Pan K

30.06.15, 22:06
Zauważyłem ją natychmiast, ale tylko dlatego, że była nowa.
Siedziała sama przy stoliku pod oknem pochylona nad jedną z tych grubych, medycznych ksiąg, które od dawna znałem na pamięć. Kasztanowate włosy miękko spływały na ramiona, prawie całkowicie zasłaniając twarz. Dopiero gdy wstała, poznałem po nagłym łomocie serca, że była jedyna w swoim rodzaju. Wysoka, szczupła, apetycznie i delikatnie opalona, o przepięknej twarzy i ciepłym spojrzeniu anioła. Niewielkie, subtelnie zarysowujące się pod spodniami pośladki mogły doprowadzić do szaleństwa każdego mężczyznę.
Zakochałem się w niej natychmiast.
I wiedziałem, że tylko przy tej kobiecie zaznam całkowitego spełnienia, o czym marzyłem od lat szczenięcych.

Pomimo że każdą wolną chwilę przeznaczałem na tropienie jej śladów, widywaliśmy się rzadko. Ona pracowała na pediatrii, gdzie uchodziła za wzór młodej, zaangażowanej lekarki uwielbianej zarówno przez małych pacjentów, jak i rodziców, natomiast ja na chirurgii. Staruszek ordynator cenił moje umiejętności tak bardzo, że tylko mnie widział jako swojego następcę, co zazwyczaj zbywałem nic nieznaczącymi żartami. Moje miejsce było przy stole operacyjnym, a praca dostarczała niebywałej satysfakcji - nawet gdy traciłem pacjenta, co zdarzało się bardzo rzadko, zawsze zabierałem coś ze sobą.
Z Anną, bo tak jej było na imię, mieliśmy tylko jedno wspólne - miłość do zawodu. Poza tym dokładnie nic. Moich słów słuchała tylko wtedy, gdy przypadkiem znalazła się gdzieś w pobliżu, a ja opowiadałem właśnie o jakimś ciekawym przypadku, o usuniętej nerce albo uratowanej wątrobie. Parokrotnie odpowiedziała nawet na moje wyrafinowane, mające ją zaciekawić pytanie, ale wiedziałem, że po chwili zapominała, kto je w ogóle postawił - gdyż byłem dla niej jak powietrze i jak cień. Niezauważalny, niewidoczny nikt.
Nie zwracała na mnie najmniejszej uwagi, jak zresztą każda kobieta.
Byłem od niej o głowę niższy, łysienie dopadło mnie jeszcze na studiach, a zamiłowanie do obfitych posiłków znacząco odbiło się na na stanie tkanki tłuszczowej. Krytykowali to już moi świętej pamięci rodzice, ale mimo to kochałem ich ponad wszystko i zachowałem w sobie na zawsze. Jednym słowem, nie zrażałem się i także w przypadku Anny czekałem na moją szansę.
Ale i nic nie pozostawiłem przypadkowi.
Przygotowałem dla niej w moim domu sypialnię, której nie powstydziłaby się koronowana głowa - pastelowe zasłony, jasne ściany i łoże tak miękkie, że kładąc się na nim, nawet ja zatrącałem poczucie własnego ciężaru.
Czekałem.

I nadszedł ten dzień - jak cud, jak ucieleśnienie najbardziej nieprawdopodobnego z marzeń.
Wpadłem po pracy do pobliskiej pizzerii, aby wziąć coś na wynos, a ona siedziała tam nad miską jakiejś sałaty i o dziwo, rozpoznała mnie, gdy do niej zagadałem. A kiedy skinęła głową na propozycję omówienia ciekawej operacji oraz wspólnego drinka, wiedziałem, że już jest moja. Krople nosiłem przy sobie zawsze.

Przyjechaliśmy do domu dobrze po dwudziestej drugiej. W ogrodzie zatrzymała się na chwilę obok krzewu róż, gdyż pachniały tak oszałamiająco, że pomimo zobojętnienia zdołała to jeszcze zarejestrować, ale potem potulnie poszła za mną do sypialni, gdzie natychmiast zrobiłem jej zastrzyk.

Gdy było już po wszystkim, powiozłem ją do kuchni na wózku inwalidzkim mojej matki. Zabandażowana i w śnieżnobiałym négligé prezentowała się tak zjawiskowo, że przygotowując kolację, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Pogładziłem jej rozwichrzone włosy, gładkie, opalone ramiona, piersi unoszące się w coraz głębszym oddechu.
Dochodziła do siebie.
Usiadłem naprzeciw i w momencie, gdy zacząłem żuć pierwszy kęs jej smakowicie usmażonego pośladka, uniosła głowę i jęknęła, spoglądając na mnie załzawionymi oczami.
Zadrżałem.
Potężna siła zawładnęła moimi trzewiami, uczucia nigdy dotąd niezaznane prawie pozbawiły przytomności. I gdy gwałtowne wstrząsy, jeden po drugim, wyciskały ze mnie ciepłe strumienie spływające nogawkami spodni na podłogę, bezustannie kotłowała mi się w głowie jedna, jedyna myśl: dla takiej chwili, dla takiej chwili warto żyć...
    • czarek_sz Re: Pan K 30.06.15, 22:39
      Jakbym wrócił wspomnieniami do choroby Pawełka. Al nie katuj mnie bo nie wydolę sad
    • tan.nawe Re: Pan K 01.07.15, 15:57
      Zmilczę, bo inaczej nie wypada. A ja dobrze wychowana jestem.
      • czarek_sz Re: Pan K 01.07.15, 16:26
        A czemu zamilczasz Tanawe ? jak piłaś wino z Maską to też było na cicho i z przyczajówki ? nie przesadzaj tylko nawijaj bo masz gadanę jak mało kto smile
        • tan.nawe Re: Pan K 01.07.15, 16:37
          czarek_sz napisał:

          > A czemu zamilczasz Tanawe ? jak piłaś wino z Maską to też było na cicho i z prz
          > yczajówki ?

          No więc rzecz w tym, że nigdy z Maską nie piłam! Nawet herbaty. smile

          > nie przesadzaj tylko nawijaj bo masz gadanę jak mało kto smile

          a dziękuję, dziękuję za uznanie! big_grin
          Jednak nie strzępię języka po próżnicy. smile
          • vidavil-125 Re: Pan K 01.07.15, 17:17
            Masko
            Przeczytałaś to opowiadanie swojej przyjaciółki?
            Uważaj, to już nie żółte a czerwone światło nad psychiką autorki.
            W realu to realne niebezpieczeństwo.
            • czarek_sz Re: Pan K 01.07.15, 17:24
              Tanawe ja powiedziałem poważnie. Jesteś bardzo sympatyczną osobą i bardzo miłą. Tak Ciebie postrzegam, nie mogę ? nikogo tu nie obrażasz jesteś stonowana w wypowiedziach /w przeciwieństwie do mnie/ i bardzo kulturalna. Maska i Al z Tobą się droczą ale wiem że lubią Ciebie. Podobnie jak ja smile pozdrówka Tanawe i do kolejnej kłótliwości Rybko big_grin
            • m.maska Re: Pan K 01.07.15, 17:43
              vidavil-125 napisał:

              > Masko
              > Przeczytałaś to opowiadanie swojej przyjaciółki?
              > Uważaj, to już nie żółte a czerwone światło nad psychiką autorki.
              > W realu to realne niebezpieczeństwo.

              Przeczytalam... bajke o czerwonym kapturku tez czytalam i jakos nie balam sie, ze mnie wilk zje smile
              • klara_izydor Re: Pan K 01.07.15, 18:50
                Z tego co wiem - chirurdzy nie lubią małych pośladków.
                Co innego duże - zawsze można coś wyciąć podczas zabiegu i posilić się.
                Chirurg syty,a pacjentka zadowolona.Ważne,żeby wycinać symetrycznie.
                • m.maska Re: Pan K 01.07.15, 19:33
                  klara_izydor napisała:

                  > Z tego co wiem - chirurdzy nie lubią małych pośladków.
                  > Co innego duże - zawsze można coś wyciąć podczas zabiegu i posilić się.
                  > Chirurg syty,a pacjentka zadowolona.Ważne,żeby wycinać symetrycznie.

                  Wg Kiszki, Ciebie tez nalezy sie bac big_grin
                  • klara_izydor Re: Pan K 01.07.15, 19:57
                    I za to właśnie lubię Kichonora,bo zawsze marzyłam,żeby ktoś się mnie bał.
                    Dziecko,mąż,psy i koty nie spełniają moich oczekiwań.
                    • czarek_sz Re: Pan K 01.07.15, 20:38
                      Dla lekarza nawet zmarły to obiekt. Gdy syn zmarł prosiłem by Go nie tykano nie krojono. Gdzie tam. Wie pan pana syn już nie żyje a ludzie się kształcą uczą się. Znieczulica ? chciałbym zobaczyć jak tego lekarza kości włóczą i ćwiartują mu skórę. Sqrwiele jedne.
              • al-szamanka Re: Pan K 01.07.15, 21:54
                m.maska napisała:

                > vidavil-125 napisał:
                >
                > > Masko
                > > Przeczytałaś to opowiadanie swojej przyjaciółki?
                > > Uważaj, to już nie żółte a czerwone światło nad psychiką autorki.
                > > W realu to realne niebezpieczeństwo.
                >
                > Przeczytalam... bajke o czerwonym kapturku tez czytalam i jakos nie balam sie,
                > ze mnie wilk zje smile


                Wilka się nie bałaś, ale nie wiadomo czy ja Ciebie kiedyś nie zjem, gdy porządnie zgłodnieję... big_grin
                • m.maska Re: Pan K 01.07.15, 22:12
                  al-szamanka napisała:

                  > m.maska napisała:
                  >

                  > > Przeczytalam... bajke o czerwonym kapturku tez czytalam i jakos nie balam
                  > sie,
                  > > ze mnie wilk zje smile
                  >
                  >
                  > Wilka się nie bałaś, ale nie wiadomo czy ja Ciebie kiedyś nie zjem, gdy porządn
                  > ie zgłodnieję... big_grin

                  Weganka?... oni tam maja na p. miesozernych, ktorzy sa wiecznie nienasyceni i krwiozerczy i sie nie boja... a tutaj przychodza straszyc shock?
Pełna wersja