m.maska
21.02.19, 12:54
Bandziory i „dziennikarz” Sekielski do prokuratury i sądu – natychmiast!
luty 21, 2019 12:04 /Matka Kurka
Mam zupełnie czyste sumienia, swego czasu byłem chyba jedynym „prawym”, który nie bronił malowania czerwoną farbą nagrobku Bieruta, chociaż tego nie da się porównać do obalenia pomnika prałata Jankowskiego. Nie bronię podobnych przestępstw i prowokacji z bardzo prostego względu, one po prostu są przeciw skuteczne i ze zwykłych bandytów albo postaci „kontrowersyjnych” robią męczenników.
Cecha wspólna pomiędzy „monumentami” Bieruta i Jankowskiego to właśnie honorowanie „bohaterów” niegodnych żadnego szacunku. W przypadku Jankowskiego nie chodzi wyłącznie o pedofilię, ale też o współpracę z SB i to nazwisko powinno być wymazane z historii lub zapamiętane z całym pakietem „zasług”, bez najmniejszej litości. Rzecz jednak w tym, że naród od motłochu odróżnia porządek prawny i moralny, a także rozum i wiedza. Idiotyczne i potoczne przekonanie, że można usprawiedliwić przestępstwo, jest cechą motłochu, nie narodu. Przestępstwa nigdy nie powinno się usprawiedliwiać, ale można przestępstwo wykluczyć, ewentualnie wskazać na okoliczności łagodzące. Najbardziej znane okoliczności łagodzące to działanie w afekcie lub w ramach wyższej konieczności, co może złagodzić wyrok, a nawet wykluczyć przestępstwo.
Gdyby obalenia pomnika Jankowskiego dopuściła się osoba będąca ofiarą fałszywego bohatera i jeszcze działoby się to w związku z wieloletnią niemocą instytucji państwowych, wówczas można brać pod uwagę okoliczności łagodzące. W tym akcie bandytyzmu nic takiego nie miało miejsca. Pomnik Jankowskiego miał być usunięty legalnie i co więcej na tę operację było powszechne społeczne i polityczne przyzwolenie, od skrajnego lewa, po skrajne prawo. Zatem nie ma mowy o najmniejszych okolicznościach łagodzących i nie ma też mowy o skrawkach racjonalnego działania. Wszystko odbyło się w ramach bandyckiego budowania sławy i sensacji, czego ponad wszelką wątpliwość dopuścili się wandale, ale i pseudo dziennikarz Tomasz Sekielski, który akurat „przechodził z tragarzami” i relacjonował cały żałosny „happening” na żywo.
Ktoś, a w zasadzie nikt, zorganizował sobie pięć minut sławy, podszyte prymitywnym moralizatorstwem, co jest najzwyklejszym przestępstwem i to popełnionym w najgorszych możliwych warunkach. Termin „zamiar bezpośredni” jest doskonale znany prawnikom, natomiast „zwykli ludzie” nazywają to: „wiedział, co robi”. Dokładnie, wszyscy sprawcy doskonale wiedzieli, co robią, o czym świadczy również ich „bohaterskie” oczekiwanie na funkcjonariuszy policji. „Dziennikarz” Sekielski także miał pełną świadomość, że popełnia przestępstwo, nawet jeśli w chwili popełniania czynu zabronionego nie wiedział, że chodzi o art. 255 k.k., który między innymi mówi o publicznym pochwalaniu przestępstwa.
Wracając do podstaw cywilizacji i definicji narodu, nie da się przejść tej drogi bez odwiedzenia prokuratury i sądu. Jakiekolwiek prawne i społeczne przyzwolenie na bandytyzm, w dodatku bandytyzm służący tylko i wyłącznie pozyskiwaniu mołojeckiej sławy i kreowaniu fałszywych męczenników, jest upadkiem cywilizacji. Kiedy prawo i społeczeństwo ma się sprzeciwiać łamaniu odwiecznych reguł, jeśli nie w przypadkach ewidentnego chuligaństwa, motywowanego osobistymi korzyściami?
Żadnej litości dla bandyckich wyczynów, ale do tego potrzeba kawałka odwagi. Jest pewne, że za chwilę „dziennikarz” Sekielski, usprawiedliwiając swoje przestępcze zachowania będzie bił w największe dzwony i unosił się etycznie na szczyty wolności słowa oraz niezależności dziennikarskiej. Podobnymi bojownikami o konstytucję i pozostałe wartości europejskie zostaną okrzyknięci bandyci odpowiedzialni za akt wandalizmu, ale tę „zabawę” w końcu trzeba przerwać albo wrócimy do jaskiń i łupania maczug.