m.maska
11.03.19, 13:53
Marzec 11, 2019 11:15 /Matka Kurka
Po wyborach samorządowych prawicową śmietankę dopadła autentyczna biegunka, słowna i intelektualna. Miał się skończyć PiS i to na pniu, miała się posypać cała Polska, bo kilkunastu misiów warszawka pochłonęła w nieco mniejszym stopniu niż lewicowych kolegów i poczuli się przegranymi w bitwie o miasto. Cóż, prawicowe misie, przegrana w Warszawie była wkalkulowana porażką, między innymi dlatego, że nie potrafiliście zbudować czegoś innego niż patetyczny przekaz, który i mnie, chłopka z prowincji, raził. Na szczęście warszawka to jedno, a Polska to drugie.
Z perspektywy czasu i odległości mogę powiedzieć, że wyborów w Warszawie po prostu nie dało się wygrać. Sam zaklinałem rzeczywistość do tego stopnia, że ogłaszałem zwycięstwo Patryka Jakiego, wiedząc ile w tym jest pobożnych życzeń i jak mało trzeźwej oceny. Nie popadłem natomiast w nihilizm i histerię po wyborach, co stało się udziałem większości prawicy. Skupiłem się na liczbach i danych z całej Polski. Z liczb i danych jasno wynikało, że wybory samorządowe były wielkim sukcesem PiS i to w chwili, gdy PiS przeżywał kryzys i nie miał dobrego pomysłu na kampanię. Co więcej przegrana w Warszawie i potem walkower w Gdańsku mogą się okazać kluczowymi porażkami w ostatecznym zwycięstwie europejskim i krajowym.
Nim znów usłyszę, że moje myślenie życzeniowe staje się nudne, chce zwrócić uwagę na dwa najpoważniejsze kryzysy polityczne w obozie POKO, wywołane wyłącznie przez jedną parę, w jednym miejscu. Pierwszy kryzys to decyzja Trzaskowskiego o zwołaniu nadzwyczajnej sesji Rady Warszawy, na której miała być cofnięta uchwała obniżająca bonifikaty od przekształcenia użytkowania wieczystego we własność. Była to jedna z pierwszych i tak szokujących decyzji, że do akcji wkroczyli jednoczenie Grzegorz Schetyna i lewicowo-liberalne media. Stał się mały cud, dziennikarze GW i TVN nie zostawili suchej nitki na tej wolcie i jak się łatwo domyślić chodziło o interesy samych dziennikarzy, jak i wielu, wielu innych poważnych biznesmenów. Z kolei Schetyna sprowadził Trzaskowskiego na glebę, bo Polacy zobaczyli czym grozi powrót PO do władzy.
Drugi kryzys również ma tego samego autora, który tym razem działał zespołowo. Karta LGBT+ kojarzy się i z Trzaskowskim i Rabiejem i chociaż była pomysłem z zupełnie innej bajki, wyrządziła jeszcze większe szkody niż próba odebrania bonifikaty. Jakby nie patrzeć, dwa warszawskie kryzysy rozlały się na całą Polskę i wywołał je nie kto inny, tylko Rafał Trzaskowski, dzielnie wspierany przez partnera Pawła Rabieja. O ile zamach na bonifikaty Schetyna w trybie pilnym odwołał, o tyle z LGBT tak łatwo nie pójdzie, bo pójście nie może. POKO leży pomiędzy młotem i kowadłem. Jeśli odwróci się od paranoi LGBT, to Biedroń chętnie przejmie procenty wyborców z paranoją związanych. Utrzymanie kursu wyznaczonego przez warszawskich „strategów”, przyniesie takie same albo i większe straty, co wyraźnie pokazują nastroje społeczne.
Każda partia przed wyborami strzela pomysłami na zwycięstwo, ale kule to Pan Bóg nosi. PiS miał pomysł na kampanię europejską i to bardzo mocny pomysł, zbudowany na pakiecie socjalnym, aż tu nagle Kaczyński poświęca całe swoje wystąpienie LGBT. Tak się poniosły ślepe kule Trzaskowskiego, że grzechem było nie skorzystać z nadarzającej się okazji. Zwycięstwo POKO w Warszawie było doświadczeniem bolesnym, ale kto wie, czy nie koniecznym do zwycięstwa w wyborach europejskich i parlamentarnych.
Wiele wskazuje na to, że Polacy przypomnieli sobie, co ich może czekać, patrząc na wyczyny Trzaskowskiego, Rabieja, no i jeszcze do tej dwójki dołączyła Aleksandra Dulkiewicz z Gdańska. W tym ostatnim przypadku nie chodzi wcale o głośną flaszkę wódki, ale o LGBT i zwolnienie dziennikarza z roboty, który pokazał „aferę”. Wygrana POKO w Warszawie, to dary niebios dla PiS, a z Gdańska płyną dodatkowe „gratisy”. Jeśli PiS z tych prezentów i promocji skorzysta, o wyniki wyborów jestem spokojny.