m.maska
03.01.15, 15:42
U mnie pada śnieg, tak wiec przypomniało mi się jak to było z tymi sankami

Jako dziecko miałam ogromne ciężkie sanki, na których z powodzeniem mogło jechać troje dobrze "napakowanych" dzieciaków a zmieściłoby się i czwarte.
Bardzo blisko mojego domu znajdował się park, nazywany "małpim gajem" z niewielkim stawem pośrodku i pokaźną górką... jak dobrze posypało i rozjeździło się te górkę to poślizg był taki, ze jazda kończyła się na środku stawu... wtedy były takie temperatury, ze staw zamarzał do dna a tajał kiedy na drzewach były już pierwsze zielone listki.
Ze stawu korzystało się także do jazdy na łyżwach, tyle, ze trzeba było trzymać się z daleka od trasy sanek.
Dzisiaj ta górka jest już duzo niższa, sciezki wyrownane, wszystko poukładane i zapewne nie ma tez takiej fajnej zabawy.
Pamiętam jak wracaliśmy do domu ciągnąc za sobą sanie a facet na szedł od latarni do latarni i zapalał długim drągiem gazowe latarnie, a raczej pociągał za znajdujący się tam "dzyndzel"... śnieg, gazowe latarnie i latarnika - taki widok dzisiaj można jeszcze ujrzeć na Ostrowiu Tumskim we Wrocławiu - pod warunkiem, ze spadnie śnieg.
ta górka została w międzyczasie mocno obniżona...