al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 03.02.11, 11:56 Czy ktoś z Was oglądał film "Rocky Horror Picture Show"? Albo musical, na żywo? Widziałem jedno i drugie, już bardzo dawno, ale żadne nie wzbudziło we mnie takich emocji, jak zaledwie cztery fragmenty koronujące wspaniały, sobotni festyn. Od pierwszego momentu atmosfera była wyjątkowa; dowcipne, krótkie przemówienia (tylko to, co ma znaczenie, nic ponad to), kolorowy, fantastycznie zróżnicowany bufet (Wilma pozostała jednak wierna swoim ulubionym potrawom i dopiero po spożyciu potrójnej porcji kurczaka tudzież dwóch sporych kawałków pizzy z tuńczykiem, mogła już spokojnie zasiąść nad sześcioma kulkami czekoladowych, w malinowym sosie pływających,lodów), podgrzewający ducha zabawy, wyśmienity zespól rockowo-folklorystyczny i bajeczne fajerwerki. Naokoło słyszałem radosne przytupywania, pełne zachwytu siorbanie coca-coli, fanty i cappuccino, zawzięte chrupanie różnosmakowych chipsów i pikantnych orzeszków, czasami zaskrzypiał wózek inwalidzki, ale jakby inaczej...wesoło, chwilami ktoś wyjątkowo odważny wskakiwał na scenę i wykrzykiwał z dumą parę nierytmicznych, nieskładnych dźwięków. Robiło się coraz głośniej, powoli zaczynała się "praca w podgrupach", lecz w tym samym momencie operator przyciemnił światła, jedynie długi balkon na jednej ze ścian tonął w seledynowo-fosforycznych blaskach. Na tego rodzaju scenę wyskoczył Dr.Frank N.Furter, wysoki, szczupły, w czarnych siatkowych pończochach i krótkiej, obszytej cekinami, spódniczce. Na widok jego "uwodzicielskich" ruchów i przesadnie krwistego makijażu publiczność zawyła z uciechy. Radość wzrosła jeszcze, gdy minutę potem dołączyły do jego tańca trzy następne osoby, w tym niezaprzeczalna gwiazda wieczoru - Michał, kolega Wilmy, mały człowieczek z fryzurą a la Kryszak. Jednakże nie tylko tym się wyróżniał. Ubrany w obcisłe pantalonki-biodrówki, nad którymi chwiał się rozłożysto-wypukły, nagi brzuch, minikamizelkę i frak o spływających aż do pięt połach, ruszał się w takt muzyki tak niezwykle, z tak nieprawdopodobnym wdziękiem, a jednocześnie tak komicznie, że po twarzach widzów popłynęły łzy. A on, jakby jeszcze tego było mało, wykonał brawurowy taniec brzucha, po czym gestem co najmniej Fredy Quina, rzucił w rozwrzeszczany tłum kamizeleczkę i wyrwany z pępka, pozłocisty kolczyk. Wiwatom nie było końca, i nawet ja sam zdumiałem się dzikimi dźwiękami, o które nigdy przedtem nie podejrzewałem mojego gardła. Nie dane nam było ochłonąć. Z cienia wyskoczył zespól bębniarzy. O yeh, o yeh...widzowie rozkołysali się w jednym, wspólnym, wszystko łączącym prarytmie. Gdzieś za moimi plecami usłyszałem rozradowane ho, ho, ho, yhy. Robert śmiał się głośno, jak zwykle częściowo w swoim świecie, jak zwykle spoglądając na coś powyżej sufitu, powyżej nieba i świata. Był szczęśliwy. Takich wspaniałości na pewno się nie spodziewał....wszyscy bębniarze ubrani byli na czerwono. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 03.02.11, 11:58 Bardzo, bardzo dawno temu, gdy sporo niemowląt miało zwyczaj przychodzić na świat w czepku, a przynajmniej jedno na sto tysięcy ze złotą łyżeczką w buzi, nikt się nie dziwił, że opuszczone przez sowy dziuple, zajmowane były natychmiast przez emerytowane wiedźmy, a plemię wodnika podtrzymywało wiekową tradycję i przeganiając mrozy przeraźliwym dźwiękiem wierzbowych fujarek, wywoływało wiosenne roztopy. Świat był wtedy jeszcze w powijakach i prosty jak drut, porządek dnia dyktowało słońce, rozkazy ojców i pianie koguta, i nikt nawet nie podejrzewał, że mogłoby to kiedykolwiek ulec zmianie. Aż do tego szczególnego dnia, gdy Sobierad przemoczył nogi podczas wyjątkowo obfitych roztopów, dostał katar i pomiędzy kolejnymi, potężnymi jak z miecha kichami, doznał olśnienia."Do diaska" - zawołał sam do siebie - zbuduje to coś!" Oczywiście nie powiedzial co, ponieważ dla tego czegoś nie istniała jeszcze nazwa. Dopiero po kilku dniach pracy w pocie czoła, rąbania, przycinania i walenia młotem, stanął naprzeciw swojego dzieła i opierając się ciężko na drzewcu topora wykrzyczał uroczyście na bory i lasy: "Ta rzecz ma w sobie coś!" Po chwili namysłu odrzucił "rzecz" i "w sobie coś" i ogłosił tonem odkrywcy; "ta-ma, tama!" I stało się, że za przyczyną jego wynalazku, wiosenne roztopy przesunęły się na pole sąsiada Swarlika, który jak przystało na właściciela takiego imienia natychmiast rozpoczął swary. Bardzo skuteczne, gdyż poparła go cała osada, nie mówiąc o plemieniu wodnika, które od tej pory zakłócało noce nie tylko grą na fujarkach, ale i wyjątkowo nieapetycznymi dźwiękami, ubijanego drewnianymi kijankami, błota. Sobierad okazał się okropnym uparciuchem, nie ustępował i pilnował swojej tamy z narażeniem życia, nie ugiął się pod abrakadabrami emerytowanych wiedźm, ani przed atakiem latających ryb i śmiał się głośno z mających wyprowadzić go na manowce błędnych ogników. Być może opadłby w końcu z sił, być może poddałby się wdziękom zalotnych rusałek....gdyby nie rzepa. Zmarniała na wszystkich okolicznych polach, a widmo głodu nachalnie zajrzało w oczy sąsiadów. Tylko na jego ziemiach wybujała niebywale, tak wielka, że nikt ze śmiertelników czegoś takiego nigdy nie widział. Jako pierwszy zaczął go poklepywać po plecach Swarlik, a wynagrodzony kopczykiem dorodnej rzepy, poprzysiągł mu braterstwo krwi na wieki i rękę najmłodszej córki, na co Sobierad jednak nie przystał, gdyż jak wieść niosła mówiła przez sen i z racji zeza spoglądała nie wiadomo gdzie. Nie potrzebował też już pilnować swojej tamy, robili to za niego inni, nawet z większym narażeniem życia niż on sam i z większym zacietrzewieniem. A po rzepę ustawiała się coraz dłuższa kolejka. Nikt nie chciał zrezygnować z jej zalet, właściwości dawania zdrowia, siły przetrwania i smaku. I każdy dawał za to co miał najcenniejszego. Piwnica Sobierada pękała w szwach. Czego tam nie było; dzidy z najtwardszego drzewa, topory z najprzedniejszego krzemienia, jaja przepiórek, gliniane dzbany pełne topionego sadła, suszona ryba, pęki rzemieni i lisich ogonów, zdarzały się nawet suchary z importu z pobliskiej Kniei. Sobierad stał się sławny i bardzo bogaty, wszyscy byli na jego usługach, wykonywali każdy rozkaz. W ten to sposób, przy pomocy innych, wykurzył z lasu wiedźmy, które pozbawione wygodnych dziupli marniały powoli w przytułku dla czarownic, gdzieś za siódmą górą. Ciężkiego losu doznało także plemię wodnika. Początkowo zdumione obrotem sprawy, później coraz to bardziej ciche, słabe, odzielenione... aż pozostał po nich tylko dźwięk w wierzbowych fujarkach. A w pokoleniu Sobierada zaczęły się rodzić dzieci ze złotą łyżeczką w buzi i tak trwa po dzień dzisiejszy. Ponoć Paris Hilton prawie się taką łyżeczką podczas porodu udławiła. Chłystek natomiast, zakrztusił się ze śmiechu...czasami, ot tak sobie bajdurzył. I postanowił wybrać się na długi spacer po Lesie, aby być może usłyszeć kojący szmer Zawijaska Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 03.02.11, 11:59 Uwierz, snem nędzarza odliczałem noce, trwałem w samotności bliźniaczych godzin i niewoli złudnych wartości, bezwolny, zagubiony w sobie, proch z prochu, i już bez światłości, aż do cudu tej upojnej chwili, gdy wieczność ujrzałem w dotyku białej lilii, i gdy miłość w nieskończoności pocałunku się zapomniała i wygrała życie..... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 03.02.11, 12:01 Melasa, miód akacjowy, nutella, batonik czekoladowy, kruche ciasteczko, orzeszek, pralinka, słodka landrynka, ach....jak ja to lubię... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 03.02.11, 12:03 Obierał jabłko małym, ostrym nożykiem i z zapartym oddechem śledził coraz dłuższą, miękkimi splotami układającą się na talerzu, strużynkę. Była wiotka i tak niewiarygodnie cienka, że w każdym, następnym ułamku sekundy mogła się zerwać, chociażby pod wpływem własnego, nijakiego ciężaru, nie mówiąc o najmniejszym, nieopacznym ruchu. Nie pękała jednak, wydłużała się, prawie niewidoczna, półprzejrzysta i radowała jego oczy swoją subtelnością pajęczej nici. Musiał jednak przyznać, że tego dnia wyjątkowo dobrze mu się pracowało, a i jabłka były niezwykłe; nie za duże, nie za małe, przyjemnie leżały w jego ciepłej, lekko wilgotnej dłoni, żółtorumiane i wypolerowane do błysku - takie lubił najbardziej. Nieważny był smak i zapach, i tak nie potrafiłby nic na ten temat powiedzieć, liczyły się tylko właściwości skórki. Musiała być średnio miękka, elastyczna i nie za gruba, tylko wtedy mógł ją ciąć na wypracowaną od lat szerokość. Wiedział też w międzyczasie, że wiele zależało od pory roku. Najlepsza była późna jesień, najgorsza wiosna - wtedy cierpiał; oczy łzawiły z natężenia, bolał napięty kark i nadgarstek, monstrualnie puchły, nieustannie nagryzane do krwi, wargi, a gorycz antyseptycznej maści doprowadzała go do mdłości. Krążył po pokoju niespokojnym truchtem uwięzionego zwierzęcia, kurczowo ściskał w spoconej dłoni swój mały nożyk i był najzwyczajniej w świecie wściekły, tak wściekły, że chwilami padał na podłogę i walił w nią z całych sił nogami, jego ciężkie, ortopedyczne buty huczały w dzikim rytmie na parkiecie. Podnosił się jednak, skulony i przyczajony doskakiwał do jabłka i docinał skórkę niezauważalnym dla nikogo ruchem. Tak jednak było wiosną, a teraz jesień za oknem sypała żółtym liściem, czego zresztą nie zauważał, i jabłka zachęcały swoimi właściwościami do wydajnej, idealnej pracy. Ogarnął go jakiś bliżej niedookreślony stan podniecenia, instynktownie wyczuwał, że w tym dniu może się wyjątkowo wykazać, strużynka nie mieściła się już na talerzu, a przecież na jabłku pozostało jeszcze sporo do obierania. Zmrużył oczy i prawie na bezdechu sięgnął po lupę, gdyż w tak wyjątkowym momencie musiał sprawdzić, czy nie popełnił błędu i czy dalej może pracować we właściwym sobie tempie. Zamarł z przerażenia. Szkło powiększające nie kłamało. Na skórce, milimetr dalej, bezlitośnie kpiło z niego maleńkie wklęśniecie, czegoś takiego nie sposób było ominąć... Osłupiały, odłożył nożyk na bok, jak uderzenie młotem potrząsnął nim nagły ból, nie do wytrzymania. Podniósł ręce na wysokość głowy i trzepocząc nimi gwałtownie zaczął wyć, wrzeszczeć, jęczeć, zatoczył się na ścianę, kopnął ją, potem jeszcze i jeszcze raz, aż do utraty tchu. Rzucił się do misek z obranymi jabłkami. Niektóre stały już tak od paru dni, zbrązowiałe, pokryte pleśnią i warstwą spęczniałych muszek....strącił je na parkiet i depcząc zawzięcie wył nadal, i pruł nożem rękawy bluzy i nogawki poplamionych spodni. Opadł na kolana. Pod krzesłem leżało dorodne jabłko. Błyskało do niego jasnym rumieńcem, zapraszało. Już z tej odległości rozpoznał, że było wyjątkowe, doczołgał się do niego poprzez kałużę skisłej, brązowej papki i dusząc łzy na rozjaśnionej już tkliwym uśmiechem twarzy uniósł je drżącą dłonią pod światło. Chłystek jeszcze raz zerknął w swój kalejdoskop zdarzeń i zobaczył w nim powielony w nieskończoność ciąg dni, misy z jabłkami - obranymi i nie - sterty strużyn, starannie wysuszonych, starych, rozsypujących się w pył pod dotknięciem ręki. Zobaczył połamane noże, kolejne pary schodzonych ortopedycznych butów, trzy porcje tabletek i chmary, w słodkawym powietrzu, unoszących się muszek....i odnalazł sens życia tam, gdzie nikt inny by go nie szukał. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 04.02.11, 19:32 Chłystek obserwował mimikę twarzy siedzącej naprzeciwko kobiety. Nie potrafił określić jej wieku, kilka zmarszczek i bruzdek dodawały jej powagi, lecz błyszczące, rozmarzone oczy i tajemnica w jej spojrzeniu zdradzały, że mieszkała w niej wiecznie młoda dusza. Opowiadała z przejęciem, ciągle jeszcze oszołomiona przeżytym. To był niezwykły sen, jeden z tych, co powtarzają się natrętnie każdej nocy i nakazują zastanowić się i szukać. Jasna, świetlista postać ogłosiła całemu światu, że zginie on, zapadnie się w czarnej czeluści wszechświata jeżeli nie znajdzie się chociażby jeden człowiek, który wypowie trzy najwspanialsze słowa. Nikt, ale to nikt zdawał się ich nie znać...może zostały zapomniane? Gwiazdy po kolei gasły na niebie, zapadły ciemności, ziemia, uciekając spod stóp, dygotała w ostatnich konwulsjach, płacz, lament, okrzyki przerażenia. Wszyscy na świecie, chwytając się za ręce, połączyli się w jedno, i w tym momencie beznadziei, tak, jakby zmusiło mnie coś do krzyku, pełna jakiegoś nieziemskiego uniesienia zawołałam; miłość, wiara, nadzieja! I stało się światło! I wszystko było jak zawsze. Chłystku, wiesz kim jestem, zawsze potrafiłam zrozumieć moje niezwykłe sny, ale ten nie dawał mi spokoju. Szukałam odpowiedzi i nikt nie był w stanie mi jej udzielić. Pobiegłam nawet do klasztoru franciszkanów, ale oprócz paru sloganów nie dowiedziałam się nic godnego uwagi. Czy myślisz, że do czegoś mnie wybrano, czy jest to wskazówka, że los wyznaczył mi jakaś specjalną misję do spełnienia? Chłystek zaśmiał się cicho, lecz w jego spojrzeniu nie było kpiny, wręcz przeciwnie, spoglądał na kobietę niemal z tkliwością, niemal tak, jak spoglądał na pastelowy poblask, wirującego w powietrzu, pyłu motylich skrzydełek. Zerknął w swój kalejdoskop. Misja? Cóż za wielkie słowo. Każdy z nas jest istotny i nikt nie jest w stanie powiedzieć kto ważniejsze piętno na życiu odciśnie. Widzę w zdarzeniach tak wiele. Spójrz, oto Sorellina opowiada o kocie-uzdrowicielu, Alutka, niczym Alicja z Krainy Czarów wychodzi spoza zwierciadła z naręczem pełnym poezji, Mirka pochyla się nad główką pierwszoklasisty, Klara wypisuje receptę. Oto Krzyś, niczym worożycha z fusów, odczytuje głos wieczności z okruchów pękniętego kryształu, dowcipy sypią się z rękawa Łowcy, a w Lesie pobrzmiewa srebrzysty śmiech Julenki. Co da ludzkości lewatywa Wściekłego, jakim podarunkiem okaże się czyjeś jedno, jedyne, łaknącemu ofiarowane, dobre słowo? Czy mój śmiech, zgodnie z efektem motyla, wywoła taką lawinę zdarzeń, iż na końcu wstrząśnie posadami świata i być może uratuje miliony istnień? Kto jest ważniejszy; ty, ja, czy może tancerka z podrzędnego lokalu? Otóż powiem tobie....wszyscy jednako. Misja? Wszyscy mamy misję...aby żyć prawdziwie Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 04.02.11, 19:34 Mgły jesienne, dymnymi zjawami błądzą po wrzosowiskach i tumanami bieli w kielichach dolin falują, wśród drzew woalem miękkim się snują, czasami liść chłodem ruszony ziemia przygarnie, by w niej uwięziony wyzwolił zieleń jutra, a gdy gęsi puch rozłopotane powietrze zaprószy, czujesz, wiedzieć musisz, że to pożegnanie. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 04.02.11, 19:35 Kroczyć śladem przebrzmiałego dźwięku staromodnego pianina, wspominać, przepleść stare i nowe, stanąć w cieniu dobrego drzewa tam, gdzie jemioła szczęściem posypuje głowę, zgasić łzę, co po policzku ciepłą słodyczą płynie i oddech wstrzymać rozełkany, dziecinny, czysty, tak jak niegdyś, niezapomniany, tęsknotę ukoić, klęcząc niemal u źródła ciągle będącego czasu ....bo Chłystek z urlopu powrócił i ciągle jeszcze otrząsnąć się nie może z cudownych zawirowań w jakie popadła jego dusza Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 04.02.11, 19:37 Brzęk kamuszków w manierce, a znojna kropla roztapia się w dźwięku ślepego naboju i domniemaniem swojego istnienia wyznacza szlak rozkwitłej łaski... ....o tym rozmyśla sobie ostatnio Chłystek i nawet nie zdążył zauważyć, że kwiaty akacji nie pachną już tak słodko. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 04.02.11, 19:39 Zawsze zbierali kamienie, obojętnie jakie; małe i większe, gładkie i chropowate, przywozili je z miejscowości i krain, które przemierzali trzymając się za ręce, zawsze razem, zapatrzeni w świat i w siebie. Jeszcze po latach mógł ze szczegółami opowiedzieć kiedy i dlaczego podniósł właśnie ten, a nie inny kamyk i jak w tamtej chwili spoglądała na niego Anna. Czekała spokojnie, aż do momentu gdy, już oczyszczonego z piasku, podsuwał go ku niej na swojej silnej, spracowanej dłoni, mrużyła oczy i kiwając potakująco głową śmiała się do niego bezgłośnie, jak uszczęśliwione podarunkiem dziecko. Bywało, że w takich momentach wstrzymywał oddech i dziwny ból wędrował mu wokół serca; pełen wzruszenia i trwogi, że ta chwila, tak niezwykła, zaraz się skończy. Jej ciepły głos przywracał go rzeczywistości, ujmował delikatnie jej palce i zaciskał je na kamieniu, to ona trzymała ich wspólny los, wszystkie radości życia, bez niej nic nie miało sensu. Wyszperał z pudełka postrzępiony kawałek skałki z chorwackiego wybrzeża. Pod palcami wyczuł, zrośniętą z nią już na zawsze, kremową muszelkę, jeszcze teraz słoną i wydzielającą nikły zapach rozgrzanych słońcem wodorostów. Zobaczył twarz Anny, gdy corocznie, właśnie ten kamień wydobywała, aby położyć go obok prezentów pod choinką. Twierdziła, że jest on dla niej dopełnieniem do wszystkiego pięknego. Rozumiał to dobrze, w Chorwacji spędzili, spóźniony o dziesięć lat, miodowy miesiąc . Jego ręka zadrżała na grudce lawy (a może zwykłego asfaltu) znalezionej gdzieś u podnóży Wezuwiusza. Anna złamała nogę ześlizgując się w uliczną koleinę falującej upałem Pompei. Długo potem utykała, gdyż złamanie okazało się skomplikowane, ale zawsze zaznaczała, iż każdy krok budzi w niej wspomnienie zapachu fig, zamazaną farbę adresów na ścianach ruin, wzburzone morze i to, że byli tam razem. Był też nieregularny pierścień z różowawego piaskowca. Siedząc w bodedze, oparci o siebie plecami, lali przez otwór czerwone wino i wstrząsani rytmem wściekłego flamenco, napawali się czarem ciepłej, śródziemnomorskiej nocy. Zamglonym wzrokiem spojrzał na prostokąt kremowego marmuru. Ten miał tylko na zdjęciu...i tam... Potrząsnął gwałtownie pudełkiem, zapalił świecę i pochylając ją nad kamieniami spoglądał na kapiące, woskowe łzy... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 04.02.11, 19:41 Rozpoznał ja natychmiast, nieomylnie, tylko ona była tym niepowtarzalnym, jakby we mgle rozsianym, złocistoseledynowym światłem, wyjątkowo łagodnym, pełnym ciepła i czułości tak tkliwej, że znieruchomiał i bezgranicznie szczęśliwy zatracił się w nim zupełnie. Anna podlewała właśnie kwiaty, nad każdym pochylała się jak nad czymś wyjątkowym, jedynym, jej światło falowało pomiędzy liśćmi i płatkami pieszczotliwie i miękko, obejmowało donice, przenikało ziemię, ożywiało wodę w konewce. Seledynowe cienie opalizowały na meblach, znaczyły ślady jej stóp i dłoni, aby po dopiero dłuższym czasie rozpływać się w nicość, z wahaniem, jakby oczekując na następny dotyk jej obecności. Posuwał się za nią mimowolnie, zafascynowany, tak jak niegdyś. I zobaczył ją jak leży na rozgrzanym piasku plaży, w tej swojej białej, zwiewnej sukience i zapatrzona w postrzępione wiatrem fale poprawia mokre włosy...i nuci jedną z tych swoich nieprawdopodobnych, przejmujących melodii. Była śliczna. Była śliczna tak bardzo, że patrząc na nią nie mógł ze wzruszenia wypowiedzieć najprostszego słowa. Spoglądał tylko, rozpamiętywał nieskazitelny owal jej twarzy, zarys brwi i kształt ust, połysk jej skóry. Zawsze wiedziała co myślał i czuł. W takich momentach, nie odwracając nawet ku niemu głowy wyciągała rękę i chwytając jego serdeczny palec potrząsała nim delikatnie, wyprowadzała go z obezwładniającego zachwytu. Odgarniał z jej czoła wilgotne włosy, serce waliło mu w piersi jak oszalałe, a on, wdychając subtelny zapach jej perfum, szeptał bezładne, niekończące się wyznania. Rozstali się na ponad rok pustego życia. Z tego okresu miał tylko wspomnienie szarego rytmu dni i tygodni wypełniającego czas miedzy jednym, a drugim jej telefonem. Poza tym nic nie miało sensu. A potem były już tylko dwa ostatnie, wspólne dni. Nigdy nie wyszła za mąż. Czekała. Tego był pewien. Podlała nareszcie wszystkie kwiaty, wyprostowała się i lekko pochylając głowę zdawała wsłuchiwać się w coś niespodziewanego. Nie wytrzymał i posunął się bliżej, przekroczył granice jej światła i bardziej niż kiedykolwiek uświadomił sobie jej niezwykłe, oszałamiające piękno. Drgnęła gwałtownie, tak, jakby poczuła jego dotyk, oczy wypełniły się nagle nigdy niewypłakanymi łzami. Chciała wyszeptać jego imię, poruszyła tylko wargami, po ostatniej operacji przełyku nie była w stanie wypowiedzieć nawet najkrótszego słowa. Podeszła do lustra, wyciągnęła z włosów podtrzymujący je grzebyk i ze zdziwieniem spoglądała na swoja zoraną czasem twarz. Jej światło zatrzepotało, nabrało mocy. Teraz on czekał i wiedział, że to już niedługo.. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 04.02.11, 19:42 Od rana samego siedział Chłystek na swojej ławeczce pod akacją. Jak zwykle, niczym śniegiem, suto roniła kwiecie, zapachem oszałamiała, tak że zatracił się w nim na chwil parę i nie wiedział już czy w cieniu drzewa siedzi, czy też przeniesiony w chłodniejsze krainy, przeczysty a gromki odgłos dzwonów słyszy. I tu i tam święto w ludzkich sercach wyczuł i zapragnął, by trwało ono wiecznie. Ale że człowiekiem był rozsądnym przeto wiedział, jak złudne to było marzenie, więc uśmiechając się lekko tylko proste słowa wypowiedział: Aby chociaż w tych kilku dniach działo się wszystkim jak najlepiej. Szczęśliwych Świąt Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 04.02.11, 19:44 Tak się jakoś działo, że Chłystek nie potrafił, w ostatnich czasach, wysiedzieć na jednym miejscu, wałęsał się po okolicy bliższej i dalszej. Za siódmym lasem natknął się na Mędrca, który będąc na urlopie i wśród obcego ludu, a więc pozbawiony niejako Nimbu, który we własnej krainie przyrósł do niego wyjątkowo ściśle, jawił się jemu teraz jako malutki, blady człowieczek, tym bardziej, że dodatkowo ujmowano mu godności nazywając go po prostu Ten. Zawędrował nawet za siódmą górę, ale stwierdziwszy, że za nią nie można odkryć nic innego ponad to, co już za poprzednimi górami zobaczył, doszedł do wniosku, że świat jest dosyć jednolity, a znaczenia nabiera poprzez odmienne spojrzenie obserwatora. Najbardziej mylące były słowa (nawet najpiękniejsze), szczególnie wtedy, gdy używane były przez osobę chcącą zrobić z nich sobie aureolę boskości. Najgorsze, że nie można ich było odróżnić od prawdziwych; tak samo błyszczały, tak samo promieniowały łagodnością i ciepłem...do czasu, gdy zaczynały ronić złocisty pył urzeczenia, a który w pewnej chwili całkowicie i nagle opadał niczym kurtyna w teatrze i ujawniał płaską szarość i boleśnie uwypuklał stracone złudzenia. Któregoś wieczoru natknął się Chłystek na zanikającą nimfę. Leżała na brzegu burzliwego potoku i zanikała już tak bardzo, że dopiero igrający w jej włosach poblask księżyca pozwolił mu ją dostrzec. Była już tak przezroczysta, że z trudnością rozpoznawał kontury jej ciała i lękał się, czy wystarczy mu czasu, aby ją uratować. Nie pozwolił sobie na stratę najmniejszego nawet mgnienia oka, ułożył jej mgliście lekką postać na posłaniu z miękkiej trawy, skronie i przeguby rąk natarł kosztowną esencją kwiatową i okadzając ją bezustannie dymem palonej bylicy szeptał całą noc najbardziej wzruszające opowieści jakie kiedykolwiek usłyszał. Nad ranem głos jego stał się już nieco chrapliwy ze zmęczenia, a jednak nie ustawał i opowiadał dalej o lekarce, co poświeciła swoje życie dla cierpiących, o chłopczyku, co uratował oślepionego przez chuliganów kota, o babci samotnie wychowującej dwoje upośledzonych dzieci zmarłej córki narkomanki. I w momencie, gdy wraz ze wschodzącym słońcem rozśpiewały się wszystkie ptaki, zauważył lekki uśmiech powrotu na jej twarzy. Chwilę potem otworzyła swoje ogromne oczy. Nie odzyskały jeszcze swojego zwykłego, szmaragdowego koloru i połyskiwały granatem nocnego nieba, lecz pełne już były roztańczonych iskierek życia. Chłystek, zapatrzony w nie i oczarowany, uśmiechnął się i w tej samej chwili, prawie tak samo jak w swoim kalejdoskopie zdarzeń, dojrzał w nich prawdziwe, niezakłamane Piękno-Dobro. Zobaczył dłoń matki głaszczącej puszyste włoski niemowlęcia i wyczuł nieskończoną czułość tego dotknięcia, widział łzy powitania i łzy poświęcenia, widział uśmiech Wilmy i słyszał chaotyczny rytm kroków tańczącego Piotra, smakował słodycz szczerych pocałunków i wibrował drganiem tysięcy uniesień, zaglądał w rozrzewniającą głębię szlachetnych nadziei...I nie wytrzymał Chłystek mocy tych wrażeń i zaszlochał jak dziecko, lecz pomimo że nie potrafił pohamować wielkiego płaczu, to jednak czuł się szczęśliwy tak bardzo, jak nigdy przedtem. Nimfa spoglądała na niego w milczeniu, coraz bardziej widoczna, z coraz bardziej szmaragdowo rozświetlonymi oczyma. Otarła łzy z jego policzków i spoglądając na nie jak na najcenniejsze klejnoty odeszła lekkim krokiem, bez słowa...gdyż były zupełnie niepotrzebne.... Chłystek wyruszył w dalszą drogę. Myślał o swojej akacji i zasypanej kwieciem ławeczce, myślał o tylko i wyłącznie swoim miejscu, o swoim kawałku podłogi i doszedł do wniosku, że nie ma to znaczenia. Bo jego miejsce jest zawsze tam, gdzie ona sam jest i gdzie tworzy je nie słowami, lecz tym, co za ich pomocą stara się wypowiedzieć. ....bo gdy gołębica zagrucha i dziewicza oliwa czoło zrosi, nie jej kroplą miłość opowiesz, lecz tym, co w duszy nosisz...... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 04.02.11, 19:45 Cóż znaczy miejsce bez wspomnienia? pustynia lodowa, sztywna, bez duszy, bez ciepłego tchnienia. A czy wspomnienie gwoździem przybijesz,, gdy marmur się kruszy i objęciem złotej klatki do życia zmusisz? ...gdy gołębica w przestworza wzlatuje Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 04.02.11, 19:47 Przypomniał sobie Chłystek dzieje znajomego, prześwietnego skrzypka. Był on tak sławny, że nie miał potrzeby, tak jak inni muzycy, jeździć z koncertami po świecie - cały świat przybywał do niego. Jego występy poprzedzała Orkiestra Różnych Talentów, lecz prawdziwy koncert rozpoczynał się wtedy, gdy on wychodził na scenę. Nastrajał skrzypce, zaczynał cichą nutą, po czym w rozpędzie swojego geniuszu raczył widownię dźwiękami, z których każdy okazywał się być niezwykłym obrazem. Czarował wszystkich subtelnością muzyki, jej nieprawdopodobną różnorodnością, nieskończonością ofiarowanych poprzez nią odczuć i półnutkami wyrafinowanego humoru. Fascynacja widowni dodawała mu skrzydeł i zmuszała do coraz wyższych lotów w tym niezwykłym kręgu czarownego uzależnienia. Stalo się jednak niewyobrażalne. Z bliżej nieokreślonych powodów zamknięto salę koncertową. Skrzypek nie mógł się z tym pogodzić, gdyż w jego pojęciu, akustyka tylko i wyłącznie tej sceny pozwalała na należyty odbiór jego muzyki, ba, granie muzyki poza tą sceną równoznaczne było z jej profanacją. Dlatego spędzał dni i tygodnie przed zatrzaśniętymi na głucho drzwiami i często walił w nią, zaciśniętą z rozpaczy i gniewu, pięścią. Był bezradny. I w tej swojej bezradności nie odpowiadał na prośby nadal zjeżdżających się z całego świata wielbicieli jego talentu, spoglądał tylko na nich jak na istoty bez zrozumienia i współczucia, niecierpliwie odpychał podsuwane mu skrzypce i dalej trwał przy drzwiach, tak, jakby samym staniem mógł odwrócić czas. Czuł się niezrozumianym, zdradzonym, opuszczonym...nawet przez tę garstkę wiernych fanów, która w końcu mu pozostała. Ci mieli zapewne nadzieję. Czekali. Ale w pewnym momencie postanowili działać. Nie wiadomo skąd wytoczyli beczkę, postawili na niej opierającego się skrzypka, wcisnęli do rąk skrzypce.... Chwilę stał zaskoczony ich desperacją, spoglądał w twarze pełne nieopisanego wyczekiwania, w szeroko rozwarte, roztęsknione oczy. Zaczął grać i aż wstrząsnął się, gdyż początkowe, chrapliwe dźwięki raniły mu uszy. Jeszcze raz przeciągnął smyczkiem po strunach, jeszcze raz popatrzył w ich oczy...i odnalazł w nich wieczne wspomnienie całego piękna wszystkich swoich koncertów. I nie dziwiło go już, że stojąc tu i teraz, na beczce, w zdawałoby się ciemnym zaułku, potrafił, jak nigdy dotąd być jednością ze swoją muzyką. Uśmiechnął się Chłystek do swoich wspomnień i pomyślał, że tak jak muzyka onej beczce szlachetności nadała, tak kwiat akacji stworzył z jego ławeczki przedsionek raju. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 08.02.11, 16:37 W spirali w niebo wschodzącej świat się dzieje, w potoku krzywd płynących purpurą, a uwiecznionych marmurem, na rozbalansowanych mostach dwojga niewidocznych brzegów, w pokłonie pokory dla każdego z bogów, i w mocy jedynego, wszystko uświęcającego słowa... Wiedział Chłystek, że chociażby dla tego słowa opłaca się być...bo życie ma sens Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 08.02.11, 16:38 Ostrzem przeciwności rozszarpany sznur pereł rozsianych w żalu, w światełkach ścieżek drogowskazów, ucichły w kiełkach wzniosłości kwitnienia, i bezruchu białej chusty... Lecz pomyślał Chłystek, że najmniejszy nawet kiełek pędem mocnym stać się może, gdy zielona ręka w dobrą glebę go przeszczepi Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 08.02.11, 16:39 Spójrz w siebie, pokiwaj głową nad zapętleniem kiedyś, jutra i teraz, gdy pierwsze słowo echem w tunelu lat odbitym powraca, gdy włos siwy... Jakże ciężko się skupić, by siebie nie zgubić. I wiedział Chłystek, że każda sekunda ludzkiego istnienia barwi je tęczą emocji i wzór niepowtarzalny układa. Porównał go nawet do swojego kalejdoskopu zdarzeń, bo i w nim, obraz, wielce od sposobów trzymania zależał, albo od kąta spojrzenia. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 08.02.11, 16:41 Już od pierwszej sekundy ocknienia czuł, że tym razem coś jest nie tak. Zbyt szybko został wyssany z kokonu snu i już podczas poślizgu poprzez odciągacz i zmywacz zarejestrował, że w ostatnich dwudziestu jednostkach czasowych znowu ubyło mu na wadze. Nie była to wielkość znacząca, lecz sam fakt, że tłocznik żywności, bezlitośnie, zaaplikuje mu zwiększoną dawkę, przejął go najwyższym zniechęceniem. Zbyt późno jednak ukrył to odczucie, gdyż już w następnej chwili, doza wzmacniacza samopoczucia, co prawda zaledwie w wymiarze 20% dla przypadku lekkiego, ale jednak, załaskotała mu w nosie, wciągnął ją odruchowo i natychmiast poczuł się lepiej. Już zupełnie rozluźniony poddał się łagodnej szybkości poślizgu, nawet zapomniał, jak to mu się coraz częściej zdarzało, policzyć do pięćdziesięciu. -Pięćdziesiąt jeden! - stwierdził donośnym głosem opadając na swoje miejsce Tym razem nie okazał jednak zdziwienia, że znajduje się ono w nieznanym mu pomieszczeniu, zresztą nie miał nawet czasu, gdyż w tym samym momencie nadleciał tłocznik żywności i zaaplikował mu śniadanie. Szybko zlizał z warg kropę wody pozostawioną tam przez, jak to ocenił, nad wyraz niechlujny popłucznik higieniczny i spojrzał pytającym wzrokiem na siedzącego obok Bena. Ben, typowy wywrotowiec bez najmniejszych skłonności wyrównawczych do poziomu, wykorzystywał każdy wypad z kokonu snu na pokrzyżowanie porządku ogólnego i dlatego traktowany był z wyjątkową ostrożnością. Nie mógł nikomu zaszkodzić, ale przez to, że nigdy nie poddał się sprzężeniu z wykrywaczem emanacji emocjonalnych stał się nieprzewidywalnym. I pomimo, że czynności dnia codziennego zmuszony był tym samym wykonywać osobiście, a korzystanie z poślizgu łączyło się z ryzykiem zapodziania, to jednak sytuacja ta wyraźnie mu odpowiadała. Przychodził na swoje miejsce kiedy chciał i często, uderzając się znienacka w czoło, pospiesznie je opuszczał, a jeżeli już wysiedział na całym seansie douczania, to wyraźnie skupiał się tylko na jednej informacji, powtarzał ją, albo rozciągał i dopiero wtedy, nagle zainteresowany, cmokał wargami i poklepywał się niestosownie po udach. Najgorsze, że zachowanie Bena coraz bardziej mu odpowiadało, podziwiał nawet jego ruchliwość i samodzielność, gdyż sam, tego był pewien, nie wiedziałby jak żyć bez korzystania chociażby z odciągacza. -Ha, ha - zaśmiał się Ben w odpowiedzi na jego spojrzenie - Nie odpowiada mi sztywna kolejność, więc zaprogramowałem przeskok dla nas obu. Nie zamierzam zasiedzieć się gdziekolwiek, ani tym bardziej przerabiać wszystkiego. Spójrz na Borysa, jako jedyny z naszej grupy przeszedł już wszystko, aż do górnego pułapu mezozoiku i to w większości bez kapsułkowania informacji i co z tego ma. Nic, bo nawet możliwości wykorzystania go nie interesują. Nic nikogo nie interesuje, tylko my, wywrotowcy, zastanawiamy się dlaczego jest tak, jak jest. Przysunął się bliżej do stosu wizji realnej, a ten rozświetlił się niezwykłym przekazem. -Spójrz - rozkazał głosem pełnym podziwu - tak żyli nasi przodkowie. I oni naprawdę żyli. Czy wiesz, że kiedyś wiele rzeczy można było określić nosem? Włączyłem funkcję tego przekazu, zresztą już nie pierwszy raz. To co teraz czujesz nazywa się zapach. Dzisiaj przekierowałem ciebie, abyś mógł być świadkiem tego co zaraz zrobię. Wyciągnął rękę, wsadził ją w przekaz, nagłym ruchem zerwał z drzewa gruszkę i zabrał ją w swój wymiar... Chłystek drgnął zaskoczony, gdy w pewnym momencie, jakby zagarnięte niewidoczną ręką poznikały, rozsypane na jego ławeczce kwiaty akacji. W ogóle działy się dziwne rzeczy. Parę dni później dowiedział się, że niejakiej Alutce, podczas czytania, dosłownie rozwiał się w palcach tomik poezji, kawałek odłamanego lustra poszybował w kierunku sufitu i przeleciał przezeń bezpowrotnie, a pewien zaangażowany lekarz wścieka się od dłuższego czasu, gdyż recepty wypisywane niebieskim długopisem znikają nie wiadomo gdzie. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 08.02.11, 16:42 Pewnego dnia, Chłystek, wałęsając się od niechcenia po górskich szlakach i tylko po to, aby ewentualnie dojrzeć, zapierający dech w piersiach, widok, natknął się na Straceńca. Stał on na samym brzegu bazaltowej skały i uporczywie wpatrywał się w najeżoną ostrymi głazami przepaść. Chłystek znał go z widzenia, człowiek ten nie potrafił znaleźć swojego miejsca ani czynem, ani też słowem. Także teraz przestępował z nogi na nogę i bełkotał coś bez związku, a spostrzegłszy nadchodzącego usiadł na zrębie skały i przybrał jeszcze bardzie straceńczy wyraz twarzy niż miał to początkowo w zamiarze - bo czego się nie robi dla widowni. Chłystek, pogwizdując obojętnie, przysiadł tuż obok niego i majtając, ponad ciemną czeluścią, nonszalancko nogami, czekał na słowa Straceńca. I nie czekał długo, gdyż zaledwie chwilę potem, majestatyczną ciszę przerwała nawałnica wrzaskliwych oskarżeń wszystkiego i wszystkich...tylko nie samego siebie. Chłystek słuchał w skupieniu, coraz bardziej zdziwiony, że ktoś z takimi pretensjami do świata i uwielbieniu własnej nieomylności zdecydował się zasiąść nad przepaścią. -Jeżeli skoczysz, nigdy już nie będziesz miał szansy, aby się z tego wycofać - ogłosił z przekonaniem....i odszedł. ....bo nie chciało mu się brać udziału w teatrzyku niby-upadków i źle widzianych wzlotów. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 09.02.11, 12:19 Gdy głaz przed sobą poprzez rozwarstwienia losu toczysz i w gęstości objawień i każdego potknięcia początek znajdujesz, rzeźbisz to co przed tobą, ścieżkę życia kujesz, rozciągnij chwilę uśmiechu i dotknięciem olśnienia pokryj kamień miękkością aksamitu I pomyślał Chłystek, że dobry to słuszne słowa, gdyż jeżeli jest to tylko możliwe, trzeba się starać, aby nie narobić odcisków zarówno sobie jak i innym. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 09.02.11, 12:20 Sny uprzykrzone całą noc Chłystka trapiły, jak rzadko koszmarne. I zanim wścibskie słońce zupełnie go otrzeźwiło, i drugą jego nogę także w jawę przeniosło, radosna myśl przez głowę mu przemknęła, więc wyszeptał ją z narastającą wdzięcznością do świata - Jakie to szczęście, że ani komary, ani tym bardziej komarzyce, nie są wielkości słoni. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 09.02.11, 12:22 Zasłuchanie w trwanie chwili, w zmienność w sobie i poza mną, pomiędzy nami, pomiędzy światami niewiadomych i oczywistości. Ulec olśnieniu i oczarowanie złożyć na płatkach niezapominajki. ....bo Chłystek lubił czasami poniezapominać Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 09.02.11, 12:23 A zdarzało się Chłystkowi, że nie tylko wśród gór i czarodziejskich krain wędrował. Czasami, gdy chłodniejsze wiatry powiewały, przez co melancholii dostawał, zapędzał się w krainy słów pisanych i szukał w nich ukojenia. I natknął się na wiersz o wiośnie napisany przez Alutkę..... Na łąkach zakwitną kwiaty polne, stokrotki, chabry, rumianki wonne, a przy sadzawkach żółte kaczeńce, wianek z tych kwiatów na głowę ukręcę... .....i zauroczył się nim tak bardzo, że poszedł spać, aby śnić go noc całą) Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 09.02.11, 12:25 Już sople stopniały w ziemie wkłute kroplami, ptasie niepokoje wśród krzewów, i chmary przelotnego gradu kaprysem gnane, obejmowane ramionami roześmianego przedwiośnia, i złocista pszczoła nim skuszona, rozmarzona w niepokalanym kielichu.... Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 10.02.11, 15:14 Jeżeli kiedykolwiek istniał lub istnieje dobry, lecz bliżej nieokreślony duszek, to jest to niewątpliwie Lumpi. Długo nie zdawałem sobie sprawy z jego wielce skrytej egzystencji, pomimo że jego imię często obijało mi się o uszy, jednakże zawsze w tak zmiennym kontekście, że trudno było go z czym,- lub kimkolwiek skojarzyć. Na przykład, Lumpi niechcący podeptał kwiaty na klombie i pełen wyrzutów sumienia, niejako w ramach odszkodowania, podlał je, aczkolwiek nieco za dużo, następnego dnia zrobiła w sama porę pobudkę i otwierając okno wpuściła do pokoju orzeźwiające, poranne powietrze. Już chociażby przykład tych dwóch sytuacji usprawiedliwiał moją niewiedzę nie tylko co do pełnionych funkcji, ale również co do osoby, gdyż jak się okazało, nie można było z całą pewnością określić, czy Lumpi był kobietą, czy też mężczyzną, nie mówiąc już o wieku. Czasami, oceniając chaos jaki zostawiał tam, gdzie nieoczekiwanie się pojawił, wydawało się, że jest to wyjątkowo ruchliwe i beztroskie dziecko, innym razem, wytarte do brylantowego wręcz połysku szklanki, kazały się zastanawiać, czy nie jest to, wyjątkową pedanterią obdarzona pani domu. Nie byłem też pewien co do jego wzrostu; wydawało się, że przeciętnego, chociaż prawdopodobna właściwość przedostawania się poprzez wszelkiego rodzaju szczeliny i otwory, na rożnych wysokościach zresztą, wskazywała na istotę niewielką, elastyczną i chyba rozciągliwą. I niestety, Lumpi lunatykował. Dziwnym trafem ślady jego nocnej działalności przejawiały się ubytkami w lodówce. Znikały duże ilości owocowego jogurtu, lody, jeżeli były w zamrażalniku, czekolada i resztki z obiadu, ale tylko wtedy, gdy serwowano makaron, lub ryż. Czasami ginęły bez śladu niebieskie mazaki, a ilustrowane tygodniki straszyły niedbale powycinanymi stronicami, jak się okazało, największym powodzeniem cieszyły się strony przedstawiające piękne, ciemnowłose kobiety, szczególnie takie, które w czymśkolwiek przypominały cesarzową Sisi. Szczegół ten uświadomił mi kim tak naprawdę był Lumpi. Przeprowadziłem poważną rozmowę z Wilmą, podkreślając przede wszystkim szkodliwość nadmiaru słodyczy dla zdrowia jej przyjaciela. Kiwała potakująco głową i zezując nieco, krzywiła twarz w uśmiechu porozumienia i potwierdzenia wspólnej tajemnicy. Sama znalazła wyjście z sytuacji. Lumpi, ułożony w kąciku rzadko używanej szuflady, na wygodnym waciku kosmetycznym, został skazany na urlop odespania zimy. Jogurt już nie znika. Wilma schudła w ostatnim tygodniu prawie dwa kilogramy Odpowiedz Link
krystek.fabuloso Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 20.01.12, 14:11 Eeeech, westchnął Chłystek i poruszył się leniwie na swojej ławeczce. Ostatnie dni spowodowały, iż poczuł się tak, jakby cały świat podążał do przodu w spowolniałym tempie. Nawet ciągle opadające kwiaty jego akacji nie potrafiły się tak do końca zdecydować: opadać ku ziemi, czy wzlatywać w niebo, co powodowało, że bezustannie trwający w powietrzu odurzający zapach, utrzymywał wszystko dookoła w stanie szczególnego półsnu. Chłystek otrząsnął się jeszcze raz, otrząsnął się z paru leniwie krążących w jego głowie myśli, otrząsnął się z jakby przylepionego do twarzy uśmiechu i niezdecydowanego gestu rąk. Wyciągnął zza pazuchy swój Kalejdoskop Zdarzeń i jakby odzyskując zapomniane siły, zaczął nim coraz szybciej potrząsać. Uradował go kryształowy, czysty dźwięk dochodzący z jego wnętrza i subtelna poświata różowego światła, którą pozostawiał w powietrzu każdy jego ruch. Z zaciekawieniem spojrzał w zdarzenia, które właśnie się ułożyły i zobaczył niespodziewany obraz. Po obu stronach zwykłej, najzwyklejszej drogi siedziały dwie postacie. Po prawej, w wygodnym fotelu Kobieta przyodziana w drogi kostium ( cena była wyraźnie widoczna na wiszącej u kołnierzyka metce). Siedziała wyprostowana, twarz jej promieniała tysiąckrotną słodyczą dobroci, wieniec z luźno splecionych Prawych Słów wspaniale przyozdabiał jej głowę. Po lewej stronie, na byle jak ociosanym pniaku, siedział Kowal Nie Tylko Swojego Losu i jak to kowal, siedział ociężale, pochylony i chwilami tylko spoglądał w dal, w kierunku nieuformowanego Widnokręgu Następstw. Jak wszystkim wiadomo, taki widnokrąg jest zawsze nieuformowany, nieprzewidywalny, niespodziankowy i z każdym krokiem odsuwa się dalej, aby tym bardziej pozostawić wolną drogę wyborów i siędziania. Jakież było zdziwienie Chłystka, gdy drzwi Widnokręgu Następstw nagle się rozchyliły a powietrze poruszyło się od nagłego łopotu skrzydeł niezwykłego ptaka. Czy był to ptak Zwiastun, ptak stamtąd, przybyły z chwil, które zanim nastąpią muszą się jednak w jakiś sposób zamanifestować, chociażby po to, aby dać szansę prawdziwego wyboru? Zanim zdążył Chłystek odpowiedzieć sobie na te pytania, ptak opadł miękko na sam środek drogi, zaszczebiotał krótko i sprytnymi oczkami rozejrzał się ciekawie dookoła. Kobieta natychmiast wyciągnęła z kieszeni kostiumu smakowite ciasteczko i rzuciła je ptakowi gestem nieopisanego zachwytu, serdeczności oraz idealnego zrozumienia, a Wieniec Prawych Słów na jej głowie zajaśniał porażającym blaskiem. Kowal nic nie rzucił, od prawie doby sam nic nie jadł, gdyż zajęty był kuciem obcego losu, więc jęknął tylko krótkie cześć i zdusił na policzku łzę, która nie wiadomo po co tam się pojawiła. - Cześć - odpowiedział mu ptak, tak zwyczajnie i po ludzku, bo przecież do Kowala Nie Tylko Swojego Losu nawet nie wypada odezwać się inaczej. Po czym wzleciał lekko w powietrze i szumiąc skrzydłami zaczął kwilić po swojemu w kierunku Kobiety: Nie zrozumiesz spokoju, nie poznasz ciszy, bo nie tam ona, w ułudzie, gdzie nikt nie rozumie, nikt nic nie słyszy, gdzie nie drgnie wiatr ani płatek śniegu, i słońce nie rozgrzeje sopla lodowego twego... serca, duszy? Ani złotej myśli, co przypadkiem w niej się zawieruszy. I zniknie bez śladu. I odleciał ptak, a Chłystek pomyślał, że rację miał Półpałek-Zapałek mówiąc kiedyś, że sacharyna słodka jest, a nawet pozornie gorycz załagodzi, ale ze słodyczą prawdziwego miodu nie ma nic wspólnego Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 23.05.15, 09:36 pomiędzy mijasz mnie kolejnym przedwiośniem jabłonie sypią kolorowe paciorki powietrze mruży się w uśmiechu czas jest nieubłaganie względny więc wypełniamy go po skończoność powrotów i następną zmarszczkę której jak zwykle nie widzisz zanim wpadniemy w międzyczas znowu zakwitniemy po horyzont Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 10.02.11, 15:15 Zamilkł już bruk kołem żałobnym gnieciony, zapach sosnowej gałązki rozwiany, i zapomniany leży zwiędły kwiat, jeszcze fiolet w brzasku majaczy i czasami łza odświeży ślad... Chłystek potrząsnął kalejdoskopem zdarzeń. Robił to od trzech tygodni rano, w południe i wieczorem, i za każdym razem nie mógł znieść widoku zdeformowanego obrazu, który się jemu objawiał. Próbował jednak, z wielką nadzieją, ponieważ z doświadczenia wiedział, że żadne krzywe zwierciadło nie może trwać wiecznie...prędzej czy później rozsypie się w okruchy pod ciosem zawiedzionego. Odpowiedz Link
al-szamanka Re: KRYSTKOWE PRZEKLEJANKI 10.02.11, 15:18 Chłystek, z westchnieniem ulgi, zasiadł na swojej ławeczce. W akacjach, gęsto obwieszonych długimi kiściami pąków, wyczuwał bezgraniczną niecierpliwość kwitnienia, zaś w kreślonych na niebie zygzakach jaskółczych lotów, wyczytywał słoneczne piękno dni następnych. W takich momentach, jedynie ważnym było dla niego trwanie w chwili, poddanie się jej kojącej mocy. W pamięci zamazywały się ponure obrazy i złą wolą zdeformowane słowa, a myśli mędrców splatały się miękko z własnymi, najcenniejszymi wrażeniami. Przesuwały się więc w jego głowie obrazy - luźno powiązane ze sobą pastelowymi smugami najwyższych wartości, ledwo słyszalne dźwięki, a właściwie tylko ich domniemania powstałe z odbić dziesięciokrotnego echa, i wspomnienia stanów dusz przebijających poprzez dobre uśmiechy. Z rozrzewnieniem zauważył wychylający się właśnie z pąka skrawek białego, nieśmiałego płatka i prawie zapłakał, że w pobliżu nie było nikogo z kim mógłby dzielić się swym zauroczeniem...a może się mylił? Bo może i w innych miejscach, niekoniecznie na swoich ławeczkach, lecz pod swoimi drzewami, wielu innych Chłystków doświadczało tego samego i zachwytem uświęcało świat. Czego wszystkim należałoby życzyć.... ...jako że odrobina zachwytu kształt nadaje łzom, baśni spojrzeniu, i odnajduje się w najczulszym dotyku... Odpowiedz Link