Santorini po mojemu.

08.09.14, 18:59
Kilogram czerwonej lawy z Santorini leży przed kominkiem.Dziecko zwinęło z jakiegoś ogródka,bo tam w ogródkach tylko zakrzepła lawa jest.No,czasami jakiś koktajlowy pomidorek,ale rzadko.
Wyruszyłyśmy z portu w Iraklionie wielkim statkiem w międzynarodowym towarzystwie.Każda nacja została oznaczona specjalnym kolorem i po kolei była wzywana na posiłki :
- Żółci Francuzi proszeni do restauracji,zieloni Anglicy czekają na schodach,różowi Niemcy szykują się do marszu.
Widząc tę tasiemcową kolejkę - skorzystałyśmy tylko ze śniadania.Szklanki pachniały ścierką,a kolejki były jeszcze zbyt świeże w mojej pamięci.
Pies drapał te wykwintne posiłki.Pożywiłyśmy się w jakiejś małej tawernie na Santorini.
Wyspa jest stworzona dla turystów,biało-niebieskie domki powstały na potrzeby jakiegoś filmu i tak już zostało.Jak wyspy greckie,to Santorini ze swoimi domkami i schodkami.Zimą wyspa pustoszeje.
Objechałyśmy wyspę i podziwiałyśmy różne kolory lawy oraz cerkiewkę,w której córka Putina brała ślub.
Nawiasem mówiąc - na Cyprze też pokazywano nam cerkiew,w której córka Putina brała ślub,ale...może Putin ma dwie córki.
I droga powrotna - ostro w dół.Do wyboru - kolejka linowa,własne nogi,albo osły i muły.
Dziecko błagało o te osły,więc uległam.Te osły i muły były połączone łańcuchami,a przewodnicy szli na początku i końcu karawany.No,może w środku też jakiś młodziak był.
To była czysta zgroza!Droga wiła się po ostrych zakrętach i mój muł,albo osioł,ale raczej muł - zadbał o to,żebym obiła sobie wszystkie łokcie i kolana.
I pomyśleć,że mogłam sobie schodzić spacerkiem na własnych,całkiem sprawnych nóżkach!
Morska podróż powrotna wynagrodziła nam wszystko - figlujące w morzu delfiny,a w nocy - mnóstwo gwiazd,nawet tych spadających...
Ale,gdy zabiorę na Kretę NL - Santorini już sobie darujemy...
    • al-szamanka Re: Santorini po mojemu. 08.09.14, 19:14
      izydor88 napisała:

      > To była czysta zgroza!Droga wiła się po ostrych zakrętach i mój muł,albo osioł,
      > ale raczej muł - zadbał o to,żebym obiła sobie wszystkie łokcie i kolana.


      Dokładnie tak samo zachowywał się osioł, na którym wjeżdżałam na gore, gdzie stały ruiny zamku jakiegoś beduińskiego herszta. A działo się to w Amtoudi - oazie na pustyni kamiennej w Maroko. Osioł był jakiś dziwny, bał się jaszczurek i kija swojego właściciela o chwilami mocno wierzgał, przez co moje pośladki pamiętały tę jazdę przez następne trzy dni big_grin
Pełna wersja