n.nutella
14.01.12, 14:23
Kto wydobędzie miliardy z morskiego dna?
Na dnie Oceanów rozrzucone jest niezmierzone bogactwo: wg szacunków UNESCO leży tam trzy miliony wraków, 300 000 z nich, przewoziło cenne skarby.
20 listopada 1511 roku był ciepłym dniem w południowo-wschodniej Azji. Wiał łagodny wiatr, kiedy portugalski admirał Alfonso de Albuquerque prowadził niewielką flotę składająca się z pięciu statków przez niebezpieczną Cieśninę Malakka między Malezją i Sumatrą. On sam dowodził „Flor do Mar” potężnym trójmasztowcem, głęboko zanurzonym, ponieważ transportował potężny ciężar, największy skarb ówczesnych czasów.
Albuquerque zdobył go podczas grabieży bogatego miasta Malakka(w dzisiejszej Malezji). Między innymi znajdowały się tam dwa złote lwy mające w oczodołach klejnoty, kilka diamentów wielkości pięści, pozłacany, wysadzany drogimi kamieniami stół królowej Malakki, złocone lektyki, statuy tygrysów i słoni z czystego złota – a także sławny magiczny łańcuch Maharadży Sabandaru(dzisiejszy Wschodni Timor).
80 ton ważyły skrzynie z cenną zawartością, znajdujące się pod pokładem. Także na pokładzie: 400 azjatyckich kobiet i dziewcząt, które Albuquerque chciał przywieźć jako niewolnice swojej królowej do Lizbony.
Tej nocy 20 listopada, pogoda nagle się zmieniła. Nadciągnął gwałtowny sztorm i rzucił ciężki „Flor do Mar” na rafę Tengah przy północno-wschodnim wybrzeżu Sumatry. Wg relacji naocznych świadków, statek przełamał się na dwie części. Następnego dnia po katastrofie można było jeszcze dostrzec na rozszalałym morzu wystającą wysoko rufę.
Podczas dramatycznej akcji ratowniczej, uratował się admirał i pięciu oficerów w łodziach ratowniczych innych statków. Albuquerque tulił w ramionach dziecko jednej z niewolnic kiedy został uratowany. Silne prądy wciągnęły w końcu także i rufę statku w głębiny. Od tego czasu „Flor do Mar” jest uznany za zaginiony a wraz z nim kobiety i dziewczęta, wielu marynarzy i jeden z największych skarbów jaki kiedykolwiek był przewożony drogą morską. Obecnie wycenia się go na wartość sięgającą siedmiu miliardów euro.
Bezpośrednio po zatonięciu, komendant statku zlecił poławiaczom pereł poszukiwania i nawet kiedy odpłynął już innym statkiem, poławiacze nurkowali w poszukiwaniu wraku. Podobno znaleźli część cennego ładunku, który jednak do dnia dzisiejszego jest uważany za zaginiony.
Dlatego profesjonalni poszukiwacze skarbów twierdzą, że duża część miliardowego skarbu z Malakki nadal leży na dnie morskim koło Sumatry. Ale gdzie? 500 lat temu, nie było jeszcze dokładnych map, a nawet gdyby kiedykolwiek istniały, na niewiele by się dzisiaj zdały: erozja, sztormy, tsunami i wstrząsy dna morskiego, takie jak w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia w 2004 roku spowodowały zmianę linii wybrzeża.
Do tego dochodzi, że portugalska załoga straciła podczas sztormu orientację i nie mogła przekazać żadnych dokładnych nawigacyjnych namiarów. Dlatego miejsce poszukiwań obejmuje dzisiaj kilkaset km². Podobno indonezyjski dyktator Suharto(1921-2008) wydał miliony na poszukiwanie tego wraku. Także amerykański poszukiwacz skarbów Robert Marx zainwestował w poszukiwania 15 milionów euro. Obie misje poszukiwawcze nie przyniosły rezultatów.
Ten wielotonowy skarb, nie pozostanie już długo nieodkryty. Fachowcy tacy jak kalifornijski inżynier i badacz podwodny Graham Hawkes oceniają, że najpóźniej do 2050 roku, wszystko co zaginęło na morzach, zostanie odkryte.