m.maska
03.07.17, 13:27
Po raz pierwszy byłam w Portugalii czerwcu 2005 roku, w kolejnym roku byłam na Maderze - niby też Portugalia, ale jakże już inna - przez lata powtarzałam, że z tych wielu miast zobaczonych wcześniej i później najbardziej zadziwiła, zaskoczyła, zauroczyła mnie właśnie Lizbona - chciałam tam kiedyś znowu wrócić.
I to nie była Lizbona pokazana przez przewodnika - już wtedy podróżowałyśmy na własną rękę, mimo, że rezerwacji hotelu i przelotu dokonałyśmy przez biuro podróży - to jak i co żeśmy zwiedzały zależało wyłącznie od nas. Wydeptałyśmy wiele schodów, obejrzałyśmy architektoniczne cuda i przekonałyśmy się, że Hiszpania i Portugalia wprawdzie położone na Półwyspie Iberyjskim różnią się między sobą bardzo. Architektura - inna, język - o ile jeszcze pisany może nasuwać skojarzenia z hiszpańskim to już wymowa i brzmienie w niczym nie przypomina języka hiszpańskiego, inne temperamenty, inna kuchnia itd...itd...
Po tym jak udało mi się w ubiegłym roku przełamać opór AL przed "lataniem" - bylo pewne, że kolejna po Andaluzji będzie oczywiście Portugalia - nie mogło być inaczej.
Całe lata myślałam o tym żeby tam powrócić i jeszcze raz zobaczyć Lizbonę w której za pierwszym razem spędziłam wiele dni, wydeptałam wiele ścieżek, schodów i schodków - tylko, że ja chciałam powrócić nie tylko w miejsca, które już znałam, ja chciałam wyruszyć dalej - zajechać do miejsc, które niekoniecznie są już tak popularne jak Lizbona, Sintra czy Porto - a to można zrealizować wyłącznie wg osobiście napisanego scenariusza.
Plany powoli nabierały konturów - wszystko zaczęło się już po powrocie z Andaluzji - w listopadzie ubiegłego roku. Te plany ewaluowały, niektóre miejsca musiały z braku czasu wypaść z programu - bo mierzy się zwykle na wyrost a później okazuje się, że jednak ram czasowych przeskoczyć się nie da.
Nasza podróż odbyła się w dniach 6-18.06.2017 roku i kiedy dzisiaj spoglądam na to co w tym czasie zobaczyłyśmy, gdzie byłyśmy to nabieram przekonania, że miałam jednak dobre wyczucie "czasu i przestrzeni" - bo nie zawsze odbywało się wszystko wg naszych planów - zdarzyło się właśnie już w Lizbonie, że plany na 13.06. - wielkie lizbońskie święto, święto kościelne, bo Dzień Świętego Antoniego, trzeba było na szybko całkowicie przenicować - pozamykano nam tego dnia niemal wszystkie obiekty, które chciałyśmy zwiedzić - tak więc należało wszystko pozmieniać tak, żeby można było w odpowiednim czasie tam powrócić...
No ale...
Kiedy leci się do Lizbony i chce się ją rzeczywiście zobaczyć - to najlepszym miejscem w samolocie jest siedzenie po lewej stronie, oczywiście przy oknie - to już początek i niejako zachęta do zwiedzania.
Samoloty nadlatują od Atlantyku, nad ujściem Tejo, nad dzielnicą Belém i są już na tyle nisko, że można z góry obserwować poszczególne budowle. Tu widać Torre de Belém, Padrão dos Descobrimentos, Mosteiro dos Jerónimos - a tuż przed lądowaniem długi ciąg lizbońskich akweduktów.
