Wielkopolskie "domy ze stosunkami".

10.11.14, 15:08
Tak to nazwał mój kumpel lekarz /w jednej klasie od 7 roku życia/ i syn lekarki.
U nas silniejsze było mieszczaństwo.
"Dom ze stosunkami",to dom kumpla,też lekarza i z tej samej klasy.Tata - Powstaniec Wielkopolski,mama - nauczycielka.Rodzina była w posiadaniu dwóch kamieniczek,a przed wojną również małego przedsiębiorstwa.
Nie wiem,jak to za komuny możliwe,ale rodzina nadal była w posiadaniu tych kamieniczek,a kolega pobierał czynsz,co było nieustannym powodem do żartów.
Ale mieliśmy i swojego von ...ski wink
Trafił do naszej klasy w liceum - powtarzał klasę,ale jakie miał maniery...
Zapraszaliśmy,a zwłaszcza - zapraszałyśmy go na wszystkie imieniny i urodziny,bo czułyśmy się jak księżniczki : "Pozwól Klaro,że podam ci sól" wink
Von kolega miał wygląd i maniery,ale...głowy do nauki nie miał.
Spacerowałam kiedyś z Dzieckiem,a tu jakiś typ bez przedniego zęba szeroko się do mnie uśmiecha i mówi mi "cześć".
Długo trwało,nim zaskoczyłam,że to był Von.
Spotkanie 20 lat po maturze.Organizatorzy apelują,żeby nie opowiadać o swoich osiągnięciach życiowych i zawodowych,bo Von właśnie wyszedł z więzienia.
Zupełnie niepotrzebnie,Von + nazwisko na jedną z pierwszych liter alfabetu,zagaił bez zmrużenia oka:
- W reklamie aktualnie robię....
    • m.maska Re: Wielkopolskie "domy ze stosunkami". 10.11.14, 16:23
      izydor88 napisała:

      > Tak to nazwał mój kumpel lekarz /w jednej klasie od 7 roku życia/ i syn lekarki
      > .
      > U nas silniejsze było mieszczaństwo.
      > "Dom ze stosunkami",to dom kumpla,też lekarza i z tej samej klasy.Tata - Powsta
      > niec Wielkopolski,mama - nauczycielka.Rodzina była w posiadaniu dwóch kamienicz
      > ek,a przed wojną również małego przedsiębiorstwa.
      > Nie wiem,jak to za komuny możliwe,ale rodzina nadal była w posiadaniu tych kami
      > eniczek,a kolega pobierał czynsz,co było nieustannym powodem do żartów.

      Ja wiem jak to mozliwe, bo podobnie bylo z rodzinna kamienica mojej mamy, w ktorej po wojnie mieszkaly jej ciotki. Nikt im tej kamienicy nie odebral, bo po co brac sobie klopoty na glowe? ona teoretycznie tylko do nich nalezala, ale tak naprawde nie mialy tam nic do poowiedzenia poza tym, ze wszelkich napraw musialy dokonywac same i oplacac wszelkie ubezpieczenia, na wypadek wypadkow i cala rodzina sie na to zbierala.
      Mieszkania w tej kamienicy przydzielano wg wlasnego widzi mi sie, lokatorzy nie placili czynszu, ktory ciotki musialy odprowadzac do magistratu i tlumaczyc sie z tego, ze lokatorzy nie placa... to nie bylo slodkie... bo sprzedac tego nie mozna bylo - kto wtedy kupilby kamienice a juz szczegolnie z lokatorami. Po przemianach udalo sie to z wielkim trudem, bo oczywiscie lokatorzy nawet nie mysleli o tym zeby sie wyprowadzac...

      > Ale mieliśmy i swojego von ...ski wink
      > Trafił do naszej klasy w liceum - powtarzał klasę,ale jakie miał maniery...
      > Zapraszaliśmy,a zwłaszcza - zapraszałyśmy go na wszystkie imieniny i urodziny,b
      > o czułyśmy się jak księżniczki : "Pozwól Klaro,że podam ci sól" wink
      > Von kolega miał wygląd i maniery,ale...głowy do nauki nie miał.
      > Spacerowałam kiedyś z Dzieckiem,a tu jakiś typ bez przedniego zęba szeroko się
      > do mnie uśmiecha i mówi mi "cześć".
      > Długo trwało,nim zaskoczyłam,że to był Von.
      > Spotkanie 20 lat po maturze.Organizatorzy apelują,żeby nie opowiadać o swoich o
      > siągnięciach życiowych i zawodowych,bo Von właśnie wyszedł z więzienia.
      > Zupełnie niepotrzebnie,Von + nazwisko na jedną z pierwszych liter alfabetu,zaga
      > ił bez zmrużenia oka:
      > - W reklamie aktualnie robię....
      >

      No i to jest najlepszy dowod, ze nie ma akurat czego zazdroscic, bo stoczyc moze sie kazdy... tyle, ze z "von" na dno, jest bardziej bolesne - bo z gory stacza sie dluzej i wychodzi bardziej poobijany wink natomiast toczenie sie "pod gore" jest bardziej mozolne i nie kazdemu sie chce.
      • izydor88 Re: Wielkopolskie "domy ze stosunkami". 10.11.14, 18:28
        Ale pamiętam też moją praktykę studencką w klinice w Bonn - sierpień 1981.
        Przez pierwsze dwa tygodnie - ordynator oddziału - von B. załatwiał przez telefon swój urlop.
        Następne dwa tygodnie zastępujący von B. lekarze nabijali się z von totalnie,akcentując zwłaszcza to "von".
        A potem - ja wróciłam do Polski,ku zdumieniu wszystkich.
        Do NL tak gnałam wink
        • al-szamanka Re: Wielkopolskie "domy ze stosunkami". 10.11.14, 18:37
          izydor88 napisała:

          > Ale pamiętam też moją praktykę studencką w klinice w Bonn - sierpień 1981.
          > Przez pierwsze dwa tygodnie - ordynator oddziału - von B. załatwiał przez telef
          > on swój urlop.
          > Następne dwa tygodnie zastępujący von B. lekarze nabijali się z von totalnie,ak
          > centując zwłaszcza to "von".
          > A potem - ja wróciłam do Polski,ku zdumieniu wszystkich.
          > Do NL tak gnałam wink

          Widziałam zdjęcie - zrozumiałe, że gnałaś smile
        • m.maska Re: Wielkopolskie "domy ze stosunkami". 10.11.14, 18:44
          Nie przywiazuje sie tutaj zadnej wagi "von" czy "ncht von" - to element nazwiska i tyle... jesli robi to na kims wrazenie, wskazuje wylacznie na jego wlasne kompleksy.
          • izydor88 Re: Wielkopolskie "domy ze stosunkami". 10.11.14, 21:36
            To był raczej złośliwy chichot wink
            • m.maska Re: Wielkopolskie "domy ze stosunkami". 10.11.14, 21:46
              Zapewne smialiby sie z niego tez gdyby nie mial "von" przed nazwiskiem... jedni sie nadymaja z "von" inni bez "von" - najwyzej wezma sobie gornolotny nick na forum jakby mieli drzewo genealogiczne siegajace starozytnej arystokracji.
              • al-szamanka Re: Wielkopolskie "domy ze stosunkami". 10.11.14, 21:57
                m.maska napisała:

                > Zapewne smialiby sie z niego tez gdyby nie mial "von" przed nazwiskiem... jedni
                > sie nadymaja z "von" inni bez "von" - najwyzej wezma sobie gornolotny nick na
                > forum jakby mieli drzewo genealogiczne siegajace starozytnej arystokracji.


                Oj tak, tak, nie ma to jak górnolotny nick starożytny, bo przez to posiadacz niemal automatycznie sam siebie ustawia na cokole, a potem wystarczy, że taki tylko hmyknie a już mu się wydaje, że gawiedź(czyli ci o nickach pospolitych) powinna ustawiać się w kolejce do całowania pięt i piania zachwytów nad tą wyjątkową elokwencją big_grin
Pełna wersja