al-szamanka
03.05.12, 19:23
Ostatnio, szperając w tajnych zapiskach Zrzeszenia Psychiatrów Pomiędzy-i-Ponadnarodowych, natrafiłam na rękopis pisany w wyraźnym pospiechu. Anonimowy specjalista starał się, chybotliwymi z wrażenia literami, przelać na papier swoje niewyobrażalne obserwacje. Podejrzewam, iż czuł się odkrywcą niezbadanego dotąd przypadku.
"O człowieku tym usłyszałem zupełnie przypadkowo i właściwie nie zainteresowałem się nim, gdyż informacje wydawały mi się po prostu wyssane z palca. Dopóki sam na niego nie natrafiłem. Też zupełnie przypadkowo. W najwyższym budynku mojego miasta zepsuła się winda i tym samym zmuszony byłem iść pieszo na ostatnie piętro. W połowie drogi, mocno już zadyszany, ujrzałem przed sobą dziwnie przykurczoną, męską postać. A może nie był ów mężczyzna przykurczony, lecz miał taką posturę po prostu, mocno przydługie spodnie majtały mu się przy kostkach. Na każdym stopniu zatrzymywał się chwilę, wydawał z siebie cichy kwik radości, podnosił zapewne jakieś znalezisko i pazernym ruchem chował je za pazuchę. Zaciekawiło mnie to więc, dotrzymując mu kroku, zapytałem o co chodzi.
- O sens wszystkiego - wyjaśnił, a w głosie jego pobrzmiewały półtony charakterystyczne dla domorosłych filozofów, prowincjonalnych aktorów, niedowartościowanych kochanków, nędzarzy i mędrców na pokaz.
Chyba dlatego błysnęła mi natychmiast w głowie myśl:
Oto Nędrzec!!!
Przeszedłszy z nim do 30-ego piętra zdążyłem się dowiedzieć, że Nędrzec cierpi na natręctwo klatek schodowych, a szorstkie, zaniedbane wycieraczki pod drzwiami wywołują u niego ataki panicznego lęku. Na moje przypuszczenie, że przyczyna musi leżeć w nieszczęśliwym dzieciństwie, pokiwał smętnie głowa, ale już w następnej sekundzie pochylił się błyskawicznie, podniósł kawałek zeschniętego błota i triumfalnym gestem wrzucił go za koszulę. W tym momencie zrozumiałem, że problem wycieraczek jest jest o wiele bardziej poważny niż to mi się w pierwszej chwili wydawało. Ten człowiek był w stanie wyzbierać wszystkie brudy byleby tylko uchronić się od wycieraczkowych strachów.
Do 40-ego piętra opowiedział mi całe swoje życie.
Z czkawki jego słów bez ładu i składu wywnioskowałem, że tak naprawdę to zawsze chciał stanąć na najwyższym szczeblu drabiny. Obojętnie jakiej. Niestety, ciągle mu coś w tym przeszkadzało. A to ktoś okazywał się być we wspinaczce szybszy, wspinaczkowo bardziej utalentowany, a to zmurszały szczebelek kruszył się niespodziewanie pod nachalnym naciskiem jego dłoni i bardzo złośliwie sypał mu w oczy drewnianym pyłem, tak, że na czas dłuższy zatracał właściwą perspektywę widzenia, innym zaś razem parszywy los tak go zniekształcał w oczach innych, iż rozpoznawali w nim jedynie podnóżek do odbicia się nie tylko na sam szczyt drabiny, ale nawet jeszcze wyżej. Tych nienawidził najbardziej. Spoglądając więc z zawiścią na ich podrygujące, od szybkiego tempa wspinania się, pośladki, marzył o tym, aby przyssać się do nich jak pijawka, podczepić się i w ten sposób dać się ponieść na nieosiągalne wyżyny, poczuć w dłoni najwyższy szczebel drabiny, stanąć na tej samej wysokości co znakomici tego świata, albo przynajmniej ich pomniki.
Były to jednak tylko marzenia.
Pozostawały jedynie schody.
Zauważyłem ponadto, że przy słowach: schody, drabina, szczebel, pojawiał się u Nędrca gwałtowny, lepki ślinotok. Pobrałem próbkę i jakie było moje zdumienie, gdy okazało się, że głównym składnikiem śliny tego osobnika była mocno zanieczyszczona wazelina. Ze wzgledu na te wydzieliny właśnie, obawiam się, że Syndrom Nędrca może okazać się zaraźliwy......”
Na tym kończył się rękopis, jako że ktoś brutalnie oderwał dalszą cześć stronicy. Parę lepkich plam na papierze wzmocniło moje podejrzenia, że to sam Nędrzec o to się postarał. Być może dlatego, aby zatuszować, bliskie moim zdaniem, pokrewieństwo z Józiem Pokurczem.