3 dni, 5 pałaców, jeden zamek

21.06.12, 12:40
1300km, fajne spotkania i nieprzewidziane zahaczenie o Austrie z widokami, ktore zapieraja dech w piersiach, "przebalowana" noc...aaaa i brak netu smile tzn. teoretycznie net byl, ale gory wysokie, przebijalo sie wylacznie gg i na szczescie - inaczej mogloby sie jeszcze cos nie poukladac do konca smile
No i GPS - chyba zaczne te pania, ktora mi cierpliwie powtarzala gdzie mam skrecic i gdzie pojechac, bede "nosic na rekach"....smile
    • m.maska Re: 3 dni, 5 pałaców, jeden zamek 21.06.12, 13:23
      m.maska napisała:


      > No i GPS - chyba zaczne te pania, ktora mi cierpliwie powtarzala gdzie mam skre
      > cic i gdzie pojechac, bede "nosic na rekach"....smile

      wykreslic "zaczne" - pozostaje, przy będę....
      • al-szamanka Re: 3 dni, 5 pałaców, jeden zamek 21.06.12, 16:22
        Mozesz chwalić ile chcesz, a ja i tak GPS sobie nie kupię...przecież ja się takich rzeczy boję big_grin
        • al-szamanka Re: 3 dni, 5 pałaców, jeden zamek 21.06.12, 19:48
          No, nie doczekałam się zdjęć, a tak strasznie padam na nos, że chyba pójdę spać o niemowlęcym czasie. Podejrzewam, że mam wyjatkowo niski ciśnienie dzisiaj, a może w ogóle go nie mam wink
          • m.maska Re: 3 dni, 5 pałaców, jeden zamek 21.06.12, 20:58
            Jasne, ze nie AL... padlam zanim zdolalam to przeczytac i.... obudzila mnie tlukaca sie za oknami potezna burza...obudzilam sie na tyle szybko, zeby wylaczyc la ptoka z pradu...
            • mr.sajgon Re: 3 dni, 5 pałaców, jeden zamek 21.06.12, 21:47
              I tak wlasnie lubie podrozowac smile))
              • m.maska Re: 3 dni, 5 pałaców, jeden zamek 24.06.12, 04:05
                smile to bylo na wariackich papierach, od poczatku do konca....
    • m.maska Dzien pierwszy 18.06.2012 22.06.12, 01:28
      Program na te dni byl bogaty i napiety - na poczatek trzeba bylo pokonac 430km a na miejscu byc najpozniej o godzinie 11 - zrobilam rezerwacje biletow wstepu do pierwszego zamku na godzine 12 i do godziny 11 trzeba bylo te bilety odebrac... 430km - liczac lekko, 4,5 godziny... wzielam poprawke, wyjazd o 4:30...
      Jesli planuje, to nie ma prawa sie nic zawalic. Krotko przed godzina 7 spogladamy na nasze wydruki, okazuje sie, ze hotel zamowilam owszem, jak najbardziej, ale na 19.06 - drobna panika...nie mamy noclegu dzisiaj, mamy jutro, ale wtedy nie bedzie on nam juz potrzebny, bo bedziemy zupelnie gdzie indziej i tam hotel tez mamy. Zjezdzam na najblizszy parking dzwonie do hotelu - mozna to zmienic? mozna.... uffff - ale do 19 musimy zjechac.
      Wszystko idzie fajnie, nawet Stuttgart nas nie przystopowal - dojezdzamy do Ulm i... autostrada zamknieta, ruch puszczony przez miasto - po prostu marzenie, swiatla, ciezarowki, ktore przetaczaja sie po dwie przy zmianie swiatel, do tego dochodzi ruch miejski a czas nam sie nagle kurczy. Byle sie w koncu przetoczyc przez to miasto, cenne minuty umykaja...tracimy ponad godzine.
      Do Füssen, miasteczka, polozonego u stop zamkow wjezdzamy majac 40 minut czasu, jest przeciez ok - nie ma paniki, jeszcze tylko 2 km, tak pokazuje navi - ha - ostatnie rondo i... zjazd zamkniety - trzeba wracac z powrotem i robic wielki objazd zeby dostac sie z drugiej strony do miasta - oczywiscie, ze jedziemy juz w kawalkadzie chetnych do zwiedzania... w poblizu kas biletowych ladujemy o 10:50...wysadzam moja towarzyszke, zeby poszla do kas, sama parkuje. Z parkingiem klopotu nie ma - jest ich tam pod dostatkiem - 5€ za postoj...
      Wyjezdzalysmy - bylo zimno - jest upal, zar leje sie z nieba - trzeba sie jeszcze przebrac...
      Ale mamy juz bilety smile
      • m.maska Re: Dzien pierwszy 18.06.2012 22.06.12, 02:56
        Nie bardzo byl czas na robienie fotek w drodze, ale jesli stoi sie w korku, przesuwajac sie w slimaczym tempie do przodu - mozna czasami cos cyknac....

        Droga do Bawarii/fotki (link)
        • m.maska Re: Dzien pierwszy 18.06.2012 23.06.12, 08:23
          W koncu moglysmy ruszyc zeby z bliska obejrzec to o czym myslalysmy od lat, tylko wciaz nie bylo nam po drodze.
          Palace, ktore mialysmy tego dnia obejrzec wszystkie nalezaly do krola Ludwika II Bawarskiego, cokolwiek by mozna o nim powiedziec - to jednego nie mozna mu odmowic, pozostawil po sobie budowle niezwykle. Powroce do niego i do wnetrz palacow w oddzielnym miejscu, poniewaz jak zwykle, w palacach zdjec robic nie mozna a wnetrza sa naprawde wyjatkowe...pokaze wiec fotki z przewodnikow.
          Pierwszym w programie byl palac Hohenschwangau, gorujacy nad miasteczkiem.
          Zar lal sie z nieba a my mialysmy do wyboru, wsiasc w dorozke, albo wspinac sie w gore - wybralysmy to drugie...po wejsciu natychmiast rzucilam sie do fontanny - nie spodziewalam sie tam tak lodowatej wody, byla krystalicznie czysta. W oczekiwaniu na swoja godzine obeszlysmy ogrody, zachlysnelysmy sie widokiem gor. Polozony jest ten palac niezwykle malowniczo, czy mozna sie wiec dziwic, ze mieszkajac w takim miejscu Ludwik pokochal gory i jezioro polozone w dole? Juz na szczycie palacu Hohenschwangau mozna dostrzec wielkiego labedzia, labedzie pojawiaja sie na wielu freskach wewnatrz... i jak ja mam z tych wielu fotek wybrac te, ktore mam pokazac?
          • al-szamanka Re: Dzien pierwszy 18.06.2012 23.06.12, 14:09
            m.maska napisała:

            > ...po wejsciu natychmiast rzucilam sie do fontann
            > y - nie spodziewalam sie tam tak lodowatej wody, byla krystalicznie czysta.


            A pamiętasz jaka zimna woda była w salzburskim potoku? W górach tak już jest smile
            • m.maska Re: Dzien pierwszy 18.06.2012 24.06.12, 04:10
              Ale to nie byl potok - to byla studnia(?)... w kazdym razie byla lodowata ale przy panujacych wokol temperaturach, idealna, zeby przynajmniej oplukac dlonie...
        • m.maska Schloss Hohenschwangau na fotkach 23.06.12, 19:29
          ale tylko z zewnatrz... to co jest w srodku, wymaga oddzielnych opowiesci...

          Schloss Hohenschwangau/fotki (link)
          • al-szamanka Re: Schloss Hohenschwangau na fotkach 23.06.12, 19:43
            Śliczne widoki. Łabędzia przybliżyłam, bardzo wdzięcznodostojnysmile
          • m.maska Schloss Neuschwanstein 24.06.12, 01:19
            Neuschwanstein, polozony malowniczo wsrod lasow, gor i jezior... ma w sobie cos z bajek Disneya a moze to u Disneya pojawil sie ten palac - oddalony o zaledwie 1,5km od Hohenschwangau - w linii prostej... tak wiec, niezla wspinaczka sie zapowiadala - nie bylysmy zdecydowane nadwerezac nog tego dnia, tym bardziej, ze czasu bylo niewiele - bo zaledwie godzina...od tego sa dorozki - przyjemnosc jazdy dorozka pod gore kosztuje 6€ od osoby, (w dol juz tylko polowe) a potem i tak jeszcze niezla wspinaczka w gore i upal. Do opisu wnetrza, jak juz wspominalam, powroce w oddzielnym watku. Sam palac robi wrazenie juz z zewnatrz, jest bialy, przeciez symbolizuje labedzia. Po przeciwnej stronie waski wodospad a nad nim przerzucony most, na ktorym tlumnie zbieraja sie turysci, zeby strzelic fotke z gory na zamek - te "przyjemnosc" darowalysmy sobie, ale oczywiscie zaopatrzylysmy sie przy okazji, jak zawsze, w kalendarze na przyszly rok - ot tak ku pamieci... caly kolejny rok bedzie mozna wspominac, jak to bylo...
            Neuschwanstein jest najbardziej znanym zabytkiem Niemiec, odwiedzanym rocznie przez ponad milion turystow. Na zwiedzanie wybralam poniedzialek i naprawde nie chce wiedziec co tam sie dzieje podczas weekendu... poniedzialek jest wsrod turystow dniem malo popularnym, dlatego bylo wzglednie spokojnie...
            Wejscie do Neuschwanstein mialysmy o godzinie 14 i... od godziny 3 rano, ja wypilam jedna flaszke czegos tam(0,3l) Basia, nie odczuwala pragnienia... na wiecej nie bylo czasu i dopiero po zakonczeniu zwiedzania stwierdzilysmy, ze musimy przysiasc gdzies zeby napisac kartki i wybralysmy w tym celu kawiarnie, wypilysmy latte macchiato i zjadlysmy jakies ciastko z truskawkami... nic w tym dziwnego - takie nasze zwiedzanie, ze o jedzeniu jakos wtedy nie myslimy... W Lizbonie bywalo, ze kiedy wracalysmy do hotelu okolo 22 przypominalo nam sie nagle, ze nic zesmy caly dzien nie jadly...zreszta z AL w Paryzu bylo podobnie - sniadanie o 14.... big_grin
            • m.maska Schloss Neuschwanstein na fotkach 24.06.12, 03:50
              Schloss Neuschwanstein/fotki (link)
        • m.maska Hohenschwangau - Linderhof 24.06.12, 17:08
          Dochodzila godzina 16 kiedy ruszylysmy w dalsza droge i mialo to byc 40km...ile bylo? nie wiem, nie spojrzalam na licznik, wydawalo mi sie, ze najwyzej godzine bede potrzebowala na to zeby dojechac do tego ostatniego palacu Ludwika II i wtedy sie zaczelo... navi nagle poprowadzil mnie do Austrii i drobna panika, potrzebna bedzie winieta, tylko nigdzie po drodze nie bylo punktu w ktorym moznaby ja bylo wykupic - no coz - ryzyk-fizyk, jedziemy przed siebie. Na szczescie kiedy znalazlysmy sie na drodze szybkiego ruchu, wielki szyld oglosil, ze na tej drodze winiety nie obowiazuja, potem jakies male miasteczko i.... za 900m mialam zjechac na inna droge, wszystko szlo swietnie, do tego momentu wlasnie - nagle wszystko stanelo. Przede mna ogromna ciezarowka, nie widzialam co dzieje sie z przodu, jedno bylo niezmienne, stalysmy w korku, ktory przez pol godziny nie przesunal sie nawet o pol metra....tylko 900m brakowalo nam, zeby sie z tego wyrwac, niestety nie bylo ratunku...a czas nieublaganie uciekal....po pol godzinie nagle tak jak wszystko znieruchomialo, ruszylo sie i juz bez zadnych zahamowan zaczelo jechac. Uprzejma pani navigatorka kazala mi odbic i... po krotkim czasie znalazlam sie w krajobrazie niesamowitym. Droga wiodla wzdluz brzegu jeziora, Plansee, woda miala kolor szmaragdu a ja bylam gleboko nieszczesliwa, ze musialam koncentrowac sie na drodze i nie moglam podziwiac widokow, ktore zmienialy sie wraz z kazdym przejechanym kilometrem... w koncu nie baczac na utrate czasu zatrzymalam sie, zeby zrobic chociaz kilka fotek, chociaz na zdjeciu utrwalic urok tego miejsca - mimo, ze to nigdy nie bedzie to samo, co podziwianie w naturze...

          Ponizej trasa, ktora musialysmy pokonac... (ta liliowa linia, to granica Austrii)



          i kilka fotek, ktore niestety zrobilam tylko z jednego miejsca... a miejsc na postoje bylo tam bez liku, mysle, ze z mysla o takich zapalencach, ktorzy zatrzymuja sie zeby popatrzec jak piekna jest natura, jesli jej czlowiek nie przeszkadza...

          https://www.bilderload.com/bild/220468/dscn5580ELZK5.jpg

          https://www.bilderload.com/bild/220469/dscn5581PZFX7.jpg

          https://www.bilderload.com/bild/220470/dscn5582KI0OU.jpg

          https://www.bilderload.com/bild/220471/dscn5583ZQU2Y.jpg

          https://www.bilderload.com/bild/220472/dscn5584GXD27.jpg
          • sakral Re: Hohenschwangau - Linderhof 24.06.12, 17:43
            Masko

            to jest przepiękne
            tylko ja jestem inny rodzaj turysty

            mnie się chodzić nie chce
            położyć,dać papu i nie przeszkadzać w kontakcie z naturą czy innym pięknem

            no ale każdy ma inna formę
            dzięki Tobie
            to my zwiedzimy kawałek świata

            ale za Chiny Ludowe
            nie wybrałbym się z Tobą na urlop

            za dużo chodzisz,biegasz
            i jak się domyślam
            bardzo dużo mówisz

            a ja czasami lubię być cicho

            ale też trzeba uczciwe przyznać,że
            towarzyszące Tobie osoby są bardzo spokojne i wyrozumiałe

            masz jeszcze jakieś zdjęcia ?
            to które zobaczyłem są super
            • m.maska Re: Hohenschwangau - Linderhof 24.06.12, 18:37
              a i tu sie mylisz, bo wcale tak duzo nie mowie - wtedy kiedy mnie zatyka, wtedy milcze jak zakleta, zwlaszcza w obliczu natury... natura nie znosi zaklocania spokoju.... obawialam sie nawet, ze moze mnie wnerwiac swoim gadaniem pani navigatorka... moj la ptok jest tak ustawiony, ze nawet nie slychac, jak przychodzi wiadomosc - wystarczaja mi sygnaly swietlne big_grin zawsze jest czas na gadanie i czas na milczenie....
              • al-szamanka Re: Hohenschwangau - Linderhof 24.06.12, 19:01
                A jeśli chodzi o szybkie chodzenie, Sakralu, to niestety, w porównaniu do mnie to Maseczka jest żółwik big_grinbig_grinbig_grin
                • m.maska Re: Hohenschwangau - Linderhof 24.06.12, 21:10
                  bo mi sie tak naprawde nigdy nie spieszy, tylko kiedy jestem turystycznie w podrozy, wtedy gna mnie z miejsca na miejsce - bo czas mi ucieka a chce zobaczyc jak najwiecej.....
                  • al-szamanka Re: Hohenschwangau - Linderhof 24.06.12, 21:21
                    Pamiętam, jak przegnałam Cie po Salzburgu....aż pęcherza na stopie się dorobiłaś
                    • m.maska Re: Hohenschwangau - Linderhof 24.06.12, 21:34
                      To wszystko bylo na forum, lacznie z moimi wymeczonymi stopkami i Twoim brakiem litosci sad - musze wygrzebac i wkleic.... bo przepadl w matrixie, a wlasnie wczoraj czytalam ten opis - poniewaz szukalam postu o Herrenchiemsee, ktory zwiedzalysmy na zakonczenie tej wyprawy.... wraz z Herrenchiemsee, beda wszystkie cztery palace Ludwika II - musze to odnalezc smile
        • m.maska Schloss Linderhof 25.06.12, 18:11
          Jest chyba najladniejszym palacem sposrod zaprojektowanych przez Ludwika. Jest niewielki, polozony w pieknym parku w ktorym co krok natrafia sie na dodatkowe atrakcje... gdzies z dolu dobiegaly krzyki pawi - zdazylysmy, zdazylysmy na ostatnia ture oprowadzania i specjalnie dla tej grupy na dluzej otwarta pozostala Grota Wenus, do ktorej trzeba bylo jeszcze sie kawalek wspiac... konczyl sie wyczerpujacy dzien i juz tylko na droge od kiosku do parkingu zaopatrzylysmy sie jeszcze w lody - no przeciez w koncu trzeba bylo cos zjesc.
          Wprawdzie planowalam jeszcze by zajechac do klasztoru Ettal, ale bylo juz zbyt pozno i tego mi szkoda - moze kiedys znowu nas tam zaniesie.
          Padniete juz zajechalysmy pod pensjonat i po krotkim doprowadzeniu sie do porzadku, stwierdzilysmy, ze nalezy cos zjesc, bo moze sie zdarzyc, ze nagle dopadnie nas glod, kiedy juz wszystko bedzie zamkniete - zrobilysmy wiec krotki spacer po miasteczku, siadajac w pierwszej restauracji, jaka pojawila sie na naszej drodze.
          Iiii... no tak, najpierw przystawka, z pozdrowieniem od kuchni, potem wielki talerz salaty i wlasciwie moglam juz na tym zakonczyc - Basia zjadla wszystko, ja zaledwie polowe tego co pojawilo sie na stole... co to za zwyczaj najpierw zaspokoic pierwszy glod goscia a dopiero potem podac wlasciwy posilek - no po tym pierwszym to ja juz bylam zalatwiona.

          Po powrocie probowalam jakies cuda z netem - moglam Was sobie poczytac, tylko pisac nie moglam, a zreszta i tak padalam na nos a sniadanie zamowilysmy sobie na godzine 7, wiec nie mozna bylo sie nawet wyglupiac za bardzo - na kolejny dzien bylo znowu chyba 400km w programie i najwiekszy barokowy palac w Niemczech - Ludwigsburg, palacyk "towarzyszacy" Favorite i Monrepos - chociaz ten ostatni tylko do objerzenia z zewnatrz - ale... bylo tez po drodze Ulm a nie wiedzialam, czy w druga strone tez nie bedziemy sie toczyc przez miasto...

          W nocy obudzila nas burza - grzmocilo, jak to w gorach, ze wszystkich stron, za to ranek byl ozywczy i... moje ptaszki spiewaja innymi glosami niz tamtejsze big_grin
          • m.maska Schloss Linderhof/fotki 25.06.12, 18:17
            Schloss Linderhof/fotki (link)
            • al-szamanka Re: Schloss Linderhof/fotki 25.06.12, 19:19
              Ha, i śliczne kotki Wam się trafiły big_grin
              • m.maska Re: Schloss Linderhof/fotki 25.06.12, 20:05
                Kociaki byly slodkie, ale mysmy mialy jeszcze dluga droge przed soba.... jeszcze dwa dni w podrozy i spotkania - to gdzie tam z kotami?
      • m.maska Dzien drugi 19.06.2012 26.06.12, 23:44
        Dopiero rano przekonalysmy sie jak sympatyczny pensjonacik zesmy sobie wybraly... wlascicielka podczas sniadania troszczyla sie o kazdego goscia oddzielnie, pytala o zyczenia... ale sniadanie zawsze nam idzie opornie, totez przezorna Basia wziela dwa banany, majac w perspektywie, ze nie wiadomo kiedy znowu bedziemy mogly cos zjesc(przydaly sie bardzo). Pozegnalysmy goscinny pensjonat, spojrzalysmy na chmurki ktore przesuwaly sie niemal przez naszym nosem i ruszylysmy w trase - do przebycia bylo 290km i... no nie bylo netu, tak wiec wrzucilam navigatorce nazwe miejscowosci: Ludwigsburg i palac, przy palacu wyszlo Monrepos - wiedzialam, ze nie o ten chodzilo, ale dodatkowych informacji nie moglam wyciagnac.
        Droga zajela nam dobrze ponad 3 godziny i jakos nawet nie stalysmy w zadnym korku, mimo, ze byly momenty, kiedy tempo bylo slimacze.
        Dojechalysmy najpierw do palacyku Monrepos, obeszlysmy go dookola i zdobylysmy dalsze informacje: Palac Rezydenta... palac w Ludwigsburgu jest najwiekszym barokowym palacem w Niemczech... ale to juz blizej w innym miejscu bedzie...oprowadzanie trwalo 1,5 godziny, potem jeszcze polozony w poblizu palacyk Favorite - wszystkie trzy zostaly zbudowane w tym samym czasie i... opuscilysmy Ludwigsburg... co bylo dalej... sympatyczne popoludnie i wieczor i jeszcze pol nocy, sporo smiechu, jakies jedzenie, bo niestety ale trzeba, sporo wina i bardzo malo czasu na spanie...bo kolejny dzien nie byl dniem odpoczynku, jeszcze nie....
        • m.maska Schloss Ludwigsburg 19.06.2012 27.06.12, 00:22
          Schloss Ludwigsburg/fotki (link)
    • m.maska Dzien trzeci 20.06.2012 28.06.12, 01:26
      Pojsc spac o 4 nad ranem i miec caly kolejny dzien pelen planow - to chyba jednak trzeba miec cos nie tak... amibtnie postanowilysmy wstac o 8 rano... komorka zostala nastawiona na 3 budziki co 5 minut od 8 rano... ale gdziez tam - obudzilysmy sie juz o 7 - wprawdzie w glowie mi szumialo z niewyspania, ale o spaniu juz mowy nie bylo - a w programie bylo kolejnych 500km do przejechania, zwiedzanie zamku i jeszcze jedno spotkanie.
      Za oknem lalo, trzeba bylo spakowac te troche rozgrzebanych rzeczy, zejsc na sniadanie i zrobic odjazd... do przejechania bylo na poczatek okolo 120km. Burg Hohenzollern - miesiac wczesniej tam bylam, wtedy Basia prosila mnie zebym pojechala i natrzaskala zdjec, bo ona zapewne tam nigdy nie dojedzie - jak to sie szybko moze zmienic i w jak krotkim czasie... do parkingu polozonego ponizej zamku dotarlysmy, po odstaniu w kilku korkach, ktore w okolicy Stuttgartu sa zaprogramowane, okolo 11:00... jak teraz widze, pierwsze zdjecia byly robione z ustawieniami nocnymi... i jakos mnie to nie dziwi, zapomnialam po nocnych wyglupach zmienic ustawienia...
      Leniwe jakie jestesmy, zostawilysmy samochod na parkingu i zamiast sie meczyc wspinaczka pod gore, oczywiscie pojechalysmy busikiem... kolejne wejscie do palacu bylo o 12:00 - zadzwonilam do mojej przyjaciolki w Szwabskim Landzie, ze do niej zajedziemy okolo 14... w koncu mam tam stale zaproszenie, w obojetnie jakim skladzie, powtorzone zreszta po tym jak po powrocie zadzwonilam, zeby podziekowac jej za wspaniale przyjecie.
      Mialysmy jeszcze chwile czasu, tak wiec zajrzalysmy do kosciola Sw.Michala a potem juz czekalysmy kiedy wpuszcza nas na komnaty.
      Bylam w tym zamku 13.05. - byl dzien otwartych drzwi i brakowalo wtedy tej calej otoczki - dopiero teraz zobaczylam ze w przedsionku na scianach umieszczono cale drzewo genealogiczne Hohenzollernow... sciany wielkie, ciasno zapisane kolejnymi galeziami, odgalezieniami, konarami... na niejednym szczycie tkwil zapis Cesarz ten czy ow... wokol zamku poustawiane postaci przypominajace tych wszystkich pruskich Fryderykow, ktorych mieli tam co niemiara - zeby chociaz zmieniali czesciej imiona, toby sie tak nie mylili moze - a tak tylko po cyferkach po imieniu mozna ich rozroznic...
      Jest tam i skarbiec, sa i kazamaty a kiedy opuscilysmy zamek, okazalo sie, ze zeby juz tak dopelnic jego tajemniczosci, chmury plynely ponizej zamku i otulaly go miekka wata...
      Obeszlysmy zamek dookola, zajrzalysmy na koniec do kosciola protestanckiego, ktory tez sie tam znajduje a ktorego sklepienie przypomina sklepienie w Saint Chapelle w Paryzu, mimo, ze jest nieporownanie mniejszy... ale nawiazan do Saint Chapelle podczas tych trzech dni i tak bylo wiele - w koncu Ludwik Bawarski wzorowal sie na Francji tamtych czasow...
      • m.maska Re: Dzien trzeci 20.06.2012 28.06.12, 01:34
        A potem byla juz tylko krotka droga na zaproszony obiad... w dole ponizej zamku zatrzymalysmy sie zeby zrobic zdjecia, ale ja bedac tam miesiac wczesniej, mialam nieporownanie lepsza pogode... a kiedy dotarlysmy do mojej przyjaciolki wg pani nawigatorki, bylo to zaledwie 17 km - lunelo tak straszliwie, ze moglysmy sie tylko cieszyc, ze wszystko udalo nam sie obejrzec i wyjsc z tego sucha noga...moja przyjaciolka rezyduje na wysokosci 969m... totez jesli tam leje, to leje tak jak to w gorach lac potrafi - obiad byl poezja, ale to mnie akurat nie dziwi, bo jest przyzwyczajona do podejmowania gosci, zapowiedzianych i niezapowiedzianych takze - tam zawsze byl dom otwarty, jeszcze w kraju, za naszych licealnych czasow.
        I tak zakonczyla sie nasza wyprawa... tzn. okolo godziny 17 wyruszylysmy w droge powrotna, coz to bylo dla nas, tych 320 km... juz drobiazg - z tym, ze kiedy wysadzilam Basie i jechalam do siebie, to na tych ostatnich 20km dopiero na dobre zaczelo lac - a moze mnie sie tylko tak wydawalo?...
        • m.maska Burg Hohenzollern 28.06.12, 02:31
          Burg Hohenzollern/fotki (link)
          • izydor88 Re: Burg Hohenzollern 28.06.12, 18:22
            Dopiero dzisiaj znalazłam czas,żeby wszystko obejrzeć.No,prawie wszystko,bo zdjęcia na linku 2 i 3 nie chcą się otworzyć.
            Co do oleandrów - też bardzo lubię - przedwczoraj rozkwitły kwiatki na oleandrze przywiezionym przez Dziecko rok temu z Chorwacji.
            Poprzednie oleandry nam wymarzły.Tego ogrzewaliśmy zimą prawie że własną piersiąwink
            • m.maska Re: Burg Hohenzollern 28.06.12, 18:40
              To moja robota - pozmienialam troche nazwy albumow i adresy staly sie nieaktualne... tak wiec powrot do starego - juz dzialaja smile
Pełna wersja