m.maska
25.08.12, 11:50
W porozumieniu i za zgoda Autora © Typografik Projektant
Stylistyczne peryferia - Zapach letnich wspomnień
Pamiętam z czasów dzieciństwa… Czyli w tedy, kiedy bez plastikowego wiaderka do piaskownicy, nie można było się obejść. To wtedy właśnie… lato można było poznać po kilku, charakterystycznych wydarzeniach, które oznaczały jedno. Lato przyszło na sto procent.
Człowiek ledwo otwierał oczy, wyglądał przez okno, i widział piękne cieplutkie, żółciutkie światło słońca, wylegujące się na całym placu przed blokiem. Wystawiało się głowę przez okno. Jeżeli na twarzy poczuło się delikatny miły i ciepły wietrzyk, było jasne, mamy lato.
Mama da krótkie portki i koszulkę w paski, która przez łeb nigdy nie chce przejść.
Lato zaczynało się też hałasem. Tym dziwnym warkotem za oknem, połączonym z odgłosem ścinania. Później przez okno wślizgiwał się intensywny zapach świeżo koszonej trawy. Oho! Koszą trawę.
Więc mamy lato! Mama da wyjść na plac zabaw, zaraz po śniadaniu, bo już ciepło.
Lato oznaczało też ten specyficzny, mocny zapach. Budzący z samego rana w słoneczny poranek.
Zapach świeżej farby. Zawsze jak malowali ławki i huśtawki, było jasne, zaczęło się lato.
Mama znowu będzie wieczorem przy kąpieli głośno mówiła, że jestem czarny jak diabeł,
i dlaczego w butach i we włosach, mam kilo piachu.
Tak było niewątpliwie kiedyś. Czyli bardzo dawno temu.
Dzisiaj wrażenia związane z początkiem lata są zupełnie inne. Wystarczy wyjść do miasta.
Po chwili nie wiadomo skąd, do mojego nosa dochodzi charakterystyczny smród potu.
Bo jakiś „czyścioch” postanowił zrobić sobie również „dzisiaj”, dzień brudasa.
Brudasy, śmierdzące fleje w sklepach, urzędach, autobusach, na ulicach. „Ozdabiają” swoją śmierdzącą aurą całe otoczenie. Nie ma to znaczenia, czy jest to kobieta czy mężczyzna. Zawsze trafi się jakiś skunks cholerny, któremu okresowy brak wody w wodociągu, zupełnie nie stwarza trudności.
Jeżeli dalej nowa moda bycia śmierdzielem będzie się rozwijała. Zapewne powstaną kluby brudasa, w których spotykać będą się ludzie, nie myjący się w ogóle. Powstaną linie ekskluzywnych kosmetyków „skunks”, firmowane przez znanych i lubianych. Najbardziej rozchwytywanymi celebrytami będą, sportowcy. Oczywiście tylko ci najbardziej pracowici, zapaśnicy, bokserzy, piłkarze… itp.
Hasłem promującym atrakcyjny tryb życia stanie się „sport to smród”.
W telewizji „smellstyle” tematami najbardziej pożądanymi będą: „Jak ładnie śmierdzieć na randce”, „Jak szybko i skutecznie stać się śmierdzielem”, „Najciekawsze fetory na bale sylwestrowe”, oraz, temat dnia: Jaki smród jest najbardziej atrakcyjny dla kobiety, a jaki dla mężczyzny”.
Projektanci mody projektować będą specjalne kreacje, szybko łapiące fetor z otoczenia.
By nie odstawać od „modnej” większości. Na portalach, w swoich postach ludzie będą publikować swoje osiągnięcia w niemyciu się i wrażeniami z tym związanymi, udokumentowane fotkami.
Na serwisach aukcyjnych koszulki co najmniej „miesięczne” będą osiągać wysokie ceny.
Ubrania „roczne”, to już wartość kolekcjonerska, dostępne tylko dla koneserów.
Kolekcjonerzy zresztą zamiast win, kolekcjonować i degustować będą mocno zużytą bieliznę.
Powstaną specjalne salony śmierdziele. By każdy kiedy poczuje że, jego aromat jest słabszy,
mógł szybko i skutecznie nasmrodzić się.
Największą tragedią społeczną stanie się deszcz.
Będzie to tragedia porównywalna z apokalipsą.
Kościół i naukowcy zgodnie będą szerzyć pogląd: „Kropla wody zabija”.
Dojdziemy pewnie do momentu, w którym wszyscy ci, którzy używają wody również do celów higienicznych, będą w mniejszości. W maleńkiej niszy, która będzie musiała, zwoływać się pod osłoną nocy, za pomocą dyskretnego symbolu parasola.
Wiadomo, parasol to deszcz, deszcz to woda.
Spotykać się trzeba będzie potajemnie, w zaciszu jakiegoś dyskretnego miejsca.
W którym będzie można swobodnie i bez skrępowania umyć się.
Korzystając z chwili kiedy jestem jeszcze w takim momencie historii, że mycie się jest w miarę normalną czynnością. Zaraz po napisaniu tego dziwacznego felietonu, idę umyć ręce.
Z ogromną radością, i zupełną swobodą, dokonam tej coraz mniej modnej w Polsce czynności.
Autor mieszka w Polsce