al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 14:51 Ze stoków dalekich gór spływała ku dolinie jasność poczętego dnia. Leniwa, przeróżowiona poblaskiem młodego słońca, majestatyczna i pieszczotliwa. Budziła świat odwiecznym rytmem powrotów i witana odgłosami różnorodności życia sunęła bezszelestnie ku swojemu początkowi... ....i tak jest, że koniec często jest początkiem ....że jedno z drugim się przeplata przenika w jednoczesnych marzeniach o tym co ma być Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 14:53 I zastanowił się Chłystek głęboko, myślał o ogromnych zapasach miodnego napitku i spoglądając nań wiedział, że dopóki Źródło nie wyschnie, zawsze pocieszyć się nim mógł będzie i nie tylko on, ale każdy kto pić z niego potrafi. I wiedział, że Źródło wieczne było, bo moc w nim przetrwania była i właściwość wiecznego się przejawiania... A Mędrzec spojrzał ku Chłystkowi, kosturkiem w ziemię cicho puknął i głowę lekkim ruchem skłoniwszy odszedł powolnym krokiem we wspólny świat krewniaczy. A gdy motyl miód z brzegu szklanki spija i w tęczy skrzydeł umieszcza, sieje pył wieczności w źródle człowieczej wszystkomożebności... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 14:55 A Chłystek spoglądał w mizerny płomyk kaganka. Ciemniało. Dźwięczność życia topniała w obejmującym go granacie nadchodzącej nocy. Pomiędzy konarami akacji smętolił swoją pieśń samotny komar. Cień, zwabionej światłem ćmy, pomykał wśród deszczu bezszelestnie opadającego kwiecia. Spokój był, głęboki, gwiazdami rozmigotany. Być może gdzieś daleko zaszczekał pies, może był to tylko zgrzyt kół spóźnionej furmanki, być może trzaśniecie drzwiami, albo odgłos dawno przebrzmiałego śmiechu. A gdy uronione przez liście krople wilgoci, ledwo widoczny już płomyk musnęły...zgasł i oddech swój dymny, ostatni, z wiatrem pomieszał...drgnął Chłystek, oczy przetarł. I jak myślicie, czy był szczęśliwy? I nie żal rozerwanego sznura korali nawet na kolanach z pochyleniem czoła nizać go Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 14:57 Odsunąłem talerz z niedojedzonym spaghetti. Na rdzawych resztkach pomidorowego sosu połyskiwały żółtawo oka tłuszczu. Na pewno wołowego, w tym lokalu oszczędzali na oliwie. To chyba przez ten tłuszcz straciłem apetyt...a może przez nieciekawe dźwięki płynące od strony kuchni. Przypominały odgłos wyżymania brudnych ścierek, woda pluskała ciężko i jakby lepko. Nikt tego nie słyszał oprócz mnie. I tak o tej porze przesiadywało tu niewielu klientów. Robotnik w poplamionym kombinezonie, w skupieniu i szybko, pałaszujący frytki, podczas gdy w stojącej obok szklance piwa, powoli, kurczyła się piana. Jakaś, zapatrzona w siebie, parka tuż obok drzwi. Ona z bałwochwalczym wyrazem uwielbienia w oczach, on z pewnym siebie uśmiechem podmiejskiego podrywacza. Pod ścianą, znany mi już, student konserwatorium muzycznego przerzucał pomięte kartki pełne bazgrołów nut i co chwilę zerkał w, sieczone gęstym śniegiem, okno. Już trzeci tydzień przychodził tu czekać, zawsze o tej samej porze, zawsze w tej samej, wyświechtanej kurtce i słuchawce w jednym uchu. Pewnie słuchał coś rytmicznego, gdyż chwilami poklepywał szybko kolano i cmoktał raptownie powietrze, aby zaraz potem powrócić do swoich nut i tęsknego wypatrywania. Obok prowadzących donikąd schodków, na nieprzyzwoicie wysiedzianym fotelu rozparła się teściowa właściciela. Kołysała się w półśnie pochrząkując gwałtownie, potężny biust falował chaotycznie. Jej syn, także okazałej postury, powolnym i znudzonym ruchem wycierał szklanki. Wszystko przenikał duszący zapach dymu z papierosów, od strony toalety powiewało chlorem. To był mój wieczór, jeden z wielu przed i jeden z tych, co miały jeszcze nastać. Robotnik zje swoje frytki, student nie doczeka się na dziewczynę, ani teraz, ani za miesiąc. Zakochana parka zakończy ten dzień dzikim seksem, pojutrze nie będą już nic o sobie wiedzieć. Będzie dobrze, jeżeli teściowa pójdzie wcześniej spać i nie zrobi, jak zwykle, awantury... Wstając od stołu szurałem mocno krzesłem. Chyba chciałem inaczej zaakcentować codzienność. Nic się nie stało, właściciel nadal nudził się przy szklankach. Odszedłem w swoją samotność zabierając ze sobą obraz porzuconej na obrusie, złamanej wykałaczki... ...A Chłystek pokiwał tylko głową...tylko na taki gest mógł się zdobyć Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 14:58 Ale wnet uniósł Chłystek głowę, uszy ciekawie nastawił. Z daleka odgłosy radosne dochodziły. Słyszał warkot bębenków i przeciągłe kwilenie piszczałek, rytmiczny brzęk tamburynu i wesołe przytupywanie. I wnet potem, gdy muzyka głośniejszą się stała, wysypał się na ulicę korowód odświętnie przybranych mieszkańców. Nie spieszyli się, mieli czas. I radość mieli w obliczach, a w stopach ochotę wielką do plasów wszelakich. Stukały w głośnych toastach, miodnym napitkiem napełnione puchary. Wiatr tarmosił lekkie i oślepiająco białe, lniane togi i zwiewał płatki róż z przystrojonych, kwietnymi wieńcami, głów. Weselisko to było...a może rocznica, świętowanie ważnego wydarzenia? I wiedział Chłystek. Ile istnień na ziemi tyle świętowań...każdy ma swój dzień. Ciężki wybór dawania; słowa, zapach kwiatu, dotyk pąka jabłoni czy klejnoty, porannej rosy kryształy, co w sobie tęczę wiosny rozsypały... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:00 No tak, no tak...no tak. Stali całą gromadą niczym, ciasno zbite ze sobą, stadko owiec. I stali tak od dłuższego już czasu, popatrując na siebie bezradnie, z poszarzałymi twarzami, niezdolni do wykonania najmniejszego, celowego ruchu. W powietrzu unosił się gryzący swąd spalonych przewodów i było zimno. Tego chłodu nie odczuwali. Nie był ważny, nie miał znaczenia w obliczu nieopisanego. Nie czuli bezlitosnego wiatru kąsającego skórę sinymi śladami, ani ostrych, zmrożonych grud ziemi pod stopami i powtarzając bezustannie te same słowa nie rozpoznawali swoich twarzy.Spoglądali na dziki obraz przed sobą, spoglądali z uporem, w wytężonym skupieniu i bez zrozumienia. Całą grupką, jednocześnie, jakby pchnięci niewidzialną ręką, odsunęli się na bezpieczna odległość od wijącego się w szaleńczych podrygach, skrzącego kabla..aż do momentu, gdy plując fioletowym światłem zanurzył się z głośnym sykiem w na pół zamarzniętej kałuży. Najmłodszy chłopiec ożywił się nieco. Kierowany, mętnym zapewne, wspomnieniem położył palec na wydętych do dmuchania wargach, lecz zdobył się tylko na jękliwe, starcze westchnienie. Stali coraz bardziej skurczeni w sobie, mała grupka w obliczu przerastającej ją grozy zgliszcz i zaprzepaszczonego na zawsze szczęścia.... Gwałtownie wykrzyczany lament, spazmatyczny i rozpaczliwy, rozbębnił spopielałą pustkę. W tym samym czasie, nawet mgnieniu oka, wszędzie, tysiące ludzi opłakiwało swoje tragedie. .....Spoglądał Chłystek na swój czysty świat. I wiedział, że nie tylko nieszczęście panem jest wszechrzeczy. W tam samym czasie, nawet mgnieniu oka, wszędzie, tysiące ludzi świętowało swoją radość. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:02 Spoglądał Chłystek ponad głowami szczęśliwców, hen do krainy nieszczęścia. Zawodzenia słyszał, wzajemne oskarżenia, lamenty i okrzyki rozpaczy. Słyszał, głową kiwał, łza w oku ostrą solą piekła...współczucia był pełen i dlaczego pytań. A przecież wiedział, że ogromu cierpienia, żaden człowiek pojąć w pełni nie potrafi, dopóki nieszczęście jego samego nie dotknie, dopóki własne ciało rany głębokiej nie dozna, a ręka nie dotknie łez najbliższych. I na nic prawda, że gdzieś ktoś w radości tańczy, że dziecię się rodzi, że dwoje młodych miłość sobie wiekuistą przysięga, lekarz-cudotwórca, w karkołomnej operacji, gasnący płomyk nowym życiem rozdmuchuje, a gdzieś daleko biegacz pobił nowy rekord świata. Z radością i szczęściem nie trzeba się godzić...z nieszczęściem tak....może kiedyś ....w ciszy. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:04 I smucić się nie trzeba kaprysami rzeczy, a podać w koszyku świętości dnia tego, ręka machnąć i w rozturlanym śmiechu skrzatopodgrzybnych bajek poszukać.... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:06 Z rosnącym zainteresowaniem przyglądali się poczynaniom Kucharza. Uchodził za najlepszego w swoim fachu. Oczywiście wizyta w jego miniaturowej restauracji kosztowała niebywale pieniądze, a termin godzinnego pobytu trzeba było rezerwować ponad rok wcześniej. Już od miesiąca spoglądali z utęsknieniem na, zakreśloną czerwonym mazakiem, datę w kalendarzu. Spoglądali na nią z uroczystym rozrzewnieniem, nabożeństwem prawie, gdyż to ona zapoczątkować miała przełom w ich szarym życiu. Siedzieli wiec wygodnie na wysokich stołkach z miękkimi oparciami, każde z nich w uroczystej pelerynie z ledwo widocznymi wycięciami na ręce...zupełnie jak para po przeciwnej stronie, a jednak z małą różnicą. Tamci mieli srebrne przepaski na głowach - pewnie zamówili droższe menu. Wiadomo, Najwyższa Sfera. Pomimo bojaźliwego szacunku dla pozycji, On skłonił w Ich kierunku głowę i wstrzymując oddech marzył, że mu odpowiedzą. Odpowiedzieli. Ostatkiem sił zapanował nad potokiem czołobitnych słów i tylko, z najwyższą godnością, przymknął potakująco powieki. Kolana mu dygotały pod długą peleryną, u swojego boku poczuł, buchające nagłym, przepoconym ciepłem, ramię. Ona także ledwo nad sobą panowała, ale miesiące treningu, przygotowań do stosownych reakcji na każdą, najbardziej niewiarygodną nawet sytuacje, robiły swoje. Nadal siedzieli spokojnie, z wyniosłą obojętnością, a przecież za szeroką, pancerną szybą zbierało się coraz więcej widzów. Do rozpoczęcia, do gongu brakowało zaledwie parę minut, a tutaj rozstrzygała się ich przyszłość. Nareszcie Kucharz zakończył Ceremonię Wstępną, okadzanie i mantry, po czym pokropił ich pokornie schylone głowy wodą z Biotopu Sugesty - to też miało swoją cenę, jako że był to jedyny wyświecony biotop w Kraju. Kobieta po przeciwnej stronie kichnęła znienacka. On nie zareagował najlżejszym nawet drgnięciem, pomimo że zachowanie jej, w tym otoczeniu, oznaczało punkty karne na Liście Grzechów Higienicznych i poważne konsekwencje...gdyby tylko nacisnął przycisk meldunkowy. Minutę potem, pierścień Mężczyzny błysnął Światłem Wdzięczności, a On wiedział już z całą pewnością, że oto otworzyła się przed nimi brama do Najwyższych Sfer i tym samym do przywilejów, tytułów funkcyjnych, sypiącego się bogactwa i inhalacji powietrzem z okresu prekambru...dwa razy do roku! Był tak zachwycony i, dzięki Bogu, tym zachwytem tak sparaliżowany, że bez zdziwienia przyjął z rąk Kucharza, wyśpiewaną przeraźliwym altem, potrawę... ......Rybie udka. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:07 Najważniejszą właściwością lotu, np. ptaka, jest to, że odbywa się w powietrzu, ponad naszymi głowami. I nie ma znaczenia na jakich wysokościach się odbywa, pozostaje lotem - nigdy ruchem naziemno pełzającym. Ileż marzeń człowieczych z lataniem się wiąże i jakże często słów pochodnych do wyrażania wzniosłości, niezwykłości używamy: lotny umysł, lotna myśl, wzlatywać na wysokości. Wszystko wiec, co ponad przeciętne, umiejscawiamy ponad naszymi głowami. Wszystko, co ponad przeciętne układamy na ołtarzu wysokości, aby w należnym uznaniu wznosić ku temuż oczy, przykładem się budować, a może też do niego wnosić...cegiełkę dokładać w budowie człowieczego wizerunku. I nie raz mur, w posadach mocno stojący, w Ścianę Płaczu się zamieni, nie raz szara patyna, uporczywa, przebić się nie dozwala, zniechęca, bojaźnią napawa....Aby w chwili, która już dawno zaistnieć miała, ale dopiero teraz i właśnie teraz w szerokiej świadomości się objawiła, buchnąć światłem odkrywczym i w poświecenia odważnym. ....bo w każdym locie nie tylko bezgraniczność, ale i nadzieja odwieczna się kryje A Chłystek aż po kolanach z uciechy się poklepał, a widząc w trawach wilgotny ślad ślimaka pomyślał, że jednak i w pełzaniu różnorodność się przejawia i jakże lotne myśli określić bez porównania z tymi, które się ślimaczą Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:08 Poruszam się z wolna w pianie zbitego na kwaśne jabłko dnia, w skundlonych chwilach padania na twarz, marionetkowej grze w dwa ognie. .....poruszam się z wolna gotowy do skoku nibydrapieżnika, jakże śmiesznie rozpaczliwego, bezpazurzastego i w ślepo... Nie każdy jednak dzień beznadzieją oddycha i po zachmurzonym jasny przychodzi. I gdyby Chłystek za Scarlett powtarzać lubił, powiedziałby jej słowa.... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:10 Tej nocy niespokojnie wyły psy. Rozpoczął stary, obolały od reumatyzmu, owczarek niemiecki, lecz jego krótkie szczekniecie zabrzmiało raczej jak ostrzeżenie. Natychmiast odpowiedziało mu parę skowytów wykończonych gwałtownym ujadaniem i trwało to, z małymi przerwami, aż do brzasku. Cisza zapadła raptownie, tak głęboka, że po paru minutach stała się wręcz przykra. Zdawało się, że nawet wiatr ustal, aby po pewnym czasie poruszyć niezdecydowanie gałązkami akacji. Sypnęły się skąpym deszczem resztki przywiędłych kwiatów, ale po raz pierwszy nie wplatały się we włosy Chłystka. Nie siedział tego ranka na swojej ławeczce. Pozostał dłużej w domu, ciągle w półśnie, gdyż większość nocy niespokojnie wsłuchiwał się w ciemność i prorocze wizje nie pozwalały zamknąć mu oczu. Nawet miodny napitek nie podziałał jak zwykle. I stało się, że kilka minut po wschodzie słońca rozległ się w miasteczku dźwięk Wroga. Był to odgłos złośliwie chaotyczny, ociekający szarością, napastliwy. Uniósł Chłystek głowę i wiedział, że także inni czoła śmiało odkryte w tym samym kierunku zwrócili. I cóż z tego, że odgłos Wroga tornadem szaleńczym skrzyżowania głównych ulic nękał, plewy jałowego ziarna nawiewał...mury stały i pękać nie zamierzały. Nie raz jeszcze ostry kamień weń uderzy i odbity bezradnie się potoczy, nie raz jeszcze rysa, tępym gwoździem nakłuta, sprzeciw wzbudzi.... W porze sjesty zamilkło psie skomlenie. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:11 Myślę o Tobie niezaprzestannie, porywczo. Rozpatruję wielostronnie każdą chwilę wydobytą z otchłani przemijania, gdzieś między nami, pomiędzy czasami pasm możliwości splątanych w uścisku przeznaczenia, okrutnego, bez duszy i bez przyszłości. Myślę jednak, wybieram klejnoty z echa dawnych głosów i ciągle wspominam ten wyjątkowy zapach kobiecych włosów... Rozrzewnił się Chłystek w tych wspomnieniach i odnalazł w nich płomień niezniszczalności. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:13 A jako, że jabłoń do kwietnego skoku się szykuje i wiosna żółtym pyłem zakamarki wypełnia, głaszczę nieodmiennie przędzę jedwabiu w lotnej myśli, i rozjaśniam pomrok samotności... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:15 Gdyby wzięła pod uwagę pozornie senny wiatr, który już od samego rana czołgał się po okolicy, ciepły i duszący niczym czad, przygotowana by była na to, co nastąpiło potem. Tuz po śniadaniu pobiegła do ogrodu podlewać kwiaty. Jeszcze żyły, pomimo że spękana ziemia łapczywie wchłaniała każdą kroplę wilgoci i nadal pozostawała sucha jak pieprz. Stała wiec nieruchomo, z wężem w dłoni, i bezmyślnie spoglądała na srebrzysty strumień wody, potem posuwała się automatycznie krok dalej, następny krok...do płotu, z powrotem. Powietrze zaczęło pachnieć wilgotną ziemią, ale tylko na moment, gdyż parę chwil później potężny upał zadusił i tę odrobinę świeżości. Zegar na dalekiej wieży zaczął powolnie wybijać godziny. Liczyła machinalnie. Dziewiąta. W trakcie zwijania węża myślała, że musi pojechać do miasteczka. Należało uzupełnić zapasy w lodówce i Eryk napomknął wieczorem, że ma gdzieś obiad i kolację, a na to konto chce lody, wyłącznie lody. Malinowe. Innych nie uznawał. Zastanawiała się właśnie czy płacić kartą, w portmonetce miała trochę drobniaków i jakiś mały banknot, a ze względu na upały, sklepikarz bezczelnie żądał wygórowanych cen za niemal wszystko...układała w głowie plan podlewania warzywniaka i kolejność zakupów, i treść maila, z którym już od tygodni zwlekała. Doszła też do wniosku, że nowa torebka jak najbardziej pasuje do wydeptanych już trochę sandałów. Były wygodne i tylko w nich czuła się bezpiecznie prowadzać samochód. I w tym samym momencie, jeszcze zanim doszedł jej uszu huk pękającej pinii, ujrzała kłęby dymu, koszmarnie rozdygotane w drgającym od gorąca powietrzu. Tyle już razy słyszała porady burmistrza na wypadek pożaru lasu, teraz nie pamiętała żadnej. Jedyne co czuła, to lodowate stróżki potu obficie płynące po plecach i dziwne mrowienie w palcach. I wielkie zdziwienie, że jednak się stało, i coraz większą wściekłość na Eryka, który bełkocząc coś niezrozumiałego, kręcił się bezsensownie obok taczki, a w pewnej chwili, wywracając oczami, zwymiotował prosto na jej ulubiony krzak pnących róż. Wstrząsnęło nią z obrzydzenia. Czegoś takiego mogla się spodziewać, nigdy nie było z niego pożytku. Wstrzymała się, aby go nie zdzielić wężem po głowie i warcząc jak zły pies kazała mu wsiadać do samochodu. Wykonując jej rozkaz uśmiechał się z ulgą, szczęśliwy, że ktoś podjął za niego decyzję. Rozejrzała się dookoła. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie i jedyna droga musiała, w międzyczasie, być już nieprzejezdna. Szkoda, że nie wzięła pod uwagę porannych zwiastunów katastrofy, straciłaby tylko dom. Teraz trzeba było walczyć o siebie... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:16 A gdy majowe brzaski w słodkim rozpanoszeniu szmaragdowy półmrok kniei rozgarnęły, rozkedzierzawiać paprocie się poczęły. Alabaster konwaliowych dzwonków, pocałunkiem słońca muśnięty, rozperlił woskową duszę i poranna głuszę zapełnił darem upojnego pachnidła. Wierzba, w wiotkich pląsach roztańczona, jeziorne fale wygładza i nie płacze, smutków nie sieje , bo gdy z majowym wiatrem świat się na nowo odradza, uśmiech sam się pojawia I śnił to Chłystek, i marzył o tym aż do zmroku, aż do momentu, gdy chłodniejszy wiaterek przypomniał, głuchym strzykaniem, niezbyt już młode kości. Pomyślał, że być może okłady z Zajęczej Skórki coś na tę dolegliwość pomóc by zdołały, lecz zdecydował, że o wiele przyjemniej przytulic się będzie do ciepłego kociaka Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:21 Przestał śnić 23 czerwca. Pamiętał dokładnie tę datę, tym bardziej, że tego dnia, z głośnym hukiem, zawaliła się stara szopa Macieja. Co prawda przepowiedział, że stanie się to z jego domem, a przyczyną będzie podwójne uderzenia pioruna, nie mniej od prawdy dzieliło go tylko banalne 20 metrów i w związku z tym większość sąsiadów spoglądała na niego z lękliwą czcią. Poczałkowo odczuwał coś w rodzaju zadowolenia, przyjmował przyjacielskie poklepywania po plecach i zakrapiane kolacje, zaciekawionych jego przepowiedniami, samotnych wdów. Żadną nie był zainteresowany, nie potrafił, wolał żyć wspomnieniami o Magdalenie. I dlatego potrzebował swoich snów. Odeszła przed laty, tak samo cicho, jak przyszła, aby po paru miesiącach wypowiedzieć nieśmiałe "tak" i złączyć się z nim na zawsze. Nie dotrzymała słowa, a raczej los, w swojej bezwzględnej niesprawiedliwości, uderzył w najmniej spodziewanym momencie, a karetka pogotowia przybyła zbyt późno. W początkowym otępieniu spędzał całe godziny wpatrując się bezmyślnie w otwartą szafę z jej garderobą i wdychał, z każdym dniem słabszy, zapach perfum. W łazience, jej kosmetyki pokrywały sie coraz grubszą warstwą kurzu, nie ruszył ich jednak nawet o milimetr. Tylko raz, w odruchu desperacji, wyrzucił do kosza sypiące się z pękniętego opakowania, waciki i długo nie mógł się uspokoić, gdyż wydawało się jemu, że popełnił czyn haniebny. Parę miesięcy pozostawił na łóżku, obok swojej, jej poduszkę i w momentach złudzenia starał się wychwycić kołyszący nią oddech, aby nad ranem budzić się wtulony w chłód mokrej od łez poszewki. Przeraził się, gdy któregoś dnia zapomniał kształt jej uśmiechu, miękki ton głosu, gdy wolała go przez okno...kochanie. Zamazały się ślady palców na starym wazonie z Murano, zapach perfum stal się niewyczuwalny, a jej ulubiona filiżanka, nieopatrznie strącona ze stołu, rozsypała się w setki ostrych okruchów. Skaleczył się, ból trochę go otrzeźwił, ale też zabrał ostatnie wspomnienie dotyku jej dłoni. I wtedy pojawiły się sny. Wyraziste, piękne, stały się najbardziej realną częścią jego życia. W nich był naprawdę sobą. przychodził wieczorem do domu, pospiesznie łykał, przyniesioną w papierowej torebce, kolacje i skracając do minimum wieczorną toaletę rzucał się z niecierpliwością na łózko...i czekał. Zwykle przychodziła do niego w aureoli łagodnego światła, zawsze w tej samej, zwiewnej, pastelowej sukience, spoglądała mu z nieśmiała zalotnością w oczy, po czym, ruchem pełnym wsparcia, ujmowała jego dłoń i rozpoczynali wędrówkę przed siebie, całą noc. Otaczało ich nieskazitelne piękno, nie zwracał na nie uwagi. Widział tylko ją. I upajał się bezustannie jej tanecznym krokiem, cichym, kojącym głosem, uśmiechem tak łagodnym i świetlistym, że widząc go zapominał ze wzruszenia oddychać. Był bezgranicznie szczęśliwy i nigdy nie pomyślał, że to także może się kiedyś skończyć. Przestał śnic 23 czerwca, Magdalena zniknęła. Miesiąc po zawaleniu się szopy Macieja zrozumiał, że sny nie powrócą i po raz pierwszy od dłuższego czasu spojrzał w lustro. Nawet uśmiechnął się lekko do tej obcej twarzy straszącej obwisłymi powiekami i posiwiałą, na oślep przyciętą, brodę. Uśmiechnął się jeszcze raz i, wsłuchując się jak urzeczony w krótki skowyt własnego szlochu, szarpnął klucz apteczki. Dopiero, gdy był już na skarpie wstrzyknął sobie podwójna dawkę. Tu było ich ulubione miejsce. To tu, po upojnej, lipcowej nocy, marzyli o przyszłości wspólnego dziecka, którego jednak nigdy się nie doczekali. Szeptali życzenia spadającym gwiazdom, spoglądali na odpływające wraz z falami wianki....co rok, w każdą Noc Świętojańską. Tej nocy siedział na zrębie skarpy sam, nieopisanie zmęczony. I gdy w złudnym majaku pojawiła się nareszcie postać Magdaleny, po raz pierwszy nie zwrócił uwagi na jej pomocną dłoń...Odepchnął ją Chłystek zastanowił się krótko, a chwilę potem pogroził mi żartobliwie palcem -Ej Krystku, Krystku, jeżeli nadal będziesz pisał takie rzeczy, to jeszcze ktoś pomyśli, że chandryczysz, albo że lubisz pleść niestworzone rzeczy. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:22 Ja jestem Danek, oooo, największy samochwała i najmilszy smok... ....śpiewali rówieśnicy z mojego dzieciństwa. Oczywiście, nikt z nich Dankiem nie był, a tym bardziej smokiem, ale w tym momencie, dla zabawy, przybierali to imię tak, jak my tutaj przybraliśmy nicki. Nie znam nikogo z Was, z żadnym z Was nie zamieniłem prywatnie słowa i od nikogo nie wymagam ujawnienia prawdziwego imienia. Cóż to dać może, czegóż więcej się o Was dowiem? A ja? Mógłbym także zaśpiewać... Ja jestem Chłystek, oooo, najmilszy Chłystek i dziwaczny Krystek ojojojoj... Powiem jedno. Na tym wątku pojawiam się od początku i jedynie pod nickiem Krystek fabuloso, ale gdybym go nawet zmienił, pozostałbym tylko i wyłącznie sobą Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:24 Wolnym krokiem posunął się Czarownik ku środkowi areny. Poprawił złociście rozgwieżdżone, granatowe niebo swoich szat, po czym, uroczyście chrząkając, uniósł ponad głowę czarna różdżkę, pokaźnych rozmiarów. Widownia wstrzymała oddech. Tylko staruszka w pierwszym rzędzie chichotała nerwowo i powiewała, nie wiadomo dlaczego, białą chusteczką. -Abrakadabra - zagrzmiał głos Czarownika - Abrakadabra i Simsalabim, i Raz, dwa, trzy !!! I w tym samym momencie zamienił się w goryla. Zamiast różdżką wywijał sporą gałęzią i wyraźnie celowa bananem w staruszkę. Na arenę wpadł lew. Rozejrzał się groźnie wietrząc krew, już miał skoczyć w kierunku wyznaczonym lotem skórki banana, gdy w połowie drogi opadł miękko na ziemię i przebierając szybko łapkami szerzył zęby w króliczym grymasie. -Abrakadabra - skandował goryl głosem Czarodzieja..jak gdyby nigdy nic -Simsalabim - zaryczał królik i aż przysiadł, wystraszony jego lwim tonem. -Raz, dwa, trzyyyyyyyyyy - kwiczało prosię wzbijając się przy ostatnim słowie w powietrze i zawodząc śpiewnie do wtóru swych skrzydełek komara. Widownia wpadła w panikę. Niektórzy spoglądali ze strachem na swoich sąsiadów w bolesnym oczekiwaniu na...kły, pazury, uśmiech nimfy, zeza, twarz modelki albo mordercy...w wyczekiwaniu na kogoś innego. -Abrakadabraaaaaaaaaaaaaaaaa - wrzasnął goryl ......i było tak, jak było Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:25 Szyny. Szyny kolejowe. Rytmiczny stukot metalowych kół. Ostry zapach oleju, ciepłej rdzy, panoszącej się na trasie kocanki i rozkładających się od lat ludzkich wydzielin. Stukają koła, zgrzytają na zakrętach, niosą i splatają ze sobą ostatnie jęki losu tego, co położył się na torach. Z własnego wyboru? Dlaczego? I tego, popchniętego siłą rozbestwienia duszy. I tego, miękko przyduszonego alkoholową pomroką. Tego, co się potknął, co w nocnym zobojętnieniu samochodem najechał znaki drogowe pomijając. I tych, niczym snopy bezwładne, rozrzuconych w grozie katastrofy. Tylko ten, co spojrzał wie, co się w nim samym dzieje. Tak Krzysiu powiedział. Przed laty, początkującym studentem będąc, słuchałem opowieści naocznego świadka. Lata siedemdziesiąte. Wielka katastrofa. Pociąg, poprzez noc rozespanych pasażerów niosący. Parę sekund, przechodzącego ludzkie pojęcie, przerażenia....i rozlewająca się w setkach jęków boleść. Pomoc przyszła dopiero po dwóch godzinach. Zbyt późno, aby ratować wielu czepiających się rozpaczliwie krawędzi życia, tamować krew, ratować przed uduszeniem, odebrać dziecko przedwcześnie rodzone przez kobietę ze zmiażdżonymi nogami....Tego wszystkiego dokonała moja koleżanka. Potłuczona, zakrwawiona, czołgała się wśród nieszczęsnych, opatrywała rany podartą na strzępy odzieżą i z groźnie zmarszczonym czołem stawiała opór śmierci. Parę razy zemdlała z bólu. Znaleziono ja tak, zaciskającą palcami, buchającą krwią, ranę ostatniego, uratowanego przez nią człowieka. Spóźnieni ratownicy otrzymali medale za wzorcową akcję. O niej nikt nie pomyślał. Pamiętam, zbieraliśmy podpisy prosząc władzę o oficjalne uznanie jej zasług. Długi czas chodziła ze śladami katastrofy na twarzy, utykała po zdjęciu gipsu. Za całą, pieniężną nagrodę, którą po miesiącach otrzymała kupiła sobie modne kozaczki. Nigdy ich nie założyła. Na zawsze zapamiętałem wyraz jej oczu, gdy opowiadała o tamtej nocy....Krzysiu, Ty wiesz... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:26 Miesiące wiosny i lata są czasem szczególnym. Wakacje, urlopy - każdy na to czeka, i czuje tak naprawdę, że żyje. Wszystko naokoło tętni życiem, entuzjazmem, radością i tylko to chcemy widzieć. Jednakże jest jeszcze to obok, to, czego na co dzień nie spostrzegamy, bo do życia prawie już nie należy, a jest już tylko jego krawędzią. Myślę o ludziach chorych, bez możliwości powrotu i uwięzionych w swoich wyniszczonych, cierpiących ciałach. Pieśnie pisała o takich ludziach dr. Elisabeth Kuebler-Ross, słynna badaczka stanów śmierci klinicznej. Porównywała ludzką duszę do pięknego motyla uwięzionego w kokonie. W momencie, gdy kokon jest zniszczony, niezdolny do utrzymania w sobie życia, motyl uwalnia się i odlatuje ku światłu. Nie zawsze nam służy kokon do późnej starości. Często bardzo krótko, jak w przypadku umierających dzieci i wtedy odczuwamy to jako wyjątkową niesprawiedliwość. Jednakże opiekę i troskę należy ofiarować każdemu, bez względu na wiek i czas jaki pozostał. Niektórzy mają to szczęście, że ten ostatni etap życia mogą spędzić w domu, wśród bliskich. Inni, z różnych powodów, nie mogą tego doświadczyć, ale czasami maja szczęście i stają się mieszkańcami dobrze prowadzonego hospicjum. Z rozmysłem użyłem słowa mieszkaniec, a nie pacjent. W tym ostatnim kryje się nadzieja zdrowia - mieszkańcy hospicjum już jej nie mają. Tu jest ich ostatnie mieszkanie. Tu czekają na tę ostatnią, największą przeprowadzkę...w nieznane Wszystko, co jest nam nieznane budzi niepokój, lęk, aż do momentu poznania, przystosowania się.Tego, co następuje po życiu poznać nie można i dlatego wszyscy lękamy się śmierci. Boimy się tego wyrazu, boimy się wszystkiego, co jest z nim związane, a przede wszystkim boimy się przyznać przed samym sobą, że i nas to w końcu czeka. Ciebie i mnie - wszystkich ! Z jedną różnicą. My nie wiemy kiedy, oni wiedzą, że są już blisko. To, że nie wiemy kiedy jest błogosławieństwem - pozwala nam skupić się na życiu, a jednocześnie (i to jest smutne) zapomnieć, że są jeszcze ci inni. Ci, którzy przechodzą przez wszystkie możliwe etapy strachu, cierpienia i beznadziei, często opuszczenia. Ci, dla których ta odrobina miłości, przekazana chociażby skinieniem głowy, uśmiechem, prostym dotykiem ręki, nabiera znaczenia niewyobrażalnego dla tych, którzy nie wiedzą kiedy. A przecież każdy z nas może przyczynić się do tego, aby motyl spokojnie rozprostował skrzydła..do ostatniego lotu... ...Dlaczego to wszystko pisze? Są ludzie, dla których nic nie jest ważne poza sianiem nienawiści ...i zaślepienie ich nie pozwala im rozwinąć się w człowieka A przecież, nie wiadomo czy starczy im czasu...gdy się opamiętają. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:28 Już po raz czwarty w tym miesiącu zakwitły akacje i po raz czwarty w tym miesiącu uświadomił sobie Chłystek, że jego miejsce na ławeczce jest, w swojej wyjątkowości, jedyne na świecie. Co prawda, Mędrzec, jak to wśród mędrców bywa, wybrał się w świat na poszukiwanie być może nowego i niekoniecznie niezwykłego, i czasem nagłe burze szarpały zawzięcie liśćmi akacji, jakby wypłoszyć go chciały, to jednak starał się, w miarę możliwości, na swojej ławeczce posiedzieć. Wysiedziane miejsca są wygodne i tylko na nich udaje się snuć marzenia. ...........gdy tymczasem Obojętny dotyk z przyzwyczajenia, rozszemrane myśli krzykiem kończy, gdy rozhuśtana kładka pozaprzestrzennie łączy zastałe zdarzenia... Dlatego ponad formę treść, dobrą intencją przepełnioną, przedkładam. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:30 Burknął coś niezrozumiałego i krojąc zawzięcie przypalonego schaboszczaka starał się każdym ruchem pokazać jak bardzo urażony jest wynikiem jej kulinarnych zmagań. - Wykonywałam parę czynności jednocześnie - rozpoczęła tonem usprawiedliwienia - właśnie ładowałam pralkę. Wzruszył ramionami. Pił piwo rozwlekłymi łykami, powoli. Musiał jeszcze poczytać gazetę i nie zależało mu na rozmowie. Męcząc ostatnie kęsy, przeczekała cierpliwie te pól godziny, lecz widząc jak podczas składania stron sięga po pilota, umyślnie upuściła widelec. Spojrzał na nią półprzytomnym wzrokiem i jednak zdecydował się coś powiedzieć. - Dzisiaj przyjdę później. - Acha...? - Po pracy mamy małe posiedzenie. - Acha...? - Konkurencja chce nam dać w tyłek, musimy opracować strategię. Uśmiechnęła się prawie z litością. Był tak bardzo przewidywalny w swoich małych i dużych kłamstwach i śmieszny z tym swoim zaufaniem w jej domniemaną łatwowierność. Nigdy się nie domyślił, że z paroma jego byłymi kochankami miała świetny kontakt i naśmiewała się wraz z nimi z jego nieudolnych prób udowadniania własnej męskości. Był tak bardzo zadufany w sobie, przekonany o własnej atrakcyjności, nieomylności i sprycie, a jednocześnie tak łatwy do manipulowania. Właśnie dzisiaj nadszedł czas podjęcia decyzji zakupu nowych mebli. Parę miesięcy wcześniej sprzeciwił się temu. - Acha, to znaczy, że będziesz bardzo zmęczony. Prawie się z tego cieszę. Sam wiesz jak bardzo nie lubię tego nowego pawilonu. Przełożymy termin na kiedyś tam. - Jaki termin? - zapytał szorstko - No widzisz, masz taki nawał pracy, że zapomniałeś. Uważam, co prawda, że twój pomysł kupna nowego kompletu wypoczynkowego jest jak najbardziej w porządku, ale moim zdaniem, niekoniecznie musimy to zrobić już jutro. Nasz stary wytrzyma jeszcze ze dwa lata. - Zapamiętaj! - rozkazał jej prawie - Zapamiętaj. Nie mam zamiaru rozmyślać w nieskończoność o meblach. Kupujemy i będzie z głowy. - Ty zawsze musisz mieć ostatnie słowo! - odparowała gniewnym tonem, wiedząc, że w ten sposób czyni decyzję zakupu nieodwołalną Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:32 Błądziłem, szukałem Cię w strumieniu błękitnego powietrza, wypatrywałem Twojego śladu w locie białego ptaka i w sennym rozkołysaniu nasłuchiwałem tysiąckrotnego rozperlenia echa Twego głosu. Nadeszłaś miękkim zjawiskiem, prawie nierealnym. Schyliłem głowę.... i byłaś. Poczułem na Twej skórze oddech nocy przesiąkniętej jaśminem. Poruszył się Chłystek na swojej ławeczce, wąsa podkręcił i młode lata wspomniał. Tak wtedy, jak i teraz miesiąc majowy uchodził za szczególnie miłości sprzyjający. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 02.02.11, 15:34 Kto to jest Wilhelmina? Znam ja od lat, mówię do niej zdrobniale Wilma, gdyż od czasu "Jaskiniowców" tylko na taka formę swojego imienia reaguje. Potrząsa wtedy głową, zezując lekko w bok, ku górze, pokaźny podbródek kolebie się jakby radośnie, a jej mała postać kurczy się dziwnie, niczym w przygotowaniu do nagłego wybuchu śmiechu. Zamiast tego okręca się kilka razy na pięcie, krzywi w niesamowitym grymasie twarz i rzuca w moim kierunku parę, niezrozumiałych dla niewtajemniczonych, w połowie połkniętych słów. Zastanawiam się co powiedziała, niekiedy zadaję krótkie pytanie, aby zrozumieć do końca. Chciała tylko oznajmić, że dostała od znajomej najnowszy katalog jednej z bardziej znanych perfumerii - Wilma interesuje się kosmetykami, fascynują ją niezwykłe zapachy, wyszukane kształty buteleczek i niespotykane kombinacje kolorów. Lubi tańczyć. Porusza się z komicznym, acz urokliwym wdziękiem, obciążonego dużym i nieco obwisłym brzuszkiem, bączka. Jej wyjątkowo małe stopy zdają się nie dotykać ziemi, a gdy już zmęczy się półgodzinnym wykręcaniem piruetów, biegnie trochę chwiejnym krokiem w kierunku stołu, chwyta oburącz wielką szklankę, wypełnioną koniecznie czerwonym sokiem, i pije długimi łykami, smakuje, oblizuje wargi bezkształtnym, śliskim, zbyt dużym językiem. Cały czas ma zamknięte oczy, rozpamiętuje każdy łyk, daje sobie czas na przyjecie koloru, aromatu i zapewne jeszcze czegoś, o czym nie mam pojęcia.Jeszcze pomlaskując i wypychając wargi otwiera małe, niebieskoszare oczka, jasne rzęsy drgają dziwnym trzepotem. Wilma jest zadowolona. Odstawia szklankę ostrożnym, pełnym namaszczenia ruchem i zezuje w kierunku plastikowego dzbanka. Wiem, że wypiła dosyć, udaje, że nie widzę łakomstwa w jej spojrzeniu, lecz czekam co powie. Szybki bełkot informuje mnie, że jedna szklanka to stanowczo za mało. Nalewam drugą, a Wilma pochyla w uznaniu swój szeroki kark i śmieje się prawie bezgłośnie i w tym momencie czuje się chyba prawdziwie szczęśliwa. Tak mnie się wydaje. Tak naprawdę nigdy nie wiem do końca co czuje i myśli, w jaki sposób jej myśli się toczą, jak odbiera i ocenia słowa i zachowanie innych ludzi. Potrafi być jednak szczęśliwa i często reaguje płaczem na zbyt gwałtowny ruch, lub brak zainteresowania jej osobą. Zamyka się wtedy w ciemnym pokoju i tylko przy świetle malutkiej lampki tnie nożyczkami kolorowe papierki. Jak pamiętam zawsze tak robiła, ale nigdy nie powiedziała dlaczego. Czasami podchodzi do mnie znienacka od tyłu i przytula się gwałtownie, przez moment czuję na udach jej ciepły, miękki brzuch. Jeszcze trochę połasi się, popuka małym palcem po moich plecach i odchodzi pospiesznym, kolebiącym się krokiem, ale po chwili wraca i z daleka pokazuje mi nowo namalowaną mandalę. Wilma ma zespół Downa. Odpowiedz Link