno w rozmowach prywatnych "wciskają kity" a już w interesach to
      istna plaga. Najciekawsze jest to, że sa to kłamstwa, które można
      łatwo udowodnić, np: wysłaliśmy przelew we wtorek, tydzień później
      nic na koncie, dzwonię i słyszę: je m'en occupe tout de suite a ja
      mam ochote powiedzieć, że to samo słyszałam tydzień temu a jeszcze
      kilka dni wczesniej, że pieniądze wyszły. Takich kłamstw moge
      przytaczac na pęczki. Kiedys czekałam na info od jednego Francuza a
      on mi na to, że kilka dni temu zostawił wiadomośc na mojej komórce.
      A ja nie mam messagerie... I tak dalej i tak dalej...
      No i to przekonanie o wspaniałości i nieomylności i najlepszości...
      A padłam jak ostatnio usłyszałam, że 8 maja Francja świętuje
      ponieważ, uwaga cytat, nous avons gagné la guerre...
      moustilou - maczanie bagietki w kawie i pływające po niej tluste
      maślane plamy przyprawiaja mnie o mdłości.
      • ela.tu-i-tam Re: we Francji nie lubie ... maczanie bagietki 16.03.08, 10:44
        alicez napisała:

        > moustilou - maczanie bagietki w kawie i pływające po niej tluste
        > maślane plamy przyprawiaja mnie o mdłości.

        Ah, to to male piwo.
        Dawno temu, na samum poczatku mojego pobytu we Francji, przez jakies
        pol roku zarabialam na studenckie zycie w Paryzu pilnowaniem dzieci
        po szkole. Dwoch chlopaczkow, 4 i 8 lat, odbieralam ze szkoly o
        16:30, wracalismy do somu, robilam gouter, a potem zabawy i reszta.
        Rodzina wrocila ze Stanow, gdzie dzieci sie przyzwyczaily do picia
        lodowatej coca-coli (z kawalkami lodu), i do jedzenia tostow (czyli
        chleb na ogol ta wata w plasterkach, przyrumiona w tosterze).
        Otoz moje chlopaczki moczyly cieple tosty z maslem w lodowatej coca-
        coli. I widzieli oczywiscie ze ja slabne na sam widok, wiec tym
        wiecej mieli zabawy.
    • lamuseverte Re: we Francji nie lubie... 16.03.08, 23:42
      Bonjour smile Ja się mogę podpisać pod: 1. Paryską nieuprzejmością, 2.
      Hipokryzją, ja wiem , że to kwestia postrzegania, kultury etc, ale
      to właśnie ta hipokryzja i poczucie wyższości przyprawiają mnie o
      mdłości. Co do bagietki/rogalika maczanego w kawie to akurat się
      przyzwyczaiłam, nawet do tego , że piją tą kawę z miseczki a nie jak
      większość ludzkości z filiżanki smile
      • koralka Re: we Francji nie lubie... 23.03.08, 14:31
        widze, ze wszystkim nam nie podobaja sie podobne rzeczy:dla mnie
        najgorsza jest ta hipokryzja, tutaj nikt nie nazywa "kota kotem"...
        brak odwagi?
        co do lekarzy, to na prowincji ich po prostu brak, brak dobrych
        specjalistow! na wizyte u okulisty czeka sie ok. roku! ginekologa: 6
        m-cy, i to niezaleznie czy prywatnego czy w szpitalu.
        do ciaglego calowania chyba nigdy sie nie przyzwyczaje i jestem
        raczej uwazana za osobe " niesympatyczna?", bo nie caluje sie ze
        wszystkimi kolezankami, sasiadkami itp.
        maczanie bagietki brrr, moj syn macza jak tatus, corke z kolei
        obrzydza to jak mnie.
        ale i tak tu lepiej niz w polsce, gdzie jest wiecej zwyczajow,ktore
        mi sie nie podobaja...
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka