Dodaj do ulubionych

W swojej instrukcji do medytacji shikantaza Dogen

26.11.12, 11:52
pisząc o rzeczy najważniejszej, czyli procesach swiadomości używa zwrotu który jest dość ciekawie tłumaczony, a mianowicie "myśl o niemyśleniu", w innej wersji "bądź przed myśleniem". Zwroty wydają się być absurdalne ale mając nieco praktyki można zrozumieć o co chodzi. To jest to o czym mysli pewien mistrz vipassany pisząc" należy się skupić na chwilach między myślami i poszerzać je". To jest istota shikantaza.
Obserwuj wątek
    • perceptivity Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 28.11.12, 16:04
      Poszperałem i jest kilka wersji jak poniżej w różnych tłumaczeniach.
      Może to świadczyć o tym że znaki japońskie to opisujące nie są tak jednoznaczne.
      W końcu jednak wszędzie jest mowa o nie-myśleniu, braku myśli czy też "odejściu" myśli...
      Berkeley Zen Center
      Think of not thinking. Not thinking: What kind of thinking is that? Letting thoughts go (Nonthinking). This is the essential art of zazen.

      Yasuda Joshu roshi and Anzan Hoshin roshi
      Think of not-thinking. How do you think of not-thinking? Be Before Thinking. These are the basics of zazen.

      Hakuyu Taizan Maezumi Roshi
      Think of not thinking. How do you think of not thinking? Non-thinking. This in itself is the essential art of zazen.

      Mike Chodo Cross
      "Think the concrete state of not thinking." "How can the state of not thinking be thought?" "It is different from thinking." This is the secret of sitting-Zen.

      Antaiji Zen monastery
      Think of not thinking. Not thinking: What kind of thinking is that? Letting thoughts go (Nonthinking). This is the essential art of zazen.

      Prof. Masunaga Reiho
      Think the unthinkable. How do you think the unthinkable? Think beyond thinking and unthinking. This is the important aspect of sitting.

      Dharma Rain Zen Center
      Think of not thinking. Not thinking—what kind of thinking is that? Nonthinking. This is the essential art of zazen.
    • nland Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 01.12.12, 15:44
      Bierzesz pod uwagę fakt, że "shikantaza" jest formą wysoce zrytualizowanego naśladownictwa Buddy, które dokonuje się w akcie fizycznego przybierania jego postury? To co nazywasz "shikantazą" nie funkcjonuje wyrwane ze specyficznego rytualnego kontekstu buddyzmu chan/zen. To samo dotyczy interpretowania Dogena. Jego pisma - wbrew uniwersalizmowi D.T. Suzukiego - nie mogą być analizowane nie będą ściśle powiązane ze strukturą rytualno-instytucjonalną jaką jest japońskie zen Soto. Poza tym to co nazywasz "vipassaną" jest formą praktyki, która została wypreparowana w procesie modernizowania się buddyzmu, a jej korzenie nie sięgają głębiej niż wiek XIX. Porównywanie więc tej formy "medytacji" z wyrwaną z tradycyjnego kontekstu "shikantazą", mija się z celem z punktu realnej, historycznej oceny tych dwóch praktyk i jak dla mnie zdradza tylko powielanie romantycznego fantazmatu o "medytacji" jako introspekcyjnym wglądzie. Polecam art. który w pewnym względzie koresponduje z moją tezą. Pozadrawiam

      buddyzmipsychoterapia.blogspot.com/2012/11/buddyzm-i-neuronauka-inaczej.html
      • perceptivity Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 01.12.12, 17:02
        Shikantaza jest bardzo "zoperacjonalizowana" i zgodnie z Fukanzazengi nie jest zależna od jakichkolwiek rytuałów. Np. roshi Nishijima (jest to na YT) stwierdza że zazen to po prostu rodzaj gimnastyki w bezruchu. Sesję trzeba przesiedzieć w wyprostowanej pozycji i to wszystko. Centralną ale i bardzo subtelną sprawą jest właśnie kwestia pracy z procesami psychicznymi bo czasem opisuje się tu niestworzone historie. Z tych wersji tłumaczenia odnośnego fragmentu instrukcji widac że celem jest zatrzymanie/wyciszenie mysli. Sprawa dość jasna ale i bardzo ciekawa. Na tym polega "eksperymentalizm" buddyzmu, to nie klepanie formułek tylko własne doznania.
        • nland Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 01.12.12, 18:30
          Założę się, że Dogen przewraca się w urnie jak dochodzi do niego to jak „operacjonalizowana” jest shikantaza przez różnych modernistów w rodzaju Nishijimy. Rzeczony „eksperymentalizm” buddyzmu to fascynujący, i można sądzić, najistotniejszy element adaptującego się od półtora wieku buddyzmu na Zachodzie. Zastanawiające jest tylko to dlaczego taki Nishijima, zuchwale promujący zazen na Zachodzie jako formę „gimnastyki”, nie pozbędzie się innych egzotycznych stricte buddyjskich rekwizytów typu tytułowanie się mianem „roshi”, noszeniem tradycyjnych szat, praktykowanie „przekazów Dharmy”, bałwochwalczego kultu Shobogenzo czy Mulamadhyamakakariki Nagardżuny i innych. Ale jakoś, wiadomo, trzeba sobie radzić na tym trudnym „rynku” quasi-religijnych „produktów”, trzeba jakoś manewrować, żeby się sprzedać postnowoczesnym masom wybrednych konsumentów. A „doświadczenie” doprawione szczyptą egzotyki a la Shangri-La, wiadomo, najpewniejszym sposobem zaszachowania niepewności prześladującej dzisiejszy pluralistyczny świat idei i ugruntowanie się w transkulturowej, transhistorycznej rzeczywistości zabezpieczonej przed wszędobylską relatywistyczną krytyką. Tylko „doświadczenie” - najlepiej „czyste” - jest jeszcze opoką chroniącą skołowany współczesny zsekularyzowany umysł przed całkowitą dezorientacją. Dezorientacją, która za nic ma takie tradycyjne buddyjskie cnoty i wartości jak kumulacja zasług, korzystniejsze odrodzenie, rygor monastycznej praktyki, nabywanie kwalifikacji rytualnego oficjela, o nirwanie czy oświeceniu już nie wspominając.
          • nland Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 01.12.12, 23:33
            Rozumiem, że taka „operacjonalizacja” - począwszy od instrukcji dotyczącej pewnej określonej postury ciała, na tej dotyczącej „kwestii zjawisk psychicznych” skończywszy - może być atrakcyjna dla osoby chcącej kultywować taką szczególną formę psycho-fizycznej „gimnastyki”, lecz nie bardzo rozumiem co to ma faktycznie mieć wspólnego z buddyzmem, rozumianym jako forma religii mająca swoje społeczno-instytucjonalno-historyczne manifestacje. Jestem w stanie uznać, że można w trakcie takiego treningu rozwijać w sobie jakąś postać introspekcji czy doskonalić pewne funkcje poznawcze, takie jak powiedzmy, uwaga albo dodatkowo próbować świadomie rozluźniać napięcia w ramie mięśniowo-szkieletowej (naturalną równowagę organizmu?), ale nie kupuję idei mieszania tego wszystkiego z buddyzmem, w jakiejkolwiek jego tradycyjnej postaci. To jest zwyczajne nadużycie, którego nie można nawet nazwać formą adaptacji. Wyciąganie takich fragmentów z szerszego kontekstu, jak chociażby posługiwanie się „zoperacjonalizowanym” Fukanzazengi, nie uwzględniając przy tym całej reszty Shobogenzo czy dalej ogólnego tła chan/zen, o szerokim nurcie Mahajany nie wspomniawszy, to forma banalizacji tradycji, próba przypodobania się zsekularyzowanemu człowiekowi Zachodu, który goni ciągle za umykającym mu szczęściem, i by je dopaść chętnym łyknąć nawet najbardziej mętne panaceum.
            • perceptivity Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 02.12.12, 11:53
              Ano właśnie, bo piszemy o różnych rzeczach. Buddyzm tak jak czytam Satipatthana suttę czyli "bezpośrednią ścieżkę" nie jest żadną religią - i w tym różnica z takim chrześcijaństwem,islamem czy resztą, nie wymaga wiary w rzeczy metafizyczne. Warunkiem jest w zasadzie klarownie opisana ("zoperacjonalizowana") praktyka do której nawiązuje shikantaza i jej instrukcje. Buddyzm jako religia zasadniczo jest tylko jedną z nich, ani lepszą ani gorszą.
                • perceptivity Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 02.12.12, 16:38
                  Taka "zachęta" do praktyki jest bardzo motywująca dla wierzącego, tak samo zresztą jak we wszystkich innych religiach. W każdej jesteś wybranym i masz szczęście że Pana Boga za nogi złapałeś a inni to po prostu nieszczęsne głupki :-) Nishijima jednak prawi bezczelnie że "tak zwane oświecenie to tylko romantyczna bajeczka bardzo lubiana przez wiele dzieci"...To podejście wydaje mi się dojrzałe.
                  • nland Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 02.12.12, 17:07
                    Skoro takie podejście wydaje Ci się dojrzałe, to czy równie dojrzałe wydaje Ci się epatowanie Nishijimy całym zestawem wybiórczo wyselekcjonowanych rekwizytów buddyjskich - o których wspominałem wcześniej - a na końcu informowanie swoich w ogromnej większości zachodnich słuchaczy, o tym czego po cichaczu, jako racjonalni, zsekularyzowani Europejczycy i Amerykanie od niego oczekują, mianowicie, jakie to "nieszczęsne głupki" z tych buddystów? Oświecenie! Nirwana! Przecież to bzdury i bajeczki. Tako przecie rzecze Nishijima. Postać zupełnie marginalna jeżeli chodzi o japońskie soto zen...
                    • perceptivity Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 02.12.12, 17:43
                      Nishijima jest przedstawicielem tradycji i sukcesorem Kodo Sawaki, uznanego autorytetu tak że w kwestiach techniki zazen niczego nie wymyslał. Ma jakąś swoją oryginalną koncepcję równowagi układu wegetatywnego ale to akurat nie jest przekonujące. Jak piszesz, jesteś zwolennikiem buddyzmu jako religii. Religia według mnie to podejście niedojrzałe ale bezpieczne.
                      • nland Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 02.12.12, 22:06
                        Twierdzenie, że ktoś jest "zwolennikiem buddyzmu jako religii" jest jak dla mnie nielogiczne. Dlaczego? Dlatego, że to nie jest kwestia wyboru. Albo jest się zwolennikiem buddyzm jako religii albo nie zaprząta się sobie nim głowy w ogóle. Innymi słowy, buddyzm jest religią albo nie ma go wcale. Gdy ktoś zaprząta sobie głowy buddyzmem ale zarazem zaprzecza temu, że jest to religia, natychmiast uruchamia we mnie podejrzliwość co do faktycznych motywów swojego działania.

                        To że powiedzmy taki Nishijima usunie ze swojej sfabrykowanej wersji zen najistotniejsze elementy mahajanistycznej doktryny, nie oznacza, że jego akolici, skłaniając się ku takiej zmodernizowanej wykładni zen, dokonują całkowicie racjonalnego wyboru. Gdyby publiczność Nishijimy faktycznie cechowała się dojrzałością i kierowała się całkowicie świecką racjonalnością, to przede wszystkim nie ulegałaby czarowi tych pozostałości teatralności zen, których Nishijima pomimo swojej rzekomo „zoperacjonalizowanej” wersji zen, świadomie nie usuną. To odwoływanie się przykładowo do Kodo Sawakiego jest właśnie jednym z rekwizytów tej magiczno-religijnej teatralności, tyle że niedostrzegalnej świadomie przez większość współczesnych ciem zen, które uparcie pchają się w płomienie transcendentnej Dharmy pieczołowicie podsycanej przez Nishijimę od dziesięcioleci.

                        Postawa Nishijimy i innych podobnych mu współczesnych buddyjskich reformatorów jest zwyczajnie dwulicowa. Z jednej strony otwarcie ignorują nieprzystające do dzisiejszej rzeczywistości elementy tradycji z której się wywodzą, a z drugiej czerpią z niej całymi garściami, a potem przykrawają jej istotę, tak aby dopasować ją do sentymentów swojej na wpół zlaicyzowanej publiczności. Więcej, wchodzą z nią w milczący układ, określają swój zen, powiedzmy, jako formę empiryzmu w pełni kompatybilnego ze współczesną nauką, ale jednocześnie, podprogowo, uparcie posługując się odpowiednio sformatowaną buddyjską terminologią, sycą nieświadome pragnienia swojej publiczności, która zawzięcie, pomimo swej zdeklarowanej areligijności, ciągle poszukuje uwolnienia się ze swej ziemskiej niedoli, nadal nieprzerwanie tęskni za wzniesieniem się ponad status małpy homo sapiens i chce pod przykrywką jakieś kolejnej mętnej „koncepcji równowagi układu wegetatywnego” z certyfikatem zen, uciec, bez szwanku, z zamieszkiwanego przez siebie świata.

                        To ten właśnie pierwotnie religijny impuls poszukiwania bezpieczeństwa i transcendencji, znajduje swój upust w angażowaniu się w quasi-religijne doktryny, co bardzo często człowiek współczesny, nie czując się z tym do końca komfortowo, racjonalizuje i określa mianem w pełni dojrzałej strategii życiowej.
                        • perceptivity Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 02.12.12, 22:42
                          Wątpie żeby zen miał więcej wspólnego z nauką niż np. prawosławie. Istota zen/czan polega na eksperymencie postrzegania i to wszystko. Wszelka nadbudowa (o tej "nieprzystającej do współczesności" nie wspominając) nie ma znaczenia. Siedząc postrzegasz bez żadnych założeń. Przestrzega się nawet przed chęcią osiągnięcia nirwany/ stanu Buddy czy innej bajeczki.
                          • nland Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 02.12.12, 23:21
                            A nie mógłbyś uskuteczniać tego, jak to nazywasz, "eksperymentu postrzegania" nie podpierając się żadnym odwoływaniem się do zen/chan? Skoro, jak piszesz, "wszelka nadbudowa nie ma znaczenia", to czy nie uczciwie, dojrzale, byłoby porzucić również emblematy w rodzaju zen/chan i siedzieć sobie, postrzegając "bez żadnych założeń"? Nie uważasz, że takie postawienie sprawy byłoby ostatecznym powiedzeniem, że to też nie jest już moja "bajeczka"?
                            • perceptivity Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 03.12.12, 11:54
                              Zabawny jesteś z tymi żądaniami wyłączności na znak towarowy zen™ :-D Bo niby dlaczego? Przecież instrukcja shikantaza zgodnie z którą siedzę sobie od lat nie jest opatentowana. Być może jesteś kompetentniejszy od tego biednego Nishijimy który pozwala a nawet namawia aby siedzieć korzystając ze swojego podręcznika bez wywijania hołubców ani oddawania pokłonów Buddzie ale powinieneś to jakoś uzasadnić...
                              • nland Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 03.12.12, 13:15
                                Zgadza się, „shikantaza” nie została wcześniej opatentowana, to jedynie utowarowiony współcześnie odprysk wielkiego lustra starożytnej transcendentnej buddyjskiej Dharmy, którą sprytni japońscy businessmani, tacy jak Nishijima, od lat sprzedają z powodzeniem na Zachodzie. A najzabawniejsze jest chyba to, że jego klienci chętni są kupować takie omarkowane zenem „nic”, aby móc potem legitymizować czynność, którą wydawać by się mogło, natura przekazała wszystkich ludziom za darmo.
                                • perceptivity Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 03.12.12, 13:56
                                  Hm. Ja nic od nikogo nie kupuję ani nikomu nie sprzedaję. Kiedyś zainteresowałem się po prostu techniką shikantaza od strony psychologicznej i mnie wciągnęło bez stawania się wyznawcą jakiejś religii. To moja prywatna sprawa. Mogę tylko potwierdzić że zwykłe siedzenie zaskakująco zmienia percepcję rzeczywistości i nawet nie próbuję wyjaśniać jak, bo wyjdzie z tego bełkot. Stąd myślę przydatność paradoksu w koanach, tych prawdziwych. Jęsli natomiast ktoś uważa że ma patent na jakieś najprawdziwsze prawdy to gratulacje. Voiceinthedesert ma swoją prawdę, Ty masz swoją prawdę a ja mówię skromnie tylko o sprawach technicznych :-)
                                  • nland Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 03.12.12, 14:40
                                    „Kupowanie i sprzedawanie” oczywiście rozumieć też można przenośnie, bo że zen™ potężnym globalnym businessem jest chyba nikogo przekonywać nie muszę. Nawiązując jednak do tego popularnego uzusu językowego, którym się ponownie posłużyłeś, chodzi mi mianowicie o termin „technika shikantaza”. Pozwala mi to powrócić do tezy wysuniętej na samym początku tej, skądinąd ciekawej dyskusji. Chodzi mi o to, że „shikantaza” staje się „techniką” mającą rzekomo wpływać na jakość percepcji tylko w modernistycznym dyskursie spsychologizowanego buddyzmu zen. W swoim pierwotnym azjatyckim środowisku, „shikantaza” jest formą rytuału, który, przede wszystkim, ma na celu imitowanie fizycznej postury oświeconego buddyjskiego protagonisty, czyli Buddy. Jej funkcja jest zrozumiała tylko i wyłącznie na tle całego buddyjskiego teatrum, czyli kontekstu składającego się z niezliczonych elementów historyczno-socjologiczno-filozoficzno-mitologiczno-kosmologiczno-instytucjonalnych. Moja „prawda” sprowadza się mniej więcej do tego, że jeżeli nie jest się podmiotem, który aktywnie uczestniczy w tej buddyjskiej dramaturgii wyzwolenia, czyli sam niejako nie staje się nośnikiem i zarazem budulcem tej narracji, nie powinien w żaden sposób nawiązywać do niej, chcąc pozostać wobec buddyzmu i buddystów całkowicie uczciwym. Co, podsumowując, oczywiście nie oznacza, że mam coś ogólnie przeciwko „siedzeniu” czy okazjonalnym, a nawet stałym, zmianom w postrzeganiu rzeczywistości. Jak najbardziej, tylko bez etykiety zen™.
                                    • terra_cognita Re: W swojej instrukcji do medytacji shikantaza D 10.12.12, 12:10
                                      Mam wrażenie że jaja sobie robisz. A jeśli nie to odpowiem że dla mnie też shikantaza wqedług Dogena jest ściśle praktyczną metodą treningu psychologicznego całkowicie niezależną od uwarunkowań kulturowych. Tak jak rozumiem ten opis chodzi o stworzenie spokojnych warunków i wykonanie konkretnego ćwiczenia.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka