Dodaj do ulubionych

To się zdarzyło w świętojańską noc

28.03.12, 08:21

Pudełko spadło nagle. Dziwne to było, gdyż poruszone zostało tylko nieznacznie, a uwiezione w grubej powłoce wieloletnich pajęczyn zdawało się być od wieków przyrośnięte do półki. Może był to już czas, że spaść musiało. Zmurszały karton pękł się na kilka niekształtnych kawałków, zawartość rozsypała się na surowej, drewnianej podłodze. Nie było tego dużo; do połowy wypalona świeczka, staromodna pozytywka, pojedyncza kartka z kalendarza, blaszana trąbka z pękniętym ustnikiem i mały woreczek pomarszczonych ze starości nasion. Strych był tak zapuszczony, podłoga tak zarzucona od dawna niepotrzebnymi przedmiotami, że tych parę dodatkowych drobiazgów nikomu nie rzuciło się w oczy.
Nadeszła noc, musiała to być noc świętojańska, jako że gwiazdy na niebie mrugały zdumione spoglądając z góry na nieprawdopodobny blask setek i tysięcy kwitnących w lasach kwiatów paproci. Czegoś takiego nigdy jeszcze nie widziały. Wiadomo jednak, że taka noc przepełniona jest cudem niewyobrażalnego i czarami spoza czasu, musiało się coś wydarzyć.
Jako pierwsza zaszeleściła kartka z kalendarza. Wygięła wszystkie swoje cztery rogi, wybrzuszyła się raz w jedną, raz w drugą stronę, wyblakły napis zajaśniał żywym kolorem: czerwiec, pod nim liczba 12, sobota, zupełnie na dole cytat z jakiegoś mędrca.
- Tyle czasu przebywaliśmy razem w tym ciemnym pudełku - oznajmiła kartka z kalendarza - i nic o sobie nie wiemy. Wrzucono nas tu jak byle co, nie wiem jak wy, ale moja data była bardzo ważna, byłam wyjątkową pamiątką. 12 czerwca, nareszcie, Jan poślubił swoją Ewę. Długo czekali na ten moment, Jan był oficerem, walczył w wielkiej wojnie, podczas ceremonii upuścił obrączkę, ponieważ jego ramię ciągle jeszcze było słabe po odniesionej ranie postrzałowej. Niektórzy uważali to za zły omen, inni śmiali się wesoło. Ach, jak przedwczesna była ta wesołość, szczęście nie trwało długo, a Ewa nosiła mnie przez 30 lat w medalionie. Dopiero jej syn wrzucił mnie do pudełka, ważny dla niego był tylko medalion, bo mógł nim opłacić jedną noc swoich hulanek.
- Smutna jest twoja opowieść - zauważyła świeczka - ja paliłam się przynajmniej przy każdej okazji, ale te szczęśliwe przeważają. W mój płomień wpatrywały się rozradowane oczy dziecka. Stałam na pięknym, urodzinowym torcie, a dziecko było zbyt małe, aby mnie zdmuchnąć. Potem, po latach, już jako przystojny młodzieniec zapalił mnie parę minut zaledwie przed swoim pierwszym pocałunkiem. Także i dla mnie było to wielkie przeżycie.
Blaszana trąbka poruszyła się niecierpliwie. Pęknięty ustnik powodował, że głos jej był nieco syczący, gubiła też pojedyncze tony, ale i tak można ją było doskonale rozumieć.
- Znałam go, gdy był jeszcze dzieckiem, byłam jego trąbka. Pochodził z rodziny muzyków, jego ojciec był znanym dyrygentem i rzadko kiedy przyjeżdżał do domu. Wszyscy myśleli, że pomogę chłopcu odkryć jego talent. Niestety, nie posiadał dokładnie tego talentu, za to wiele innych, może dlatego tak często wypadałam mu z rąk, aż pękł ustnik i już nic nie można było ze mną zrobić. Do pudełka wrzuciła mnie jego matka, chyba na pamiątkę dzieciństwa.
- Ja też grałam tak jak ty, trąbko - wtrąciła staromodna pozytywka - Niestety, była to tylko jedna melodia, bardzo smutna. Początkowo byłam bardzo dumna, że to ze mnie ona wychodzi, ale po pewnym czasie zauważyłam, że moja właścicielka często płacze, gdy mnie słyszy. Pewnego dnia w ogóle przestała mnie nakręcać. Byłam uparta, prężyłam się i grałam sama z siebie, lecz jak się okazało, dziwnym trafem zapowiadałam moim graniem nieszczęścia. Nie mogłam tego znieść i zamilkłam na zawsze. Dopiero dzisiaj się odezwałam, bo i wy mówicie. A co ma do powiedzenia nasz woreczek z nasionkami?
Woreczek milczał czas dłuższy, nasionka przesypywały się w zamyśleniu.
- Hmm, wasze wspomnienia z prawdziwego życia wzięte, są takie słodko smutne - ogłosiły nasionka zgodnym chórem - Nasze też, oprócz tego jednego, innego, najpiękniejszego, gdy dojrzewałyśmy w cudownej roślinie. Od tej pory trwamy w nadziei, że i my kiedyś dostaniemy szansę by wykiełkować, zakwitnąć i uradować czyjeś oczy. Jeżeli się to stanie, będziemy mogły przekazać każdą opowieść, także waszą. Będzie to opowieść bez słów, a jednak każdy człowiek, który kwiatem naprawdę się zachwyci, doskonale ją wyczuje. Tacy ludzie noszą w swoich duszach obraz całego świata i udoskonalają go coraz to nowym sensem.
Tuż nad ranem powiał mocny wiatr, na tyle mocny, aby cala zawartość pękniętego pudełka popchnąć w najciemniejszy kąt strychu, gdzie mogła przetrwać następne dziesięciolecia.
Nasionka dostały swoją szansę, wylądowały na świeżo przekopanej grządce w ogrodzie.
I zakwitną.
Obserwuj wątek
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka