m.maska
26.06.15, 17:37
Jak zwykle jestem nie na biezaco... to co dzisiaj przezylam zapamietam na dlugo - chociaz takie dni juz sie nie powtorza.
Wybralam sie na zakupy - juz na pierwszym skrzyzowaniu zauwazylam stojacy woz policyjny. No jesli stoi to stoi. Podejrzanie duzo ludzi na ulicach tez mnie nie zaalarmowalo, dopoki nie dojechalam do szlabanu. Upssss... nie ma przejazdu. Sympatyczna policjantka spytala mnie czy mam "specjalne zezwolenie"? nie mam - no coz, powiedziala, teraz jest juz za pozno. Nie ma wjazdu do centrum - trudno, zawrocilam i pojechalam na zakupy do sasiedniego miasteczka. I caly czas myslalam o tym, jak wroce. W miedzyczasie zaryglowali cala wioche.
Wjazd do mojej wioski wydawal sie niemozliwy, kiedy juz na pierwszym rondzie dwoch mlodych policjantow poinformowalo mnie, ze takie maja rozkazy i nic nie pomoze. Mialam jeszcze szanse wjazdu z drugiej strony... kilka kilometrow dalej.