Nie wychowałem się jednak na podwórku,

09.11.14, 18:46
"Nie bardzo nadaję się na Tuska. Nie wychowałem się jednak na podwórku, jak on sam przyznaje, ale w trochę lepszych miejscach. Mam więc pewne opory przed łganiem w żywe oczy."

- tak brzmiala, historyczna juz dzisiaj wypowiedz.

Swego czasu J.Kaczynski powiedzial: wychowalem sie w troche lepszych miejscach niz Tusk... nie wychowalem sie jednak na podworku... wystarczylo odpowiedniej interpretacji slow, powiedzianych w gruncie rzeczy prosto i dosadnie, zeby to zdanie zaczelo zyc wlasnym zyciem i nabralo zupelnie innego znaczenia.
Minelo 7 lat... dzisiaj na zimno przeczytalam to zdanie i stwierdzilam, ze ja tez nie wychowalam sie ani na podworku ani na ulicy(z braku podworka) - mnie wychowywal moj dom i moja rodzina - mysle, ze to mial Kaczynski na mysli mowiac wtedy tamte slowa.
"Wychowac sie" - nie znaczy bawic sie na podworku, tylko wlasnie przejmowac zwyczaje, nabierac szacunku do ludzi, do cudzej wlasnosci, to oznacza odbierac wychowanie, ktore po latach pokazuje, to czego Jas sie za mlodu na tym podworku czy ulicy nauczyl, skoro tam sie wychowywal, tak Jan bedzie zyl... to widac po zachowaniu wielu politykow, to widac na forach, to widac, ze ktos tak jak na podworku, jesli nie dostal lopatki to przyrznal wiaderkiem w glowe temu, ktory odmowil mu tej lopatki, albo ja po prostu ukradl. Jasne, na podworku/na ulicy mozna bylo sie nauczyc jak isc przez zycie rozpychajac sie lokciami, jak klamac i oszukiwac skoro to podworko spelnialo role wychowawcza a nie dom rodzinny - na przestrzeni tych siedmiu lat, Tusk udowodnil, ze tego nauczyl sie na podworku po mistrzowsku.
    • al-szamanka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 09.11.14, 18:58
      m.maska napisała:

      > "Wychowac sie" - nie znaczy bawic sie na podworku, tylko wlasnie przejmowac zwy
      > czaje, nabierac szacunku do ludzi, do cudzej wlasnosci, to oznacza odbierac wyc
      > howanie, ktore po latach pokazuje, to czego Jas sie za mlodu na tym podworku cz
      > y ulicy nauczyl, skoro tam sie wychowywal, tak Jan bedzie zyl... to widac po za
      > chowaniu wielu politykow, to widac na forach
      , to widac, ze ktos tak jak na podw
      > orku, jesli nie dostal lopatki to przyrznal wiaderkiem w glowe temu, ktory odmo
      > wil mu tej lopatki, albo ja po prostu ukradl. Jasne, na podworku/na ulicy mozna
      > bylo sie nauczyc jak isc przez zycie rozpychajac sie lokciami, jak klamac i os
      > zukiwac skoro to podworko spelnialo role wychowawcza a nie dom rodzinny - na pr
      > zestrzeni tych siedmiu lat, Tusk udowodnil, ze tego nauczyl sie na podworku po
      > mistrzowsku.



      Gdyby wychowało mnie podwórko, na którym czasami się bawiłam, to dzisiaj potrafiłabym krzywdzić, gdyż przetrenowałabym to na kamienowaniu kotów(jak to niektórzy chłopcy robili, a dzisiaj albo siedzą w wiezieniu, albo już ich nie ma), biciu słabszych, wyśmiewaniu kalek.
      Tak, też wychowałam się w lepszym miejscu niż Tusk, w domu.
      • czuk1 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 09.11.14, 20:04
        Mamo chwalą nas....
        • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 09.11.14, 20:11
          czuk1 napisał:

          > Mamo chwalą nas....

          ??????
          • czarek_sz Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 09.11.14, 21:47
            O co w ogóle chodzi Maseczko ? o to że koleś dostał medal za donoszenie a ten co nie donosił dostał w pysk o to biega ? smile
            • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 09.11.14, 22:11
              Chodzi o to, ze przed laty bylo wielkie halo... i oburzenie, bo Kaczynski powiedzial, ze nie wychowal sie na podworku... ja sobie nie przypominam, zeby podworka mialy funkcje wychowacza - od tego byl dom, rodzina, wtedy nawet szkola ale poodworko? podworko bylo miejscem zabaw... to oburzenie moglo powstac wylacznie poprzez celowa interpretacje i zrownanie wychowal sie=bawil sie, albo u tych, ktorzy autentycznie wychowali sie na podworku bo... w domu nie mial ich kto wychowac.
    • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 09.11.14, 22:19
      hehehe... Sorellino, ty tez jestes dobra w plagiatach... nie pierwszy juz raz!!!! jakos mnie to nie dziwi big_grinbig_grinbig_grin
    • rena-ta49 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 08:53
      Dokładnie,uczciwych dziś ludzi wychowywały domy z tradycjami i dobrymi wzorcami.
      Nie wszystkim było to dane,niektórych wychowało na cwaniaków podwórko,
      potem PZPR.
      • czuk1 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 09:05
        Nie skracaj drogi życia (chyba też swojego). Po drodze było publiczne przedszkole, państwowa szkoła, PTTK, SKS, ZHP,Dom Kultury, ZMW albo ZMS.... a dopiero potem PZPR,..albo... ZSL,... SD, ...."PAX",....


        • czuk1 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 09:25
          A teraz masz to samo. Rodzina - zawsze fundament wychowania + boisko/Orlik/tenis/... Dochodzą teraz obowiązkowo: kościół, szkoła katolicka, chór kościelny, kółko różańcowe, okresowe pielgrzymki. Wszystko atrakcyjne , nowoczesne i rozwojowe ???? Wychowanie w dużym stopniu przeniosło się z instytucji państwowych do organizacji KK .

          Tylko niektórzy wychowani w religijnym reżimie poświęcili by się za wiarę,
          jak czynią to masowo wyznawcy islamu. Mało tego wyznanie traktowane jest formalnie a faktycznie mało widoczne /stosowane w życiu. O czymś to świadczy ? Być może o słabości warsztatu katolickich ewangelistów.
          Chyba są też inne słabości wychowania w wierze, bo i Świadkowie Jehowy nie mają wielkich sukcesów w pozyskiwaniu wyznawców mimo tego, że
          mają dywizje kroczących kaznodziei , wzorcowe ich życiorysy, religię bez liturgii i wielkiej machiny państwa wyznaniowego.
          • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 12:07
            czuk1 napisał:

            > A teraz masz to samo. Rodzina - zawsze fundament wychowania + boisko/Orlik/teni
            > s/...


            Czy Ty widzisz, ze sam sobie zaprzeczasz? piszesz wlasnie to o co mi szlo: Rodzina - zawsze fundament wychowania - powiedzialbys, ze wychowales sie na podworku? czy na ulicy? mysmy akurat bawili sie na ulicy, wtedy nie bylo samochodow, boczna ulica, mielismy duzo miejsca, mozna bylo grac w klasy, odbijac pilke, u mnie na podworku byly ogrodki... bo to nie bylo komin i miejsce spotkan pan z magla... mysmy spotykali sie na ulicy, dlugie lata, nawet wtedy kiedy po drugiej stronie mielismy juz boisko szkolne... ale tylko zeby sie bawic a nie w celach wychowawczych.


            Dochodzą teraz obowiązkowo: kościół, szkoła katolicka, chór kościelny, k
            > ółko różańcowe, okresowe pielgrzymki. Wszystko atrakcyjne , nowoczesne i rozwoj
            > owe ???? Wychowanie w dużym stopniu przeniosło się z instytucji państwowych d
            > o organizacji KK .
            >

            Nic nie wiem o jakimkolwiek obowiazku... moze to w zaleznosci od dzielnicy kraju. Ja bywam glownie na Dolnym Slasku.
            • czuk1 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 13:21
              Napisałem: "A teraz masz to samo. Rodzina - zawsze fundament wychowania + boisko/Orlik/tenis/... "

              M.maska odpisuje mnie.: Czy Ty widzisz, ze sam sobie zaprzeczasz? piszesz właśnie to o co mi szlo: "Rodzina - zawsze fundament wychowania -...."

              Gdzie sobie zaprzeczam ? Pisałaś jak było. Ja piszę, że jest tak samo - rodzina to zawsze fundament wychowania. Dodaję jednak, że dochodzą (zamiast podwórka) .... boisko/Orlik/tenis/...

              Czy mamy spierać się , dla zasady, i... o pietruszkę.

              Nie powiedziałem od razu gdzie się wychowywałem, bo bym zanudził. Ale kiedy ponownie pytasz : .."powiedziałbyś, ze wychowałeś się na podworku? czy na ulicy?". Odpowiem :
              - do 8 lat wychowywałem się na zabawach z kolegami, też przy pasieniu
              krów. Przy czym jako mniejszy, młodszy byłem przez kolegów używany
              do nawracania krów z sąsiedzkiej szkody. Mama nie powierzała mi
              pasienia naszych krów bo (rzekomo) byłem za mały. Jakie naprawdę były
              powody, nie wiem - może bylem dupowaty, może byłem zbyt
              rozpieszczany (jako jedynak). Dalej ... po przeczytaniu spalić -
              całowaliśmy się tam (w łubinie) ,i nie tylko całowali, z chętną rówieśniczką.
              ( a mówią, że teraz to dzieci są rozwinięte) smile

              - od 8 - 13 lat włącznie (szkoły podstawowe na Mazurach) tu miałem więcej
              otwarcia na świat (nie powiedzą mi ... w d... byłeś g.... widziałeś, czy
              "inteligent podwórkowy") . Przez 2 tyg. jechałem w IV.1948 r. z
              rodzicami, 4-miesiecznym braciszkiem, krową ,koniem i 2 świńmy
              wagonem towarowym na Mazury do wybranego przez ojca gospodarstwa
              (ojciec mówił jedziemy na Zachód, a jechaliśmy na Północ). Kilkudniowe
              postoje dużo mnie uczyły , bo widziałem świeżo oddany na Pradze -
              pomnik czterech śpiących. Obejrzałem miasto Elbląg a potem Węgorzewo -
              zbombardowane doszczętnie. Na skraju miasta widać było jego drugi
              skraj. Potem widziałem jak rodzice wysoką oborę przebudowali na
              mieszkanie. Objęli 30 ha wzgórz (bo i pegeerowskich za ich zgodą), w
              tym kilka ha łąk (wszystko zmeliorowane i odwodnione .... dziś następcy
              mieszkają wśród zasianego lasu, jak w buszu, tylko mały ogródek
              uprawiają) . Warunki życia b.surowe - zły klimat i brak wygód,
              potrzebnych środków do godnego życia. Do tego wielka pracowitość
              rodziców, która doprowadziła ich do utraty zdrowia. Moje wychowanie
              bardzo rodzinne -to bawienie brata, pomoc w gospodarstwie, to szkoła
              I-IV (mieszanina narodowości i wieku uczniów, 3,5 km na hulajnodze
              zrobionej z roweru), od 5 klasy w mieście, dojazd rowerem (okazja do
              bliskich - ale przyjaznych - spotkań z wilkami). W zimie byłem na stancji.
              Wychowanie przez szkołę prowadziło mnie w dobrym kierunku. Już wtedy
              nauczyłem się nie robić błędów ortograficznych a jęz. rosyjskiego nie
              musiałem się uczyć w technikum i na studiach. Nauczyłem się wagarować,
              pływać w maju tygodniami po jeziorze, wędkować. Na miejscowym
              cmentarzu prowadziliśmy wojny na kamienie z dziećmi Autochtonów ,
              jako cd. wojny z Niemcami prowadzonej przez koalicję Polaków,
              Ukraińców, Litwinów. Nic dziwnego, że za mną (rowerzystą jadącym do
              szkoły) nieraz leciały z okien kamienie i obelgi - "Du Polnische Schwein".
              W wrześniu kilka dni jeździliśmy na żniwa i wykopki do PGR-ów. Raz
              przynieśliśmy z okolicznych lasów pęczki granatów, różne zapalniki, pociski.
              Była wielka draka, wzywani rodzice, obniżane "sprawowanie" . Była draka z
              mojej inicjatywy (nieświadomej, z głupoty) która spowodowała , że w
              końcówce 7 klasy uciekałem z kilku kolegami ze szkoły i z b.dobrego
              ucznia (do 7 kl) , stopnie miałem dostateczne. Na apelu poświęconym
              Stalinowi, zaraz po jego śmierci w marcu 53 roku, ogłoszono minute ciszy.
              Ja wtedy pierwszy parskałem śmiechem a potem inni uczniowie. I chcieli
              mnie wyrzucić szkoły, obniżono stopień z "sprawowania". Matka wybłagała , że zostałem. Ale w szkole mało bywałem. Żegnałem Mazury i szkołę na
              tratwie, z wędkarzami. Wakacje to była bardzo ciężka praca przy żniwach i
              sianokosach , pomocy rodzicom przy dużej hodowli .
              Wychowanie takie przez letnią ciężką pracę w czasach szkoły średniej było
              widoczne w postaci ostów wyciąganych z rąk, już w szkole.

              Każdy z nas miał swoje podwórka.
              Ja , przy ocenie ludzi nie biorę pod uwagę "na jakim podwórko i kto się wychował". Ocena człowieka przez jego podwórka nie zawsze jest trafna . Może jedynie źle świadczyć o oceniającym.
              • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 13:55
                Przeczytalam to co napisales z zainteresowaniem... to byly inne czasy, trudne czasy - ale ludzie, ktorzy przeszli taka szkole zycia uczyli sie szacunku do pracy, do wlasnosci do drugiego czlowieka - wiedzieli, ze nie ma nic za nic. Spojrz na dzisiejsza mlodziez. Nie bylo wtedy zlodziejstwa w takim stopniu jak dzisiaj, nie bylo niszczenia wspolnej wlasnosci. Moja mama opowiadala mi jak chodzili w "czynie spolecznym" jakby to mozna bylo nazwac, chociaz wtedy nikt tego nie nazywal - odgruzowywac Wroclaw - i wtedy nikomu do glowy by nie przyszlo, zeby to co zdobyte tak ciezka praca - zniszczyc... dzisiaj? budynki swiezo odrestaurowane, kilka dni pozniej sa juz wysmarowane graffiti... krasnale wroclawskie porozbijane mlotkami... dlaczego np. we Florencji w Loggii na otwartym placu moga stac cenne rzezby i nikt ich nie niszczy - skad bierze sie ten brak szacunku do wspolnego dobra?
                • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 13:59
                  I nadal twiedze, ze nie wychowalam sie na podworku/na ulicy... tam sie bawilam... wychowanie odbieralam w domu - tam mnie uczono co dobre i co zle, tam uczono mnie zachowania i uzywanie bluzgotow w stosunku do kogokolwiek do dzisiaj nie przeszloby mi przez gardlo a co dopiero przez klawiature.
                  • vidavil-125 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 15:17
                    Brak obycia, obicia się o podwórko w dzieciństwie może skutkować
                    w dalszych latach wyalienowaniem się jak i braku potrzeby kontaktów
                    z otoczeniem oraz krzywdzące odczucie że otoczenie niechętne.
                    • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 15:33
                      vidavil-125 napisał:

                      > Brak obycia, obicia się o podwórko w dzieciństwie może skutkować
                      > w dalszych latach wyalienowaniem się jak i braku potrzeby kontaktów
                      > z otoczeniem oraz krzywdzące odczucie że otoczenie niechętne.

                      Widze, ze wciaz jest problem z rozgraniczeniem: wychowanie i uczestniczenie w zabawach... wiekszosc zrownuje to pojecie - a to nie to samo... do tej pory mowi sie, ze dom rodzinny powinien wychowywac, ze szkola powinna wychowywac i mowi sie tez: nic dziwnego, ze jest taki: wychowala go ulica...
                      • czuk1 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 15:55
                        Zgadzam się z treścią wpisów m.maski i vidavil-125.
                        Niegdysiejsze PODWÓRKO jest teraz w wielu miejscach ulokowane. Dzisiejsze PODWÓRKA funkcjonują bez nadzoru, często są jedynie miejscami rozrywki a nie wychowywania.
                        Rodzice - zapracowani .... nie mają czasu na pozytywne oddziaływanie na rozwój osobowy dzieci, rolę wychowawcy przejmują inni ludzie , różne podwórka.
                        Szkoła - realizuje program nauczania, wychowanie jest na "różnych kółkach zainteresowań" a na takie szkole zabrakło sił i środków.
                        Kościół - swoją misję adresuje do wszystkich wiernych, oddziaływanie KK na dzieci i młodzież jest szablonowe, pobieżne....... prowadzone głownie poprzez lekcje religii.
                      • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 16:07
                        m.maska napisała:

                        > vidavil-125 napisał:
                        >
                        > > Brak obycia, obicia się o podwórko w dzieciństwie może skutkować
                        > > w dalszych latach wyalienowaniem się jak i braku potrzeby kontaktów
                        > > z otoczeniem oraz krzywdzące odczucie że otoczenie niechętne.
                        >
                        > Widze, ze wciaz jest problem z rozgraniczeniem: wychowanie i uczestniczenie w z
                        > abawach... wiekszosc zrownuje to pojecie - a to nie to samo... do tej pory mow
                        > i sie, ze dom rodzinny powinien wychowywac, ze szkola powinna wychowywac i mowi
                        > sie tez: nic dziwnego, ze jest taki: wychowala go ulica...


                        a co jeszcze gorsze, teraz to nawet juz podworko nie wychowuje, bo wlasciwie podworka zniknely, jest coraz mniej dzieci, te role przejela telewizja i internet... a tam dzieci znajduja wszystko, niekoniecznie pozytywy...
                        • czuk1 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 16:37
                          Ponieważ prawdą jest , że wychowawczą "role przejęła telewizja i internet... a tam dzieci znajdują wszystko, niekoniecznie pozytywy... " ( cyt. wpisu maski) - gdybym miał wychowywać małe dzieci - podjął bym walkę (aż do wygranej) z tym zjawiskiem. Metody - zainteresowanie dzieci ciekawszymi zajęciami, wyznaczenie audycji i czasu do oglądania tv i korzystania z pc, odkrycie specjalnych uzdolnień dzieci i inwestowanie w rozwój tych uzdolnień, ustalenie/stosowanie godzinowego kalendarza zajęć dzieci - pływalnia, koło zainteresowań, tv, pc, kino, kościół ; w miarę możliwości udział bezpośredni rodziców w miejscach pobytu dzieci,....
                          • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 17:01
                            Nie wiem jak to dzisiaj mozliwe... mialam szczescie, wychowywalam syna w malej miejscowosci, gdzie i pokus mniej i rodzice sie znaja... komputery nie byly wtedy jeszcze az tak popularne - to sie dopiero zaczynalo... dzieci ogladaly jeszcze filmy nie porno czy o morderstwach ale autentyczne bajeczki, dopiero zaczynaly pojawiac sie "potworki" w filmach dzieciecych.
                      • darima_ka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 17:40
                        Mnie wychowywało podwórko,
                        biegałam z kluczami u szyi,bo oboje rodzice pracowali.
                        Ale od zawsze wiedziałam co mi wolno,a czego nie.
                        Czasem dostałam solidnego klapsa i wychowano mnie na porządnego człowieka.
                    • al-szamanka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 18:22
                      vidavil-125 napisał:

                      > Brak obycia, obicia się o podwórko w dzieciństwie może skutkować
                      > w dalszych latach wyalienowaniem się jak i braku potrzeby kontaktów
                      > z otoczeniem oraz krzywdzące odczucie że otoczenie niechętne.

                      Hmm, czasami to obicie powoduje, że przez całe życie pamięta się z kim po prostu nie należy, a kontakty utrzymuje się tylko z osobami wartościowymi.
              • al-szamanka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 18:44
                czuk1 napisał:
                > - do 8 lat wychowywałem się na zabawach z kolegami, też przy pasieniu
                > krów. Przy czym jako mniejszy, młodszy byłem przez kolegów używany
                > do nawracania krów z sąsiedzkiej szkody. Mama nie powierzała mi
                > pasienia naszych krów bo (rzekomo) byłem za mały. Jakie naprawdę były
                > powody, nie wiem - może bylem dupowaty, może byłem zbyt
                > rozpieszczany (jako jedynak). Dalej ... po przeczytaniu spalić -
                > całowaliśmy się tam (w łubinie) ,i nie tylko całowali, z chętną rówieśniczką
                >Przez 2 tyg. jechałem w IV.1948 r. z
                > rodzicami, 4-miesiecznym braciszkiem, krową ,koniem i 2 świńmy
                > wagonem towarowym na Mazury do wybranego przez ojca gospodarstwa
                > (ojciec mówił jedziemy na Zachód, a jechaliśmy na Północ). Kilkudniowe
                > postoje dużo mnie uczyły , bo widziałem świeżo oddany na Pradze -
                > pomnik czterech śpiących. Objęli 30 ha wzgórz (bo i pegeerowskich za ich zgodą), w
                > tym kilka ha łąk (wszystko zmeliorowane i odwodnione .... dziś następcy
                > mieszkają wśród zasianego lasu, jak w buszu, tylko mały ogródek
                > uprawiają) . Warunki życia b.surowe - zły klimat i brak wygód,
                > potrzebnych środków do godnego życia. Do tego wielka pracowitość
                > rodziców, która doprowadziła ich do utraty zdrowia. Moje wychowanie
                > bardzo rodzinne -to bawienie brata, pomoc w gospodarstwie, to szkoła
                Wakacje to była bardzo ciężka praca przy żniwach i
                > sianokosach , pomocy rodzicom przy dużej hodowli .
                > Wychowanie takie przez letnią ciężką pracę w czasach szkoły średniej było
                > widoczne w postaci ostów wyciąganych z rąk, już w szkole.


                Bardzo podoba mi się Twoja o-powieść smile
                • czuk1 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 19:26
                  Samo życie. Wychowanie młodego człowieka nie kończy się w szkole podstawowej. W średniej można złapać bakcyle na całe życie, też prątki (ja złapałem prątki Kocha , chorowałem od 15-22 roku życia). A moje bakcyle na całe życie zaszczepili nauczyciele z technikum w Bydgoszczy:
                  - nauczycielka geografii - umiłowanie turystyki pieszej, bylem na I Rajdzie Świętokrzyskim, niedawno był 60-ty ten Rajd.
                  - nauczyciel matematyki (wychowawca klasy) - umiłowanie muzyki klasycznej, czwartkowe koncerty dla młodzieży w filharmonii, na początek obowiązkowe.
                  - nauczyciel ekonomii - przekonał do światopoglądu materialistycznego.

                  • al-szamanka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 19:36
                    czuk1 napisał:

                    > Samo życie. Wychowanie młodego człowieka nie kończy się w szkole podstawowej. W
                    > średniej można złapać bakcyle na całe życie, też prątki (ja złapałem prątki Ko
                    > cha , chorowałem od 15-22 roku życia). A moje bakcyle na całe życie zaszczepili
                    > nauczyciele z technikum w Bydgoszczy:
                    > - nauczycielka geografii - umiłowanie turystyki pieszej, bylem na I Rajdzie Świ
                    > ętokrzyskim, niedawno był 60-ty ten Rajd.

                    > - nauczyciel matematyki (wychowawca klasy) - umiłowanie muzyki klasycznej, czwa
                    > rtkowe koncerty dla młodzieży w filharmonii, na początek obowiązkowe.

                    > - nauczyciel ekonomii - przekonał do światopoglądu materialistycznego.
                    >

                    BRAWO! smile
                  • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 19:37
                    czuk1 napisał:

                    > Samo życie. Wychowanie młodego człowieka nie kończy się w szkole podstawowej. W
                    > średniej można złapać bakcyle na całe życie, też prątki (ja złapałem prątki Ko
                    > cha , chorowałem od 15-22 roku życia). A moje bakcyle na całe życie zaszczepili
                    > nauczyciele z technikum w Bydgoszczy:
                    > - nauczycielka geografii - umiłowanie turystyki pieszej, bylem na I Rajdzie Świ
                    > ętokrzyskim, niedawno był 60-ty ten Rajd.
                    > - nauczyciel matematyki (wychowawca klasy) - umiłowanie muzyki klasycznej, czwa
                    > rtkowe koncerty dla młodzieży w filharmonii, na początek obowiązkowe.
                    > - nauczyciel ekonomii - przekonał do światopoglądu materialistycznego.
                    >

                    Bo to byli jeszcze nauczyciele z powolania, ktorzy potrafili mlodziez zainteresowac i poniesc... o! ja sobie tez przypominam, ze po raz pierwszy w operze bylam ze szkola... to byla "Carmen". Milosc do muzyki klasycznej to juz wynioslam z domu - moja babcia pieknie grala na fortepianie, a do Filharmonii chodzilam z mama, kiedy ja w koncu we Wroclawiu ukonczyli.
                    • czuk1 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 19:56
                      Zachęcanie było proste. Utwory na żywo - piękne,głównie klasyków. Każdy utwór poprzedzony był dokładną opowieścią o treści przekazywanej muzyką , o przebiegu utworu muzycznego. Potem wystarczyło zamknąć oczy, słuchać i widzieć w wyobraźni te wszystkie opowieści konferansjera- nauczyciela. Słyszeliśmy na tych koncertach ciekawe opowieści o życiu i dziełach wielkich kompozytorów.
                      • al-szamanka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 20:13
                        czuk1 napisał:

                        > Zachęcanie było proste. Utwory na żywo - piękne,głównie klasyków. Każdy utwór
                        > poprzedzony był dokładną opowieścią o treści przekazywanej muzyką , o przebiegu
                        > utworu muzycznego. Potem wystarczyło zamknąć oczy, słuchać i widzieć w wyobraź
                        > ni te wszystkie opowieści konferansjera- nauczyciela. Słyszeliśmy na tych konce
                        > rtach ciekawe opowieści o życiu i dziełach wielkich kompozytorów.

                        Ooooo, fajnie. Bardzo przypomina mi to koncerty wielkanocne w moim mieściesmile
                        "Konferansjerem" był niezapomniany Loriot, czyli Bernhard-Viktor von Bülow.
                        • czuk1 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 20:27
                          Przybliżyłem sobie/nam sylwetkę Twojego sławnego Wilgi :

                          Vicco von Bülow, pełne nazwisko: Bernhard Victor Christoph Carl von Bülow, znany pod pseudonimem Loriot – niemiecki komik, autor komiksów, pisarz i reżyser. Jego pseudonim pochodził od frencuskiej nazwy ptaka herbowego rodu von Bülow – wilgi.

                          Źródło : Wikipedia
                          • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 20:43
                            To byla bardzo blyskotliwa postac, aktor filmowy i teatralny, autor kreskowek i pamietnych powiedzonek ale przed wszystkim doskonaly komik... no i arystokrata w kazdym calu...
                            • al-szamanka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 21:00
                              m.maska napisała:

                              > To byla bardzo blyskotliwa postac, aktor filmowy i teatralny, autor kreskowek i
                              > pamietnych powiedzonek ale przed wszystkim doskonaly komik... no i arystokrata
                              > w kazdym calu...
                              >
                              >
                              Miał wiele świetnych wypowiedzi.
                              O, chociażby ta:
                              "Der beste Platz für Politiker ist das Wahlplakat. Dort ist er tragbar, geräuschlos und leicht zu entfernen"
                              (Najlepszym miejscem dla polityka jest plakat wyborczy. Łatwo go na nim zaakceptować, jest cichy i łatwy do usunięcia)
                              • czuk1 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 21:16
                                "Najlepszym miejscem dla polityka jest plakat wyborczy. Łatwo go na nim zaakceptować, jest cichy i łatwy do usunięcia" - Bernhard-Victor von Bülow.

                                Święta prawda. W akcie wyborczym powinniśmy wskazać polityków i wybrać polityków którzy swoją karierę powinni zaczynać i zaraz kończyć ......na plakacie wyborczym
                                • al-szamanka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 21:24
                                  czuk1 napisał:

                                  > "Najlepszym miejscem dla polityka jest plakat wyborczy. Łatwo go na nim zaak
                                  > ceptować, jest cichy i łatwy do usunięcia"
                                  - Bernhard-Victor von Bülow.
                                  >
                                  > Święta prawda. W akcie wyborczym powinniśmy wskazać polityków i wybrać politykó
                                  > w którzy swoją karierę powinni zaczynać i zaraz kończyć ......na plakacie wybor
                                  > czym

                                  Tylko że na niektórych szkoda nawet kawałka papieru.
                                • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 21:36
                                  Ale Loriot mial i takie kawalki... tak durne, ze az smieszne big_grin
                                  Tytul: Obrazek wisi krzywo

        • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 11:53
          czuk1 napisał:

          > Nie skracaj drogi życia (chyba też swojego). Po drodze było publiczne przedszko
          > le, państwowa szkoła, PTTK, SKS, ZHP,Dom Kultury, ZMW albo ZMS.... a dopiero po
          > tem PZPR,..albo... ZSL,... SD, ...."PAX",....
          >
          >
          Oczywiscie, przedszkole, szkola... tylko, ze tam wychowanie odbywalo sie pod okiem wychowawcy, na podworku rozwijalo sie zycie bez zadnej kontroli i jesli to bylo miejscem w ktorym sie ktos wychowywal, no to efekty beda widoczne po latach(czym skorupka za mlodu nasiaknie, tym na starosc traci).

          To ja chyba mialam sporo szczescia, bo mialam w szkole jeszcze wielu przedwojennych nauczycieli... Czy PTTK bylo jakas instytucja zrzeszajaca mlodziez i dzieci? o tym nie wiem... co to bylo SKS? ZHP - odpada, nikt w rodzinie nie pozwolilby mi wstapic do harcerstwa po tym jak Kuron zamienil harcerstwo w junakow... cala reszta tym bardziej odpada... aaaa nawet do Zrzeszenia Studentow Polskich nie nalezalam - bo ich zamienilii w Socjalistyczne.
    • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 12:18
      Jesli do tej pory myslalam, ze tamte slowa zostaly celowo zmanipulowane i zrownano "wychowalem sie" z "bawilem sie" - to teraz juz wiem, ze bylo rzeczywiscie bardzo wielu, dla ktorych wychowacza role rodziny przejelo podworko, w takim znaczeniu w jakim powiedzial to wlasnie Tusk.
      • czarek_sz Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 13:20
        Bo są podwórka i podwórka. Moje podwórko to było typowe powojenne warszawskie podwórko. Podwórko otoczone blokami w środku śmietnik obok trzepaki a to wszystko otoczone skwerkami i ławkami. Nie powiem że moje podwórko nauczyło mnie czegoś złego, przeciwnie. Podwórko służyło nam do docierania się do uczenia się życia we wspónocie i ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dom to zupełnie inna bajka, dom wychowywał i uczył zupełnie innych rzeczy ale w sumie dom i podwórko /także szkoła/ to było takie uzupełnienie się jeśli chodzi o całokształ czyli przygotowanie młodego człowieka do późniejszego samodzielnego życia smile
        • al-szamanka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 17:12
          A ja nie mam dobrych wspomnień z mojego podwórka: chłopcy bili się z byle powodu, znęcali nad zwierzętami, których jako słabsza nie byłam w stanie obronić i dlatego często wracałam do domu spłakana, posiniaczona i z poszarpanymi włosami - raz poszczuto mnie psem i musiałam jechać na pogotowie, aby mi opatrzono ukąszenia. Rządziło prawo pięści.
          Podwórko na pewno nie przyczyniło się do mojego wychowania. Może jedno - pokazało jak być nie powinno.
          • al-szamanka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 17:21
            Aha, znam paru z tych byłych podwórek, którzy wywindowali się wysoko, oczywiście przy pomocy metod, które wtedy opanowali - brutalne przekręty to jeszcze najmniejsze z ich repertuaru.
            Jeden siedzi za mord, ale że ma mimo tego niesamowite wpływy, wiec z jego niedokończonej posiadłości (a stoi tak już ponad 10 lat) nikt nie odważy się przywłaszczyć nawet jednej dachówki. Wiadomo, facet ma długie łapska i jest wyjątkowo mściwy.
            • al-szamanka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 17:41
              I jeszcze coś, Kaczyńskiego nie lubię i nie wiem w jakich miejscach się wychował. Czy rzeczywiście lepszych? Hmm, nieważne, liczy się przecież i tak, czy jest się człowiekiem honoru, a takim może być równie dobrze sprzątaczka, analfabeta czy arystokrata. Znałam kiedyś taką prostą, wiejską kobietę, potrafiła się tylko podpisać, ale rzadko kiedy spotykałam i spotykam Człowieka o tak wielkiej i wspanialej duszy, wrodzonym takcie i nieprawdopodobnej sprawiedliwości. Przed takimi Ludźmi chylę czoło niezależnie od tego czy pochodzą z lepianki, czy też z pałacu.

              Śmieszą mnie natomiast napuszeni moralizatorzy, którzy potrafią bratać się z pogardzanym wrogiem dla "dobra chwili", czepiają się detali tylko dlatego, że to, co dla jednego normalne, właśnie ich w oczy kole(zawiść), wypominają urojone drobnostki, jednakże gładko przechodzą nad własnymi wpadkami ( udowodniony plagiat), które ludziom honorowym i dobrze wychowanym nie pozwoliłyby spać ze wstydu i hańby.
              • vidavil-125 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 17:50
                Teraz już nie ma podwórek? Zawsze coś spełnia rolę podwórka, choćby takie forum.
                Dawniej nie było komputerów telewizji, telefon był na korbkę u sołtysa.
                Co by nie mówić w tamtych czasach podwórko miejskie, podmiejskie czy wiejskie
                spełniało rolę choćby jako wstęp do późniejszego życia w społeczeństwie.
                Najwspanialsza mamusia nie jest partnerem w dzieciństwie.

                Na podwórkach dawnych czy internetowych jak dawniej jest cały przekrój
                różnych osób, mądrzejsi mniej mądrzejsi i jak wieść niesie na każdym podwórku
                zdarza się też jakiś urodzony głupek.
                • al-szamanka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 18:27
                  vidavil-125 napisał:

                  > Na podwórkach dawnych czy internetowych jak dawniej jest cały przekrój
                  > różnych osób, mądrzejsi mniej mądrzejsi i jak wieść niesie na każdym podwórku
                  > zdarza się też jakiś urodzony głupek.


                  Najgorsze jednak, że to właśnie i najczęściej ten głupek nadaje ton, gdyż w takich przypadkach dynamika grupowa często rozkręca się w sposób zdeformowany.
                  • izydor88 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 19:03
                    al-szamanka napisała:
                    > Najgorsze jednak, że to właśnie i najczęściej ten głupek nadaje ton, gdyż w tak
                    > ich przypadkach dynamika grupowa często rozkręca się w sposób zdeformowany.

                    AL,czytając Twoje "wspomnienia z podwórka" nie dziwię się pytaniom Babci NL:
                    - Klaro,czy u was/czyt. - na tym dzikim zachodo/wschodzie wink/ jest jakaś kultura ?
                  • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 12.11.14, 12:52
                    al-szamanka napisała:

                    > vidavil-125 napisał:
                    >
                    > > Na podwórkach dawnych czy internetowych jak dawniej jest cały przekrój
                    > > różnych osób, mądrzejsi mniej mądrzejsi i jak wieść niesie na każdym p
                    > odwórku
                    > > zdarza się też jakiś urodzony głupek.

                    >
                    > Najgorsze jednak, że to właśnie i najczęściej ten głupek nadaje ton, gdyż w tak
                    > ich przypadkach dynamika grupowa często rozkręca się w sposób zdeformowany.

                    ...a kiedy znajdzie sie takich dwoch to reszta i tak ma przechlapane... uncertain
              • czarek_sz Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 23:19
                Kaczyńskiego nie lubisz ,oki .Za co pokochałaś Tuska ? z ciekawości pytam bo ja wiedziałem kto zacz Ty abarot. Więc ? kto beknie za jego miliardy długów zapłacicie za to wy jego wyznawcy ?
                al-szamanka napisała:

                > I jeszcze coś, Kaczyńskiego nie lubię i nie wiem w jakich miejscach się wychowa
                > ł. Czy rzeczywiście lepszych? Hmm, nieważne, liczy się przecież i tak, czy jest
                > się człowiekiem honoru, a takim może być równie dobrze sprzątaczka, analfabeta
                > czy arystokrata. Znałam kiedyś taką prostą, wiejską kobietę, potrafiła się tyl
                > ko podpisać, ale rzadko kiedy spotykałam i spotykam Człowieka o tak wielkiej i
                > wspanialej duszy, wrodzonym takcie i nieprawdopodobnej sprawiedliwości. Przed t
                > akimi Ludźmi chylę czoło niezależnie od tego czy pochodzą z lepianki, czy też z
                > pałacu.
                >
                > Śmieszą mnie natomiast napuszeni moralizatorzy, którzy potrafią bratać się z po
                > gardzanym wrogiem dla "dobra chwili", czepiają się detali tylko dlatego, że to,
                > co dla jednego normalne, właśnie ich w oczy kole(zawiść), wypominają urojone d
                > robnostki, jednakże gładko przechodzą nad własnymi wpadkami ( udowodniony plagi
                > at), które ludziom honorowym i dobrze wychowanym nie pozwoliłyby spać ze wstydu
                > i hańby.
                • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 23:58
                  Czarek, spokojnie... AL nie lubi Kaczynskiego co nie oznacza, ze kocha Tuska... mam podobnie, nie lubie Kaczynskiego i... nie znosze Tuska...
                  Przyjmij, ze miedzy czarnym i bialym sa jeszcze odcienie szarosci - nie lubic Tuska, nie oznacza tez kochac Kaczynskiego...
                • al-szamanka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 11.11.14, 09:35
                  czarek_sz napisał:

                  > Kaczyńskiego nie lubisz ,oki .Za co pokochałaś Tuska ? z ciekawości pytam bo ja
                  > wiedziałem kto zacz Ty abarot. Więc ? kto beknie za jego miliardy długów zapła
                  > cicie za to wy jego wyznawcy ?


                  Tuska nigdy nie kochałam, natomiast pewien czas uważałam, że należy go wybrać jako mniejsze zło. Teraz wiem, że aktualnie wśród polskich polityków nie ma mniejszego zła... jest tylko zło. U wszystkich bez wyjątku!
                  • darima_ka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 11.11.14, 11:02
                    "Teraz wiem, że aktualnie wśród polskich polityków nie ma mniejszego zła... jest tylko zło. U wszystkich bez wyjątku! "

                    Mam dokładnie takie same odczucia,dlatego przez ostanie lata oddaję w wyborach głos nieważny,
                    skreślam wszystkich na znak protestu.
                    To nie są moi kandydaci,a kandydaci liderów partii.
                    Ja mam obywatelski obowiązek głosować ,ale nie mam żadnego prawa by pozbawić ich mandatu posła/senatora?
                    Gdzie demokracja ja się pytam?
              • darima_ka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 11.11.14, 10:55
                Lepiej bym tego nie ujęła.
            • izydor88 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 18:08
              Wychowałam się na niezwykłym podwórku,ale żadna w tym moja zasługa.
              Ojciec - nauczyciel - dostał nakaz pracy do Liceum Pedagogicznego w Lesznie Wielkopolskim - Bogu niech będą dziękismile
              Mieszkaliśmy w internacie tegoż liceum.Wielki budynek powstał na początku XX wieku i służył jako dom pomocy społecznej?Do dzisiaj szukam materiałów na ten temat.
              Mieszkaliśmy tam w latach 1956-1975 i to były piękne czasywink
              Budynek stał przy ulicy Kasztanowej/jeszcze za czasów pruskich tak się zwała,bo potem,w zależności od sytuacji politycznej:Gen.Dowbor-Muśnickiego,22 Lipca,a teraz - Ks.Korcza.
              Posiadłość/teren/ był ogrodzony czerwonym płotem.W środku - od lewej:podwórko z konwaliami pod płotem,ogrodem kwiatowym z makami,narcyzami i piwoniami/te już za moich czasów nigdy nie zakwitły/.
              Dalej - ogród warzywno-owocowy.Jeszcze w pierwszej połowie lat 60-tych uprawiany,potem zdziczały,ale drzewa owocowe + krzaki porzeczki ostały się.
              Dalej - "płot" utworzony z krzewów bzu i buczyny i wielkie,porośnięte trawą boisko + liczne drzewa pod płotem z drugiej strony - głównie kasztanowce,lipy i klony.
              W rogu - "lasek",czyli mały park porośnięty fiołkami i krzewami jaśminu.
              Po prostu - raj,tym bardziej,że w "internacie" zamieszkiwało tylko kilka rodzin nauczycielskich.
              Licea Pedagogiczne i internaty im towarzyszące - zniknęły w drugiej połowie lat 60-tych,więc dla nas - dzieciaków - był to prawdziwy "tajemniczy ogród".
              Ciąg dalszy sielanki : w 1975 roku Leszno zostało miastem wojewódzkim,w budynku znalazła siedzibę Wojewódzka Komenda Milicji,moja rodzina dostała mieszkanie w blokach,a ja - przeniosłam się na studia do Poznania.
              Czytając Wasze wspomnienia o podwórkach - chyba miałam niesamowite szczęście.
              Dodam jeszcze,że to miejsce zupełnie się zmieniło.Nie ma śladu po kasztanowej uliczce z kocimi łbami,a podwórko,ogród i boisko zostały zabetonowane i zabudowane.
              • m.maska Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 19:11
                A ja czytajac wspomnienia Czuka poczulam sie jak wychowana pod kloszem... Ty Klaro to mialas rzeczywiscie piekna okolice dodatkowo...
              • czarek_sz Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 23:24
                Miałaś szczeście, a wiesz dlaczego ? bo zawsze mogło być gorzej niż miałaś. Co będę gadał jak było bo przecież wiesz że mieszano ludzi czyli proletariat z inteligencją itd. Każdy blok to byli kapusie którzy udawali oki sąsiadów. Dobranoc smile
          • czarek_sz Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 10.11.14, 23:15
            Czyli czegoś Cię nauczyło podwórko Alusiu smile
            al-szamanka napisała:

            > A ja nie mam dobrych wspomnień z mojego podwórka: chłopcy bili się z byle powod
            > u, znęcali nad zwierzętami, których jako słabsza nie byłam w stanie obronić i d
            > latego często wracałam do domu spłakana, posiniaczona i z poszarpanymi włosami
            > - raz poszczuto mnie psem i musiałam jechać na pogotowie, aby mi opatrzono ukąs
            > zenia. Rządziło prawo pięści.
            > Podwórko na pewno nie przyczyniło się do mojego wychowania. Może jedno - pokaza
            > ło jak być nie powinno.
            • al-szamanka Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 11.11.14, 09:38
              czarek_sz napisał:

              > Czyli czegoś Cię nauczyło podwórko Alusiu smile
              > al-szamanka napisała:
              >
              > > A ja nie mam dobrych wspomnień z mojego podwórka: chłopcy bili się z byle
              > powod
              > > u, znęcali nad zwierzętami, których jako słabsza nie byłam w stanie obron
              > ić i d
              > > latego często wracałam do domu spłakana, posiniaczona i z poszarpanymi wł
              > osami
              > > - raz poszczuto mnie psem i musiałam jechać na pogotowie, aby mi opatrzon
              > o ukąs
              > > zenia. Rządziło prawo pięści.
              > > Podwórko na pewno nie przyczyniło się do mojego wychowania. Może jedno -
              > pokaza
              > > ło jak być nie powinno.

              Ale nie wychowało!!!
              • czarek_sz Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 11.11.14, 12:11
                Czy tylko dom uczy ? na pewno w dużej części tak bo Rodzice wpajają zasady ale też podwórko czegość uczy szkoła a w moim przypadku służba wojskowa również. W wojsku wbrew pozorom to w PRL dużo złego było /a teraz nie jest ?/ ale nauczyłem się takich rzeczy których uczono mnie także w domu. Bo wbrew pozorom nie cała kadra dowódcza to byli komunistyczni degeneraci którzy indokrynowali na sowiecką modłę. Podświadomość w tych niektórych działała, instynkt samozachowawczy ? który dziś gdzieś nam się zapodział.
                • rena-ta49 Re: Nie wychowałem się jednak na podwórku, 12.11.14, 14:39
                  Masz rację ,wojsko mimo wielu wypaczeń uczyła jednak dyscypliny, porządku i karności.
                  Teraz młodzi do wojska nie idą ,i mamy baby zamiast chłopów.
Pełna wersja