Dodaj do ulubionych

Co dobrego i dziwnego jedliście gdzieśtam?

16.11.02, 12:30
Heja!Ja w Allepo skusiłem się na kebab wiśniowy. Ale nie wyglądało to jak
kebab! Na talerzu ułożono dookoła trójkąciki z ichniego(arabskiego)'chlebka'
na na tym kuleczki mięsa(baranina)oblane sosem wiśniowym!!! Myślałem, że
będzie to słodkie ale do sosu wiśniwego dodano sos własny mięsa i wyszlo
ztego....mmmmhmm palce lizać!!!
Tąpotrawę można podobno zjeść tylko w Allepo.Nigdzie indziej w Syrii.
pozdr.
Obserwuj wątek
    • chrupo Re: Co dobrego i dziwnego jedliście gdzieśtam? 19.11.02, 20:38
      Korea- małe żywe larwy. Czego nie wiem bo nikt nie mowil po angielsku, było to
      białe i pelzało, trochę wyglądało jak przyneta na ryby. A smakowalo(po
      zamoczeniu w sosie sojowym )jak słone masło.Gdyby tylko sie nie ruszało to bylo
      by OK a tak cały czas musiałem łapac te pędtraki na stole i wrzucac z powrotem
      na talerzyk, wyraznie nie usmiechało im sie byc żywcem pożartym. Inny smakołyk
      z tego regiony to "legendarne" potrawy z psiny. Niestety to jest duży smakołyk
      który kosztuje dosyć drogo , ale smakuje wybornie coś jak cielęcinka.No i
      oczywiście Chiny gdzie można zjeść wszystko, np próbowałem weża niestety nie
      wiem jakiego gatynku ale jak na tamtejsze warunki był kosztowny. Były też
      knajpy oferujące coś co sie chyba nazywalo walka tygrysa ze smokiem , albo
      jakos podobnie, a nie było to nic innego niż potrawka z mięsa kota i szczura.
      Chińczycy bardzo szanuja te stworzenia i sądzą ,że spożywanie szczurzyny ma
      dobraczynny wpływ na organizm. Na ta potrawe nie dałem sie namówić i do dzisiej
      tegi żałuje, może jascze kiedys bede miał szansę, to sie odważę.
      Pozdrawiam fanów dobrej kuchni smile))
      • kvik Re: Co dobrego i dziwnego jedliście gdzieśtam? 16.07.03, 11:34
        chrupo napisał:

        > Korea- małe żywe larwy. Czego nie wiem bo nikt nie mowil po angielsku, było
        to
        > białe i pelzało, trochę wyglądało jak przyneta na ryby. A smakowalo(po
        > zamoczeniu w sosie sojowym )jak słone masło.Gdyby tylko sie nie ruszało to
        bylo
        >
        > by OK a tak cały czas musiałem łapac te pędtraki na stole i wrzucac z
        powrotem
        > na talerzyk, wyraznie nie usmiechało im sie byc żywcem pożartym. Inny
        smakołyk
        > z tego regiony to "legendarne" potrawy z psiny. Niestety to jest duży
        smakołyk
        > który kosztuje dosyć drogo , ale smakuje wybornie coś jak cielęcinka.No i
        > oczywiście Chiny gdzie można zjeść wszystko, np próbowałem weża niestety nie
        > wiem jakiego gatynku ale jak na tamtejsze warunki był kosztowny. Były też
        > knajpy oferujące coś co sie chyba nazywalo walka tygrysa ze smokiem , albo
        > jakos podobnie, a nie było to nic innego niż potrawka z mięsa kota i
        szczura.
        > Chińczycy bardzo szanuja te stworzenia i sądzą ,że spożywanie szczurzyny ma
        > dobraczynny wpływ na organizm. Na ta potrawe nie dałem sie namówić i do
        dzisiej
        >
        > tegi żałuje, może jascze kiedys bede miał szansę, to sie odważę.
        > Pozdrawiam fanów dobrej kuchni smile))

        na jakim programie tv to ogladales ?
    • elve Re: Co dobrego i dziwnego jedliście gdzieśtam? 02.12.02, 17:08
      też w Aleppo jadłam taką jakąś potrawę z dziwnej fasoli czy bobu, jak to się
      nazywało? fus? jakoś na 3 litery. pływało toto w oleju i było niebywale smaczne
      i sycące. a podawali to na śniadanie, hm.
      również w Aleppo jadłam mojego pierwszego, najpyszniejszego na świecie falafela
      z miętą (za 80 groszy, ło matko). i przeżyłam pierwszą w karierze podróżniczej
      zemstę sułtana wink
      • kambodja Do Elve 02.12.02, 17:22
        A nie chodzi Ci o HUMUS ??????? Mniam !!!! Pasta sezamowa z ciecierzycą może
        być też z bakułażanem podawana w oleju sezamowym - do tego czapati - ojej -
        pycha !!! Jadłam to w Syrii w różnych miejscach, a w Derezur podali do tego
        jeszcze pyszną sałatkę !!!! Jest bardzo sycące i pyszne ! W W-wie raz tylko
        jadłam w Cafe Brama - też było dobre, a na ul. Wspólnej w sklepie "Aisza" można
        dostać pastę z ciecieżycy z puszce - dobra tylko trzeba ją rozrobić z olejem
        zesamowym bo jest lekko sucha. Ale mi narobiłaś smaku !!!
        Aha czapati można zamówić na wynos w knajpce syryjskiej na Placu Konstytucji w
        Wawie - 4 placki kosztowały rok temu coś ok. 3 PLN (kupowałam dużo - mroziłam i
        potem po odmrożeniu było pyszne w sam raz na mały oryginalny poczęstunek czy
        przegryzkę).
        • elve Re: Do Elve 06.12.02, 21:32
          nie, nie, to nie był humus - swoją drogą pycha! humus to pasta a to było w
          całości, nie przemielone... taki jakby bób... może nazywało się suf? ludzie,
          ale mam dziurawą pamięć. mąż też nie pamięta nazwy. ale na pewno 3 litery smile
    • bugijan Re: zupka a'la Iran 03.12.02, 23:56
      Pomijajac fakt, ze perska kuchnia ma w swoim menu pyszne, pozywne zupki, w sam
      raz na zimowe wieczory, nie zmienia to faktu, ze mozna zostac poczestowanym
      zupa z baraniego lub jagnieciego lba, z oczami, jezorem i tym wszystkim innym.
      Zupa jest tlusta i nie pachnie zbyt zachecajaco, a serwuje sie na SNIADANIE!!!
      Uwaga wiec na "Kalepacie"
      • marek-bakili Re: zupka a'la Iran 06.12.02, 06:18
        Prawidlowa nazwa kelle-pacza.W jezyku azerbejdzanskim kelle to glowa a pacza
        to zadnia czesc ciala z nogami.O wiele bardziej mocny jest znany a Azerbej-
        dzanie i Gruzji hasz - strasznie esencjonalny bulion gotowany przez wiele
        godzin na nogach,zoladku i flakach.Hasz zaprawia sie winnym octem z rozdrob-
        nionym czosnkiem poniewaz dosc szybko zastyga tworzac cos w rodzaju zelatyny.
        Sporzywa sie go rowniez bardzo wczesnie rano i praktycznie zaspokaja on glod
        na caly dzien.W wypadku zlaman np.rak i nog spozywanie hasza pomaga w szybkim
        zrosnieciu sie zlaman.Nieodzownym warunkiem przy spozywaniu zarowno hasza jak
        i kelle-pacza ktore sa daniami "ciezko przyswajalnymi" jest zuzycie duzej
        ilosci wodki.Na Kaukazie jest to OBOWIAZKOWE(jest to wlasciwie pretekst zeby
        wypic z rana)a w Iranie z wiadomych przyczyn sporzywajac kelle-pacza trzeba
        sie o wiele bardziej meczyc.
        • bugijan Re: zupka a'la Iran 07.12.02, 18:13
          Nie chcialabym sie z Toba spierac, ale w Iranie ta zupa nazywa sie Kalle-
          Pacie, a nie Kalle-Pacia. Drobna roznica, ale istotna. Moge to napisac, bo
          znam jezyk perski. Jak wiesz, Iran jest ogromnym krajem, a jezyk perski ma
          wiele dialektow, pewnie stad ta rozbieznosc w nazwie.
          • marek-bakili Re: zupka a'la Iran 08.12.02, 06:33
            Persowie wymawiaja nazwe bardziej miekko jak Kelle-paczie.Kelle to slowo
            z jezykow tureckich podobnie jak i pacza jakbys nie kombinowal.Caly pn-zach
            Iran zamieszkuja Azerbejdzanie a w ogole ludy tureckie w Iranie stanowia
            ponad 40% ludnosci-to oczywiscie dane nieoficjalne bo do takich biezobrazi
            Iran nigdy nie dopusci ale kartina bliska stanowi faktycznemu.Mieszkam na
            Kaukazie od 12 lat a w Iranie bylem niejednokrotnie bo to niedaleko.Kuchnia
            to moja pasja wiec wiem co mowie.
          • marek-bakili Re: zupka a'la Iran Re do Re 08.12.02, 06:39
            I jeszcze jedno.W jezyku azerbejdzanskim sa dwie litery "e".Jedna wymawia sie
            podobnie jak nasze "e" druga jak dzwiek posredni miedzy "a" i "e".Wymowa rozni
            sie poniewaz Persowie bardziej miekko wymawiaja nazwy azerbejdzanskie czy
            tureckie a Azerbejdzanie bardziej twardo tureckie.
            • bugijan Re: zupka a'la Iran Re do Re 08.12.02, 11:34
              Ja naprawde nie chce sie z toba spierac. A co powiesz na to, jesli napisze ,
              ze mam podwojne obywatelstwo:polskie i iranskie. Jaki z tego wniosek..?
              A kuchnie iranska tez znam, bo gotujemy po persku codziennie. Dzis jest Aash_
              Reshte na obiad, wiesz co to jest? Nushe-jan, zatem.
              • marek-bakili Re: zupka a'la Iran Re do Re 09.12.02, 06:28
                Gdybym zobaczyl i sprobowal to na pewno bym sobie przypomnial.Zakladam jednak
                ze Aash_reshte to potrawa oparta na ryzu.Do tej pory serwowany w Azerbejdzanie
                na Novruz Bayram plow nazywany jest tez Asz.Jest to spuscizna Azwesty i
                staropehlewijskiego gdzie napisano ze "tak blyszcza ziarna PRAWDY"
            • bugijan Re:Zwracam honor 08.12.02, 20:41
              Mam dla Ciebie wiadomosc. Musialam sie upewnic, jak prawidlowo wymawia
              sie "kalle -pacie" w iranskim Azajbardzanie. Zadalam sobie trud i zadzwonilam
              do znajomego Azari, ktory mieszka obecnie w Szwecji. Potwierdzil, to co
              napisales. Oni powiedza kalle-pacia, my zas "kalle -pacie".Zwracam Ci honor.
              • marek-bakili Re:Zwracam honor 09.12.02, 06:53
                Biez probliem.Nie ma takiej narodowosci jak Azari czy Azeri.To bzdura usilnie
                propagandowana w ostatnich czasach do czego przyczyniaja sie Turcy i westmani.
                Jezyk Azeri spokrewniony ze staroperskim ale znacznie sie od niego rozniacy
                byl uzywany na terenie panstwa Atropateny lezacej na terenie obecnego Poludnio-
                wego Azerbejdzanu ktory dzis znajduje sie w Iranie.Azeri byl zblizony do jezyka
                ktorym obecnie posluguja sie Talysze nie jednak nic wspolnego z azerbejdzanskim
                nalezacym do grupy jezykow tureckich ktory zaczal go wypierac poczynajac od
                XII w.Wylansowana na poczatku lat 90 tych przez tureckich propagandystow(ktorzy
                wyjatkowo kiepsko zapoznali
                sie z historia Azerbejdzanu)nazwa Azeri-Turk radosnie przyjeta przez wszystkich
                biurokratow i westmanow ktorym wzorem gestapowca z "Jak rozpetalem II wojne
                swiatowa"(Grzegorz Brzeczyszczykiewicz)nie chce sie lamac jezyka na przydlugawym
                slowie Azerbejdzanie odnosi sie do narodowosci ktora nie istnieje.Jako historyk
                ktory znam ta sprawe od podszewki walcze z ta bzdura ogniem i zelazem,a dewagac-
                je na temat Azerow pozostawiam fanom tej "nacji".Co do kuchni to rzecz jasna
                "o wkusach nie sporiat"ale ja osobiscie bardziej od kuchni perskiej preferuje
                kuchnie kaukaskie.Sag Ol!
    • n0str0m0 Re: Co dobrego i dziwnego jedlis´cie gdzies´tam? 16.12.02, 09:35
      najsympatyczniejsze jedzenie
      udalo mi sie trafic w poludniowo-wscodniej azji
      gdzie wplywy kuchni indyjskiej scieraja sie z chinska i malajska

      nie ma sensu podawac wszystkich potraw
      za malo czasu, za duzo aromatow

      kilka tylko typowan na "mistera gastronomii"
      po jednym z regionu

      glowa ryby w assam curry - indie
      nasi pandang czyli ryz z cala masa rozych dodatkow
      podawanych w miseczkach
      (ustawianych w restauracyjnym oknie w piramidke) - nonya
      mee siam - slodko-kwasne curry z bee hun - ryzowymi kluskami - malezja
      laksa - podobne do spaghetti kluski ryzowe w kokosowej curry z malzami
      (dwa typy - singapurska lub malajska z penangu (ta z fermentowana ryba)

      dwa podstawowe skladniki jedzenia
      sambal chili oraz wszystko co z morza...

      gdy znajdziecie sie w tym rejonie
      nie zapomnijcie sprobowac durian'u
      czyli krola owocow

      pozdrawiam
      nostromo
        • n0str0m0 durianowe nieporozumienia 17.12.02, 03:49
          z durianem sie wiaza dwie anegdoty...

          pierwsza - moje pierwsze doswiadczenie:

          odwiedza mnie moj przyjaciel jan
          jan jest hej-do-przodu i niczego sie nie boi
          ja znam reguly gry i jestem ostrozny

          idziemy na newton circus
          gdzie jedzeniowe mydlo i powidlo
          zaraz obok mojego hotelu
          i zremy plaszczke w lisciu bananowym
          oraz lekko sparzone, krwiste malze
          pod lokalnego browarka - tygryska
          po czym on wlasnie proponuje durian

          pakujemy i pomimo ostrzezen panienki z okienka
          niesiemy do hotelu
          o jakiej trzeciej w nocy

          oswiadczam janowi, ze "szmuklowac"
          musi on jako fachowiec
          (warsiawiak, musi jeszcze pamietac z czasow okupacji jak to sie robi)

          jan jak glupia menda wlecze sie za mna do recepcji po klucz
          i zostawia za soba dlugi tren "zapachu"

          z sercem na ramieniu udajemy sie do pokoju
          gdzie wyganiam go z tym smierdzielem na balkon
          i w tym momencie stuk-puk
          przypetal sie za nami umundurowany recepcjonista

          "prosze pana, czy przyniosl pan do pokoju durian?"
          tylko prawda moze mnie uratowac
          wiec z adrenalina we krwie odpowiadam
          "nie"
          niosl przeciez jan i siedzi na balkonie a nie w pokoju...
          ale adrenalina pozostaje
          i po jednej pestce wywalamy to swinstwo na trawnik pod oknem
          unikajac w ten sposob 500 papierowej kary

          na drugi dzien pierwsza rzecz jaka uderza mnie
          to zapach w "giembie"
          na ktory zaden colgate jakos nie dziala

          na cale szczescie to doswiadczenie
          nie powstrzymalo od dalszych experymentow
          i po jakich dwu-trzech razach
          smak przewyzsza zapach
          i zacheca do dalszych prob

          troche pozniej odwiedzilo mnie paru innych znajomych
          tez hej-do-przodowych

          tych prowadze na curry z rybiej glowy
          gdzie podpuszczam ich do pozarcia rybich oczu
          (udalo sie, ale matoly!... zupelnie jak ja za pierwszym razem)
          a potem - na durian

          tu slowo wyjasnienia

          durian wedlug mnie jest odmiana kasztana
          wszystko sie zgadza, pomimo olbrzymiego rozmiaru
          kolce ma kolace, w srodku pestki swiecace
          a na pestkach wlasnie tluste miesko

          i to miesko zaczynamy jesc
          ja rozgladam sie za pifskiem
          spogladam na kolesi
          a potem na talerzyk...

          o zgrozo - pozarli wszystko, zostawili mokre plamy...
          co zrobiliscie z pestkami?
          jak to co - zjedlismy...

          pestki tez sie je - ale po ugtowaniu
          oszczedze detali ich cierpien
          w kazdym razie przezyli
          i mieli co potem w domku opowiadac...

          a definicja doswiadczenia durianowego
          najlepiej zostala zawarta
          w opisie pewnego podroznika
          co stwierdzil dla tych co jeszcze nie wiedza:

          jest to tak jakbys jadl najsmaczniejszy owoc na swiecie
          stojac okrakiem nad smierdzacym rynsztokiem...

          dodam tylko, ze pomimo iz mozna je kupic caly rok
          to najsmaczniejsze sa "w sezonie" ktory trwa pare tygodni tylko
          i w tym czasie warto sie udac na plantacje i zrec do oporu smile

          pozdawiam

          nostromo
          • kambodja Re: durianowe nieporozumienia 17.12.02, 08:46
            Kupiliśmy połówkę duriana w Melace zapakowaliśmy w dwie szczelne torby i
            spakowaliśmy do plecaka a plecak do szczelnego schowka w autokarze i wracamy do
            Singapuru.
            Już po pół godzinie smród był w całym autokarze ......
            Owoc wylądował w końcu też na balkonie hotelowym....
    • marek-bakili Re: Co dobrego i dziwnego jedliście gdzieśtam? 26.12.02, 07:17
      Dla tych ktorzy nie tylko lubia dobrze zjesc ale maja tez ambicje gotowac
      polecam te strony kulinarne :
      www.baku-az.com/cookery/
      www.sanet.ge/cuisine/index.html
      Poniewaz posilek bez butelki jest grzechem ktory bedzie policzony na Sadzie
      Ostatecznym polecam rowniez chyba najlepsza strone na swiecie o tej tematyce:
      www.stopka.ru
      • imena Re: Co dobrego i dziwnego jedliście gdzieśtam? 27.12.02, 14:38
        Będę mało orginalna. Spośród róznych dań najbardziej smakowały mi orginalne
        wileńskie kołduny. Po lekturze "Szczeniecych lat" Wańkowicza marzyłam o takich
        prawdziwych. A to nie lada sztuka zrobić takie jak opisuje Wańkowicz.
        Koniecznie musi być siekane mięse i mają być zrobione w ten sposób,że jak Wam
        się przylepi kołdun do podniebienia to gdy dotkniecie go jezykiem ze srodka ma
        siknąć tłuszcz.

        Takie kołduny zjadłam u znajomej moich rodziców która urodziła sie w Wilnie.
        Palce lizac i były takie jak u Wańkowicza.

        Życzę wszystkim miłych smaków w czasie podrózy

        pozdrawiam

        imena
    • anyaw73 Koniki Polne 18.02.03, 21:31
      Niestey nie pamietam jak to sie nazywa w jezyku ojczystym, ale bylo to w
      Meksyku w stanie Qaxaca a dokladnie w stolicy o tej samej nazwie. Tamtejszy
      przysmak czyli prazone z przyprawami na ostro koniki polne. Smakowalo jak
      orzeszki tylko wygladalo trohce nie apetycznie.
    • tralalumpek Re: Co dobrego i dziwnego jedliście gdzieśtam? 18.02.03, 23:17
      - dziwne ale nie wiem czy dobre to przysmak islandzki - szkliste
      mieso "zasmierdzialego" rekina,
      krojone w mala kostke i popijane wodka bo bez niej trudno to przelknac.
      sprobowalam, bo w kazdym kraju w ktorym jestem staram sie lokalne ciekawostki
      kulinarne kosztowac ale przez gardlo nie przechodzil mi ten przysmak tak
      szybko i bezproblemowo jak islandczykom.... skrzyzowanie zasmierdzialych jajek
      z zepsutym miesem
    • jolantaklis Re: Co dobrego i dziwnego jedliście gdzieśtam? 07.05.03, 19:00
      Bardzo mi sie podoba co tu piszecie.Tez chcialam sie pochwalic, ale to wszystko
      co piszecie brzmi tak egzotycznie, ze az mi glupio wspominac o soim dankusmile
      Ale co tam- mi smakowalo.Otoz bylam w Amsterdamie w fajnej knajpce pd-
      afrykanskiej i zostalam uraczona mieskiem z krokodyla(podobnno zwykle bardzo
      drogie-my nie zaplacilismy wiele)oraz ze strusia-smakowalo niemalze jak biale
      miesko z kurczaka-choc juz dokladnie nie pamietam jak...wiem tylko ze jak na
      moj gust bylo pyszniutkie-polecam.Poza tym sama nazwa zrobila na mnie super
      wrazenie"krokodyl"brzmi wznioslesmile Polane smacznymi sosami i podane z (podobno
      oryginalnym) afrykanskim chlebkiem.Na deserek zamowilismy specjalność tamtejsza
      wsrod slodkosci- ciasto marchewkowe-tez pysznosc.
      pozdrawiam smakoszow i wyrazy podziwu nad waszynmi kulinarnymi przygodami...no
      i -odwaga przede wszystkimsmilebuzka
    • faraway Re: Co dobrego i dziwnego jedliście gdzieśtam? 06.06.03, 16:39
      w mongolii jadlam suszone kozuchy z mleka jaka. Jest to bardzo twarda, i w
      zaleznosci od starosci zolte lub wrecz brazowawa przekaska. Na mongolskiej
      syberii jedza tez suszone kozuchy z mleka renifera. widzialam jak to sie robi.
      na piecyku gotuje sie skwasniale mleko, az sie calkiem zetnie. potem przeklada
      substancje do woreczka plociennego, formuje cienki (ok 1 cm grubosci) "placek"
      i suszy. nie wiem jak dlugo, ale na wiekszosci mozna polamac zeby. potem placki
      sa lamane na mniejsze kawaleczki i gotowe! smakuje to jak przestarzaly
      (bardzo!!), wyschniety bialy ser. jest to najpopularniejszy przysmak mongolow.
      robia tez wersje "de lux" do ktorej dodaja troche cukru i formuja w ksztalt
      goralskich oscypkow. tylko duzo mniejsze.
      jest to raczej niedobre, ale popijajac goraca herbata doprawiona baranim lojem,
      mlekiem i sola da sie przelknac wink.
      PS przywiozlam troche do polski. pies sasiadki sie nimi zajadal!
      pzdr
      faraway
    • anya.s Re: Co dobrego i dziwnego jedliście gdzieśtam? 12.07.03, 02:36
      Hej!
      To moze zaczne od moich chinskich sasiadow. Poczestowali nas jajkiem a potem
      spytali czy domyslamy sie co z nim zrobili. Jajo bylo nieco gabczaste i
      slonawe. Otoz zasypali je sola, polali sake i na 2-3 miesiace do szfy...
      Gdy ich odwiedzilismy w Chinach byly weze, zowie, golebie, zaby, rozniste
      slimaki i slimaczki, cebulki roslin ogrodowych. Dziwili sie bardzo ze nie
      lubimy obgryzac mieska z glowy. Na szkielecie kaczki po pekinsku w restauracji
      ugotowano zupke a potem przyniesli jej glowe dla goscia honorowego.
      Odmowilismy i byla mala sprzeczka miedzy miejscowymi bo kazdy chcial
      obgryzac... Pamietam gdy na powitanie podali nam zupe z jajka za slodko -
      brrrr, trzeba to bylo wypic zeby sie gospodarze nie obrazili. Tradycyjne
      chinskie sniadanie, tez nie jest najciekawsze. Okayu - rozgotowany ryz, do
      tego jakies kiszone warzywka, dlugie "bagietki" ociekajace tluszczem i znow
      jajko - pita (podobno moczone w jakims kwasie) - calosc szarawa, zoltko
      polyskliwe granatowe - uch, nawet mojego Kube zatrzeslo jak jadlwink
      W Korei Pd na ulicach sprzedawali smazone larwy, ale smierdzaly okrutnie, wiec
      spasowalismy.
      Niedawno znajomi zaprosili nas na sashimi z wieloryba (mieszkamy juz troche w
      Japonii, ale jednak sie nie skusilam). Kubie smakowalo - mieso krwistoczerwone
      w smaku miedzy ryba a kurczakiem, no moze poza jelitem na surowo (nawet
      przelknal jajniki....)
      Mam jeszcze pytanie. Bedac w Nowej Zelandii naczytalismy sie o gorskich
      ostrygach (baranich jadrachwink, nie byly dostepne - jadl ktos moze?

      pozdrawiam Ania
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka